Hurra dla Kultu!

Zaczęło się od brzydkiego falstartu: dwa tygodnie temu ktoś wykradł najnowszą płytę Kultu i wrzucił ją do sieci. Od tego zaczęliśmy naszą debatę o internetowym piractwie. Dziś wyczekiwany od czterech lat album ?hurra!? ma swoją prawdziwą premierę
Na ten album warto było poczekać. Kazik stał się jednym z producentów, odzyskał energię i tchnął ją w zespół. W składzie nie ma co prawda Krzysztofa "Banana" Banasika, ale zastąpili go puzonista Jarosław Ważny oraz gitarzysta i kompozytor Wojciech Jabłoński. Te przetasowania w składzie zrobiły cuda. "hurra!" to powrót do starego, dobrego Kultu, tego sprzed prawie 20 lat. Mamy nową "Paradę wspomnień", czyli "Amnezję" - najlepszy numer na płycie i murowany hit radiowy. Jest też wpadająca w ucho "Marysia", która kojarzy się z piosenką "Dziewczyna bez zęba na przedzie". Kazik i spółka oddają także szacun tym, którzy ich ukształtowali i których podziwiają. Stąd hołd dla The Clash w postaci dęciaków z motywem z "Guns of Brixton" w piosence "Kiedy ucichną działa już", numer "My chcemy trzymać w garści świat" z refrenem zagranym i zaśpiewanym na nutę monumentalnego "Go West" duetu Pet Shop Boys, stąd również w piosence "Nowe tempa" odesłanie do Ramones na które naprowadza fraza "Nie chcę iść do łazienki bez ręki". Muzycznie bez zarzutu, tekstowo także. Szkoda tylko, że w książeczce dołączonej do płyty nie znalazły się słowa piosenek, bo te bardzo się Kazikowi udały.



Z Kazikiem Staszewskim rozmawia Artur Tylmanowski

Wciąż jesteś agnostykiem? Bo utwór "Maria ma syna" nawiązuje do wiary?

- Jestem agnostykiem, który chciałby powrotu wiary, ale jeszcze przeszkadza mu w tym rozum. Jakoś nie potrafię uwierzyć, wiedząc, że nie ma. Muszę pokonać te przeszkody natury intelektualnej, bo życie z wiarą jest łatwiejsze. Zwłaszcza, że ostatnio jakoś los mnie nie oszczędza - i mówię tu o przypadkach dużo poważniejszych niż kradzież płyty.

"Amnezja" to według mnie najlepszy numer na tej płycie. Śpiewasz tam: "Z dziedzictwem bojowego chrztu Lenino, z palmą zdobywców Berlina". Powracasz do piosenki sprzed prawie 20 lat - "Parady wspomnień", w której mierzysz się z komuną?

-"Parada wspomnień" jest o kombatanctwie, a tutaj śpiewam bardziej o tym, że pamięć ludzka działa wybiórczo. Właściwie z czasów komuny pamiętamy takie dni, jak dziś. Z tym kojarzą mi się filmy Jana Batorego, w których gierkowska Polska była pokazywana tak, jakby to był raj na ziemi. I ludzie zapominają, że się po prostu nienawidzili i zabijali w kolejce o drugiej w nocy, żeby dostać kawałek jakieś chabaniny. Pamiętają tylko trzecie miejsce w świecie i triumf Wyścigu Pokoju.

Kawałek "My chcemy trzymać w garści świat" przypomina mi "Go West" Pet Shop Boys. To ważny dla ciebie zespół?

- Przepadam za Pet Shop Boys. Uważam ich za kapelę absolutnie wyjątkową, jeśli chodzi o te duety syntezatorowo-wokalne. Czerpią olbrzymią inspirację ze spuścizny Beatlesów. Nila Tennanta pamiętam z młodości, kiedy dostawałem gazetki od ciotki z Anglii. On był krytykiem muzycznym w "Smash Hits", a potem sam się wziął za śpiewanie. Jest takim fajnym przykładem tego, że krytyk muzyczny nie zawsze musi być niespełnionym muzykiem, jak na przykład Kuba Wojewódzki. (śmiech)

Dlaczego ta płyta Kultu jest dla ciebie tak ważna?

- Przede wszystkim udowodniliśmy sobie, że po odejściu tak istotnego muzyka, jakim jest Banan, uciągniemy to dalej. Choć przepowiednie były różne. Bo jego odejście to było tak jakby od stołu jedną nogę uciąć. Mimo, że między nami personalnie się popsuło, to zawsze będę go cenił jako muzyka. W końcu żeby go zastąpić, potrzebowaliśmy dwóch osób. Ale atmosfera pracy stała się na pewno przyjemniejsza. No, i po raz pierwszy jestem producentem płyty Kultu. Dlatego to takie moje bardzo, bardzo osobiste dziecko i płyta najważniejsza od wielu, wielu lat.

Czyli dalej czerpiesz radość z grania?

- Ona była nawet w tych najczarniejszych czasach. Może jest jeszcze kilka zajęć równie przyjemnych jak koncert, ale generalnie ja sobie nie wyobrażam większego rajcunku niż wyjście na scenę. I mogę narzekać na dojazdy - kiedy przejechanie 200 km zajmuje 5 czy 6 godzin - kocham granie i bez niego byłoby słabo.

Zawsze byłeś ostrym krytykiem polskiej rzeczywistości, i politycznej, i społecznej. Przestało cię to zajmować?

- Bardzo często jeżdżę do Hiszpanii i nie mam w ogóle kontaktu z Polską albo jest on jakiś minimalny. Tutaj widzę z dystansu jak prowincjonalnym krajem jesteśmy. W Polsce wydaje się, że jak się Tusk pokłóci z Kaczyńskim, to piszą o tym na pierwszych stronach zagranicznych gazet. Gówno prawda. Byłem w Hiszpanii w sumie 2-3 lata i jedyne informacje, jakie pojawiły się o Polsce, to te o zawaleniu się Hali Targów w Katowicach i śmierci Geremka. Bardzo dobrze robi mi takie odseparowanie się od syfu, który tu się dzieje. Tylko że mój dom jest jednak tu, w Polsce, więc musiałem się nauczyć również tu odseparowywać się. Teraz np. oddaję się wielu zajęciom związanym z promocją płyty i z próbami muzycznymi. Właściwie od ponad 2 tygodni - poza tym, że była katastrofa w Rudzie Śląskiej - nie wiem "co tam, panie, w polityce?". (śmiech)