W "garbusie" nawet w korkach stoi się przyjemniej

Mówi się o nim zdrobniale i zawsze z czułością. Kubański kierowca powie "jajeczko" (el huevito), francuski "biedronka" (coccinelle). Brytyjczyk krzyknie "żuczek", ale my, Polacy, znamy jednego, poczciwego "garbusa", który zawsze dostaje drugie tkliwe imię - "Kermit", "Elmo", "Żółtek". Fani samochodu produkowanego i kupowanego bez przerwy przez ostatnie 70, mają swoje święto i rozpoczynają sezon zlotów
Trzeba wiedzieć, gdzie jest akumulator

Ponieważ szacuje się, że do dziś z taśm produkcyjnych w Niemczech, Brazylii i Meksyku zjechało ok. 22 milionów volkswagenów "garbusów", wygląd tego samochodu zna każde dziecko. Nie wszyscy wiedzą jednak, że w powstawaniu sympatycznego autka maczał ręce sam Adolf Hitler. A to on właśnie w 1934 roku zlecił Ferdynandowi Porsche zaprojektowanie niemieckiego samochodu dla ludu. Miał to być samochód mieszczący 4 dorosłe osoby z bagażem, w cenie dostępnej dla każdego obywatela - poniżej 1000 ówczesnych marek niemieckich. I tak się stało. Nadwozie kultowego wozu zaprojektował główny designer firmy Porsche - Erwin Komenda (brzmi polsko, ale facet był Austriakiem). Wojskowe wersje "garbusów" brały udział w drugiej wojnie światowej, służąc jako jeepy, a nawet amfibie (rarytas dla dzisiejszych kolekcjonerów). Później zaczęto je produkować na potrzeby cywilne. A cywile zakochali się w "chrabąszczach". I trudno się im dziwić. - Prosty, choć garbaty. To samochód bardzo zwykły w swojej budowie - mówi Krzysiek Wawrzak, realizator dźwięku, który wraz z dziewczyną Martą jeździ jaskrawożółtym "garbusem" z 1973 roku.- Mocny i niezawodny. Nasz "Garbek" odpala za pierwszym kręceniem już przy -20 stopniach C, a jak akumulator przysiądzie, spokojnie rusza "na popych", z czym jest słabo w dzisiejszych samochodach. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie jest akumulator - śmieje się Marta (dziennikarka) - Gdy kiedyś przyszło mi go szukać, zwątpiłam. Bo akumulator w "garbusach" ukryty jest pod tylnym siedzeniem.



Katarzyna Kraus, właścicielka zielonego modelu z 68 roku, też nie skarży się na awaryjność. - Każdy, kto ma podstawowe pojęcie o motoryzacji, jest w stanie sam naprawiać drobne usterki, choć tak właściwie dobrze zachowany "garbus" rzadko się psuje. A części jest mnóstwo i są sporo tańsze od tych do nowych samochodów - mówi.

Ukochana mydelniczka

Nieczęsto się słyszy, żeby ktoś szukał na parkingu swojego "Rondla". No, chyba że jest to właściciel małego volkswagena.

- Mam dwa "garbusy", szary z 66 roku nazywa się "Gonzalez" - opowiada Jakub Niemcewicz (ekonomista). Chyba z przekory, bo ten akurat model nie został wyprodukowany w Meksyku. - Czerwony z 68 nazwałem "Rondlem", bo kupiłem go w chudych czasach studenckich i wszystko w nim grzechotało, jakby w środku trzęsły się garnki - dodaje. - Mój garbusek jest wściekle zielony i nazywam go "Kermit" - wyjaśnia Kasia Kraus (szefowa portalu Garbiarnia.com). - Mąż ma za to wersję czarną, tytułowaną "Elmo". To prawdziwi członkowie rodziny - podkreśla.

- "Żółtek" - tak mówimy na nasz samochód. Albo "Garbek" - śmieją się Krzysiek i Marta. Twierdzą, że jest jak wielkie, jasne słońce. Bywa jednak mniej słodko. Właściciele klasycznych modeli podśmiewają się ze współczesnych New Beetle. - Pokazujemy takiego palcem, mówimy "brzyydal", i jest kupa śmiechu - chichocze Krzysiek. - Nie, no to w ogóle nie są samochody. A już na pewno nie "garbusy" - dodaje Gosia Majewska, posiadaczka błękitnego modelu 1200 z 74 roku.

Samochód towarzyski

"Garbusem" nawet w korkach stoi się przyjemnie. Właściciele mówią, że zawsze ktoś macha, mruga światłami, uśmiecha się. To stare, kolorowe auto wzbudza mnóstwo pozytywnych emocji. - Zdarzyło się nawet tak, że jakiś facet z wielkiego craislera uparcie do mnie machał. W końcu stanął obok na światłach, odkręcił szybę i mówi, że kupi "Żółtka" od ręki. Kiedy się nie zgodziłem, zaproponował natychmiastową wymianę - opowiada Krzysiek. Za żadne skarby by go nie oddał. - Kobieta w "garbusie" to już w ogóle przyjemność, same uśmiechy - wtrąca Marta. Z policją też się milej rozmawia niż w zwykłym aucie. Członkowie garbusowych forów internetowych wymieniają się opowieściami, jak to przy przekroczeniu prędkości stróż prawa kręcił głową z niedowierzaniem, że taki samochód jest w stanie tyle ujechać. A "garbus" potrafi. Jak się go porządnie rozbuja, gładko pojedzie 120km/h.

Miłośnicy "garbusów" to świetnie zorganizowana siatka towarzyska. Strony i fora internetowe aż kipią od rozmów, a tablice ogłoszeniowe zapełniają się datami kolejnych zlotów. "Chrabąszcze" we wszystkich kolorach tęczy zjeżdżają do Tarnowa, Kryspinowa czy do Garbowa, a ich właściciele bawią się tam do upadłego. Organizowane są wtedy wspólne rajdy, parady i przejazdy kolumną, konkursy dla właścicieli, a nawet tak osobliwe konkurencje, jak rzut wałkiem rozrządu. Imprezy są przednie, a że jest to samochód uniseks i członkami klubu są zarówno panie, jak i panowie, to można się nawet zakochać. - Moja miłość do "garbusów" narodziła się 10 lat temu, wraz z miłością do pewnej posiadaczki takiegoż samochodu. Jesteśmy razem do dziś - my i "garbusy" - śmieje się Jakub Niemcewicz. - I znamy jeszcze kilka takich garbusowych małżeństw - dodaje. Bartosz Kraus, właściciel "Elma", również poznał żonę podczas zlotu.- Na ślubie towarzyszyły nam oba auta - moje w eleganckim kapeluszu - mówi.

Wakacyjne zloty "garbusów":

Czerwiec
18-20 - Przybrodzin, www.aaltswin.webpark.pl
25-27 - Niechorze, VI Nadmorski Zlot VW Garbusa & Co, www.gryfgarb.org
Lipiec
01-04 - Kryspinów, Garbojama, www.garbojama.pl
09-11 - Sulistrowice, Beetle & Co Camp, www.zlot.garbclub.com
23-25 - Choczewo, www.oldvw.pl
Sierpień
06-08 - Garbo Dakar - Mazury 2010, www.garbiarnia.com
20-22 - XI Jubileuszowy Zlot w Garbach, www.myspace.com/garby10
27-29 - Proszówki k. Krakowa, www.garbatastokrotka.pl
Wrzesień
3-5 Kaczarnica, Spęd Wypasionych Garbusów, informacje: Kafer Klub, Rzeszów