Czy nudne piwo jest złe? Na przekór wyścigowi ekstremów!

07.03.2017 12:54
Warszawski Festiwal Piwa - okazja do spróbowania nowych smaków!

Warszawski Festiwal Piwa - okazja do spróbowania nowych smaków! (Fot. materiały prasowe Warszawskiego Festiwalu Piwa)

Nudne w sensie ugrzecznione czy "zbalansowane", a złe w rozumieniu niesmaczne, czy też niewarte zawracania sobie nim głowy? Jest to kwestia, nad którą warto się pochylić na kanwie wyścigu ekstremów, który obserwujemy od dłuższego czasu na naszym piwnym poletku.

No bo sprawa wygląda tak, że skoro piwo przez dłuższy czas było synonimem niezbyt ekscytującego jasnego lagera, to wraz z nadejściem ery craftu wahadło odbiło w drugą stronę i byliśmy kolejno zarzucani piwami ekstremalnie chmielonymi, ekstremalnie torfowymi, ekstremalnie kwaśnymi, a obecnie ekstremalnie udziwnionymi różnego rodzaju nietypowymi dodatkami. To jest dobre może i na krótką metę, ale moim zdaniem pozostanie jedynie modą, która już niedługo przeminie. Dlaczego? Ponieważ człowiek ma już taką konstrukcję, że do każdego ekstremum może się przyzwyczaić, zaś jeśli to ekstremum sprawia mu przyjemność, będzie szukał nowych, jeszcze bardziej skrajnych doznań. Sprawa szeroko znana i zbadana chociażby w kontekście sportów ekstremalnych czy uzależnienia od pornografii. Natura zaś jest tak ukształtowana, że taki człowiek prędzej czy później się w tym zatraci albo też odbije od ściany i zostanie sprowadzony do parteru.

W piwie zatracić się można chyba tylko wpadając w alkoholizm bądź też zakupoholizm, każący człowiekowi wydawać całą pensję na barej ejdżd RIS-y za bańkę jedna flaszka. Są więc ludzie, dla których piwa niezapewniające ekstremalnych doznań są nudne i niewarte uwagi, ale to się kiedyś też skończy. Atak Chmielu dla większości był ekstremalny, kiedy się ukazał na rynku, teraz ci sami ludzie uważają go za karmelowego grzeczniucha i poszli w wyższe wartości IBU albo większą zawartość kwasu. I w końcu dojdą do takiego punktu, w którym już nie będzie niczego bardziej "ekstremalnego", bo nie będzie niczego bardziej kwaśnego od dwudziestoletniego gueuze albo bardziej gorzkiego od ostatecznej brutal imperial IPA z dodatkiem dziegciu, względnie bardziej odjechanego od piwa fermentowanego częściowo za pomocą drożdży pobranych z żeńskich narządów rodnych (owszem, takie piwo ponoć powstało). I co wtedy?

Dochodzimy w tym momencie do bardzo istotnej kwestii, mianowicie czy rozróżnianie piw na nudne (w sensie stonowane aromatycznie i smakowo) i ekscytujące ma jakikolwiek sens? Moim zdaniem nie ma. Po pierwsze dlatego, że są i ludzie, dla których 100IBU IPA jest z zasady nudna, bo zbyt dużo takich piw w życiu wypili, a niektórzy producenci popadają w stagnację twórczą, nie mając innego pomysłu na swój biznes, niż trzaskanie jedno po drugim takich właśnie piw. Jest sporo ludzi, którym RIS-y leżakowane w beczkach po wykwintnych alkoholach spowszedniały, a po wypiciu osiemsetnego lambika mało co jest dla nich kwaśne. Niedawny foreign export stout kontraktowca Birbant, ze słodem wędzonym owczymi odchodami w składzie, jeszcze kilka lat temu zrobiłby furorę, obecnie w wielu przypadkach skłonił zblazowanych beer geeków jedynie do wzruszenia ramion. Każde piwo może być więc określone mianem nudnego, jako że nuda to zjawisko psychologiczne. Nuda jest sprawą indywidualną, każdy ją definiuje na swój sposób.

Po drugie jednak, co znacznie bardziej istotne - piwa dzielą się na przyjemne i nieprzyjemne, smaczne i niesmaczne. O tym, które przynależy do której kategorii, każdy z nas decyduje dla siebie. Myślę, że ten podział jest o wiele bardziej uczciwy, bo dając sobie narzucić dychotomię przeciwstawiającą piwa ekstremalne piwom ugrzecznionym, wpadamy w pułapkę zastawioną przez producentów tego ekstremalnego "craftu" - ekstremum ma się nam kojarzyć z piwem wartym zakupu, zaś balans czy stonowanie z piwem niewartym splunięcia. Tymczasem z pewnością bycie obudzonym nad ranem przez wstające za oknem słońce jest nudniejszą pobudką od upadku z łóżka spowodowanego nagłym uruchomieniem młota pneumatycznego przez robotnika za ścianą. Natomiast kwestia tego, co jest bardziej przyjemne, nie przystaje tutaj do opozycji ekstremalne vs. nudne, prawda?

Ostatecznie więc piwne style, które w craftowym półświatku uchodzą za nudne - pils, koźlak, altbier, bitter, brown ale czy polotmave - mogą nam dostarczyć większej przyjemności z ich konsumpcji, niż kolejny generyczny "leżak" z beczki po bourbonie, kolejna IPA "zaskakująca" aromatem cytrusów i owoców tropikalnych, czy kolejny udziwniony craft, leżakowany z gumofilcem sołtysa i kaczką po pekińsku.

Tak więc, nie dajmy się zwariować i wpędzać w jakieś mody konsumenckie. Pijmy te piwa, które nam autentycznie smakują.

Komentarze (4)
Czy nudne piwo jest złe? Na przekór wyścigowi ekstremów!
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Krzysztof Kozakow

    0

    Jakby te nudne style były 2x tańsze od IPA i innych wyrazistych stylów to może. Kto da 7-8zł za daremnego dunkela czy altbiera mogąc kupić DIPA czy Gose w tej samej cenie.

  • avatar

    Gość: Edek

    0

    Kompletnie nic z tego nie rozumiem... W jakim celu powstał ten artykuł?

  • avatar

    picanro

    Oceniono 2 razy 0

    Próbowałem przeczytać, ale już "kwestia, nad którą warto się pochylić na kanwie wyścigu ekstremów" sprawiła, że odpuszczam.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX