"Czarny": jasna strona polskiego offu

Kino niezależne to hasło, które brzmi ładnie i dumnie, ale w wydaniu polskim nie zwiastuje nic dobrego. Spiritus movens krajowego offu Dominik Matwiejczyk przywraca wytartej etykiecie blask świetności. "Czarny" udowadnia, że tanio może oznaczać fachowo i ciekawie
Drogę młodym twórcom utorował w 2000 roku Grzegorz Lipiec, lider kultowej zielonogórskiej grupy Sky Piastowskie, którego "Że życie ma sens" nie tylko zjeździło festiwale, ale i trafiło do regularnej dystrybucji. Od autorskiego bezbudżetowego kina ("Kalaffior") zaczynał też rok wcześniej Jacek Borcuch. Cyfrowe kamery ułatwiały start, mocny nurt domorosłych debiutantów dostał swoje sekcje na ważniejszych imprezach, w tym gdyńskiej, a na Warszawskim Festiwalu Filmowym pojawił się nawet blok obrazów kręconych komórką. Powstały dziesiątki przeglądów. Swoją masą off przygniótł samego siebie. Im dostęp do sprzętu staje się łatwiejszy - przebojem tego roku są lustrzanki cyfrowe rejestrujące obraz w HD - tym bardziej liczy jakość. I w tę stronę poszedł Dominik Matwiejczyk, reżyser "Czarnego".



Twórca razem z bratem Piotrem i ukochanym aktorem Bodo Koksem wystartowali udaną "Krwią z nosa" w 2004 roku. Potem podążyli odrębnymi ścieżkami. Piotrek bardziej niszową, Domink wraz z Patrykiem Vegą romansuje z mainstreamem - napisali "Ciacho", Matwiejczyk stanął też za kamerą paru odcinków "Pitbulla". Równolegle pracuje jednak nad własnymi rzeczami - np. "Krótką histerią czasu", która przyniosła mu w Gdyni nagrodę za scenariusz. W konkursie niezależnym, ma się rozumieć.

W "Czarnym" po raz kolejny u tego reżysera pojawia się Mateusz Damięcki. Reszta obsady jest równie ciekawa: są tu znani z desek teatru i z seriali Marta Klubowicz oraz Andrzej Gałła, Arkadiusz Detmer z "Symetrii", minicelebrytka z "Tańca z gwiazdami" i córka Jolanty Fajkowskiej - Maria Niklińska, epizodycznie Magdalena Różczka.

W tytułową rolę wcielił się zyskujący ekranową estymę Michał Żurawski. Czarny przyjeżdża z miasta do rodzimej wsi, by zmierzyć się na oczach widzów z polskimi demonami. Pusta religijność nieudanie maskująca grzechy, romans księdza, zaściankowa zawiść, przemoc w rodzinie, alkohol, młodzieńczy bunt satanistyczny. Wygrywany w takt "Oni zaraz przyjdą tu" w wykonaniu Maleńczuka intrygujący wątek kazirodczy zakończony oryginalną sceną egzorcystycznego gwałtu i podszyty tajemnicą samobójstwa ojca kontruje sielskość mrokiem thrillera. Może i fabularne nici są za grube, a reżyser niepotrzebnie krzyczy z plakatu hasłem: "Najbardziej kontrowersyjny polski film roku". Może nagród za zdjęcia nie będzie. Lecz z pryszczatych produkcji offowych pozostał tu jedynie mocny product placement, który trzeba zrozumieć i wybaczyć. Projekcje w salach Sieci Kin Studyjnych w całej Polsce. Warto.