Tesla - geniusz, radio, roadster

Markę Tesla zna każdy, ale każdemu kojarzy się z czymś innym.
I każdy ma rację.

 

Zabawnie ilustruje to porażka brytyjskiego synthpopowego zespołu Orchestral Manoeuvers in the Dark. W 1983 r. zespół chciał wejść na amerykański rynek specjalnie napisanym w tym celu przebojem. Zatytułowany był "Tesla Girls", czyli "Dziewczyny Tesli".

Wykonawcom słowo "Tesla" kojarzyło się niejasno z innowacyjnym amerykańskim przemysłem, wykorzystującym laboratoryjne wynalazki do produkcji sprzętu gospodarstwa domowego. Nakręcili teledysk przypominający trochę, jak sobie wyobrażali, amerykańskie reklamy AGD (z półnagimi zalotnymi modelkami).

Ameryka wchodziła wtedy w fazę feministycznego usuwania seksizmu z reklamy. Gołe baby ze sprzętem AGD obudziły skojarzenia z nieokrzesanymi dzikusami z Europy Wschodniej (zwłaszcza że jeden z muzyków OMD ma słowiańskie nazwisko Andy McCluskey). Piosenka zrobiła klapę.

A najzabawniejsze, że jedne i drugie skojarzenia były w zasadzie słuszne.

 

Tesla ratuje Edisona

Nikola Tesla przyszedł na świat w 1856 r. w maleńkiej wiosce Smijan (według spisu z 2001 r. miała 446 mieszkańców). Wtedy miejscowość leżała w Austrii, dziś jest chorwacka, ale Tesla uważał siebie za Serba. Nic dziwnego, że wciąż trudno w tym rejonie wyznaczyć granicę!

W 1884 r. w wieku 28 lat przybył do Nowego Jorku. Nie miał żadnego formalnego wykształcenia - próbował studiować na politechnice w Grazu oraz na praskim Uniwersytecie Karola, ale nigdzie nie wytrzymał dłużej niż dwa lata. Nie miał też żadnych pieniędzy.

Co miał? Głębokie zrozumienie matematyki i fizyki, rzecz rzadką wśród wielkich dziewiętnastowiecznych wynalazców. Byli oni najczęściej samoukami, którzy na najlepsze rozwiązania wpadali, po prostu wykonując tysiące eksperymentów. Tak jak Thomas Edison, który rzadko kiedy rozumiał, dlaczego coś działa czy nie działa, ale nie brakło mu pracowitości, by to sprawdzić.

Nikola Tesla

Edison pracował w tym okresie nad udoskonalaniem elektrycznych silników i generatorów prądu. Nie rozumiał, dlaczego tak dużo energii traci, przesyłając ją na dalszą odległość. Gdy Tesla przyszedł do niego, ubiegając się o pracę, powiedział mu, że dałby 50 tys. dolarów komuś, kto rozwiąże ten problem.

Tesli zajęło to kilka miesięcy, ale gdy się upomniał o nagrodę, Edison odpowiedział: "Panie Tesla, pan nie rozumie amerykańskiego poczucia humoru". Nikt w Nowym Jorku nie potraktowałby serio takiej propozycji. Jak mógł pomyśleć, że człowiek starający się z ulicy o pracę będzie wynagrodzony za wkład intelektualny jak etatowy inżynier. Niech się cieszy, że ma etat ze stałą pensją!

Rozwścieczony Tesla odszedł do wielkiego rywala Edisona George'a Westinghouse'a i odegrał kluczową rolę w wygranej przez jego nowego pracodawcę "wojnie prądowej". Edison projektował obwody wykorzystujące prąd stały, Westinghouse - prąd zmienny.

Dziś wszyscy mamy w gniazdkach elektrycznych właśnie prąd zmienny, choć większość gadżetów wokół nas (komórka, komputer, telewizor) potrzebuje stałego. Zamiany dokonują ładowarki, zasilacze i prostowniki.

Po co nam ta zamiana? Bo łatwiej zamienić zmienny w stały, łatwiej zmiennemu zmienić napięcie, mniejsze są straty przy przesyłaniu. Taka odpowiedź musi wystarczyć szaremu śmiertelnikowi, fizyk zilustruje to odpowiednim równaniem różniczkowym wykorzystującym liczby urojone (pierwiastki kwadratowe z liczb ujemnych).

Prąd stały da się opisać za pomocą praw fizyki, których uczymy się w szkole podstawowej. Do opisu prądu zmiennego nie wystarcza fizyka ze szkoły średniej. Tesla rozumiał go na poziomie wykraczającym poza wiedzę ówczesnych profesorów, czego dowodem jest wyprzedzający swoje czasy specjalistyczny transformator zwany cewką Tesli, pozwalający łatwo uzyskać napięcie rzędu milionów woltów.

Cewka Tesli jest stosunkowo łatwa do wykonania chałupniczo, chętnie więc budują ją amatorzy. Wygląda bardzo spektakularnie, bo strzela piorunami wszędzie dookoła. Dziś stosujemy ją głównie w celach dekoracyjno-demonstracyjnych, cewki Tesli są ozdobą muzeów techniki i filmów science-fiction. Sam Tesla twierdził jednak, że potrafi ją wykorzystać do realizacji wielu zadań, których do dzisiaj nie potrafimy wykonać, np. bezprzewodowego przesyłu energii.

cewka Tesli

Słynna cewka Tesli to tylko najefektowniejszy z jego wynalazków. Przez całe swoje życie uzyskał aż 300 patentów w różnych krajach - wynalazł między innymi samolot pionowego startu i lądowania, radio, a także robota.

 

Tesla ratuje świat

W 1886 r. założył własną firmę, Tesla Electric Light & Manufacturing, która miała eksploatować jego patenty na lampy, prądnice i transformatory. Niestety, szybko się okazało, że o ile on górował nad Edisonem zrozumieniem równań różniczkowych, Edison górował nad nim znajomością "amerykańskiego poczucia humoru", czyli sztuki rolowania partnera biznesowego.

Tesla tak nieszczęśliwie sformułował umowę spółki, że dochody, które przynosiła, wzbogacały nie jego, lecz inwestorów kapitałowych. W końcu stracił zupełnie kontrolę nad spółką, która miała jego nazwisko w nazwie i zajmowała się tylko tym, co on wynalazł.

Kolejne pomysły Tesli były coraz bardziej genialne - ale coraz mniej przydatne biznesowo. W 1891 r. zaczął się interesować nową technologią, czyli radiem. Zbudował kilka użytecznych nadajników, odbiorników i przekaźników, a w 1898 r. zademonstrował łódź sterowaną radiowo - wynalazek przełomowy, ale uznany wtedy za niepraktyczny.

Tesla liczył na sprzedanie go armii, ale usłyszał, że nie jest ona zainteresowana zdalnie sterowanymi pociskami. W tym samym czasie pracował nad przełomowym wynalazkiem: generatorem prądu elektrycznego wykorzystującym dostępną za darmo energię generowaną przez kulę ziemską, tę wielką prądnicę.

Obywatel świata

W 1956 r. w Monachium komisja przygotowująca nowe jednostki miar dla obowiązującego do dziś systemu międzynarodowego (SI) zaproponowała nazwę "tesla" dla jednostki strumienia pola magnetycznego.

Nazwa się wszystkim spodobała, bo dla Amerykanów Tesla to wybitny Amerykanin, dla Niemców - wybitny Niemiec (Niemcy chętnie przypisują sobie odkrycia ogłoszone po niemiecku na terenie dawnego imperium Franciszka Józefa).

Z tych samych powodów zresztą Węgrzy uważają Teslę za wybitnego Węgra (odkrycie wirowego pola magnetycznego - bez którego nie byłoby czego mierzyć w teslach - miało miejsce w Budapeszcie). A my wszyscy bracia Słowianie - za wybitnego Słowianina, bo dogadalibyśmy się z Teslą bez trudu po naszemu, zwłaszcza przy śliwowicy.

Był przekonany, że taka jest przyszłość energetyki: nie wielkie elektrownie i kosztowne sieci przesyłowe, ale w każdym większym skupisku ludzkim mała prądniczka wytwarzająca prąd za darmo. Trudno z tego wymyślić jakiś dochodowy model biznesowy, więc nigdy nie pozyskał inwestorów rozwijających ten wynalazek. Sto lat później jesteśmy w tym samym punkcie: wiadomo, że to teoretycznie możliwe, ale kto miałby finansować badania?

W okresie międzywojennym Tesla zachowywał się coraz dziwaczniej. Prześladowała go nerwica natręctw. Miał fioła na punkcie liczby "trzy", na przykład musiał trzykrotnie okrążyć każdy budynek przed wejściem do środka. Nie mógł też zasiąść do posiłku, jeśli na stole nie leżały dokładnie trzy serwety.

W 1930 r. otwarto w centrum Nowego Jorku hotel The New Yorker, którego charakterystyczna wieża do dziś dominuje nad sylwetką środkowego Manhattanu. Tesla wprowadził się do apartamentu na 33. piętrze i już praktycznie nie wychodził na zewnątrz. Namiętnie karmił gołębie i twierdził, że nauczył się nimi rozmawiać.

 

Bohater filmowy

Czy śmierć Tesli nastąpiła z przyczyn naturalnych? A może geniusz swoimi kontaktami międzynarodowymi wplątał się w jakąś aferę szpiegowską? Może komuś zależało na tym, aby jego wynalazki nie ujrzały światła dziennego - jakże inaczej wyglądałaby przecież zimna wojna, gdybyśmy zamiast wzajemnego szachu nuklearnego mieli po prostu granice strzeżone przez działa plazmowe...

Życie i śmierć Tesli są więc, jak widać, pełne zagadek i do dziś dostarczają inspiracji twórcom filmów, a także powieści sensacyjnych i fantastycznych. W filmie "Prestiż" grał go sam David Bowie. W "Lidze nadzwyczajnych dżentelmenów" umieścił go Alan Moore, a w powieści "Lód" - Jacek Dukaj.

 

Nie stracił zainteresowania światem, który widział z okien swojego apartamentu. Przeczuwając nadchodzącą wojnę światową, wysunął pokojową propozycję: zjednoczenie świata wokół projektu ujarzmienia darmowej energii, wspólnego dziedzictwa całej ludzkości.

Zgodnie z zasadą: pragniesz pokoju, szykuj się na wojnę, Tesla projektował też nowy rodzaj broni. Nazywał ją "teleforce" i z różnych wywiadów, których na ten temat udzielał w latach 30., wynikało, że ma to być miotacz plazmy. Byłaby to broń mogąca przynieść światu trwały pokój, bo można by jej używać tylko do obrony - za to stuprocentowo skutecznej. Stacjonarne miotacze plazmy, rozmieszczone wzdłuż granic państwa, mogłyby spalić każdą armię zagrażającą tym granicom, ale nie można by ich użyć do ataku.

Broń wzorowaną na opisach Tesli znajdziemy w wielu grach komputerowych

Broń wzorowaną na opisach Tesli znajdziemy w wielu grach komputerowych, np. "Return to Catle Wolfenstein" czy "Fallout".

Choć apartament Tesli odwiedzali wysłannicy różnych krajów, jak wiadomo, nigdzie w końcu jego pomysłów nie wypróbowano w rzeczywistości. W 1943 r. hotelowa administracja, zaniepokojona kilkudniowym milczeniem wynalazcy, zdecydowała się wyważyć drzwi i tak znaleziono jego zwłoki. Podawana w encyklopediach data śmierci (7  stycznia) jest więc szacunkowa.

Od drugiej wojny światowej marka Tesla ciągle jest obecna na rynku, aczkolwiek początkowo bez związku ze sławnym wynalazcą.

 

Tesla stoi na kredensie

W 1946 r. w Czechosłowacji znacjonalizowany przemysł elektrotechniczny nazwano TESLA. Oficjalnym wyjaśnieniem tej nazwy zawsze był skrót: "technika slaboprouda", czyli "technika niskiego napięcia", ale trudno przypuszczać, żeby inżynierowie z tych zakładów nie słyszeli o swoim wielkim koledze, który zmarł trzy lata wcześniej.

Produkty tej firmy to najczęstsze skojarzenie marki Tesla dla przeciętnego Polaka. Za komuny czechosłowackie wyroby gospodarstwa domowego cieszyły się w całym obozie zasłużoną renomą - firma dbała o jakość i piękne wzornictwo. Do dziś wśród kolekcjonerów starej elektroniki popularne są np. lampowe radioodbiorniki Tesla Talisman w obudowie z bakelitu ucieleśniającej najpiękniejsze trendy wzornictwa lat 50.

Nasi południowi sąsiedzi i w tym byli mądrzejsi od nas - nie pozwolili marce Tesla umrzeć, tak jak my Unitrze. Poszczególne zakłady, działające w ramach państwowej centrali, przetrwały przemiany ustrojowe i do dzisiaj wielu z nas ma np. domofony marki Tesla, pochodzące ze słowackiej fabryki w Liptowskim Gródku.

Nasze skojarzenia z tą marką są zwykle dość odległe od tego, czym zajmował się Nikola Tesla - jego specjalnością był przecież właśnie zmienny prąd o wysokim napięciu, a nie stały o niskim, jak w domofonie. Co innego kojarzyło się więc z hasłem "Tesla" Amerykanom, a co innego obywatelom wschodniej Europy: jednym - megawoltowe pioruny strzelające z cewki Tesli, drugim nie mniej elektryzujący głos Karela Gotta dobiegający z bakelitowego pudła.

Radio z fabryk Tesla w Czechosłowackiej Republice Socjalistycznej

Radia z fabryk Tesla w Czechosłowackiej Republice Socjalistycznej były rzadkim i pożądanym dobrem w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

 

Tesla gna po autostradzie

Na szczęście w ostatnich latach pojawiło się kolejne skojarzenie z marką Tesla, które obejmuje chyba wszystko, co dotąd omówiliśmy w tym artykule: innowacyjność, wysokie napięcie, niskie napięcie, prąd stały, prąd zmienny. I nawet zapewne skąpo ubrane dziewczęta, jak w piosence OMD.

Tesla

To, oczywiście, elektryczne samochody marki Tesla Motors. Dotąd elektryczne samochody kojarzyły się nam z wolniutkim wózkiem golfowym, jak choćby nasz meleks. Zawsze jednak było wiadomo, że teoretycznie samochody elektryczne mogą mieć lepsze osiągi od spalinowych, bo w odróżnieniu od nich - maksymalny moment napędowy mają już przy zerowych obrotach.

Do tego fenomenu odwoływała się nazwa prototypów AC tzero, których kilka sztuk wyprodukował w latach 90. wynalazca Alan Cocconi. Jego prototypy były jednak - tak jak wiele prototypów Tesli - tylko "dowodem na słuszność koncepcji". W praktyce trudno projektować samochód sportowy, w którym większość masy stanowi bateria ołowianych akumulatorów...

Dopiero w 2003 r. grupa biznesmenów z Krzemowej Doliny i RPA postanowiła zaryzykować zainwestowanie większego kapitału w elektryczny samochód sportowy, który będzie wykorzystywać baterie litowe, takie jak w laptopach i telefonach komórkowych. Po kilku udanych prototypach Tesla Roadster wszedł do produkcji w 2008 r.

„Tankowanie” roadstera prądem

Co rzadkie wśród początkujących firm z Krzemowej Doliny, Tesla Motors bardzo szybko wyszła na plus. Od 2009 r. firma już przynosi zyski. Pomaga jej w tym niewątpliwie cena ich cacuszka, zaczynająca się od stu tysięcy dolarów, wliczając w to 7,5 tysiąca, które do każdego elektrycznego samochodu sprzedanego w USA dokłada rząd federalny w postaci ulgi podatkowej. Zniżka nie przysługuje niestety kupcom z Polski, a w Unii Europejskiej najtańszy samochód marki Tesla kosztuje 99 tys. euro. Netto. Nawet mi się nie chce liczyć, przez ile lat, przy przeciętnych zarobkach, trzeba by spłacać kredyt.

Samochody sprzedają się jednak jak ciepłe bułeczki. Powodem są, oczywiście, rewelacyjne osiągi. Ten najtańszy (a więc i najwolniejszy) model osiąga 100 km/h w 3,9 sekundy. Ćwierć mili robi w 12,7 sekundy, co daje średnią prędkość 167 km/h. To są wyniki przyzwoitego motocykla, a co dopiero auta, do którego nie mogą się przyczepić ekolodzy!

Od strony technicznej samochód Tesla w pewnym sensie łączy obie tradycje, wysokich i niskich napięć. Ładujemy go zwykłym prądem z gniazdka (może być nawet tylko 90 V). Baterie przechowują i oddają prąd stały. Specjalny układ zarządzania mocą zamienia go w prąd zmienny o podwyższonym napięciu, napędzający silnik trójfazowy.

Model S to prototyp elektrycznego sedana z kalifornijskiej firmy Tesla Motors

Model S to prototyp elektrycznego sedana z kalifornijskiej firmy Tesla Motors. Ma się pojawić na rynku za dwa lata i kosztować 56 tys. dol.

No dobrze, a kiedy Tesla wypuści na rynek coś dla zwyczajnego człowieka? Firma już zbiera przedpłaty na czterodrzwiowy sedan Model S. Prototyp pokazano publicznie w zeszłym roku, w produkcji ma być od 2012 r. Ma mieć też całkiem przyzwoite przyśpieszenie (5,6 do setki), a zasięg na w pełni naładowanych bateriach 260 km. Cena nieco mniej szokująca, ale wciąż spora: 56 tysięcy dolarów.

Będzie to więc nadal raczej samochód do jeżdżenia po mieście, a nie rodzinne auto na wakacje. Taki ma być dopiero model Tesla Bluestar, którego cena w dodatku ma zejść już poniżej 30 tys. dolarów. Ale nie wiadomo, kiedy będzie w ofercie ani jak będzie wyglądać.

Ciekawe, czy Nikola Tesla chciałby jeździć takim samochodem, czy raczej uznałby go mimo wszystko za mało innowacyjny, bo takiemu umysłowi zaimponowałaby dopiero teleportacja?

 

Tekst: Wojciech Orliński

Zdjęcia: PAP/CTK, CORBIS, Wikipedia, materiały prasowe (montaż)

 

Zobacz też na Logo24:

Przez ostatnie sto lat  zasłużenie obrosła legendą. Ale jej złote czasy minęły bezpowrotnie.

Czas na legendę, czas na Colta - tak reklamuje się chyba najbardziej znany producent broni na świecie. Są firmy większe i lepsze. Ale żadna nie kojarzy tak z Dzikim Zachodem. Można przy pasie nosić plastikowe pistolety, można przypiąć kaburę ze stalowym, sześciostrzałowym rewolwerem. Co wybierasz, kowboju?

Biała gwiazdka o sześciu ramionach - tak z lotu ptaka wygląda wierzchołek Mont Blanc.

Ten symbol widnieje też na piórach, które nazywają się jak najwyższy szczyt starej Europy. I choć pierwsze wieczne pióra opatentował Amerykanin Lewis Waterman, to w kwestii jakości palma pierwszeństwa należy do niemieckiej firmy.

Już w XIX w. były męskim obiektem pożądania i wielką pokusą dla producentów podróbek. Odmierzały czas spektakularnych rekordów, dotarły na oba bieguny i okrążyły Ziemię w niecałe cztery dni. Zegarki Longines cenione były przez pionierów lotnictwa: Charlesa Lindbergha, Howarda Hughesa, słynnego fizyka Alberta Einsteina i kilku prezydentów USA, a ostatnio m.in. Andre Agassiego.

Więcej o: