Porsche Macan GTS: diabeł w szczegółach

01.03.2017 15:57
Porsche Macan GTS

Porsche Macan GTS (fot. Porsche | Porsche Macan GTS)

Na pierwszy rzut oka laika nie różni się od zwykłego Macana - komfortowego crossovera Porsche. Wręcz rodzinne auto. Ale niech no tylko jakiś drogowy zawadiaka spróbuje narzucić ci swoją hierarchię...

To była VI, może VII klasa podstawówki. Nowy miał na imię Adrian. Był niepozorny, nie chudzielec, ani żaden paker. Trzymał się gdzieś z boku, jak to nowi mają w zwyczaju, chyba że są nadzwyczaj towarzysko rozwinięci, ale w podstawówce rzadko kto jest.

W tym wieku możesz nie szukać zwady, ale zwada z pewnością znajdzie cię sama. Na dużej przerwie. Np. w osobie Surówy, jednego z większych zawadiaków w szkole. Surówa, uczestnik klasycznego w stadzie dojrzewających byczków rytuału znanego wszystkim etologom młodzieńczości, postanowił pokazać Nowemu, kto tu rządzi. Uczynił to tym chętniej, że Nowy naprawdę wyglądał jak zwykły chłopak, żadne wyzwanie dla zaprawionego w bojach rozrabiaki.

Surówa wymyślił jakiś pretekst i w ciągu zaledwie paru minut sprowokował Nowego do rękoczynów. Choć widziałem wszystko na własne oczy, do dziś nie wiem, co wydarzyło się w ciągu następnych czterech sekund. W piątej Surówa leżał już na ziemi, a na nim okrakiem siedział Nowy i okładał go pięściami. Chwilę później było już po sprawie. Nowy (jak się wkrótce dowiedzieliśmy, dorastający na ulicach jednej z gorszych dzielnic Poznania) otrzepał się z kurzu i odszedł, a Surówa był gotów do końca życia mówić do niego per panie Adrianie.

Sam zawsze byłem raczej chuderlawy, więc trafiały do mnie takie historie o triumfie niewidocznej na pierwszy rzut oka siły. I dlatego taką przyjemność sprawiała mi jazda macanem GTS.

Na pierwszy rzut oka laika nie różni się od zwykłego Macana - komfortowego crossovera Porsche. Zwykła, codzienna jazda nim to czysta przyjemność. Przy dłuższym użytkowaniu (a jeździłem nim dwa tygodnie) zaczynasz doceniać każdą najmniejszą pierdółkę, którą konstruktorzy wymyślili, żeby ułatwić ci życie. To, że przycisk zamykania bagażnika w tylnej klapie ma swoje własne podświetlenie. To, że adaptacyjne długie światła przygasają, kiedy z naprzeciwka pojawi się inne auto. Albo że auto rozpoznaje, kiedy zbliża się do drogi poprzecznej (z GPS-a?), i specjalnymi reflektorami doświetla pobocze. Że wreszcie godzina w aucie zmienia się sama dokładnie w momencie przekroczenia granicy z Litwą.

Mówi się, że diabeł tkwi w szczegółach. Ale tu diabeł chowa się pod maską. I największa rozkosz, to ten moment, kiedy jakiś drogowy Surówa - widząc zwykłe, rodzinne auto - zechce cię sprowokować, żeby pokazać hierarchię w stadzie. A ty wdusisz pedał gazu, 360-konny, 3-litrowy silnik V6 biturbo warknie jak tygrys bengalski w rui, w pięć sekund osiągniesz setkę, a Surówa zobaczy tylko karminowy cień po twoim samochodzie i będzie do końca życia mówić do ciebie per panie Macanie.

ZOBACZ WIDEO

Skomentuj:
Porsche Macan GTS: diabeł w szczegółach
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy