Hasselblad. Fotografia z klasą

W kosmosie nie ma miejsca na tandetę.
Jeśli już coś zabierać na pokład rakiety lecącej na Księżyc, to musi to być naprawdę dobre.

Daj tę nogę do przodu. Rozchyl usta, o tak! Nie, do kitu, zacznijcie od początku! - między ostrymi komendami słychać miękki trzask migawki, chwilę po nim charakterystyczny zgrzyt obracanej rolki negatywu. - Macie wielkie szczęście, że pracujecie ze mną. A teraz uśmiech. Uśmiech!

Thomas z "Powiększenia" Antonioniego (David Hammings) jest wziętym fotografem. Piękne kobiety gotowe są wiele zrobić, by dlań pozować. A ten, jak przystało na rozbestwionego playboya, otacza się efektownymi gadżetami: jeździ rollsem, w dodatku kabrioletem. Ma też wiele drogich aparatów, każdy na inną okazję. Jeden z nich, ten, którym pracuje w studiu, łatwo rozpoznają zawodowcy: to hasselblad, mistrz wśród sprzętów używanych przez fotografów mody i portrecistów.

 

Zapach minionej epoki

- Czujesz? - wybitny polski fotograf Mikołaj Grynberg wyciąga ze specjalnej walizeczki oldskulowy korpus aparatu i podsuwa mi go pod nos. - Dziś żadne tworzywa już tak nie pachną.

Faktycznie, sprzęt z lat 90., a zapachem przypomina tapicerkę samochodową z zamierzchłej epoki mojego dzieciństwa (wczesny Gierek). Ale słodki, "skórzany" zapach to nie wszystko. Mikołaj ostrożnie podaje mi ciężki aparat i wskazuje spust migawki. - Posłuchaj tego.

Naciskam słusznych rozmiarów przycisk, a wewnątrz korpusu rozlega się podwójny, aksamitny klask. Żadnych piknięć, światełek, wszystko ustawiane ręcznie. Jeszcze raz. Klik-klak. Mikołaj się uśmiecha:

- Teraz rozumiesz?

Rozumiem. Lubię sprzęty, które może nie są całkiem praktyczne, ale jak to się nieco pretensjonalnie określa, mają duszę. Taki jest też Hasselblad. Widać, ile pracy konstruktorzy włożyli w jego projekt, a solidność i niezawodność aparatu jest wręcz namacalna. To jak z samochodem, który może jest stary, może niezbyt szybki, ale pomimo tego piękny i podbija każde serce dźwiękiem zamykanych drzwi.

Oczywiście Hasselblad to nie tylko ulotne emocje, lecz także konkretne zalety. Fotografowie cenią te maszyny za miękkość obrazu (optyka pochodzi ze słynnych zakładów Zeiss) i niezawodność - uchodzą wręcz za pancerne. Choć nie było tak od początku.

 

Viktor podgląda ptaki

Portrety znanych ludzi, jak Leszek Możdżer, najczęściej powstają właśnie dzięki aparatom Hasselblad.

Portrety znanych ludzi, jak Leszek Możdżer, najczęściej powstają właśnie dzięki aparatom Hasselblad.

Początki były, jak to często bywa, dość przypadkowe. Spółka o nazwie Hasselblad powstała w 1841 r. w Göteborgu i od początku zajmowała się handlem. Założyciel firmy Arvid Viktor Hasselblad był niezłym kupcem, a przy okazji interesował się raczkującą wówczas fotografią. Gdy na rynku pojawiły się pierwsze aparaty fotograficzne, postanowił handlować także nimi. Powiedział ponoć wtedy: "Może nie zrobimy na tym pieniędzy, ale przynajmniej będziemy mogli robić zdjęcia za darmo". Szybko się okazało, że większość zysków przynosi właśnie firma fotograficzna wydzielona ze spółki. Hasselblad senior podczas pobytu w Anglii poznał osobiście George'a Eastmana i wkrótce został wyłącznym przedstawicielem marki Kodak w Szwecji. Oprócz sprzedaży aparatów firma uruchomiła też sieć punktów fotograficznych. Zaangażowanie Hasselblada w fotografię długo nie wykraczało jednak poza handel i usługi.

 

Hasselblad

 

Dopiero wnuk założyciela Erik mocniej włączył się w nowy biznes. Jego syn, urodzony w 1906 r. Viktor, uwielbiał podglądać i fotografować przyrodę, zwłaszcza ptaki. Gdy Viktor osiągnął pełnoletniość, Erik dokonał rzeczy niebywałej: zabrał syna ze szkoły i wysłał go do Drezna, by przyjrzał się z bliska, jak się produkuje sprzęt fotograficzny. Przez kolejne lata Viktor pracował w wielu niemieckich, francuskich i amerykańskich firmach optycznych, laboratoriach i zakładach fotograficznych. Sam stary George Eastman został jego mistrzem i przewodnikiem.

 

Hasselblad

 

Przełomem dla Hasselblada okazał się wybuch wojny. Gdy wiosną 1940 r. Niemcy zajęli Danię i Norwegię, szwedzkie wojsko szczelnie obstawiło norweską granicę. Niemieckie samoloty zwiadowcze często naruszały szwedzką przestrzeń powietrzną, niektóre z misji już nie wracały. Na pokładzie jednej z rozbitych bądź zestrzelonych maszyn znaleziono nieuszkodzony aparat do zdjęć lotniczych. Szwedzcy wojskowi zorientowali się, że urządzenie jest tak zaawansowane, iż warto byłoby je skopiować. I udali się z zamówieniem do Viktora Hasselblada. Jak chce firmowa legenda, Viktor, na pytanie, czy potrafi zrobić taki sam aparat jak ten niemiecki, odpowiedział: "Nie, ale mogę zrobić lepszy". I słowa dotrzymał. Do końca wojny dostarczył szwedzkiej armii 342 egzemplarze.

 

Hasselblad 503CW - edycja specjalna na 60-lecie Chin Ludowych.

503CW - edycja specjalna na 60-lecie Chin Ludowych.

Hasselblad 503CW - edycja specjalna na 60-lecie Chin Ludowych.

 

Po wojnie ruszyła produkcja normalnych, cywilnych aparatów. Pierwsze modele, choć nowatorskie w konstrukcji, nie były zbyt trwałe. Jeszcze podczas wojny w zakładach Hasselblad oprócz aparatów dla wojska produkowano zegary. Zatrudnieni przy aparatach zegarmistrze potrafili wykonać skomplikowane części, ale całe urządzenia, podobnie jak czasomierze, nie były zbyt odporne na wstrząsy.

Dopiero aparat oznaczony symbolem 1000F, rzetelnie przetestowany w 1952 r. przez amerykański magazyn "Modern Photography", rozsławił szwedzką markę. Testujący zużyli 500 rolek filmowych i dwukrotnie celowo upuścili aparat na ziemię. Ani razu nie odmówił posłuszeństwa.

 

Hasselblad 503CWD, korpus w zestawie z przystawką cyfrową i obiektywem, ok. 12 tys. euro

503CWD, korpus w zestawie z przystawką cyfrową i obiektywem, ok. 12 tys. euro

 

 

Uwaga na lotniska

 

 

Hasselblad - Od pół wieku aparaty szwedzkiej firmy słyną z wytrzymałości i niezawodności.

Od pół wieku aparaty szwedzkiej firmy słyną z wytrzymałości i niezawodności.

Hasselblad nie jest marką popularną z bardzo prostego powodu: firma od początku skoncentrowała się na produkcji aparatów średniego formatu. Ze swej natury są to urządzenia dosyć spore i ciężkie, nadające się raczej do pracy w studiu, a nie do noszenia w małym, turystycznym plecaku. Nawet dziś, gdy Hasselblad wkroczył, we współpracy z Fuji, w erę cyfrową, szwedzkie aparaty są wciąż przeznaczone dla profesjonalistów i hobbystów. W ofercie firmy nie znajdziemy wygodnych "małpek", które można zabrać w kieszeni na plażę.

Starsze aparaty analogowe Hasselblad mają szereg ograniczeń, z którymi przeciętnemu współczesnemu użytkownikowi trudno byłoby się pogodzić. Trzeba często zmieniać obiektywy, duże kasety z filmem, dokręcać filtry. - Te aparaty nie są stworzone do fotografii reporterskiej - tłumaczy Mikołaj Grynberg. - Przy nich trzeba pomyśleć, pozastanawiać się. Do szybkich zdjęć służą inne.

Swój sprzęt nosi w specjalnej, wyłożonej gąbką walizeczce. Na lotniskach ma regularnie kłopoty z wniesieniem jej na pokład samolotu. Obsługa nie rozumie, że aparaty są zbyt delikatne i kosztowne, by po prostu oddać je do luku bagażowego.

Hasselblad nie należy do sprzętów tanich, aparaty tej marki długo trzymają swoją cenę. Na używany aparat analogowy trzeba wydać minimum 5 tysięcy złotych, cyfrowy z kompletem dwóch obiektywów to wydatek rzędu 30 tysięcy. W serwisie aukcyjnym eBay natrafiłem na aparat przygotowany na zamówienie NASA, wystawiony za 100 tysięcy. Skojarzenie z NASA nie jest zresztą przypadkowe. Aparaty Hasselblad latały z amerykańskimi kosmonautami w misjach Merkury, Gemini i Apollo, a ukoronowaniem było zabranie sprzętu Hasselblada na Księżyc. Jeśli odrzucić teorie spiskowe mówiące, że Amerykanie na żadnym Księżycu nigdy nie byli, to na powierzchni Księżyca leży całkiem spory, ciekawy zestaw fotograficzny. Kosmonauci zabrali ze sobą z powrotem tylko naświetlone negatywy, a sprzęt zostawili - przy starcie liczył się każdy zaoszczędzony kilogram. Wszystko jest do wzięcia za darmo, trzeba tylko po to skoczyć na naszego jedynego naturalnego satelitę.

 

Hasselblad H4D60, korpus 60 Mpix, 28 995 euro

H4D60, korpus 60 Mpix, 28 995 euro

 

Dwa trójkąty snobizmu

Jak to zwykle bywa z markami uznawanymi za zacne, kultowe i prestiżowe, urok Hasselblada bierze się z mieszanki zalet praktycznych i cech zupełnie niemierzalnych, ulotnych. Tak jak audiofile mogą godzinami dyskutować, czy wzmacniacz za 100 tysięcy brzmi lepiej od tego za 50, tak samo fotografowie uparcie przekonują otoczenie do ich ukochanej marki aparatu. Jeśli ktoś lubi Leicę, będzie protestował, gdy ktoś zarzuci mu czysty snobizm; zwolennicy Canona od lat walczą z miłośnikami Nikona i tak dalej. Hasselblad to dla niektórych rzeczywiście aparat do pracy, ale wiele zależy od przyzwyczajeń, wyniesionych z początków kariery, marzeń, uwiedzenia przez legendę. Hasselblad nosi w sobie jeszcze jeden element oryginalności - jest szwedzki. Dziś większość zaawansowanych sprzętów produkowana jest pod markami japońskimi, koreańskimi, niemieckimi lub amerykańskimi.

 

Hasselblad H3DII, korpus, tylko na rynku wtórnym

H3DII, korpus, tylko na rynku wtórnym

 

Wyjątkiem jest fińska Nokia, grająca pierwsze skrzypce w biznesie telefonii komórkowej, ale można kupić również bardzo tani aparat tej marki, przez co znika element wyjątkowości. Hasselblad tymczasem jest nie tylko oryginalny, bo szwedzki, ale też elitarny, profesjonalny, wymagający od użytkownika konkretnej wiedzy i umiejętności, przez co jest intrygująco tajemniczy. Producent doskonale sobie zdaje z tego sprawę - bo jak inaczej wytłumaczyć pomysł "trójkątów"? O co chodzi? Otóż wewnątrz każdego hasselblada, na krawędzi klatki znajdują się dwa wycięcia, które po wywołaniu widoczne są na ramce kadru jako dwa niewielkie trójkąty. Przez to wiadomo, że dane zdjęcie zostało zrobione właśnie hasselbladem. Niektórzy fotografowie lubią pokazywać swoje prace z ramką, która świadczy też o tym, że nie były kadrowane, że kompozycja została dobrze dobrana. Gazety takżę chętnie publikują takie zdjęcia, bo wtedy widać, że stać je na fotografów używających czegoś tak dobrego i drogiego jak hasselblad. A na koniec wszyscy są zadowoleni. Odrobina zdrowego snobizmu nikomu nie zaszkodzi.

 

Nowe, cyfrowe aparaty Hasselblad są produkowane przez Fujii pod tą marką sprzedawane w Azji.

Nowe, cyfrowe aparaty Hasselblad są produkowane przez Fujii pod tą marką sprzedawane w Azji.

 

Tekst: Max Suski

Zdjęcia: materiały prasowe, Michał Mutor, Maciej Zienkiewicz (montaż)

 

Zobacz też na Logo24:

 

Przez ostatnie sto lat  zasłużenie obrosła legendą. Ale jej złote czasy minęły bezpowrotnie.

To, że skończyły się lato, wakacje i wyjazdy, nie jest żadnym usprawiedliwieniem: na nowy sprzęt dobry czas jest zawsze - np. teraz. Wielki wybór kompaktów, aparatów systemowych i lustrzanek.

Czas na legendę, czas na Colta - tak reklamuje się chyba najbardziej znany producent broni na świecie. Są firmy większe i lepsze. Ale żadna nie kojarzy tak z Dzikim Zachodem. Można przy pasie nosić plastikowe pistolety, można przypiąć kaburę ze stalowym, sześciostrzałowym rewolwerem. Co wybierasz, kowboju?

Biała gwiazdka o sześciu ramionach - tak z lotu ptaka wygląda wierzchołek Mont Blanc.

Ten symbol widnieje też na piórach, które nazywają się jak najwyższy szczyt starej Europy. I choć pierwsze wieczne pióra opatentował Amerykanin Lewis Waterman, to w kwestii jakości palma pierwszeństwa należy do niemieckiej firmy.

Więcej o:
Komentarze (2)
Hasselblad. Fotografia z klasą
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: JFK

    Oceniono 1 raz 1

    Leica? Panie tanie-latanie.. Leica i Hasselblad maja marketing na takim samym poziomie (pomijajac, ze w Polsce nie maja zadnego), ale maja zdecydowanie osobne grupy docelowe. Hass nie pcha sie do reporterki a Leica nie pcha sie (z drobnym wyjatkiem bo jakis tam sredniak wypuscili..) do studia. Tak wiec co ma piernik do wiatraka? Rozumiem, jakby Leica byla swietnym producentem lustrzanek o przeznaczeniu studyjnym a Hasselblad gorszym - wtedy jego fenomen moznaby tlumaczyc dobrym marketingiem, ale tak nie jest. Hasselblad i Leica to dwie legendy i w parade sobie nie wchodza.
    Natomiast juz tak prywatnym okiem oceniajac, uwielbiam Hassa i sam posiadam, nie ukrywam tez jednak, ze jest dosc "nudny" optycznie, ale przeciez sredni format nie sluzy do zabawy z bokeh rodem z flickra. No chyba, ze to Pentax 6x7 ;) Jest tez roznica miedzy lepsza optyka a ciekawsza optyka, bo jasne, ze super robic zdjecia noctiluxem 0,95, ale przeciez nie w studio drogi Panie ;)

  • Gość: Tymczasowo

    0

    Hasselblad oprócz dobrej jakości ma też świetny marketing - lepsze obiektywy robi np. Leica, a w studio ważniejsze od pancerności są właściwości optyczne...
    __
    www.tanie-latanie.net/

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX