Filmowy krach systemu korporacji

Zdobywca nagrody publiczności Berlinale i Doc Review w końcu trafia do regularnej dystrybucji. ?Yes Meni naprawiają świat? to najbardziej bezpretensjonalna krytyka korporacji, jaką zrodziło alterkino
Można - jak twórcy "Korporacji" - przywalić z grubej rury, rozkładając na elementy pierwsze genezę powstania wielkich koncernów i ich największe grzechy. Można - jak reżyser "Wal-Mart: wysoki koszt niskich cen" - bardzo jednostronnie pokazać konsekwencje agresywnej polityki supermarketowego giganta. Można wreszcie - jak Morgan Spurlock w "Super Size Me" - wymierzyć solidny prawy sierpowy całemu przemysłowi fastfoodowemu. Żeby jednak przykuć uwagę widza, wywołując zarazem szeroki uśmiech na jego twarzy, trzeba wielokrotnie ośmieszyć potężną organizację międzynarodową. Albo powołać do życia Front Wyzwolenia Barbie. Mówiąc krótko: być Yes Menem.



"Jesteśmy jak św. Mikołaj, choć nie działamy tak radykalnie i nie włamujemy się do domów" - ironizują liderzy grupy, Jacques Servin i Igor Vamos. Serię "prowokacji kulturowych" - bo tak nazywają swoje akcje - zapoczątkował przypadek. Dziesięć lat temu nie mogli aktywnie protestować w Seattle przeciw Światowej Organizacji Handlu, dlatego założyli fałszywą stronę WTO. I kiedy wkrótce przez umieszczony na niej adres mailowy przyszło zaproszenie na pewną ważną konferencję, ani przez moment się nie wahali. Później już, przy każdej nadarzającej się sposobności, występowali jako "przedstawiciele" czy "rzecznicy prasowi" instytucji i dużych firm, niekoniecznie działając na ich korzyść.

Tak też było w najgłośniejszej jak dotąd aferze z udziałem Yes Menów. Pięć lat temu jeden z członków grupy pojawił się na antenie telewizji BBC. Podając się za reprezentanta korporacji Dow Chemicals - właściciela fabryki w indyjskim mieście Bhopal, w której w 1984 roku wyciek toksycznego gazu uśmiercił prawie cztery tysiące ludzi - zapewnił, że firma bierze odpowiedzialność za katastrofę i wypłaci wysokie odszkodowania. Nawet błyskawiczne dementi prawdziwych pracowników Dow Chemicals nie było w stanie zahamować lawiny wydarzeń - w ciągu 23 minut firma straciła 2 miliardy dolarów.

Ale prawda jest taka, że działania Yes Menów rzadko obliczone są na finansowe straty konkretnych korporacji. Servin i Vamos, niejednokrotnie dowodzili, że chcą przede wszystkim siać ferment, pobudzać ludzi do myślenia i działania. Dlatego właśnie kilka lat temu, na konferencji branży petrochemicznej, podając się za ekspertów koncernu Exxon, zaprezentowali "najnowszy wynalazek" - Vivoleum. Musiało minąć kilka dobrych minut, żeby prezentacja poświęcona korzyściom z wytwarzania świec z ludzkich zwłok została przerwana przez ochronę. W większości przypadków jednak - jak choćby podczas wystąpienia wychwalającego ideę handlu głosami wyborczymi - reakcje audytorium są zaskakujące: brawa, poklepywanie po plecach, wymiana wizytówek.

Antykorporacyjni partyzanci biorą na celownik nie tylko sektor prywatny. Już w poprzednim filmie, zatytułowanym po prostu "The Yes Men" (2003) pokazali, że ulubionym obiektem ich kpin jest wspomniana Światowa Organizacja Handlu. Do tego stopnia upodobali sobie jej atakowanie, że na pewnej konferencji w Sydney, występując oczywiście w imieniu WTO, ogłosili jej... samorozwiązanie.

Podobne przykłady politycznych manifestów można mnożyć. W dokumencie Andy'ego Bichlbauma i Mike'a Bananno (bo w filmowym świecie pod takimi nazwiskami funkcjonują Servin i Vamos) każdy z nich pokazuje, że antykorporacyjne kino może obejść się bez patosu, tendencyjności czy też pieniackiej retoryki Michaela Moore'a (swoją drogą - Kurt Engfehr, współreżyser "Yes Meni naprawiają świat", był montażystą "Zabaw z bronią" i "Fahrenheit 9/11"). Że za hasłem naprawy świata kryje się nie tylko krytykancka gadanina, ale głębokie przekonanie o sensowności inicjowanych akcji. Akcji, które - jak pokazuje wydanie podrobionego "New York Timesa", w którym Yes Meni zasypują świat samymi dobrymi nowinami (m.in. o zakończeniu wojny w Iraku) - mogą kreować alternatywną, pozytywną rzeczywistość poprzez... same korporacje. Bo czymże innym są mass media?

5 dokumentów antykorporacyjnych, które trzeba zobaczyć

Korporacja (2003)
Niezdolność przyznania się do winy, lekceważenie bezpieczeństwa, nieustanne oszukiwanie w celu zwiększenia zysków - to zaledwie preludium do katalogu grzechów wielkich koncernów, jakie wyliczają Jennifer Abbott i Mark Achbar. Twórcom prześwietlającym 150-letnią historię korporacji - instytucji posiadającej osobowość prawną określoną przez psychiatrów jako psychopatyczna - w sukurs idą m.in. Noam Chomsky i Naomi Klein. Wiedzieliście, że wyprodukowanie koszulki Nike w fabryce w Dominikanie to zaledwie 3 promile jej ceny detalicznej w sklepach "pierwszego świata"?

Super Size Me (2004)
"W Ameryce wszystko jest największe: samochody, domy, firmy. Nawet ludzi mamy największych" - ironizuje Morgan Spurlock. I choć na celownik bierze sieć McDonald's, atakuje cały fastfoodowy przemysł, w takim samym stopniu generujący miliardowe zyski, jak gigantyczne problemy zdrowotne. Których on sam - przez miesiąc stołowania się "Pod Złotymi Łukami" - jest najlepszym przykładem. Po tym seansie zamówienie hamburgera z frytkami nie będzie już takie beztroskie.

Wal-Mart: wysoki koszt niskich cen (2005)
Zamiarem Roberta Greenwalda nie było obalanie giganta wśród supermarketów, ale odważne i wyraźne napiętnowanie jego haniebnych praktyk. Zarówno głodowych płac, zakazu zakładania związków zawodowych, inwigilacji pracowników, jak i zatruwania ściekami rzek czy ekspansywnej polityki wyniszczającej drobną przedsiębiorczość. Duży może więcej? Odpowiedź Greenwalda jest jednoznaczna.

Kultura remiksu (2008)
Twórcy "Korporacji" nie chcieli zapłacić za możliwość wykorzystania w filmie piosenki "Happy Birthday". Podobnie jeden z bohaterów "Kultury remiksu" - autor płyty "posklejanej" z sampli wyciętych z prawie 400 nagrań innych wykonawców, który powinien odprowadzić do instytucji chroniących prawa autorskie ponad 4 mln dolarów. Tak jak reżyser filmu, Brett Gaylor, jest on bowiem zwolennikiem tezy, że kultura zawsze bazowała na przeszłości, dlatego jej kreatywne przetwarzanie musi być pozbawione ograniczeń.

Witajcie w życiu (1997)
Najsłynniejszy "półkownik" III RP. Wyrokiem sądu zakazano emisji filmu, a jakiekolwiek próby wprowadzenia go do oficjalnego obiegu nadal są skutecznie blokowane. Henryk Dederko bierze pod lupę Amway - jedną z największych korporacji sprzedaży bezpośredniej, rzucając światło na naszpikowany socjotechnicznych trickami proces werbunku przyszłych pracowników firmy. "Materiały szkoleniowe" Amwaya to podręcznik mentalnego zniewolenia marzeniami, o jakich śnią początkujący biznesmeni.