Kim jest Nemo?

Pamięć przyszłości, równoległe przeszłości. Patetyczny miks sentymentalno-filozoficzno-futurystyczno-estetyczny. Ulubiony film Europejczyków w mijającym roku. ?Mr. Nobody? wreszcie trafia do polskich kin
Od behawioryzmu Burrhusa Frederica Skinnera, przez banalny chaos deterministyczny efektu motyla, po zakładającą istnienie dziesięciu wymiarów teorię strun. Od poruszającego buntu "Where is My Mind" The Pixies, przez nihilizm "Sweet Dreams" Eurythmics, po optymizm "Mr. Sandman" The Chordettes. Od "Przypadku" Kieślowskiego po prezentowany na otwarcie Centrum Nauki "Kopernik" "Wielki Wybuch" Petera Greenawaya. Jaskrawe kolory amerykańskiej prowincji lat 70. i chłód stylizacji przeniesionej z "2010: Odysei kosmicznej". Bohater jako 117-latek, dojrzały mężczyzna (w obu wcieleniach Jared Leto), nastolatek, a nawet w okresie prenatalnym. Jako facet blondyny, Azjatki i swej przyrodniej siostry.



Poprzedni film Jaco Van Dormaela, nominowany do Złotego Globa i nagrodzony w Cannes "Ósmy dzień", miał premierę w 1996 roku. Nad scenariuszem "Mr. Nobody" pracował siedem lat. Na europejską superprodukcję poszło 50 mln dol. Oprócz znanego m.in. z "Requiem dla snu" hollywodzkiego gwiazdora, który w ubiegłym tygodniu na występ swojej formacji 30 Seconds To Mars przyciągnął na stołeczny Torwar tysiące nastolatek, do obsady trafiły Diane Kruger i Sarah Polley. Jakieś pytania? Tak: o co w tym wszystkim chodzi?!

Pod koniec XXI wieku ostatni śmiertelnik w świecie nieśmiertelnych opowiada dziennikarzowi alternatywne historie swego życia. Jest chłopcem rozdartym między miłością do rozstających się ojca oraz matki, wrażliwym nastolatkiem, urzekającym mężczyzną, kosmicznym podróżnikiem, starcem występującym w dziwnym "Big Brotherze". Jednocześnie! Na imię mu Nemo, czyli Nikt, więc niczym Verne'owski kapitan (albo pixarowska rybka) żegluje przez czas i wiry zdarzeń, targany teoriami, które reżyser miele z pasją maniaka. Efekciarstwo i patos, dużo nieszczęść i namiętności, niewiele spójnej filozofii, zaczyna się dłużyć. Dzięki realizacyjnemu kunsztowi, scenografii oraz muzyce ogląda się jednak całkiem nieźle. Tak też uważali uczestnicy głosowania na People's Choice Award, przyznając "Mr. Nobody" tytuł Najlepszego Europejskiego Filmu 2010.