Hermès - wysłannik bogów luksusu

ZLLL
17.03.2010 02:32
A A A Drukuj
Hermes

Zaczęło się od siodeł i uprzęży, które zostały zastąpione przez nesesery oraz torebki, a potem zegarki, stroje haute couture i perfumy. Hermès należy do najstarszych firm rodzinnych na świecie: dla wielkości i chwały tego imperium luksusu pracuje już szóste pokolenie panów H.

 

 

Thierry Hermes  

 

Kim właściwie jest ten Hermes? W greckiej mitologii to posłaniec bogów, patron wędrowców, złodziei i podróżujących. Ciągle w drodze, nosi czarodziejskie sandały ze skrzydłami, dzięki którym może się z łatwością przemieszczać z jednego krańca Ziemi na drugi szybciej niż ty z kuchni do pokoju.

Oczywiście, nam nie o greckiego boga chodzi, tylko o noszącego to nazwisko Thierry'ego Hermesa, założyciela firmy. O fantstycznej postaci wspominamy jednak nie bez kozery. Pierwsze wyroby sygnowane słynną dziś marką w bardziej lub mniej bezpośredni sposób wiązały się z podróżami i pracą kurierów. Najpierw były to końskie uprzęże i siodła, później torby podróżne, nesesery, teczki na listy i dokumenty.

Bóg w skrzydlatych sandałach od zawsze patronował całemu przedsięwzięciu. Aby zacząć naszą opowieść, musimy cofnąć się o ponad sto siedemdziesiąt lat, do samego początku XIX w.

 

 

 

Monsieur Thierry

 

Thierry Hermes przyszedł na świat w 1801 r. w małym niemieckim miasteczku Krefeld. Jego protestancka francuska rodzina znalazła schronienie za granicą 300 lat wcześniej, w ponurej epoce wojny religijnej, rzezi hugenotów i nocy świętego Bartłomieja. Do Paryża przyjechał w wieku trzydziestu lat, przywożąc ze sobą młodzieńczy zapał oraz kalwińskie staranność i pracowitość. Pierwsze atelier otworzył w małej uliczce niedaleko kościoła de la Madeleine. Produkował i sprzedawał uprzęże, siodła oraz resztę skórzanego wyposażenia potrzebnego do jazdy konnej lub do zaprzęgnięcia koni do powozu. Interes od początku ruszył z kopyta.

W latach trzydziestych XIX wieku w stolicy Francji przemieszczano się powozami, karetami, a także wierzchem, klientelę miał więc liczną, ale też wymagającą. Towary wytwarzane przez Monsieur Hermesa wyróżniały się spośród dzieł innych rzemieślników niezwykłą starannością wykonania oraz nowatorstwem myśli technicznej: co i rusz wprowadzał do swoich uprzęży a to nowy karabińczyk, a to inne zapięcie. Dzięki temu na ważnej Wystawie Światowej w 1867 r. Thierry otrzymał Medal Pierwszej Klasy. Kariera warsztatu nabrała rumieńców. Do klienteli dołączyli najznamienitsi przedstawiciele epoki, z carem Aleksandrem II na czele. Władca Rosji kupował siodła u Hermesa! I przyczynił się znacznie do rozwoju firmy. Każdy burżuj chciał odtąd siedzieć w takim samym siodle, co  wielki monarcha.

Cała światowa arystokracja korzysta z siodeł Hermesa od czasów rosyjskiego cara Aleksandra II.  

   

 

Automobil, automaszyna

 

Gdy pod koniec 1878 r. Thierry zmarł, pozostawiając swój warsztat synowi, świat wkraczał w dobę komunikacyjnej rewolucji. Konie powoli wychodziły z użytku, a ich miejsce zajęły - z początku nieśmiało, potem coraz liczniej - automobile, kursujące po szerokich ulicach wybudowanych przez barona Haussmanna. Ów prefekt departamentu Sekwany w latach 60. i 70. XIX w. wyburzył połowę Paryża, pobudował domy oraz ulice, czyniąc ze średniowiecznego miasta nowoczesną metropolię. W nowoczesność zainwestowały więc i wnuki protoplasty Thierry'ego: panowie Adolphe oraz Émile-Maurice Hermes. Przenieśli atelier do nowiutkiego budynku przy szerokiej ulicy Faubourg

Saint-Honoré, gdzie firma mieści się do tej pory. A następnie, wykorzystując skórę, z której dziadek i papa szyli siodła, stworzyli pierwszą linię kufrów, neseserów, walizek, torebek, torebeczek, teczek na korespondencję i dokumenty oraz wszystkich innych bagaży niezbędnych by ruszyć w drogę. Wyszli z założenia - słusznie! - że epoka uprzęży się skończyła, teraz trzeba czymś wypełnić wnętrze samochodu. Trzeba coś zabrać do pociągu. Nie oznacza to, że całkowicie przestali szyć siodła i tym podobne: firma Hermes do dziś produkuje sprzęt do jazdy konnej. Z jej usług korzysta cała pozostała przy życiu światowa arystokracja, z księciem Karolem na czele. Jeśli będziecie kiedyś polować z nim na lisy, zwróćcie uwagę na literkę H wybitą na uprzęży rumaka.

Firmowy butik przy Faubourg Saint-Honoré.  

   

 

Koń jaki jest...

  

Piękne zwierzę, które przyczyniło się do prosperity familii Hermes, widnieje na wielu produktach firmowanych tym nazwiskiem.

Wnuk Thierry'ego Émile-Maurice wprowadził do sprzedaży nie tylko torby, ale też drobną galanterię skórzaną: paski, rękawiczki. A z czasem także linie ubrań sportowych - oczywiście do jazdy konnej (furorę zrobiła zwłaszcza marynarka), zapoczątkował produkcję zegarków oraz biżuterii (z końskimi motywami, rzecz jasna). Zwykł był mawiać, że Hermes to "skóra, sport i wyrafinowana elegancja". Logo firmy ozdabia rysunek pary koni oraz stojącego naprzeciw nich mężczyzny. Znak został zaczerpnięty z grafiki Alfreda de Dreux, którą w latach 20. XX w. kupił Émile-Maurice i zawiesił w swym biurze przy Faubourg st. Honoré. Wnuk założyciela wylansował jeden z licznych przedmiotów kultowych firmowanych przez rodzinę H: barwne jedwabne szale, których wzory (a zaprojektowano ich 2,5 tys.) miały pierwotnie za inspirację sztandary wojskowe. Dominują, a jakże, motywy końskie.

Ciekawostką jest, że pierwsza jedwabna chustka była wynikiem iście protestanckiej gospodarności. Uszyto ją bowiem z resztek podszewki, której używano do wykończenia dżokejskich czapek. Słowem, niby gadżet dla pań, ale nie do końca. I pewnie dlatego w wyzwolonych latach 30. jedwabne chusty Hermesa wokół swoich bezwstydnych szyj motały ubrane w garnitury kobiety postępowe. Do znanych wielbicielek chust należały także superkobiece celebrytki: Audrey Hepburn, Catherine Deneuve, Jackie Kennedy, a nawet Jej Wysokość Elżbieta II i księżna Grace. Z postacią tej ostatniej wiąże się również historia drugiego kultowego przedmiotu, a mianowicie torebki nazwanej jej panieńskim nazwiskiem - Kelly.

 

 

Pierwszą jedwabną chustkę uszyto z resztek podszewki, której używano do wykończenia dżokejskich czapek. Słowem, niby gadżet kobiecy, ale nie do końca.

 

 

 

 

 

 

 

Hermes to firma na tyle wiekowa i poważna, że nie musi przesadną ekstrawagancją udowadniać swej wartości sobie i innym.  

 

 

Znak nowoczesności

   

Zanim jednak przejdziemy do torebki, warto wspomnieć o jednym drobnym fakcie. Dziś firma Hermes kojarzy nam się z mieszczańskim dobrobytem i statecznością. Z rzetelnością wykonania i - no cóż, chciało by się powiedzieć - niemiecką jakością. Żadne tam rewolucje techniczne (zresztą jaka może być rewolucja w przypadku neseseru lub rękawiczek?). Jednak w pierwszych dwóch dekadach ubiegłego stulecia to właśnie marka Hermes przyczyniła się do wprowadzenia na europejski rynek tak genialnego rozwiązania technicznego, jakim był zamek błyskawiczny (podpatrzony w Stanach Zjednoczonych). Pomysł natychmiast zastosowała w swoich torebkach Coco Chanel, no i jakoś już poszło.  

Owo ultranowoczesne zapięcie pojawiło się właśnie w torebce znanej dziś jako "Kelly". Choć jej pierwsze egzemplarze ujrzały światło dzienne w późnych latach 30., rozsławiła ją księżna Monaco dwadzieścia lat później. Gdy w 1956 r. amerykański magazyn "Life" opublikował zdjęcie piękności z wyrobem Hermesa, za którym ukrywała swoją ciążę, torebka natychmiast trafiła do puli luksusowych bestsellerów. Podobno księżna zamówiła ich sześć, w różnych kolorach. Co ją tak uwiodło? Trudno o coś prostszego: wielki skórzany trapez z parą krótkich uszu, zapinany na suwak i zabezpieczony od dołu czterema metalowymi nóżkami. Pewnie więc chodzi o prostotę i jakość. Ciekawostką jest, że jedną torebkę od początku do końca wykonuje jeden rzemieślnik. A więc są to dzieła autorskie. Są - bo z sukcesem szyje się je i sprzedaje do dziś. Warto wiedzieć, że pierwotnie torebka Kelly była odpowiedzią na wielki kryzys lat 30.: dlatego postawiono na prostotę i praktyczność. W tym samym czasie firma wylansowała wspomniane szale jedwabne z resztek podszewki, skórzane agendy (czyli etui na kalendarz i notes) oraz ascetyczną srebrną bransoletkę w formie łańcuszka.

 

Każdą torebkę czy teczkę, z których słynie francuski dom mody, od początku do końca wykonuje jeden rzemieślnik.   

   

Wszystkie te produkty zostały znakami rozpoznawczymi marki. Być może w dobie obecnego kryzysu - jak to zawsze bywa z dobrami luksusowymi - ich sprzedaż znów wzrośnie. Gdybyście chcieli kupić mamie pod choinkę torebkę Kelly, liczcie się z antykryzysową ceną oscylującą w granicach czterech tysięcy euro.

  

 

Wiodąca marka lat 50.

 

W 1937 r. rodzina Hermesów świętowała setne urodziny przedsiębiorstwa. Otworzono kolejne sklepy w słynnych miejscowościach nawiedzanych przez bogatą klientelę: Cannes, Biarritz i Deauville.

Druga wojna światowa ani o jotę nie nadwątliła kondycji marki: odchodząc z tego świata w 1951 r. Émile-Maurice, wnuk założyciela, miał świadomość, że Hermes jest jedną z kilku najbardziej poważanych i znanych firm swoich czasów. Jego córka wraz z mężem Robertem Dumas-Hermesem (tak, przyjął nazwisko żony) rozwinęła działalność w nowych kierunkach. W 1949 r. wprowadzono krawaty, a rok później - perfumy. Jeśli jesteście wielbicielami "zwisów męskich", z pewnością kojarzycie wyroby Hermesa. Bardzo barwne, naturalnie z charakterystycznymi motywami jeździeckimi (uwielbia je amerykański senator John Kerry). Albo po prostu ozdobione literą H.

W rodzinnym archiwum firmy pełno jest fotografii największych sław lat 50. i 60. we wnętrzach hermesowego butiku. Książę i księżna Windsoru, Sammy Davis Jr, Ingrid Bergman, Jacky Kennedy... Właśnie Jacqueline - już jako pani Onassis - wylansowała kolejną torebkę: model o nazwie Constance. Mniejszą i bardziej kobiecą niż kelly. 10 lat później Jane Birkin, aktorka i żona słynnego piosenkarza i kompozytora Serge'a Gainsbourga, "pożyczyła" swe nazwisko innemu modelowi: poskarżyła się ówczesnemu szefowi Jean-Louis Dumas-Hermesowi (synowi Roberta), że jej kelly jest mało praktyczna. Dostała więc własną torebkę, która dziś jest synonimem luksusu absolutnego, a wszystko za sprawą "Seksu w wielkim mieście", w którym ozdoba "wystąpiła" jako gwiazda. Gdybyście jednak chcieli kupić birkin swojej dziewczynie (kolejne 4 tysięcy euro), to niestety sprawa nie jest prosta: od paru lat się jej nie produkuje. No, chyba że pojedziecie na Faubourg st. Honoré i pogadacie z menedżerem. Jeśli uzna was za godnych posiadania czegoś tak skończenie ekskluzywnego, to może, może znajdzie jakiś egzemplarz, schowany dla szczególnego klienta w przepastnym magazynie.

  

 

 

Hermes na czasie

   

Jean-Louis Dumas-Hermes oraz jego synowie (czyli ostatnie dwa pokolenia kierujące rodzinnym przedsiębiorstwem) w ciągu trzydziestu lat wprowadzili markę w nowe sektory. A zatem zegarki, będące połączeniem luksusowej francuskiej oprawy ze szwajcarską precyzją mechanizmu. A zatem porcelana oraz biżuteria. Nie tylko złota (z motywami końskimi), ale i ta bardziej popularna (spinki do krawatów czy męskie bransolety kupicie za 300-500 euro). Oprócz wykańczanych ręcznie luksusowych marynarek w stylu dżokejskim macie także do wyboru całą gamę ubrań pret-a-porter. Choć pierwsze perfumy wprowadzono do sklepów w latach 50. dopiero pod rządami Jeana-Louis sprawa nabrała rozpędu. Spośród 31 zapachów, jakie firma wydała na świat, 26 pojawiło się podczas dyrektorowania jego i synów. Są wśród nich prawdziwe wody kolońskie w starym stylu, dla statecznych, bogatych i pewnych siebie facetów - żadne tam wariactwa w dyskotekowym stylu Ibizy. Warto czasem zainwestować w taką aurę.  

Także moda męska naznaczona jest tradycyjną elegancją. W ofercie znajdziecie kaszmirowe swetry w serek, koszulki polo, koszule najwyższej jakości, szaliki, jedwabne fulary, wspomniane krawaty i, oczywiście, paski, rękawiczki oraz obuwie. Na szczególną uwagę zasługują sandały: pasek, pod który wsuwa się stopę, ma kształt litery H. Nie są to mitologiczne buty Hermesa ze skrzydełkami, nie przeniosą nas w trzy sekundy na drugi koniec świata, z pewnością jednak sprawią, że poczujemy się bardzo luksusowo.  

A ludzie lubią płacić za luksus (za sandały: 400 euro). W 2002 r. obroty firmy wyniosły 1,2 miliarda euro. Nieźle jak na rodzinne przedsiębiorstwo!

 

 

Legendarnej torebki Birkin raczej nie podarujesz swojej dziewczynie, bo ten model już nie jest produkowany. Ale udobruchasz ją torebką na jabłuszko za 365 dol.

 

 

 

 

 

 

 

 

Sobie możesz kupić zaś Hermes Arceau Ebony: zegarek z chronografem za jedyne tysiąc franków szwajcarskic). 

 

 

 

W Polsce nie ma sklepów Hermesa. Najbliższe butiki znajdują się w Berlinie, poza tym można pojechać na zakupy do Barcelony, Lizbony, Moskwy, Tokio czy Nowego Jorku. W tym ostatnim butiku często bywają Victoria Beckham oraz Natalia Vodianova (taka modelka) - więc może warto? Jeśli nie, pozostaje internet. Na stronie www.hermes.com można sobie te wszystkie cuda przynajmniej obejrzeć...            

  

Tekst: Izabela Kiminowicz

Zdjęcia:Quentin Bertoux, Imprimeur Draeger, Lothar Schmid, Jerome Galland, Dolores Marat, Studio Des Fleurs, BEW, East News, Fpm/Getty Images, Imaxtree, materiały prasowe (montaż)

 

 

Czytaj też na Logo24:

 

 
Dokąd może się udać mężczyzna z klasą i kasą, który za jednym zamachem pragnie kupić sobie garnitur od Armaniego wraz ze stosownymi dodatkami, wynająć apartament, zagrać w ruletkę, zrobić zakupy na elegancką kolację (ewentualnie zjeść posiłek na miejscu) i posłuchać arii operowej? Sądzicie, że nie ma takiego miejsca? Otóż jest! To dom towarowy Harrods przy Brompton Road w Londynie.

Giorgio Armani Lifestyle totalny 

 

Wiesz, komu zawdzięczasz eleganckie i niebanalne marynarki pozbawione okładów z watoliny na ramionach i plecach? Wiesz, kto wprowadził na stałe do garniturowego zestawu wąskie, seksowne spodnie? Nie masz pojęcia? To Giorgio Armani!

 

Wytworny bądź jak Ritz

 

 Nie ma chyba w tym świecie marki bardziej prestiżowej niż Ritz.

 

BurberryBurberry, czyli wszystko w kratkę 

Burberry to brytyjskość. W trenczach tej firmy żołnierze Korony walczyli pod Verdun. Za symbol dobrego smaku uznaliją angielscy arystokraci. Czapeczki Burberry noszą też brytyjscy dresiarze.

Orient Expressem podróżowały koronowane głowy, arystokracja, bogaci przedsiębiorcy i artyści oraz... słynni detektywi i mordercy. Choć legenda sławnego pociągu przygasła, od kiedy wszyscy zaczęli latać samolotami, dziś luksus na szynach wraca jako rozrywka dla bogatych podróżników.

 

Podziel się

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (2)

  • avatar

    Gość: haris

    0

    Birkin nie jest wytwarzany??? Wolne zarty! Zapewne Victoria Beckham sama sobie ja uszyla?

    W jednym autor mial racje, choc sie skompromitowal: tak model Birkin nie jest produkowany, ba, nigdy nie byl produkowany. Te torebki nie sa nie byly i nie beda "produkowane" - sa szyte recznie, a emementy metalowe wkonane sa ze zlota lub platyny. Najtansza torebka Birkin kosztuje 35 tysiecy euro. Tak, tyle ile male mieszkanie gdzies w Polsce. I mowimy o najtanszym modelu.

    • avatar

      Gość: anisia

      0

      @Gość: haris
      Ale ierdoły piszesz, elementy metaliczne są też wykonywane np. z palladium a cena zaczyna się od 7tys Euro

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX