Era crossovera

Crossover to coś, co łączy w sobie różne, często przeciwstawne cechy. Jak symfoniczny rock albo kapitalizm w komunistycznych Chinach. W motoryzacji to słowo zrobiło zawrotną karierę. Warto więc sprawdzić, co się kryje pod tą nazwą w przypadku samochodów.

Motoryzacyjny crossover to tylko nowa nazwa dla pewnej grupy aut. Bo samochodowe "dwa w jednym" (a może trzy lub nawet cztery) to temat nienowy. W końcu tylko konstruktorzy samochodów wyścigowych nie mają wątpliwości, jaką funkcję (jedną, jedyną!) spełniać ma ich dzieło. Wszyscy inni muszą myśleć o tym, by ich pojazd potrafił jak najwięcej.

Na wszechstronność samochodów największy wpływ miały - jakże by inaczej - wojny. To dzięki konfliktom zbrojnym auto nauczyło się ciągnąć armaty, pokonywać wertepy, a nawet pływać. Bezpośrednim nawiązaniem do tych umiejętności, którymi z natury rzeczy popisywał się podczas II wojny światowej dżip Willysa, był pochodzący z 1963 r. Jeep Wagoneer. To olbrzymie kombi o wyrazistych cechach ciężarówki, z wydłużoną kabiną zbudowano na bazie zmodyfikowanego podwozia właśnie legendarnego willysa. USA od zawsze były wielkim rynkiem dla takich hybryd - przecież znany już przed II wojną pikap (pół-osobowy, pół-ciężarówka, często z cechami auta terenowego) to wręcz jeden z symboli Ameryki.

 

Willys Jeep Wagoneer

Willys "Jeep"

1941

Jeep Wagoneer

1963

 

Za jedną z najstarszych prób połączenia kilku różnych typów aut należy też uznać dzieło radzieckiej techniki: w roku 1958 Moskwicz zaczął produkcję opartego na modelu 402 samochodu wielozadaniowego, przeznaczonego do użytku np. przez geologów - Moskwicza 410 i 411. Szczególnie ten drugi, z nadwoziem typu kombi, okazał się hitem zapewniającym strumień walut płynący z Iranu i Turcji. Auto miało układ napędowy z wojskowego gazika (radziecki odpowiednik Willysa-Jeepa), ale też skrzynię redukcyjną, czyli pełną dzielność terenową. Pod maską - silnik benzynowy 1360 ccm o mocy 45 KM.

 

 
Moskwicz 411

Moskwicz 411

1958

 

 

Narodziny hybrydy

 

Prawdziwa rewolucja w pojmowaniu funkcjonalności samochodu zaczęła się w motoryzacji dopiero w latach 70. Właśnie wtedy narodziła się idea rzeczywistego samochodu "ponad barierami". Liderami były dwa kompletnie odmienne pojazdy. W kolejności wejścia na rynek były to Land Rover-Range Rover i Volkswagen Golf. Pierwszy pokazał, że można stworzyć coś w rodzaju terenowego rollls-royce'a, auto umiejące przedrzeć się przez najgorsze bezdroża, ale zapewniające przy tym pasażerom sybarycki luksus i komfort jazdy, w dodatku o szosowych osiągach na poziomie dobrego auta klasy wyższej. Z kolei golf zapoczątkował konstruowanie samochodów o relatywnie małych wymiarach, ale bardzo pojemnych, szybkich, ale oszczędnych, tanich, ale praktycznych w codziennym użytkowaniu jak szwajcarski scyzoryk - jednym słowem, rodzinnych w najbardziej podstawowym znaczeniu gospodarności.

 

Range Rover VW Golf

Range Rover

1970

VW Golf

1974

Najnowszay model golfa

 

Na kolejną wariację na temat wszechstronności trzeba było poczekać aż do 1983 r., gdy niemal jednocześnie po dwóch stronach Atlantyku pojawiły się samochody określane jako "van". Były to Chrysler Voyager i Renault Espace. Każdy z nich na swój sposób interpretował wszechstronność i rodzinność, oba jednak oferowały swym użytkownikom przestronność sporego "dostawczaka" w połączeniu z komfortem dobrego samochodu klasy średniej, świetne osiągi przy niskich kosztach utrzymania i niesłychane bogactwo możliwości aranżacyjnych kabiny przy zwartej konstrukcji karoserii.

Do tych czterech aut dołączył w 1990 r. jeszcze jeden pojazd dziwoląg: Volkswagen Golf Country. Ten z kolei, zachowując wszystkie cechy dobrego samochodu kompaktowego, dodał do nich jeszcze jedną: dzielność terenową. Miał napęd na cztery koła i mocno podniesioną nad kołami karoserię. Piszę z premedytacją o podniesionej karoserii, a nie powiększonym prześwicie, bo cała "terenowość" tego golfa to był pic i fotomontaż; w rzeczywistości zamocowano tu jedynie karoserię o 5 cm wyżej na podwoziu. A ponieważ było to aż nadto widoczne dla każdego, auto nie zrobiło takiej kariery jak inni pionierzy "crossoveryzmu". Ale zasiało ziarno w umysłach konstruktorów i designerów, a przede wszystkim specjalistów od marketingu.

 

 
VW Golf Country

VW Golf Country

1990

 

 

Czas na SUV-y

 

I tak właśnie powstała nowoczesna koncepcja SUV-a. Sport-Utility Vehicle (pojazd sportowo-użytkowy) to kategoria, do której Amerykanie z lubością zaliczają takie pojazdy jak wspomniany już Jeep Wagoneer czy dziesiątki innych aut tak typowych dla USA: wielkich, opartych na ramie, dysponujących pełnowartościowym, terenowym napędem na cztery koła. Nie ma wątpliwości co do ich użytkowego charakteru - ale gdzie tu miejsce na sport? Właśnie z tego powodu w latach 90. SUV niejako narodził się na nowo wraz z tak udanymi konstrukcjami jak Toyota RAV4, Honda CR-V czy Subaru Forester. Nowoczesny SUV to samochód, owszem, uterenowiony, ale przede wszystkim zwinny, pojemny, przestronny i o lekko sportowym charakterze.

Dziś każdy szanujący się producent musi mieć w swej palecie co najmniej jeden taki model, który zapewnia ok. 20 cm prześwitu, napęd na cztery koła (zwykle niezbyt wyrafinowany, SUV to nie off-roader, choć są wyjątki), miejsce dla czworga i bagażu. Auta takie powstają jako zupełnie odrębne modele, ale na bazie samochodów już istniejących - klasy kompaktowej (np. VW Tiguan oraz wspomniane toyota i honda), średniej (jak Ford Kuga czy Audi Q5) czy wreszcie wyższej (Mercedes GL, Audi Q7). Ich zalety to przede wszystkim wszechstronność użytkowa, ale również znakomite własności trakcyjne dzięki napędowi na cztery koła, a także (co ma wielkie znaczenie na co dzień) wrażenie o wiele większego bezpieczeństwa, jakie staje się udziałem każdego, kto choćby na chwilę wsiądzie za kierownicę takiego samochodu, wynoszącego pasażerów dosłownie ponad innych użytkowników dróg. W ściśle semantycznym rozumieniu wszystko to crossovery - są i rodzinne, i sportowe, i użytkowe, i uładzone, i dzikie. Jednak w ich przypadku bardzo rzadko ktokolwiek używa tego określenia. To są po prostu SUV-y. I koniec!

 

 

Czy crossovery istnieją?

 

W ostatnich latach wyraźny stał się trend, by tworzyć kolejne "nisze w niszach". Właśnie w tym celu marketingowcy wynaleźli na nowo słowo "crossover" - w znaczeniu motoryzacyjnym. W zdecydowanej większości przypadków jednak każdy kolejny samochód, który producent dumnie określa mianem crossovera, jest po prostu kolejnym wariantem już istniejącego modelu. Dodaje się więc napęd na cztery koła albo okleja karoserię masami plastikowych, bojowo wyglądających nakładek, albo podnosi się zawieszenie - albo stosuje wszystkie te zabiegi naraz. Nie dajmy się zwariować! Samo modne określenie "crossover" nie zmieni w niczym charakteru np. Seata Altei Freetrack z - owszem, bardzo udanego i ciekawego - minivana z napędem na cztery koła i mnóstwem dodatkowego plastiku na karoserii w jakiś nowy gatunek samochodowy! Tak naprawdę w zakresie całkowicie nowatorskiego podejścia do kwestii "łączenia w sobie przeciwstawnych cech" na wyróżnienie zasługują w ostatnich latach tylko dwie konstrukcje: BMW X6 i Ford S-MAX.

 

BMW X6

BMW X6

linia coupé -GT, dzielność terenowa, sportowe własności jezdne i luksus

od 230 500 zł

 

Ten pierwszy X6 bazuje konstrukcyjnie na modelu X5, ale jest czymś więcej niż tylko SUV-em z inaczej poprowadzonym dachem. Bo poza typowymi cechami dużego SUV-a BMW X6 dostało od swych konstruktorów nie tylko dynamiczną linię sportowego samochodu, osadzonego na wysokim i relatywnie sprawnym terenowo podwoziu. Model ten ma też wszystkie cechy, jakie powinny posiadać samochody typu... Gran Turismo, czyli ultraluksusowe, czteroosobowe modele sportowe! Są tu wspaniałe silniki, jest świetne sportowe zawieszenie, jest luksus. A na okrasę nowatorski, zaskakująco skuteczny system rozdziału napędu - nie tylko pomiędzy obie osie, ale też pomiędzy tylne koła. Daje on takie własności jezdne, jakimi zwykły szokować tak rasowe auta wyczynowe, jak Subaru Impreza WRX czy Mitsubishi Lancer Evo.

 

Ford S-MAX

Ford S-MAX

super-hiper-van, który może występować na torze wyścigowym, także w pełni załadowany...

od 99 400 zł

Na drugim końcu "crossoverowej skali" plasuje się nieprawdopodobny Ford S-MAX. To van, więc z natury rzeczy maksymalnie rodzinna konstrukcja, o wielkiej kabinie i ogromnym bagażniku. A jednak korzystając z faktu, że dysponuje najlepszymi specjalistami od podwozi na rynku, zaraz po BMW, Ford zrobił z S-MAX-a samochód... sportowy. Prowadzący się po prostu wyśmienicie i trzymający drogi jak najlepsze auta klasy średniej. A przy tym nie tracący nic ze swej "vanowości".

Czy jednak powinniśmy od zaraz zacząć traktować BMW X6 oraz Forda S-MAX jako wzorce crossovera? Nie sądzę. Poza autami czysto wyścigowymi crossoverami są dziś wszystkie samochody. I każdy spełnia wiele funkcji, choć może niektóre nieco gorzej, a inne nieco lepiej.

 

Seat Altea Freetrack

Seat Altea Freetrack

kompaktowy van 4x4 - świetna trakcja i zdolność do bezproblemowego przejechania przez leśne dukty

od 94 999 zł

 

 

Ford Kuga

Ford Kuga

ultranowoczesny SUV o własnościach jezdnych sportowego kompaktu

od 92 900 zł

 

 

Audi Q5

Audi Q5

2008

cena jeszcze nieznana

Audi Q5

 

 

Tekst: Maciej Pertyński, juror konkursu World Car of the Year, dziennikarz miesięcznika "Auto Moto"

Zdjęcia: shutterstock, materiały promocyjne

 

Czytaj w Znam.to: Urządzenie do transportu 1-2 osób

 

 

 

Więcej o: