Syn Kazika i jego muzyka

Był Tata Kazika, był sam Kazik, teraz pora na jego syna. 24-letni Janek wydał właśnie debiutancką płytę "Piosenki o miłości". Będzie poetycko jak u dziadka, czy rockowo jak u ojca? Będzie reggae, w stylu Janka
Z Jankiem Staszewskim rozmawia Artur Tylmanowski

Twoja płyta od piątku jest w sklepach, zagrałeś już kilkanaście koncertów i choć używasz pseudonimu Janusz, wszyscy wiedza, że masz na nazwisko Staszewski. Tata pomagał ci przy debiucie?

- Nie przyczynił się do niego bezpośrednio, ale trochę pomógł. Robiliśmy z nim mix i mastering, ale nic ponadto. Cała produkcja płyty "Piosenki o miłości" to moja zasługa. Tata był dobrym duchem, który gdzieś tam zawsze krążył z boku.



Dawał rady, wtrącał się czy dał ci wolną rękę?

- Tata zawsze był z boku. On robi swoje, ja też. Ale te piosenki podobały mu się od początku. Sam mnie zachęcał, żebym wydał tę płytę.

Ale od porównań nie uciekniesz, jesteś trzecim Staszewskim w rodzinie - po dziadku Stanisławie i ojcu Kaziku - który wchodzi na scenę.

- Jestem z domu, w którym muzyka była od zawsze. Ale czy wiązać ten mój debiut z rodem Staszewskich? Myślę, że raczej z moim własnym, autorskim pomysłem. Swojego dziadka nawet nie znałem, trudno mi się wypowiadać na jego temat. Tata na pewno swoje w muzyce zrobił. Teraz się okazało, że ja zaczynam coś robić z muzyką. To przyszło naturalnie.

Taka rodzina bardziej pomaga czy przeszkadza?

- Oczywiście, niektórzy mogą myśleć, że tata mnie "wepchnął" na scenę. Ale ja najpierw jestem synem mojego ojca a dopiero potem jestem synem Kazika. Nigdy nie przeszkadzało mi to ani nie pomagało. Widzę go na co dzień, jak je śniadanie, ogląda filmy na DVD i robi swoją muzykę. Ale uwierz mi: nigdy żadnej taryfy ulgowej z powodu tego pokrewieństwa nie miałem.

A nie masz uczucia, że musisz starać się bardziej niż inni?

- Zupełnie nie. Przede wszystkim robię zupełnie inną muzykę niż tata. Mam inny przekaz i kompletnie inne podejście do życia niż on.

No właśnie, sam napisałeś wszystkie teksty, jaki jest ten przekaz?

- Wnieść trochę światła do tego bardzo mrocznego świata, w którym jest tyle niedobrych emocji. Mówi o tym singlowa piosenka"Głowa do góry". Z nią zresztą najbardziej się utożsamiam, tekstowo i muzycznie. Poza tym śpiewam dużo o miłości i Bogu, o tym z czego jest utkana nasza codzienność. Myślę, że te teksty nie wypadną ludziom drugim uchem, że trochę w nich pobędą.

Zaczynałeś podobno od beatboxu?

- Tak. Występowałem wtedy w różnych miejscach Warszawy, brałem udział w bitwach freestyle, ale nic więcej z tym nie robiłem.

W Polsce takie gatunki jak reggae, ragga, dancehall to ciągle nisza, choć przykład Kamila Bednarka z "Mam Talent" może to trochę zmienić. Chcesz zostać w alternatywie czy planujesz skok na polski rynek muzyczny?

- Kamil Bednarek jest zupełnie innym przypadkiem. Słuchałem jego płyty, nie podobała mi się zupełnie. Ale widzę, że konsekwentnie robi swoje, a to jest najważniejsze. Ja raczej nie przebiję się na szersze wody. To piosenki, które zarówno muzycznie jak i tekstowo są surowe, bardzo alternatywne. Nie spodziewam się boomu, choć wiadomo, jak każdy artysta, życzyłbym sobie tego.

Ale chcesz żyć z muzyki?

- Oczywiście. W pewnym momencie swojego życia studiowałem i zrobiłem licencjat z kulturoznawstwa. Ale teraz chciałbym się skupić głównie na muzyce. Obecnie nie mam żadnego innego zajęcia. Już mam pomysł, żeby wejść do studia i nagrać drugą płytę, tym razem już z żywymi instrumentami. Bo płyta "Piosnki o miłości" była robiona w sposób amatorski, hip-hopowy w małym, domowym studio. Wszystko nagrałem sam.

Z racji nazwiska pewnie mógłbyś narobić zamieszania w show-bizniesie. Co byś powiedział na propozycję zagrania z Dodą albo wprowadzenia zmian, które pozwoliłyby lepiej sprzedać płytę?

- Nie spodziewam się takich ofert. To co nagrałem i czym żyję, jest na boku. Śpiewam o innych sprawach niż cały mainstream. Wydałem tę płytę głównie dla siebie, dla własnej przyjemności. A jeśli komuś się nie spodoba, na pewno nie będę tego zmieniał, ulepszał, schlebiał gustom, których nie czuję. Na horrendalną sprzedaż nie liczę, choć moja wytwórnia przyznaje, że jest lepsza niż sądzili.

Kiedy i gdzie zobaczymy cię na żywo. Będzie trasa?

- Na razie jest spokojnie, ale z moim tatą, który zawsze mnie wspomaga, próbujemy ogarnąć koncerty. Zobaczymy, jak to będzie, bo to duże przedsięwzięcie, trzeba to finansowo ugryźć.

ZOBACZ WIDEO

Zobacz także
  • Jak wyśpiewać bunt i walkę
  • Janek Młynarski Młynarski dostawał Mazowszankę na lewo
  • Seweryn Krajewski wraca na dobre

Polecamy