Nie ma jak łom!

W 2004 roku w magazynie o grach komputerowych "Edge" ukazało się dziwne ogłoszenie. Przedstawiało zdjęcie łomu z podpisem "W przyszłym miesiącu...". Od razu było wiadomo, że chodzi o kontynuację "Half-Life'a"! Oto ranking kultowych rodzajów broni - symboli popularnych gier - autorstwa Wojciecha Orlińskiego, człowieka z żelaznym piórem (na rysunku z żelaznym łomem).

 

1. Łom ("Half-Life", "Half-Life 2")

 

 
Do dobrej strzelankowej tradycji należy danie graczowi do dyspozycji jakiejś broni, która nie wymaga amunicji. Standardem są gołe pięści, kopniak lub topór z pierwszego "Quake'a". W "Half-Lifie" główny bohater, doktor Gordon Freeman, to naukowiec biorący udział (nie w pełni świadomie) w eksperymencie mającym otworzyć wrota do innego wymiaru. Badanie kończy się katastrofą, z bramy wyskakują różne paskudne stworzenia i przystępują do kolonizacji naszej planety. Naukowiec bierze do ręki narzędzie, które ma pod ręką. Przed najeźdźcami opędza się poręcznym łomem. Doskonale pasuje on do bohatera - doktor fizyki nie potrafi walczyć z potworami na pięści i kopniaki, a dobry łom każdego cherlaka zmienia w groźnego zawodnika. Łomu warto używać nie tylko wtedy, gdy brakuje amunicji - tzw. headcraby, stworzonka niewiele mogące

 

 

Freemanowi zaszkodzić, ale trudne do ustrzelenia z broni palnej ze względu na ruchliwość i niewielkie rozmiary, najlepiej rozwalać właśnie łomem, każdy gracz to powie! Ponadto oswojenie z łomem wirtualnym dodaje mnóstwo zapału, gdy żona zawoła do robienia porządków, np. zlikwidowania starych mebli zagracających garaż. Wtedy za śmieszne pieniądze w pobliskim sklepie metalowym kupujemy sobie zabawkę, która zmienia nas w doktora fizyki...

 

 

2. Piła spalinowa ("Doom 2", "Doom 3")  

Piła spalinowa pojawia się w "Doomie 2" jako tzw. sekret na samym początku gry. Doświadczeni gracze wiedzą, o co chodzi. Zamiast od razu ruszać na wrogów, trzeba zrobić parę kroczków do tyłu i znaleźć ukrytą pakamerę z tym skarbem. To broń do samego końca zachowująca swoją wyższość w niektórych sytuacjach - przez pomieszczenie pełne impów i zombiaków najlepiej po prostu przebiec, szarżując piłą, zamiast marnować amunicję. Pozostaje tylko kwestia realizmu. Po pierwsze, skąd się wzięła piła łańcuchowa na Marsie? To jest praktyczne narzędzie dla drwala czy mieszkańca domku na skraju lasu: nigdy nie wiadomo, kiedy trzeba będzie przyciąć jakaś gałąź. W jakich okolicznościach taka piła trafiła na Czerwoną Planetę?

 

 

 

Dopiero w "Doomie 3" sprawę wyjaśniono - gracz odnajduje dokument: pracownik marsjańskiej bazy wścieka się na firmę, która przysłała piły spalinowe zamiast zamówionych młotów pneumatycznych. Z piłą spalinową jest także problem. To narzędzie, wbrew pozorom, dość delikatne. Łatwo zerwać łańcuch, łatwo zatrzeć silnik. Trzeba się nią posługiwać z wyczuciem... Łom stoi w rankingu wyżej!

 

 

3. Kula do kręgli ("Dead Rising")

 

 

Skoro mowa o realizmie, nic nie przelicytuje "Dead Rising", jednego z przebojów konsoli Xbox 360 (remake na Wii nosił błyskotliwy podtytuł "Chop Till You Drop"). W grze wcielamy się w odważnego fotoreportera, który przedostał się śmigłowcem na dach centrum handlowego opanowanego przez zombiaki. Bohater nie wiedział, w co się pakuje, przyleciał więc nieuzbrojony. Z żywymi trupami da się jednak walczyć za pomocą wszystkiego, co można znaleźć w sklepie. Są tu kije bejsbolowe, piły spalinowe, kusze i dubeltówki. Zombiaka można też walnąć w łeb patelnią, krzesłem, sztangą, koszem na śmieci, gitarą (nie wiadomo dlaczego akustyczna powoduje większe obrażenia od elektrycznej), kończyną oderwaną od manekina sklepowego, doniczką, mopem czy porcelanową wazą. W pewnym momencie przestajemy skupiać się na rozwoju akcji i gramy dla samej wariackiej przyjemności patrzenia, jak zombiaki giną od walenia ich po głowie damską torebką lub innym artefaktem z zupełnie innej beczki. Moja ulubiona broń to kula do kręgli - dobrze wycelowana, potrafi powalić nawet kilkunastu przeciwników.

 

 

 

4. Własna głowa ("Stubbs the Zombie  in Rebel Without a Pulse")

 

A gdy już powywracamy zombiaki kulą do kręgli, czas na zmianę strony barykady. W grze "Stubbs the Zombie..." wcielamy się właśnie w żywego trupa, kierującego inwazją na urocze amerykańskie miasteczko. Zombie nie jest w stanie posługiwać się ludzkim uzbrojeniem, ale wystarczająco dużo broni daje mu jego własne ciało.

 

 

 

Może oderwać sobie rękę, by ta przekradła się na tyły wroga i nadprzyrodzoną mocą opanowała człowieka, który odtąd staje się zdalnie sterowaną kukłą zombiaka, może wyrwać sobie z wnętrzności kawałek rozkładającego się jelita i użyć go w roli granatu lub wypuścić z rzeczonych jelit toksyczne gazy. Najzabawniejsze jednak jest odwrócenie sytuacji z kulą do kręgli. Stubbs potrafi oderwać sobie głowę i puścić ją po ziemi, by powalić atakujących go policjantów i żołnierzy - dokładnie tak, jak to robimy w "Dead Rising".

 

5. Ładunek ze zdalnym detonatorem ("Red Faction", "Half-Life")

Dla każdego prawdziwego gracza bliską postacią powinien być niejaki Szalony Harry z "Muppetów". Miał krótkie, treściwe wejścia - wyskakiwał z pytaniem: "Ktoś powiedział ?", i wciskał detonator. Szalonym Harrym można się poczuć w "Red Faction".

 

 

 

W grach często jest tak, że drogę zagradzają nam drzwi. I choć mamy w arsenale różne bazooki czy granaty, które w realnym świecie pozwalają rozwalić nie tylko drzwi, ale i ścianę - to jednak musimy się cofać w poszukiwaniu klucza. Główny bohater "Red Faction" jest górnikiem w marsjańskiej kolonii, stającym na czele robotniczego powstania przeciwko korporacji Ultor. Górnik, a już zwłaszcza górnik rewolucjonista, jeśli nie ma przejścia - to potrafi je sobie wyrąbać. W grze do dyspozycji pozostaje dużo ciekawych rodzajów uzbrojenia, ale nic nie może się równać z pułapką w postaci zdalnie detonowanego ładunku, odpalanego przez naciśnięcie czerwonego guziczka w odpowiednim momencie!

 

 

6. Tesla gun ("Return to Castle Wolfenstein")

 

Tu mamy kilka prawdziwych rodzajów broni z II wojny światowej - od stenów przez miotacze ognia po panzerfausty. "Return to Castle Wolfenstein" jest więc znakomitą rozrywką dla tych, którzy w dzieciństwie ganiali się z patykami po podwórku, udając "czterech pancernych". Poza bronią realną (choć pokazywaną w sposób mocno odrealniony) gra przewiduje też kilka wersji broni fantastycznych.

 

 

 

I tutaj najciekawsza jest broń Tesli. Nikola Tesla to świetny "materiał" do teorii spiskowych. Zmarł w 1943 roku na zawał serca w swoim apartamencie w hotelu New Yorker na Manhattanie. Ze względu na odludny tryb życia dokładna data śmierci nie została ustalona. Zwłoki leżały już od kilku dni, gdy odkryła je obsługa. Przez poprzednich pięć lat Tesla proponował różnym rządom, w tym amerykańskiemu, nowatorską broń własnej konstrukcji. Nazywał ją "promieniem pokoju". Twierdził, że gdy pojawi się na światowych frontach, dalsza wojna będzie niemożliwa. Wbrew pozorom nie miał to być miotacz piorunów. Z opisów wynika, że myślał o czymś w rodzaju przenośnego akceleratora liniowego, miotającego rozpędzone kationy. Nawet gdyby takie coś zbudował, problemem byłoby zasilanie. Każdy użytkownik laptopa czy komórki wie, że ludzkość jeszcze nie wymyśliła dobrych baterii. Tesla nie był w stanie pokazać działającego prototypu i eksperci uznali, że geniusz po prostu oszalał. A może jednak istniała tajemnicza broń i śmierć naukowca była wynikiem działania tajnych agentów, którzy wykradli wynalazek? W grach komputerowych takie wariackie teorie spiskowe są jak najbardziej na miejscu.

 

 

7. BFG-9000 ("Doom")

 

BFG to skrót od Big Fragging Gun. "Fragging", czyli "fragowanie", to dziwny neologizm, oznaczający roznoszenie przeciwnika na fragmenty. W rzeczywistości twórcy "Dooma" myśleli początkowo o innym popularnym angielskim słowie na "f"...

 

 

 

NA BFG-9000 nie ma mocnych. Z lufy wylatuje zielona kula plazmy i niszczy wszystko, co spotka na swojej drodze. Tę broń dostajemy w "Doomie" stosunkowo późno (dzięki tzw. sekretom można ją zdobyć nieco wcześniej) - kiedy przeciwko nam wysyłane są już takie potwory, że zwykłe giwery nie wystarczą. Prywatnie nie jestem wielbicielem BFG. Razi mnie jej prostactwo: to jakby polować na jelenie z AK-47. W większości rankingów broń tego typu umieszczana jest na pierwszym miejscu - uwzględniam ją tylko ze względu na vox populi. Ale jako ostatnią.

 

 

Tekst: Wojciech Orliński 

Ilustracja: Przemek "Trust" Truściński

 

Zdjęcia: Shutterstock, materiały promocyjne

 

Zobacz też na Logo24:

 

 

  10 wspaniałych: od Lary do Larryego   Assassin`s Creed 2 nadchodzi
 
Gry na zimę     O w mordę, to "Street Fighter"! 
  Tysiąc druga baśń Szeherezady      
 
I ty zostaniesz Conanem!   

Więcej o: