Godzą się na niezły wycisk, by zdobyć nowy zawód

Nawet osiem godzin ćwiczeń i tańca dziennie. Czternaście weekendów nauki. Efekt - uprawnienia instruktora sportu i przepustka do nowej pracy


- Mam pracę, która daje mi satysfakcję i pieniądze. Nie wyobrażam już sobie życia bez fitnessu - śmieje się Anna Kisiel. A Małgorzata Onichimowska mówi: - Już dziś widzę siebie po skończeniu szkolenia. Za wcześnie, by o tym opowiadać, ale mam jasną wizję i pomysł na zawodową przyszłość.



Obie panie związały się z realizowanym przez Szkolny Związek Sportowy projektem "Instruktor sportu - zawód z przyszłością". Dzieli je bardzo wiele - wiek, doświadczenie zawodowe, rodzaj szkolenia, które wybrały. Łączy przekonanie, że trzeba brać życie w swoje ręce i stale się uczyć.



Dla zabicia czasu?

Współfinansowany z Europejskiego Funduszu Społecznego program ma właśnie swoją drugą odsłonę. W dwóch zeszłorocznych edycjach na instruktorów rekreacji ruchowej o specjalności fitness wyszkoliło się 80 osób. Podobnie będzie teraz. Na początku listopada ruszyły pierwsze weekendowe zajęcia dla czterdziestoosobowej grupy adeptów fitnessu. Przed nimi 14 tygodni intensywnej nauki.

- Część oczyma wyobraźni widzi siebie w pięknym dresie, w roli głównej na sali ćwiczeń. Bycie instruktorem fitness jawi im się jako wymarzone, bajkowe zajęcie - śmieje się Arkadiusz Bęcek, koordynator projektu. - A tak poważnie, to motywacje są bardzo różne. Przeważa chęć zdobycia zawodu, nowych umiejętności. Zdarzyła nam się osoba, która już miała uprawnienia, ale uważała, że ma za małą wiedzę, by prowadzić zajęcia. Ale miałem okazję też natknąć się na wpis w jednej z anonimowych ankiet, który brzmiał: "dla zabicia czasu" - dodaje.

Anna Kisiel, która skończyła szkolenie i zdobyła uprawnienia w poprzedniej edycji programu, mówi po prostu: - Szukałam pomysłu na siebie.

Na kurs trafiła przypadkiem. Skończyła Akademię Wychowania Fizycznego i rozglądała się za możliwością zdobycia dodatkowych kwalifikacji. A że zawsze interesowała się fitnessem, szkolenie wydało jej się jak uszyte na jej własną miarę. Poza tym, przekonał ją program zajęć - jej zdaniem jakościowo i merytorycznie lepszy od innych tego typu szkoleń.



Przedsmak przyszłej pracy

- To najbardziej intensywny kurs na rynku - przyznaje Bęcek. Dane mówią same za siebie: 224 godziny szkoleń, w tym 16 godzin zajęć motywacyjnych i warsztatów kompetencji psychospołecznych, 192 godziny kursu instruktorskiego oraz 16 godzin praktyk. Pierwsze sześć zjazdów to głównie wykłady i ćwiczenia teoretyczne, podczas których kursanci otrzymują potężną dawkę wiedzy z zakresu anatomii, metodyki, psychologii czy pierwszej pomocy. Zajęcia przeplatane są oczywiście rozgrzewkami ruchowymi, które dają przedsmak kolejnych zjazdów. Potem proporcje się odwracają i przyszli instruktorzy muszą stawić czoło wyzwaniu, jakim jest osiem godzin ruchu i tańca dziennie. W trakcie specjalistycznych zajęć trenerzy przekazują kursantom także kolejną dawkę teorii fitnessu.

- Część specjalistyczna to chwila prawdy - mówi Anna Kisiel. - Byłam przekonana, że jestem bardzo sprawna fizycznie. Okazało się, że dużo pracy przede mną.

Uczestnikami szkolenia zajmuje się ponad dwudziestoosobowa kadra. Dzięki temu, że zajęcia specjalistyczne prowadzi kilku trenerów, kursanci uczą się różnych stylów i technik fitnessu. Całość kończy się dwustopniowym egzaminem - testem z teorii i częścią praktyczną, do której trzeba przygotować własna choreografię i poprowadzić zajęcia.



Zajęcie dla dojrzałych

W szkoleniu mogą wziąć udział osoby pełnoletnie, z wykształceniem minimum średnim, z województwa mazowieckiego. Warunkiem jest brak zatrudnienia oraz oczywiście bardzo dobra sprawność ruchowa i poczucie rytmu. Fitness przyciąga w większości ludzi młodych, po studiach lub szkole średniej. W tej edycji szkoleń organizatorzy zdecydowali się także pilotażowo poprowadzić drugą specjalizację, dla osób po 45 roku życia - kinezygerontoprofilaktykę. Pod tym trudnym pojęciem kryje się terapia ruchowa dla osób III wieku. Na taki kurs zdecydowała się Małgorzata Onichimowska - menadżer sportu i licencjonowany pilot wycieczek.

- Trzeba się rozwijać - stwierdza pani Małgorzata. - Kiedy miałam dwadzieścia lat, byłam przekonana, że po czterdziestce świat się kończy. Teraz widzę, że raczej się zaczyna i ewidentnie się zmienia. Osoby, które za moment zostaną emerytami, to już inne pokolenie. To ludzie aktywni, którzy nagle zostaną bez pracy, bez dodatkowych zajęć, bez dzieci. Będą szukać czegoś dla siebie i wielu z nich postawi na aktywność ruchową - tłumaczy swój wybór.

Arkadiusz Bęcek jest pod wrażeniem grupy. - Miało ich być 15, jest 22, dzięki temu, że przyjęte w pierwszej kolejności osoby zrezygnowały z części świadczeń, by powiększyć grupę. Są dojrzali, od pierwszej chwili zgrani, dokładnie wiedzą, czego chcą od życia i od nas.



To nie ryba, to wędka

Spośród kursantów pierwszej edycji z zawodem związało się 8 osób. Wielu z nich jednak wyniosło z zajęć coś znacznie ważniejszego. Jedna z pań, trzydziestolatka pochodząca z małej miejscowości, na pierwszych zajęciach usiadła cicho na końcu sali. Taka typowa szara myszka. Nie wiadomo kiedy coś się w niej przełamało. Na podsumowujące kurs warsztaty przyjechała młoda, elegancka kobieta, świetnie ubrana i uczesana. Nie została instruktorem fitness, choć zdała egzamin i dostała uprawnienia. Przekonała znajomego, że warto zainwestować w pomysł na biznes związany z jej wykształceniem.

- To nie jest ryba, tylko wędka. Od każdego z nas zależy, co zrobi z tą wiedzą i umiejętnościami - uważa Onichimowska. - Pierwsze zajęcia były szalenie interesujące. Jestem dobrej myśli i odnośnie szkolenia, i mojej przyszłości po nim.







Więcej na temat programu można znaleźć na stronie www.szs.pl. Kolejna tura szkoleń specjalizacji fitness rozpocznie się w lutym 2010 roku. Organizatorzy przyjmują jeszcze zgłoszenia.