Nie ma złej pogody, są tylko źle ubrani rowerzyści

Nie ma też miejsc, po których w Polsce jeździć się nie da, czy też nie warto. Dlatego w dzienniku "Metro" publikować będziemy najciekawsze trasy rowerowe prowadzące w okolicach największych polskich miast, przygotowane przez miesięcznik "Rowertour". Rozmowa z Izabelą Dachterą-Walędziak, redaktor naczelną magazynu
Krzysztof Olszewski: Czy jeździ pani rowerem do pracy?

Izabela Dachtera-Walędziak: - Mieszkam kilkadziesiąt kilometrów od Poznania, a pracę zaczynamy o ósmej rano, to byłoby więc trudne. Ale jeżdżę dużo w czasie wolnym, bo uważam, że na rowerze można jeździć wszędzie. Dzięki temu widzimy więcej i na więcej ciekawych rzeczy zwracamy uwagę. Dlatego też wakacje spędzam na dwóch kółkach. W ubiegłym roku jeździliśmy po Szwajcarii. To niesamowite miejsce, bo można tam znaleźć trasy zarówno w dolinach, jak i wśród ośnieżonych górskich szczytów.



A wracając do Polski - czy są w naszym kraju miejsca, po których jeździć nie warto?

- Nie sądzę. Gdy przeprowadziłam się z Wielkopolskiego Parku Narodowego w okolicę, gdzie są same pola, myślałam, że umrę z nudów. Ale wystarczyło tylko wyjechać za dom, by znaleźć mnóstwo ciekawych miejsc. Taki też jest pomysł na "Rowetour", który zachęca do pedałowania w dużej części po Polsce. Piszemy o wycieczkach jedno- i wielodniowych. Wszystkie trasy ktoś przejechał.

A jeśli na rower wsiadamy po roku, a niektórzy znajomi wiele lat nie mieli kontaktu z jednośladem? Może na pierwszą wycieczkę powinniśmy pojechać gdzieś blisko, do parku?

- Niekoniecznie. Moja mama wsiadła na rower po kilkunastu latach niejeżdżenia. Po stosunkowo płaskim terenie, asfalcie, ubitych drogach leśnych przejechała ok. 25 kilometrów. Bez żadnego problemu. Podobny dystans na rowerze pokona dziesięcio-, a nawet siedmiolatek.

A jak wozić jeszcze młodsze dzieci?

- Osoby, które wyjeżdżają na rowerze za granicę, coraz częściej korzystają ze specjalnych przyczepek, które sprawdzają się podczas wielodniowych wycieczek. W Polsce nie można jednak jeździć rowerem z przyczepką po drogach publicznych. Pozostają foteliki, ale one sprawdzają się najlepiej podczas jednodniowych wypadów.

Największa zmora rowerzystów, szczególnie tych początkujących, to pogoda i troska o własną kondycję.

- Jest takie powiedzenie: nie ma złej pogody, są tylko źle ubrani rowerzyści. Tymczasem można dziś zaopatrzyć się w odzież i akcesoria, które temu zaradzą. Od kurtek czy spodni chroniących od wiatru i deszczu, po wygodne spodenki z pieluchą i rękawiczki. Radziłabym też pamiętać o kaskach. Dla własnego bezpieczeństwa.

Gdy już mamy skompletowaną odzież, trzeba zadbać o sam rower.

- Zacznijmy od tego, że rower lepiej kupić w sklepie specjalistycznym, a nie hipermarkecie. To da nam gwarancję jakości. Bo niestety historie o odpadających podczas jazdy pedałach nie są zmyślone. Jeśli zaś rower ktoś ma, to przed wyjazdem warto sprawdzić go w serwisie. A na samą wycieczkę zabrać zapasową dętkę, pompkę, łatki. Jeśli o to zadbamy, wyjazd będzie prawdziwą przyjemnością.

ZOBACZ WIDEO

Zobacz także
  • Pijany pieszy prowadzący rower (zdjęcie ilustracyjne) Piwko na rowerze mniej groźne
  • Spokojna głowa w kasku
  • Ślady taterników w ?Szwajcarii krakowskiej"

Polecamy