Koncertowe "Bękarty wojny"

Igor Pudło, współtwórca cenionego w świecie elektroniki wrocławskiego duetu Skalpel, w ubiegłym roku wydał solową płytę pod pseudonimem Igor Boxx. Dziś w warszawskim Powiększeniu koncertowa prezentacja albumu "Breslau", podczas której na scenie pojawią się również klarnecista Jerzy Mazzoll oraz beatmaker Magierski.
Z Igorem Pudło rozmawia Michał Karpa

Twój solowy album koncepcyjny nawiązuje do 80-dniowego oblężenia Festung Breslau z 1945 roku. Nagrywając taką płytę, mogłeś narazić się na zarzuty o wykorzystywanie koniunktury na tzw. muzykę historyczną.

- "Breslau" opowiada o starciu dwóch totalitaryzmów, do którego doszło w centrum Europy. Płyta przeznaczona jest na rynek światowy, nie dotyczy historii Polski. Powiedziałbym wręcz, że jest to projekt ahistoryczny. W kontekście albumów Lao Che czy L.U.C-a, zależało mi na pokazaniu innej perspektywy. Przeszłość Wrocławia dowodzi, że historia toczy się naokoło nas, a my jesteśmy jedynie pionkami na szachownicy. Nie walczyliśmy o Breslau, dostaliśmy to miasto niejako z przydziału. Dla mnie, jako wrocławianina, to osobista próba oswojenia się z miastem.



"Breslau" to płyta złożona z sampli, czyli krótkich fragmentów utworów powycinanych z setek płyt. Gdzie najczęściej ich szukasz?

- Przede wszystkim na płytach z mojej kolekcji. Zgromadziłem ich wystarczająco dużo, mam pod ręką większość potrzebnych mi dźwięków.

Ile czasu zajęło ci "wycinanie i sklejanie" sampli, które wykorzystałeś na "Breslau"?

- Album powstawał ponad półtora roku. Trudno jednak mówić o codziennej intensywnej pracy, bo momentami czułem się zmęczony tym tematem.

A czy takie wykorzystanie fragmentów cudzych nagrań nie jest balansowaniem na granicy prawa?

- Granicę między tworzeniem a przetwarzaniem bardzo trudno określić. Oczywiście, podejmuję pewne ryzyko, ale na końcu i tak powstaje moja muzyka - nie jest to kradzież jakiegoś pomysłu. Raczej mój autorski koncept z wykorzystaniem, tak to nazwę, dźwięków znalezionych. A jak mówi polskie porzekadło - znalezione nie kradzione (śmiech). Mówiąc poważnie, jak dotąd nikt nie zgłaszał prawnych zastrzeżeń odnośnie mojej twórczości.

Czym różni się koncertowa wersja "Breslau" od muzyki, którą znamy z płyty?

- Można powiedzieć, że płyta jest poważnym dramatem wojennym, a jej wersja koncertowa to takie "Bękarty wojny", czyli spojrzenie na historię z przymrużeniem oka. Podczas koncertu będzie można usłyszeć utwory, które nie znalazły się na płycie, a zostały opublikowane na dodatkowej EP-ce zatytułowanej "1945".

Przed tobą dosyć intensywne festiwalowe lato. Wystąpisz na Selectorze, Open'erze i OFFie. Które z tych zaproszeń cieszy cię najbardziej?

- Koncert na Selectorze będzie eksperymentalnym setem z zespołem Oszibarack, połączeniem muzycznej elektroniki z zespołowym graniem na żywo. To dla mnie rzecz całkiem nowa. Zupełnie nie wiem, czego spodziewać się po występie na Open'erze, ale lubię niespodzianki, więc mam nadzieję, że razem z publicznością będziemy się po prostu dobrze bawić. Wydaje mi się, że najlepszym miejscem do prezentacji mojej muzyki z ekipą ma scenie będzie OFF, na który przyjeżdża publiczność zainteresowana przede wszystkim muzyką. "Breslau" najlepiej pasuje do artystycznego kontekstu tego festiwalu. No i tam proponują najwyższe honorarium.

Podczas koncertów na scenie towarzyszy ci między innymi Jerzy Mazzoll, onegdaj czołowa postać polskiej sceny jassowej - czyli hybrydy muzyki improwizowanej, jazzu i rocka. Jak doszło do waszej współpracy?

- Poznaliśmy się przez znajomego. Okazało się, że mamy sporo wspólnych - muzycznych i pozamuzycznych - fascynacji. A jako że Skalpel właśnie wtedy zawiesił działalność, zaproponowałem Jerzemu wspólne wykonywanie mojego repertuaru. Liczyłem, że wniesie do niego sporo życia, improwizacji i świeżości. I tak też się stało - niektóre koncerty nawet dla mnie są bardzo zaskakujące. Po prostu niezła jassda.