Gazeta.pl > Logo24 >  Technologie

Audiofilia

ZLLL
18.11.2008 15:05
A A A Drukuj
AUDIOFILIA

AUDIOFILIA

Audiofilom generalnie chodzi o obcowanie z pięknem dźwięków. Taki człowiek, słuchając muzyki na dobrym sprzęcie, czuje się mniej więcej tak, jak połowa świata czułaby się, obcując z Angeliną Jolie, a druga połowa z Bradem Pittem.

Audiofilowi przykrość sprawia słuchanie brzęczącego radia i empetrójek. Zbiera więc grosz do grosza, żeby w końcu kupić w miarę przyzwoity sprzęt grający. Czyli taki za kilkaset tysięcy złotych.

 

By zostać audiofilem, dobrze być melomanem - ale to nie jest warunek niezbędny. W środowisku krążą legendy o jednym z polskich audiofilów, który miał tylko pięć płyt. Kiedy kilka lat temu kupił szóstą, wywołało to duże poruszenie. Za to bardzo często zmieniał sprzęt. Kiedy tylko odwiedzali go znajomi, ciągnął ich do sali odsłuchowej, żeby posłuchali, jak bardzo po wymianie kolumn zmieniło się brzmienie dzwoneczków na jednej z tych jego słynnych pięciu płyt.

 

Michał Gogulski w swoim sklepie Hi End Corner w Poznaniu

Michał Gogulski w swoim sklepie Hi End Corner w Poznaniu

Słuch należy trenować.

 

Na trzy sposoby.

Po pierwsze, trzeba chodzić na koncerty. Najlepiej z muzyką akustyczną. W roli "trenera" dobrze sprawdzają się nieduże składy jazzowe - na początek wystarczy perkusja, bas, fortepian, saksofon i seksowny kobiecy głos. Potem przydaje się poszerzenie doświadczeń o coraz większe składy grające muzykę poważną, na orkiestrach symfonicznych kończąc. Ten etap to uczenie się prawdziwego brzmienia instrumentów.

Po drugie, trzeba słuchać sprzętu. Tu na szczęście nie trzeba wydawać pieniędzy, ale za to należy zwalczyć wrodzoną nieśmiałość i słuchać muzyki w sklepach audiofilskich. W każdym takim sklepie można się umówić na jedno-, dwugodzinny odsłuch. Warto zabrać własne ulubione płyty, a obsługa już zadba o to, żeby umożliwić nam odsłuchanie tych płyt na różnych wzmacniaczach i kolumnach. Sprzedawcy przyzwyczajeni są do takich wizyt, wiedzą, że gość i tak wcześniej czy później wyda kasę.

Po trzecie, przyda się czytanie branżowej prasy. "Hi-Fi i Muzyka", "Audio" czy "Hi-Fi Choice" (po polsku) nauczą nas nazywania, jak brzmi sprzęt - bas może być krótki, mocny, suchy, scena szeroka, a obecność wokalistki holograficzna. Brzmi to nieco ezoterycznie, ale kiedy poczytamy recenzje win, też poczujemy się jak w świecie "Baśni z 1001 nocy".

To wszystko zda się jednak psu na budę, jeśli słuchanie dobrego brzmienia nie sprawia nam przyjemności. Jak się ma metr pięćdziesiąt, można grać w koszykówkę - tylko po co? To już lepiej zostać prezydentem.

 

Sprzęt w studiu odsłuchowym bogatego audiofila z Olsztyna

Sprzęt w studiu odsłuchowym bogatego audiofila z Olsztyna

Sufit sklepu Hi End Corner w Poznaniu

Sufit sklepu Hi End Corner w Poznaniu

Sala odsłuchowa w domu olsztyńskiego biznesmena

Sala odsłuchowa w domu olsztyńskiego biznesmena

 

Audiofilia to zamiłowanie do "miłych dźwięków". By ich doświadczyć, audiofil kupuje np. płytę Milesa Davisa i testuje nowy dwumetrowy kabel Nordost Valhall za 10 400 zł. To taki kabel, który wtykamy z jednej strony do gniazdka, a z drugiej do wzmacniacza. Według specjalistycznego miesięcznika "Hi-Fi i Muzyka" zwykły kabel za kilka złotych brzmi tragicznie, a te powyżej 2 tys. zł charakteryzuje "materializacja muzyki" albo "referencyjna analityczność i szczerość" bądź też "wyśmienita góra i krystaliczna czystość dźwięku".

Taki kabel to tylko początek, bo piękno kosztuje. Finansowy Mount Everest audiofilstwa to highendowy system Audio Note, opisywany niedawno w "Hi-Fi Choice" - to wydatek około dwóch milionów złotych.

 

Kilka co ciekawszych urządzeń highendowych

 

Kolumny B&W Nautilus Hi-End

 

Kolumny B&W Nautilus Hi-End, niesamowite wzornictwo, kształtem przypominają ślimaka. Kupić je można za mniej więcej 220 tys. zł.

 

 

Kolumny Revolution No. 9

 

Kolumny Revolution No. 9, dipolowe, robione na zamówienie - 80 tys. zł. Sama kolumna jest cienka i gra na dwie strony. Jej budowa umożliwia uzyskanie lepszych efektów niż w zwykłej konstrukcji. Dlaczego wszyscy nie produkują dipoli? Bo są wielkie i potwornie drogie.

 

 

Niesamowity Krell FBI za 65 tys. zł.

 

Niesamowity Krell FBI za 65 tys. zł. Warto dokupić do niego gustowną willę i doprowadzić osobną linię elektryczną.

 

 Linn Sondek CD12 za 81 tys. zł

 

 

Źródło, czyli odtwarzacz - np. Linn Sondek CD12 za 81 ty. zł, wciąż do kupienia, choć już nieprodukowany. Dziś do odtwarzania CD, Super Audio CD i DVD firma proponuje model Linn Akurate CD.

 

 

 Fadel Art Coherenc, coś ok. 2,5 tys. zł.

 

Do tego niewielki wydatek na kabel łączący kolumnę ze wzmacniaczem - powiedzmy Fadel Art Coherenc, coś ok. 2,5 tys. zł.

 

 

Lampowe wzmacniacze Nagra

 

Lampowe wzmacniacze Nagra. Moi szefowie mówią: pracuj więcej, będziesz więcej zarabiał. Ja twierdzę: owszem, chcę zarabiać więcej, ale pracować tyle samo. To tak na marginesie, kiedy spoglądam na cenę pary lamp Nagry - jedyne 66 tys. zł.

 

 

Amerykański wzmacniacz Mark Levinson No. 383.

 

Amerykański wzmacniacz Mark Levinson No. 383. Wielki jak wszystko, co amerykańskie. Kosztuje ok. 40 tys. zł.

 

Przy zakupie highendowego sprzętu warto wynegocjować jakąś zniżkę, bo potrzeba jeszcze kasy na przygotowanie sali odsłuchowej. Jeśli ktoś chce słuchać w salonie wyłożonym marmurami, to nawet dwa miliony wyłożone na Audio Note niewiele dadzą - sprzęt zabrzmi jak szkolna akademia w sali gimnastycznej. Żeby nabrać dystansu do swojego sprzętu, audiofil powinien wybrać się na koncert rockowy albo na... poligon.

 

Andrzej Zawada, audiofil, właściciel firmy ESA

Andrzej Zawada, audiofil, właściciel firmy ESA

 

Różnica w cenie, różnica w jakości

 

Teraz nastąpi fragment służący odstresowaniu czytelnika. Otóż teza "słoń mi nadepnął na ucho" generalnie niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Większość ludzi jest w stanie odróżnić sprzęt grający dobrze od grającego gorzej - co innego z nazywaniem różnic, tego już po prostu trzeba się nauczyć.

Jeszcze bardziej budujące jest to, że większa różnica jest między sprzętem za tysiąc i dziesięć tysięcy złotych niż między tym za dziesięć tysięcy i sto tysięcy. Sprzętu za te kilka tysięcy złotych również jest mnóstwo w sklepach audiofilskich - choćby firm Creek, Cambridge Audio, NAD, Rotel.

I teraz pomyślcie - wystarczy, że wyłożycie marne parę tysięcy złotych, żeby zachwycić się pięknym dźwiękiem. Audiofil wykłada swoje kolejne sto tysięcy i następne sto, a różnica staje się już coraz mniejsza.

 

Wystarczy pójść na koncert Rolling Stonesów, żeby się przekonać, że takiego brzmienia nie da się odtworzyć w domu. Na koncercie rockowym moc sprzętu jest niewiarygodna. To tak, jakbyśmy usiłowali w domu odtworzyć wystrzał armatni. Niby się uda wywołać złudzenie, ale rzeczywistego efektu fali dźwiękowej nie da się uzyskać.

 

Ważny jest poziom

 

Kiedy już wyłączymy płytę Sex Pistols, możemy spróbować na naszych klockach za sto tysięcy posłuchać płyt starannie wydanych - i na pewnym, że tak powiem, poziomie.

Kari Bremnes, płyta  Karol Szymanowski Glenn Gould
Kari Bremnes, płyta "Losrivelse", wydawnictwo Kirkelig Kulturverksted Karol Szymanowski, "Król Roger", EMI Classics Glenn Gould, "Wariacje Goldbergowskie", Sony Classical, wydanie z 1981 r.

 

 

    
Fritz Reiner,  Patricia Barber,  Portal Michael,
Fritz Reiner, "Spain" Chicago Symphony Orchestra, Chesky Records RC9 

Patricia Barber, "Café Blue", Premonition Records

 Portal Michael, "Minneapolis We Insist", wydawnictwo UMP

 

Rozwiązanie sprawy ze sprzętem nie likwiduje wszystkich problemów. Audiofile cierpią z powodu płyt. "Zepsuć" płytę można z grubsza na dwa sposoby. Po pierwsze, już w studiu może zostać źle nagrana muzyka. Ale to zdarza się raczej rzadko. Znacznie częściej materiał jest "psuty" podczas tak zwanego masteringu - to proces przygotowywania nagranego już materiału do wytłoczenia na krążkach, które powędrują do sklepów. Często podczas masteringu fachowcy dochodzą do wniosku, że ludzie w domach mają raczej kiepski sprzęt i do tego poziomu trzeba dostosować mastering. Decydują wiec o zmniejszeniu dynamiki nagrania - po prostu przyciszają fragmenty najgłośniejsze i zwiększają głośność najcichszych. Płyta z tak skompresowaną dynamiką zabrzmi dobrze na domowych boomboksach. Niestety, sprzęt audiofilski natychmiast obnaży niedoskonałości. Audiofile uważają, że przykładem tak zepsutej płyty jest m.in. polskie wydanie "Brothers in Arms" Dire Straits.

 

Andrzej Zawada w sali odsłuchowej w swoim domuAndrzej Zawada w sali odsłuchowej w swoim domu

 

Czytaj i testuj

 

Warto poczytać miesięczniki audiofilskie - wydawane są elegancko, wszak audiofil to esteta. W internecie pogrzebać można na audiostereo.pl. To forum dyskusyjne o sprzęcie i przyległościach.

Do słowa pisanego należy jednak podchodzić z dużym dystansem - w żadnym wypadku nie kupuje się sprzętu, kierując się tylko cudzymi opiniami. Koniecznie trzeba go posłuchać przed zakupem.

Im więcej różnych zestawień wzmacniaczy, kolumn, odtwarzaczy CD posłuchamy, tym lepiej. Tu, niestety, raczej trudno uczyć się na cudzych błędach.

 

Bywają wytwórnie, które niezwykle dbają o jakość nagrania. To na przykład słynąca z audiofilskich realizacji wytwórnia Chesky Records. Japońskie JVC wydaje serię płyt opatrzonych napisem XRCD - widząc takie logo, wiemy, że płyta jest nagrana w specjalnej technologii pozwalającej wyciągnąć z krążka CD maksimum możliwości.

 

płyta audiofilska Aufiofilskie wydania płyt winylowych ważą z reguły 200g, zwykłe - 80g.

 

Jest tylko jeden kłopot - płyty audiofilskie z reguły są przeraźliwie nudne. Sztandarowym przykładem jest wydana przez Chesky Records płyta Sary K. "No Cover" - pogratulować temu, kto nie zaśnie w ciągu pierwszych pięciu minut słuchania. Ale dla audiofila o wiele ważniejsza bywa analiza realizacji dźwięku, mniej istotne są subtelności muzyczne.

 

Kilka sprawdzonych adresów

 

Żeby zostać audiofilem, trzeba pochodzić po specjalistycznych sklepach. Na przykład:

Warszawa, Audio-Color, ul. E. Ciołka 3, pawilon 40, tel (022) 8366015

Warszawa, Hi-Fi Club, ul. Kopernika 34, (022) 8264767

Warszawa, Audiopunkt, ul. Stefana Batorego 35, tel. (022) 8253090

Warszwa, Ministerstwo Dźwięku, Tamka 47, tel (022) 8273827

Warszawa, Elektryczna Pomarańcza, ul. I. Krasickiego 16, tel. (022) 8445455

Szczecin, Audiofil, al. Wojska Poleskiego 7a, tel. (091) 4330938

Kraków, Nautilus, ul Malborska 24, tel. (012) 4255120

Kraków, Chillout Studio, ul. Na Ustroniu 3, tel. (012) 2662663

Poznań, Hi End Corner, ul. Szewska 18a, tel. (061) 8551080

Łódź, Salon Audio Pomarańcza, ul. Piotrkowska 82, tel. (042) 6300082

Łódź, Best Audio, ul. Traugutta 25, tel. (042) 6335907

 

Najlepsza procedura jest taka: zadzwonić do sklepu, powiedzieć, jakiej się słucha muzyki, ile chce się wydać na sprzęt, i omówić się na termin odsłuchu. Zabrać kilka ulubionych płyt, sprzedawca zapewne zestawi kilka interesujących konfiguracji sprzętu. Nie kupować od razu - nabrać dystansu do swoich odczuć, odwiedzić inny sklep. Wreszcie skończyć z medytacjami i kupić.

 

 

Tekst: Piotr Lipiński

 

Zdjęcia: Sławomir Kamiński, materiały promocyjne

 

Czytaj w Znam.to : Podstawowy zestaw głośników do komputera

 

Komentarze (3)
Zaloguj się
  • avatar

    Oceniono 3 razy 1

    Jeśli autor tego artykułu rekomenduje firemkę Audio-Color to jego profesjonalizm i obiektywizm są warte tyle co zeszłoroczny śnieg.

  • avatar

    Gość: ZWYKŁY AUDIOFIL

    Oceniono 5 razy -1

    TEMAT: AUDIOFIL, AUDIOFILSKIE, SPRZĘT AUDIOFILSKI;
    Żenujący jest poziom piszących tu ludzi nazywanych dziennikarzami. Nie rozumieją zupełnie tych pojęć. Szukają sensacji jak w polityce.
    Sprzęt audiofilski nie musi kosztować kilkaset tysięcy, wystarczy kilkanaście.
    Pan tu piszący myśli o sprzęcie hi-endowym, czyli najwyższa jakość za duże pieniądze.
    Ale i sprzęt hi-endowy nie musi kosztować kilkaset tysięcy.
    Pisanie tak o kabelkach za 10.000 zł to znów wypaczanie sensu ich istnienia.
    przykład: Był ślepy odsłuch kabli w jednej z redakcji gdzie zgromadzili się "dziennikarze audiofile" i zaproszeni goście. Okazało sie, że niektórzy "audiofile" uznali kabelek od lampki nocnej za lepszy od wspomnianego za 10.000 zł . Kabelki zostawiajmy na koniec, nie eksponujmy ich znaczenia.
    Należy pamiętać, że pomijając akustykę pomieszczenia [w sumie najważniejsza] to kolumny głośnikowe decydują o dźwięku w 60-80%, elektronika 20-40%, a kable w kilku procentach. Łatwo wyliczyć ile powinien kosztować sprzęt, żeby opłacało się wydać kikadziesiąt tysięcy na kable.
    Pisząc artykuł o audiofilach należy pamiętać, że nie są to ludzie "grający" w filmach sensacyjnych, tylko to jest hobby poparte wyjątkowym słuchem.
    A panu biznesmenowi proszę przekazać, że testowanie jednego kabelka za 10.400 zł to dobre jest przy znajomych. Jeśli chce uzyskać efekt to trzeba jeszcze wydać na zasilenie CD i przedwzmacniacza. Myślę, że wcześniej zakupił dobre kable sygnałowe i głośnikowe [ok. min. 30.000 zł]
    Mógłbym napisać tutaj drugi artykuł, ale ...........
    Pozdrawiam
    P.S. Proszę nie mylić słuchania muzyki z obcowaniem z kobietą czy mężczyzną.
    Rady są egzotyczne.
    Pogrąża się pan stwierdzeniem, że płyty audiofilskie są bardzo nudne. No chyba, że szuka pan "disco
    polo" w wersji audiofilskiej.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX