Auto, które skupia na sobie całą uwagę. Wystarczy, że się pojawi

Mercedes CLS 2018

Mercedes CLS 2018 (fot. Mercedes)

Zdaniem językoznawców, celebryta to bardzo nieostry termin. Niby wołamy tak na ludzi, którzy zawzięcie pozują do zdjęć na wszelakich ściankach, ale - chcąc być dokładnym - powinniśmy tak nazywać wszystkich tych, którzy są znani, choć nie pracują w showbiznesie.

Osoby publiczne mają z celebryctwem problem. Chcesz obrazić artystę? Nazwij go celebrytą! Do rangi kultowego urósł już wywiad - a raczej jego brak - którego Edyta Górniak (nie)udzieliła Robertowi Patolecie. - To jest nasza ostatnia rozmowa. Naucz się odróżniać celebrytów od artystów i nie obrażaj ludzi - zagrzmiała Górniak, wypominając dziennikarzowi nazwanie jej celebrytką w innym wywiadzie.

Bycie celebrytą przestało być czymś ważnym - może nawet prestiżowym - w czasach, kiedy to pojęcie całkowicie spowszechniało. Wysyp programów typu "talent show" spowodował jednocześnie wysyp ludzi znanych, choć - wbrew nazwie - niekoniecznie utalentowanych. Popularność Youtube'a oraz rosnąca pozycja Instagrama i innych mediów społecznościowych spowodowały, że już nikogo nie dziwi fakt, że jurorem w programie "The Brain. Genialny umysł" stał się youtuber reZigiusz, a na parkiecie "Tańca z gwiazdami" pląsa sobie gwiazda nastolatek - Red Lipstic Monster. Jako że jakoś tych wszystkich ludzi nazywać trzeba, wrzuca się ich do jednego wora zwanego celebryctwem.

Dlatego też w dobrym tonie jest się od bycia celebrytą jednoznacznie odciąć. Bez problemu znajdziesz wywiady, w których osoby publiczne wprost deklarują, że nie są celebrytami (patrz przykład Edyty Górniak), a pozowanie na ściankach czy ustawki z paparazzi uważają za przejaw, fachowo ujmując, umysłowej słabości. Dobitnie ujął to Filip Chajzer, który kilka miesięcy temu powiedział nam tak: - Ścianki? To chyba nie jest przyjemne. Przyjemne to jest usiąść przy łyskaczu z kumplami albo pójść do lasu z psem. Sterczenie jak smutny pędzel na takiej imprezie nie bardzo, wciąganie brzucha, to miażdży te jelita, potem zaparcie, stary... Ale taki jest biznes: pojawiasz się na ściance, jesteś w portalach, potem w gazecie, to już elita, a dzięki temu dostajesz rolę w serialu, a dzięki temu masz kontrakty reklamowe. Na całe szczęście nie muszę tego robić.

Filip Chajzer
Fot. Michał Mutor

Chajzer dotknął sedna problemu. Mało utalentowani, nierzadko kontrowersyjni celebryci, pojawili się, bo jest na nich zapotrzebowanie. Dużo lepiej kliknie się nagłówek o Joli Rutowicz, która pokaże biust tu i ówdzie, niż o Katarzynie Nosowskiej, wydającej kolejną doskonałą płytę. Nic tak nie pobudza zainteresowania jak skandal, a w tym osoby podążające za sławą są niezastąpione. Bo jak napisał dawno temu Wojciech Mazurek: "Jak się nic nie potrafi, to pozostaje dawanie dupy". Ciekawostką jest fakt, że do 2009 roku - jak dowodzą statystyki Google'a - wyraz celebryta praktycznie nie istniał w słowniku polskiego internauty.

Ale jest też inna kategoria celebrytów. Jednostki, których pojawienie się w danym miejscu wzbudzi zachwyt, a zamiast popkulturalnego skandalu otrzymamy intelektualną ucztę. Czy nam się to podoba czy nie, celebrytami są też takie tuzy świata artystycznego jak Agnieszka Holland, Krystyna Janda, Maciej Stuhr czy Janusz Panasewicz. Znany pisarz Michał Witkowski opisał to na łamach "Wprost" tak: "W najszerszym rozumieniu celebryta to ktoś, komu robią zdjęcia fotografowie na imprezach. Ktoś, kto staje na ściankach sponsorskich." Prawda? Prawda! To celebryci w starym dobrym stylu, na pierwszym miejscu stawiający pasję i zawód, a dopiero na drugim - związany z tym blichtr sławy. 

Bo czasem po prostu ów blichtr jest nierozerwalnie z zawodem złączonym. Adam Małysz tłumaczył nam to w ten sposób: - Sukcesy smakowałyby lepiej, gdyby nie sława. Blichtr sławy jest częścią sukcesu. Mniej miłą, ale jednak nierozerwalnie z nią złączoną.

Mercedes CLS 2017
fot. Mercedes

Można tu zastosować motoryzacyjne odniesienie. Bo taki Mercedes CLS - ikona moto stylu, odniesienie dla innych producentów - też w jakiś sposób celebrytą wśród samochodów jest: skupia na sobie uwagę innych, a jego pojawienie się budzi ogromne emocje. Jednak to maszyna, która swoją pozycję zawdzięcza nie skandalom czy miejskim legendom, ale osiągom i jakości, dzięki którym model ten raz na zawsze odmienił klasę premium. Śp. Andrzej Żuławski sławę zawdzięcza wybitnym filmom, a nie romansowi z pewną młodszą aktorką. Mercedes CLS skupia uwagę, bo jest doskonałym autem, a nie ze względu na sportowy wygląd, pod którym nic się nie kryje. Łapiesz?

Dlatego z używaniem określeniem "celebryta" trzeba bardzo ostrożnie. Kto wie, jeśli my nabierzemy do niego większego szacunku i dystansu, również Edyta Górniak przestanie już przerywać wywiady?

Mercedes CLS 2017
fot. Mercedes

Polecamy