Dobrze wydane pieniądze: rower miejski

Modelowy rower miejski

Modelowy rower miejski (fot. Łukasz Falkowski)

"Sezon" rowerowy już w pełni, ale przecież nie jeździ się tylko w lecie. To nieprawda, że w zimie na dwóch kółkach jeżdżą jedynie wariaci. Naczelny "Logo" jest całkiem normalnym facetem, a do pracy dociera na rowerze przez okrągły rok. Dajemy ci kilkanaście rad, które przydadzą ci się przed wyborem modelu. Przetestowane, sprawdzone, praktyczne - przeczytaj i ruszaj w drogę.

Najważniejsze wyposażenie:

Hamulce - pewnie przez ostatnie kilkanaście lat jeździłeś rowerem z ręcznymi. W rowerze miejskim często stosuje się torpedo, czyli hamulec nożny, musisz się do niego przyzwyczaić. Przyda się ręczny - ale jeśli możesz, zainwestuj w tarczowy, a nie szczękowy.

Zabezpieczenie - a najlepiej dwa! Główne to U-Lock lub bardzo gruby łańcuch. Dodatkowe to podkowa na tylnym kole - przyda się również, gdy zostawiasz rower na trzy minuty przed sklepem, a nie chce ci się szukać miejsca do przypięcia.

Bagażnik - najwygodniejszy jest przedni, da się do niego przyczepić skrzynkę - przewieziesz w niej bez problemu nawet kilkanaście kilogramów zakupów. Na tylnym możesz sobie zamocować haczyk na teczkę.

Przerzutki - do miasta wystarczą trzy. Chyba że mieszkasz w Karpaczu, wtedy pewnie przyda się więcej. W rowerze miejskim najlepiej sprawdzają się takie w tylnej piaście, są cięższe, ale rzadziej się psują - nie brudzą się!

Światła - przednie - najlepiej na dynamo w przedniej piaście. Dobrze jeśli ma kondensator, żeby nie gasło, gdy musisz stanąć. Tylne - może być na baterie.

Opony - dość szerokie, odporne na przebicie. Zwróć szczególną uwagę na zalecane ciśnienie, zbyt wysokie może ci urwać wentyl, przy za niskim wolniej będziesz jechał.

Osłony - dla tylnego koła i łańcucha. Chronią spodnie przed zabrudzeniem. Nawet szerszych nogawek nie musisz spinać klamerkami.

Błotniki - obowiązkowo pełne. Przedni błotnik - z chlapaczem. Dzięki nim nie musisz zmieniać spodni, gdy dojeżdżasz do pracy w deszczu.

Potrzebujesz jeszcze:

Peleryna (koniecznie) - specjalna do jazdy na rowerze. Dzięki niej możesz jechać w ulewie i zamieci i pozostaniesz suchy.

Sakwy (opcjonalnie) - montowane na tylnym bagażniku. Do nich zmieścisz większe zakupy.

Nie potrzebujesz:

Kask - w mieście po prostu nie. Kask przydaje się na Tour de France. Nie wierzysz? Pojedź do Amsterdamu lub Kopenhagi.

Ochraniacze - na kolana, łokcie... bzdura. Rower miejski to środek transportu, a nie mountain bike do skakania po górach.

Kamizelka odblaskowa - tylko jeśli jeździsz po nieoświetlonych drogach, na przedmieściach. W centrum miasta nie przyda ci się.

ZOBACZ WIDEO

Zobacz także
  • Jazda rowerem po mieście Test: tydzień z rowerem (zamiast samochodu). Da się?
  • Przegląd stylowych miejskich rowerów
  • Garnitur z kolekcji Parker Dusseau. Cena: ok 1400 zł W garniturze na rowerze
Komentarze (48)
Dobrze wydane pieniądze: rower miejski
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    skator

    Oceniono 88 razy 34

    Dlaczego to niby kask w mieście jest nieprzydatny? W moim mieście sieć dróg rowerowych jest bardzo poszatkowana, co jakiś czasu muszę zeskakiwać na jezdnię albo przeskakiwać na drugą stronę i co mi po tym, że na przejazdach mam pierwszeństwo, skoro co drugi kierowca nie wie, że rower na przejeździe ma praktycznie zawsze pierwszeństwo, pytam?, Nawet jak już droga rowerowa wiedzie jakimś dłuższym odcinkiem to nie rzadko przecinana bywa wyjazdami z posesji, oczywiście rozcinającymi (barwą i rodzajem nawierzchni) drogę rowerową! Ilu z właścicieli tych dróg jest uprzejmych rozglądać się przed przejechaniem tej niewidocznej dla nich drogi rowerowej, na której teoretycznie znowu to rowerzysta ma pierwszeństwo. A najbezpieczniejszego z rozwiązań do jazdy w mieście, czyli wydzielonego pasa na jezdni nie stosuje się. Dzięki tym praktycznie stosowanym "rozwiązaniom" nawet w dobrych warunkach można mieć miłe spotkanie z autem a zimą kask przydał mi się już kilka razy i bez tego, bo na lodzie (zwłaszcza czarnym, albo na zmuldowanym asfalcie, albo z towarzyszącym silnym wiatrem) jazda jest mniej pewna. Oczywiście dziadkowie mają czas i mogą sobie pedałować powolutku a zimą w ogóle, ale rower dla niektórych to narzędzie nie tylko do rekreacji ale i do szybkiego przemieszczania się. A wtedy, jeśli dbamy o swoje bezpieczeństwo, kask może się przydać nawet gdy przestrzegamy przepisów ruchu drogowego.
    Kask nie jest niezbędny do jazdy rowerem i oby nigdy nie był, ale bezwarunkowe negowanie jego przydatności jest dla mnie przejawem ograniczonego postrzegania świata rowerów, sorry.

  • avatar

    krscp

    Oceniono 24 razy 14

    Argument, że w Amsterdamie i Kopenhadze kask się nie przydaje, trochę ma się nijak do polskich warunków, bo tam większość dróg jest separowanych i rzadko jeździ się po pasie ruchu dla samochodów. Tym niemniej opierając się na ich doświadczeniach i badaniach, również uważam, że kask w mieście to zły pomysł, a szczególnie pomysł obowiązku jeżdżenia w kasku. Dlaczego?
    To, że w przypadku niektórych wypadków kask może zmniejszyć obrażenia głowy, nie ulega wątpliwości. Ale to bardzo wybiórcze traktowanie tematu.
    Po pierwsze przy zderzeniach z prędkością większą niż 20 km na godzinę, kask pomaga mniej więcej tyle, co breloczek z króliczą łapką zawieszoną na kierownicy. Kaski rowerowe nie są nawet projektowane do ochrony przed takimi obrażeniami. Po drugie, obrażenia głowy stanowią tylko część, jakich doznaje rowerzysta. Mamy zresztą świeży casus sędziego wyjeżdżającego z parkingu i rowerzysty, któremu zajechał drogę. Pomimo kasku rowerzysta doznał poważnego urazu kręgosłupa wymagającego 4-miesięcznej rehabilitacji. Po trzecie, jazda w kasku zmienia zachowania zarówno rowerzystów jak i kierowców. Brytyjskie badania wskazują, że średnia odległość wyprzedzającego samochodu od rowerzysty zmniejsza się o blisko 10 cm, jeśli rowerzysta jedzie w kasku, duńskie natomiast, że rowerzyści noszący kaski są dużo bardziej skłonni do podejmowania ryzyka, np. wyprzedzania innych rowerzystów. Po czwarte, ofiary wypadków rowerowych z uszkodzeniami głowy stanowią niewielki odsetek rejestrowanych przypadków w szpitalach. W Kanadzie np. jest to 5%, a dla porównania uszkodzenia głowy w wyniku wypadku samochodowego to ok. 35%. 45% stanowią ofiary upadku podczas zwykłych czynności niezwiązanych z przemieszczaniem się. Po piąte, kampanie na rzecz jazdy w kasku na całym świecie od Skandynawii, przez Kanadę po Australię spowodowały spadek liczby cyklistów. Jest to nazywane "propagandą strachu" - podkreślanie niebezpieczeństw jazdy rowerem (bez kasku) zniechęca wiele osób do jazdy rowerem, gdyż jest on postrzegany jako niebezpieczniejszy środek transportu od innych.
    Natomiast odwrotnie, wzrost liczby rowerzystów na jezdni nie tylko nie powoduje wzrostu wypadków, ale ich spadek. W jednym z amerykańskich regionów wzrost o 66% liczby rowerów na drogach w ciągu 10 lat spowodował spadek liczby wypadków na rowerze o 34%. I to jest droga do zapewnienia bezpieczeństwa rowerzystom, a nie styropianowe wydmuszki na głowie. Przy dużym natężeniu ruchu rowerowego kierowcy jeżdżą dużo uważniej, niż podczas incydentalnego mijania rowerzysty raz na jakiś czas.
    Oczywiście, jeśli czujesz się bezpieczniej w kasku, nikt nie zabrania. Można również założyć ochraniacze, kurtkę motocyklową i co tam jeszcze spowoduje zmniejszenie obrażenia przy ew. wypadku, ale nie łudźmy się, że w kaskach będziemy nieśmiertelni czy nawet bezpieczniejsi.
    Ostatni już argument, z przymrużeniem oka, jestem pewien, że nakaz jazdy samochodem w kasku również zmniejszy liczbę uszkodzeń głowy podczas wypadku, dlaczego więc nie promować jazdy w kasku samochodem? ;)

  • Mateusz Lenart

    Oceniono 41 razy 11

    Co roku robię 4 tyś km na rowerze, za równo po mieście jak i na długich zróżnicowanych trasach. Jako doświadczony rowerzysta powiem tylko, że nie polecam kierowania się radami zamieszczonymi w tym artykule.

  • avatar

    dymczasem

    Oceniono 14 razy 10

    tarczowe hamulce do miasta? a po co? nie bede ukrywal ze nie widzialem ZADNEGO typowo miejskiego roweru z tarczowkami.

  • avatar

    uthark

    Oceniono 18 razy 8

    Autor zapomniał o lusterku wstecznym, które w mieście jest dużo bardziej przydatne niż kask i kamizelka.

  • avatar

    ignatz

    Oceniono 81 razy 5

    Kto odradza używanie kamizelki czy kasku równie dobrze mógłby podżegać do samobójstwa. Dobrze, że oświetlenie jest nakazane w przepisach, pewnie też by autor odradzał.

  • avatar

    uthark

    Oceniono 10 razy 4

    Dokładnie. Zgadzam się. Widziałem takie rowery za 700-800zł (w sklepie rowerowym, nie w supermarkecie). Do miasta w zupełności wystarczą.

    Kask i kamizelka nie są konieczne nawet wtedy, gdy jeździ się po nieoświetlonych drogach po ciemku; wtedy włączmy oświetlenie, które załatwia sprawę. Kamizelkę zakładam tylko do jazdy poza miastem, gdy dopuszczalna prędkość jest 90km/h lub większa, a nie ma pobocza. Jak kask komuś poprawia samopoczucie na drodze, to niech go nosi. Jednak niech nie zapomina, że żaden kask nie zapobiegł jeszcze wypadkowi, a odpowiednie zachowanie i wyposażenie roweru tak. Nierzadko widuję po zapadnięciu zmroku rowerzystów na nieoświetlonych rowerach, ale w kaskach na głowach. Po co im kaski, skoro nie mają czego chronić?

    Do jazdy po mieście na pewno przyda się lusterko wsteczne. Znakomicie pomaga sprawdzać, co dzieje się z tyłu oraz podczas zmiany pasa i skrętu w lewo.

    Do tego polecam na ręce opaski z diodami. Są bardzo przydatne podczas sygnalizacji manewrów po ciemku lub podczas ograniczonej widoczności w dzień.

    PS. Jeżdżę rowerem w ruchu ulicznym 37 lat. Bez jakiegokolwiek wypadku.

  • avatar

    woophy

    Oceniono 7 razy 3

    Podobno kierowcy widzący rowerzystę w kasku mimowolnie zachowują się mniej bezpiecznie (np. mniejsza odległość od rowerzysty)...

  • avatar

    oz_patryk

    0

    Patrząc na moje miasto, jedno z wielu, nie odróżniające się niczym, wiem jedno... rowerzystom nie potrzebne są kaski, oświetlenie, kamizelki... bo i tak jeżdżą po chodnikach mając w głębokim poważaniu pieszych, więc pozdrawiam forumowych awanturników.
    Kolejna sprawa, jakoś jeżeli dożyłem do tej pory pomimo że byłem szczepiony, jeździłem bez kasku, piłem wodę prosto z kranu a nie z dzbanka z filtrem, jadłem niemyte owoce prosto z krzaka/drzewa. Może dla tego mi się to udało że urodziłem się w 1980 gdzie nie było tylu zestresowanych ludzi i moje podejście jest inne od tego na forum, a podobne do podejścia autora. Wiem jedno, jak się nie rozglądasz i/lub jedziesz bezmyślnie to nawet kask, odblaski i kamizelki Ci nie pomogą - kiedyś wpajano mi zasadę ograniczonego zaufania. Teraz jak widać mamy w internet pod każdą strzechą i stada Januszy i Karyn.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy