Dobry zbójnik na każde czasy

Niezwykłe ujęcia, mocne postaci, etnograficzny detal, seks i przemoc - ?Janosika. Prawdziwej historii?, który od dziś jest na ekranach kin, nie wolno przegapić
Raczej nie zakochamy się szaleńczo w prawdziwym Jurze Janosiku Agnieszki Holland i Kasi Adamik, tak jak w Janosiku Passendorfera. Rosły Perepeczko na zawsze przejął świadomość Polaków i wyznaczył myślenie o tym, jaki powinien być zbójnik. Odtwórca głównej roli Vaclav Jiracek w niczym go nie przypomina i właśnie dlatego zasługuje na uwielbienie. Zaledwie 175 cm wzrostu, chłopięca twarz i niezależna dusza - to tak zachwyciło reżyserki w młodym, czeskim aktorze, że postanowiły go wybrać z 700 kandydatów. Nikomu nieznany student pierwszego roku wydziału lalkarskiego w roli się sprawdził. Oczy tęskniące za wolnością i niezależnością uwodzą przez ponad dwie godziny filmu. Czy to za długo? Nie, bo gdyby wszystko trwało krócej, nie byłoby miejsca na etnograficzne detale. Ta kulturalna prawda o świecie sprzed 400 lat to jedna z najmocniejszych stron produkcji. Warto też docenić starania scenarzystki, bo na ekrany kin trafia niewiele filmów, nad którymi pracuje się latami. Eva Borusovicowa starała się dotrzeć do każdego historycznego dokumentu, w którym wspominano Juraja Janosika. Przypomnijmy: zbójnik żył zaledwie 25 lat, w latach 1688-1713. Urodził się we wsi Terachova na Słowacji, brał udział w powstaniu antyhabsburskim. Rozczarowany wojną, wrócił do wsi i zaczął zbójować. Pokazanie prawdziwego oblicza Janosika - jako legendy - było ryzykowne. Mity funkcjonują tak dobrze właśnie dlatego, że są nieprawdziwe i dlatego nie rozczarowują, ale nawet pobudzają wyobraźnię. W "Janosiku. Prawdziwej historii" nieprawdą jest tylko to, czego nie udało się ustalić, choćby kim była tajemnicza miłość przystojnego górala z Oraw - a nie jest to na szczęście Maryna.



Reszta to już historia, często prawdziwa do bólu. A że czasy były trudne, to nie brakuje brudu, głodu, krwi, brutalnych "żartów", które prezentowano podczas okradania bogaczy. Naturalizm w każdej scenie - nawet łóżkowej, ale i emocje prawdziwe. Jura przecież był człowiekiem poszukującym. Zszedł na zbójecką ścieżkę, bo chciał naprawiać świat, nie godził się na rzeczywistość, był honorowy do końca. Warto więc zmierzyć się z legendą, bo takie historie już się nie zdarzają.

Dajcie szansę prawdziwemu Janosikowi

Z Kasią Adamik rozmawia Edyta Błaszczak

Nieco cukierkowy zbójnik z serialu Passendorfera kontra wasz brutalny Janosik. Boi się pani konfrontacji?

- To podniecające - zabrać się za coś, co było zrobione kompletnie inaczej. W Polsce za bardzo przywiązujemy się do jednego obrazu. Słyszałam np., że skoro powstały już filmy o Katyniu czy o Powstaniu Warszawskim, to nie ma sensu robić kolejnych. Przecież są tysiące spojrzeń na ten sam temat. Amerykanie zrozumieli to bardzo dobrze. Robią "Batmana" co 10 lat i za każdym razem jest to kompletnie inna historia, choć jednocześnie ta sama, i nikomu to nie przeszkadza. W historii kina było już przecież ze trzydziestu Robin Hoodów, a teraz właśnie powstaje nowy - z Russellem Crowe. My jesteśmy przywiązani do naszego Janosika. Jednak nakręcony 40 lat temu serial Passendrofera dziś jest już staromodny, chyba czas na nową wersję.

Prawdziwą wersję...

- Śmieszny jest pewien fragment w serialu Passendorfera, kiedy Janosik trafia do więzienia. Podchodzi do niego zbój, Słowak, i pyta: "jak się nazywasz, chłopie?" Ten zaczyna tłumaczyć, że został znaleziony w lesie i nadano mu imię Janosik. A Słowak na to: "myśmy też mieli Janosika na Słowacji, sto lat temu żył, okradał bogatych i rozdawał biednym". To pokazuje, jak ta legenda jest nam bliska, a jak daleka od prawdy.
Nasza historia jest absolutnie inna. Mam nadzieję, że ludzie to zrozumieją i nie będą oczekiwali, że zobaczą starego Janosika. Może dadzą filmowi szansę i będą gotowi odkryć coś nowego? Niech pójdą do kina i zobaczą, co im się bardziej podoba.

Co panią najbardziej zadziwiło podczas zbierania materiałów do filmu?

- Nie mogłam uwierzyć, że tyle wiadomo o prawdziwym Janosiku, pozostało po nim tak wiele dokumentów, doniesień. Istnieją bardzo dokładne sprawozdania z jego procesu i przesłuchania. Wiadomo, jak się nazywali jego partnerzy (czyli inni zbóje), gdzie i kiedy się urodził, kim byli jego rodzice, znane są imiona rodzeństwa. 

Pani porównuje Janosika do superbohaterów. A jego historię można potraktować współcześnie, jako opowieść o młodzieńczym buncie, który kończy się tragicznie. Nie chciały panie zmienić zakończenia?

- Jest dokładnie tak, jak było. Próbowałyśmy od początku do końca trzymać się oryginalnej historii. Mimo wszystko, finał tej opowieści nie jest tak całkiem oczywisty, pozostał w pewnym zawieszeniu.