Fabryka klamek i tajemnic

Najnowsza płyta Grzegorza Turnaua ?Fabryka klamek? jest chyba najbardziej refleksyjną w dorobku artysty. Jak zwykle sporo tu poezji i więcej niż zwykle o przemijaniu. Z muzykiem rozmawiamy o plotkach, jego profilu na Facebooku i o tym, dlaczego nie widać go w kolorowych pismach


Z Grzegorzem Turnauem rozmawia Artur Tylmanowski



Najnowszą płytę "Fabryka Klamek" wydał pan w wytwórni Mystic Production - tej samej, w której wydają m.in. Behemoth, Acid Drinkers, Gaba Kulka czy Czesław Śpiewa. Kojarzy ich pan w ogóle?

- Kojarzę, i to dobrze. Chociaż byłbym oszustem, gdybym stwierdził, że płyty ich wszystkich mam na półce. Każdy z nich jest w swojej dziedzinie wybitny i ma swoją stałą publiczność. Żyjemy w czasach, w których zamykanie się w jednym, bardzo elitarnym gronie, może nie być najlepszym pomysłem. Jeżeli więc w obrębie jednego wydawnictwa istnieją Acid Drinkers, Behemoth, Gaba, Czesław i ja, jest to właśnie odzwierciedlenie świata, w którym żyjemy, a nie tego, do którego się przyzwyczailiśmy.



Jest pan kojarzony z poezją śpiewaną, uduchowieniem, ale ma pan profil na Facebooku. Rzeczywiście korzysta pan z takich portali, na przykład z Naszej Klasy?

- Z Naszej Klasy - nie. Uważałem ją zawsze za pewien ersatz prawdziwego życia towarzyskiego. Dorośli ludzie lubią wspominać, ale powinni przede wszystkim żyć tym, co ich ukształtowało trochę później niż szkoła podstawowa czy liceum. Facebookowiczem też nie jestem. Mam swój profil, ale prowadzony przez kogoś innego. Chociaż z pewnego dystansu obserwuję, jak bawi się tym moja córka, która ma dwadzieścia kilka lat i dla której te sposoby komunikacji są oczywiste. Ja bardzo wiele rzeczy chciałbym zatrzymać tylko dla siebie. Wchodzę jednak - z próżności - na swój profil i czytam, co ludzie sądzą na temat różnych rzeczy, które zrobiłem. To jest deser, którego nie można odmówić żadnemu artyście.

Mimo tego profilu wciąż bardzo mało wiemy o panu prywatnie. Dlaczego?

- Nie jestem człowiekiem egzotycznych pasji i wielu profesji. Od wielu lat robię to samo - piszę muzykę do teatru i filmu, nagrywam płyty, koncertuję. Dlatego nie bardzo jest o czym opowiadać.

My znamy pana piosenki, ale korci nas, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o panu jako zwykłym człowieku.

- Wydaje mi się, że opowiadanie o tym, jaki mam widok z okna, co jadłem i z kim, a potem czynienie z tego newsa, nie jest w dobrym guście. Pustoszymy swoje wewnętrzne życie poprzez nadmierną ilość słów.

A może mówi pan tak, bo obawia się, że ludzie zaczną panu tego i owego zazdrościć? Plotkuje się, że jest pan właścicielem kilku kawiarni na ul. Brackiej w Krakowie.

- Jak w klasycznym dowcipie o radiu Erewań - nie kilku, tylko jednej i nie właścicielem, tylko mężem współwłaścicielki. Wraz z przyjaciółką w starej kamienicy przy ul. Brackiej w Krakowie, tej "Brackiej" z piosenki, prowadzą kawiarnię "Nowa Prowincja". To wyłącznie ich dzieło. Ja mam tam tylko kawę gratis. Ale "Nowa Prowincja" nie jest zwykłą kawiarnią, ale także miejscem spotkań środowiska (pisarzy, artystów, dziennikarzy, studentów), któremu ten lokal wyraźnie odpowiada. Chociaż krążą takie legendy, że wszystkie knajpy na Brackiej są Turnaua. Znając realia prowadzenia knajp, raczej bym nie chciał.

Zazwyczaj mówi się o panu pozytywnie, ale pamiętam też wpis na forum internetowym, w którym ktoś narzucał panu, że "tak bardzo chciał wydać płytę >Historia pewnej podróży< z piosenkami Marka Grechuty, żeby zdążyć zanim wielki artysta umrze".

- Nie mam, jak na to zareagować, bo ciężko mi rozmawiać z ludźmi, których jedynym celem jest napaść czy złośliwość. Wtedy nie ma sensu dyskutować. Tamta sprawa już dawno minęła. Moja płyta z piosenkami Marka Grechuty powstała dla Marka Grechuty za jego życia, z mojej wielkiej estymy dla jego twórczości, z chęci zmierzenia się z piosenkami, na których się wychowałem, które mnie ukształtowały. Nikt przecież nie mógł przewidzieć tego, że w momencie, kiedy płyta była skończona i chciałem mu ją pokazać, jego stan zdrowia tak dramatycznie się pogorszy. Z perspektywy czasu uważam, że dobrze, że ta płyta się ukazała. Ukazała się we właściwym czasie, bo utrwaliła tylko pamięć o Nim i przyczyniła się do tego, że młodzież jeszcze bardziej zainteresowała się Grechutą. I tyle.

Nigdy nie czuł się pan zagrożony po przeczytaniu jakiegoś wpisu na forum czy komentarza pod swoim adresem?

- W moim przypadku ten poziom agresji i frustracji jest minimalny. Dopóki to kanalizuje się na jakichś forach internetowych, niech sobie będzie. Ja tego nie muszę czytać.

Raz na kilka tysięcy takich przypadków, ktoś faktycznie nie wytrzymuje, chwyta za broń z myślą, żeby zabić. Miesiąc temu taki scenariusz w Łodzi dopisało życie.

- To, że ktoś szalony strzela i morduje, jest rzeczą tragiczną, ale, niestety, również, w sensie statystycznym, nieuniknioną. Raz na jakiś czas znajdzie się ktoś, kto zamorduje tylko po to, żeby zaistnieć i spełnić jakąś swoją opętańczą wizję. W Łodzi, w moim mniemaniu, nie zdarzyło się nic ponadto.

Pan w ogóle nie interesuje polityka?

- Staram się orientować w tym, co się dzieje, ale nie angażować w to ani swojego czasu, ani emocji. Polska polityka to jest pewien teatr, który odbywa się na innych zasadach niż moje życie. Ja pragnę tylko, żeby miasto i państwo, w którym mieszkam były dobrze zarządzane przez ludzi, którzy są kompetentni i nie chcą mi nagle urządzać świata od nowa. Jestem człowiekiem o umiarkowanych poglądach, skłonnym do dużej tolerancji. Nie jestem pryncypialny w sposób, który miałby eliminować możliwość przebaczania, kompromisu, rozmowy. Może więc pan sobie sam dopisać, które ugrupowania polityczne w tym kraju przerażają mnie i smucą.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl

ZOBACZ WIDEO

Zobacz także
  • Jacek Budyń Szymkiewicz Bezczelny jestem od dziecka
  • Kazik i Kult bez prądu
  • Hey w Och-Teatrze

Polecamy