Rozważne i romantyczne

W tym roku na rynku pojawi się zaskakująco dużo samochodów, które mają cieszyć fanów motoryzacji. Nie zabraknie więc nieprzyzwoicie szybkich maluchów, sybaryckich limuzyn i stylowych crossoverów. Producenci nie zapomnieli jednak o kierowcach, dla których najważniejsza jest ekonomia i ochrona środowiska.

  

     

 Saab 9-3X

 

 

Saaby to fajne samochody. Są oryginalne, niszowe i bezpretensjonalne. To samo można powiedzieć o najnowszym modelu tej marki, który jest czymś więcej niż zwykłym kombi, ale jeszcze nie zasługuje na miano SUV-a. Od "zwykłych" wersji 9-3X odróżnia się nieco wyższym prześwitem, 18-calowymi kołami i kilkoma elementami nadwozia, dzięki którym wygląda na pojazd zdolny pokonać każdą przeszkodę. O ile wersja z 210-konnym silnikiem benzynowym i napędem na cztery koła pozwala na pewną offroadową niezależność, o tyle 180-konny turbodiesel już nie. W tym modelu cała moc płynie tylko na przednie koła. 9-3X ma także sportowe fotele, unikalne wykończenie deski rozdzielczej, charakterystyczną tapicerkę siedzeń i pojemny bagażniki.

 

około 170 tys. zł

na rynku w połowie roku

 

 

 

 Alfa Romeo Mito GTA

 

 

Do tej pory mała alfa przypominała supersamochód 8C Competizione tylko z wyglądu. W wersji GTA jest równie szybka jak on. No dobra, to oczywiście przesada, ale jedno spojrzenie na ten model wystarczy, aby mieć pewność, że Mito GTA jest baaardzo szybkim autem. Nadmuchane błotniki, monstrualne koła, obniżone o 20 mm zawieszenie, bezczelnie duże wydechy i dyfuzor rodem z bolidu F1 sprawiają, że Mito GTA wygląda jak zabawka dla bardzo niegrzecznych chłopców. Pod maską alfy pracuje turbodoładowany silnik 1,7 o mocy 240 KM, który rozpędza auto do setki w mniej niż 6 sekund. Zmodernizowane zawieszenie i większe hamulce pozwalają ujarzmić całą tę moc, a hojne zastosowanie aluminium (silnik, skrzynia, elementy nadwozia) i włókna węglowego (dach i lusterka) pomogło nieco obniżyć wagę auta. To dobrze - w końcu nazwa zobowiązuje. GTA to skrót od Gran Turismo Allegerito, czyli odchudzone GT.

około 100 tys. zł

na rynku pod koniec roku

 

 

 Mercedes klasy E Coupé

 

 

Klasa E założyła tym razem bardziej kanciaste oprawki okularów i chyba dzięki nim bezkompromisowo ma przecinać powietrze. Ze współczynnikiem Cx=0,24 nowy mercedes coupé jest najbardziej aerodynamicznym samochodem na świecie. Auto jest dłuższe, szersze i niższe od poprzednika, mieści wygodnie cztery osoby. Wyposażono je w najnowsze systemy poprawiające komfort i bezpieczeństwo. Klasa E nie tylko sama utrzymuje się na pasie ruchu i dzięki aktywnemu zawieszeniu zapewnia wysoki komfort jazdy, ale też bez przerwy kontroluje 70 różnych parametrów, dzięki którym wie np., kiedy kierowca zasypia za kierownicą. Klasa E dba nie tylko o kierowcę i pasażerów, ale też o innych uczestników ruchu. Aktywna maska zmniejsza skutki potrącenia pieszego, a inteligentne światła nie oślepią kierowców nadjeżdżających z naprzeciwka. Na razie pod maską pracuje jeden z pięciu silników o mocy od 204 do 388 KM, ale już niedługo na rynku pojawi się wersja AMG o mocy około 450 KM oraz model hybrydowy z zaprzęgiem mniej więcej 320 koni.

 

około 220 tys. zł

na rynku w połowie roku

 

 

 BMW serii 5 Gran Turismo

 

 

Czegoś takiego jeszcze w Monachium nie produkowano. Seria 5 GT to Progressive Activity Sedan, który ma w sobie coś nie tylko z coupé (bezramkowe drzwi, czteroosobowe wnętrze), ale także z terenówki (nieco wyższe usytuowanie za kierownicą), limuzyny (wysoki komfort jazdy, bogate wyposażenie, przestrzeń bagażowa oddzielona od kabiny), kombi (bagażnik o maksymalnej pojemności 1650 l) oraz z hatchbacka lub liftbacka (kształt nadwozia). Można też doszukać się w tym modelu czegoś z kabrioletu (panoramiczny dach) oraz z auta sportowego. Seria 5 GT to w końcu BMW, więc pewnie będzie się rewelacyjnie prowadziła, nawet mimo sporych rozmiarów (PAS ma prawie 5 m długości i ponad 1,5 m wysokości). Z ciekawostek warto wspomnieć o tylnej klapie, która otwiera się na dwa sposoby. Jeśli chcemy wrzucić do bagażnika coś małego, wówczas otwieramy mniejszą jej część, natomiast jeśli pakujemy coś większego, to podnosimy klapę razem z tylną szybą. Na salonie genewskim debiutuje koncepcyjny PAS, ale seryjny model ma być niemal identyczny.

 

około 250 tys. zł

na rynku pod koniec roku

 

 

Fiat 500 Cabrio

 

Pięćsetka chyba jest nieco wstydliwa, bo w wersji cabrio niezbyt się "rozebrała". Konstruktorzy Fiata nie mieli najwyraźniej tyle odwagi, aby odciąć cały dach i boczne szyby, w wyniku czego powstałby prawdziwy kabriolet. Zamiast tego zrobili wielką dziurę w dachu i przykryli ją tkaniną w kolorze czarnym, czerwonym lub beżowym. Wyszedł z tego taki kabriolet na pół gwizdka. Ale to żaden problem - najważniejsze, że od tej pory kierowcy "500" będą mogli powiedzieć, że sky is the limit. Pięćsetka cabrio dostępna będzie

 

z tymi samymi silnikami, co hatchback (benzynowe o mocy 69 i 100 KM oraz 75-konny turbodiesel) i będzie produkowana w tej samej fabryce w Tychach. Z nowości warto wspomnieć o dwóch nowych kolorach (perłowej czerwieni i ciepłej szarości) oraz o systemie Start & Stop, który automatycznie wyłącza silnik, na przykład w czasie oczekiwania na zielone światło.

 

od 40 tys. zł

na rynku wiosną

 

 

 

 Citroën DS Inside

 

  

 

Pamiętacie model DS z lat 50.? Ten samochód był bosko piękny (DS to skrót od francuskiego słowa déesse - bogini) i zdecydowanie wyprzedzał swoją epokę (miał m.in. hydropneumatyczne zawieszenie i światła doświetlające zakręty). Trudno się dziwić, że w dniu premiery na salonie paryskim Citroën zebrał aż 12 tys. zamówień na ten model. Po prawie 60 latach DS powraca. Tak jakby. Prototypowy DS Inside (tym razem DS to skrót od Different Spirit - odmienna dusza) zapowiada modele specjalne francuskiej marki. Będą bazowały na C3, C4 i C5, ale mają się od nich odróżniać unikalnym wyglądem, bogatszym wyposażeniem i bardziej wyrafinowanym charakterem. Citroën zapewnia również, że nie będą przy tym o wiele droższe od zwykłych modeli.

Debiutujący w Paryżu DS Inside jest forpocztą połączenia kombi i hatchbacka DS3, który będzie konkurować z Mini, Alfą Romeo Mito i Fiatem 500. DS Inside to także symbol odnowy marki Citroën, która zafundowała sobie ostatnio nowy znak firmowy i nowe hasło - Créative Technologie.

około 50 tys. zł

na rynku w przyszłym roku

 

 

 Rinspeed iChange

 

 

Rinspeed to szwajcarski producent samochodów, który co rok pokazuje zaskakujący prototyp. W tym roku jest podobnie. Model iChange nie ma zwykłego kluczyka ani kilkudziesięciu przycisków na desce rozdzielczej. Zamiast tego jest iPhone, który pełni rolę kluczyka i steruje najważniejszymi funkcjami samochodu. Trudno natomiast stwierdzić, czy rinspeed jest jedno- czy trzyosobowy. Jeśli jedzie nim tylko kierowca, wówczas dach wraz z przednią i tylną szybą jest opuszczony najniżej, jak się tylko da, co poprawia aerodynamikę auta. Jeśli jednak pojawi się potrzeba podwiezienia dwóch kolejnych osób, wówczas dach można nieco podnieść i otrzymamy sporo miejsca dla trzech pasażerów. Pomimo elektrycznego napędu iChange jest bardzo szybki - 204 elektryczne konie rozpędzają auto do setki w 4,2 s.

Produkcja seryjna nie jest przewidziana. Szkoda.

 

na zamówienie

na rynku wiosną

 

 

 Škoda Yeti

 

 

Czy poza nazwą coś jeszcze łączy Škodę Yeti z tajemniczym stworem z Himalajów? Miejmy nadzieje, że jak najmniej. W końcu górskiego yeti niby ktoś kiedyś widział, ale nie ma na to żadnych dowodów. Za to czeski ma tyle zalet, że grupa jego właścicieli powinna być zdecydowanie większa niż grupa tych, którzy podobno widzieli górskiego stwora. Terenowa skoda mierzy nieco ponad 4,2 m długości, pewnie stoi na 17-calowych kołach, ma duży prześwit i napęd 4x4. Nie jest to najlepszy samochód na wycieczkę w Himalaje, ale w lekkim terenie sprawdzi się doskonale.

O ile wnętrze yeti nie zachwyca odważnymi liniami, o tyle nadwozie może się podobać. Sylwetka škody ma w sobie coś z land rovera (więc yeti wygląda na twardziela), lecz jest na tyle bezpretensjonalna i "delikatna", że wzbudza sympatię. Wewnątrz bez żadnych problemów zmieści się pięć osób i prawie 1800 l bagażu, a mocne i oszczędne silniki (od 105 do 170 KM) sprawią, że wszędzie dotrzemy na czas i niewiele będzie nas to kosztowało.

 

od 60 tys. zł

na rynku w połowie roku

 

 

 Renault Mégane RS

 

 

Wystarczy spojrzeć na ten złowieszczy przód, 18-calowe obręcze, centralny wydech i zadarty tył, aby od razu wiedzieć, że to żółte mégane nie lubi wolno jeździć. Pod maską pracuje dwulitrowy, turbodoładowany benzynowiec o mocy 250 KM. Jest mocniejszy od poprzedniej wersji o 25 KM. Na razie francuska firma nie zdradza dokładnych danych technicznych. O sportową atmosferę wewnątrz dbają aluminiowe pedały, mięsista kierownica i kubełkowe fotele. Przydadzą się podczas pokonywania zakrętów. Mégane RS może to robić naprawdę szybko. Wyposażone jest w blokadę mechanizmu różnicowego przedniej osi. Przenosi ona w czasie pokonywania łuków więcej mocy na zewnętrzne koło, które ma lepszą przyczepność, dzięki czemu RS błyskawicznie zalicza wiraże, z podniesioną przyłbicą wychodzi na prostą i za pomocą świateł LED wypatruje kolejnego zakrętu.

 

od około 120 tys. zł

na rynku jesienią

 

 

 Bentley Continental Supersports

 

 

 

Brytyjczyk bije od razu dwa rekordy. Po pierwsze, jest najmocniejszym i najszybszym bentleyem w historii. Podwójnie doładowana V-dwunastka produkuje 630 KM i umożliwia przekroczenie setki już po 3,9 s. Napęd na cztery koła (60% mocy wędruje na tylną oś) i 6-stopniowy automat pozwalają ujarzmić tę moc.

Po drugie jest najoszczędniejszym bentleyem wszech czasów. Silnik  przystosowano do spalania biopaliwa. Dzięki takiemu rozwiązaniu conti potrzebuje tylko 16,3 l na 100 km. Biopaliwo obniża także emisję dwutlenku węgla o 70%. Wewnątrz przewidziano miejsce tylko dla dwóch osób. Dlaczego? Rezygnacja z tylnej kanapy oraz zastosowanie takich elementów, jak ceramiczne hamulce i lekkie felgi, pozwoliło obniżyć masę auta o 100 kg.

 

od około 250 tys. euro

na rynku jesienią

 

 

 Rolls-Royce 200EX

 

 

Ten model doczekał się już przezwiska "Baby Rolls", gdyż jest zdecydowanie mniejszy od phantoma. Jednak bycie "Baby" w rodzinie Rollsa nie oznacza wcale, że jest się maluchem. 200EX bazuje na płycie podłogowej przedłużonego bmw serii 7, mierzy prawie 5,5 m długości i ma prawie 2 m szerokości. Wyposażono go w silnik V12 i jak zapewniają jego twórcy, gwarantuje niemalże tyle samo miejsca wewnątrz co phantom. Co jeszcze łączy oba auta? Przede wszystkim stylistyka. 200EX to na razie prototyp, ale projektanci twierdzą, że wersja seryjna nie będzie się niczym różniła od modelu studyjnego. Pozostanie więc obezwładniająco duża chłodnica, otwierane pod wiatr tylne drzwi i zgrabny tył. 200EX nie ustępuje też phantomowi poziomem komfortu, niemalże nieograniczonymi możliwościami wykończenia wnętrza i poczuciem podróżowania czymś niepowtarzalnym i nieco oderwanym od rzeczywistości.

900 tys. zł

na rynku przełom 2009/2010

 

 

 Nissan Qazana

 

Qazana to jeden z najciekaw-szych prototypów salonu genewskiego. Nissanowski show car mierzy nieco ponad 4 m długości, ale przez 20-calowe koła, wielki prześwit i odważną, wręcz bezczelną stylizację sprawia wrażenie, że jest o wiele większy. Pomimo napędu na cztery koła i terenowego wyglądu qazana została zaprojektowana z myślą o poruszaniu się w miejskiej dżungli. Do wnętrza zapraszają dwie pary drzwi - tylne są minimalne, ale otwierają się pod wiatr, więc de facto okazują się całkiem praktyczne. Wnętrze nissana to mieszanka twardych i miękkich materiałów oraz zimnych i ciepłych barw.

 

 

 

 Za wcześnie na cenę

 na rynku w przyszłym roku

 

 

Zobacz też na Logo24:

 

 

 Premiery bajery   Osa nie tylko dla młokosa 
 Będzie się działo   
 Witamy w klubie   Wózek po byku
 Drogowa droga krzyżowa   Antyradary jedź bez kary

Tekst: Filip Otto

 

Zdjęcia: materiały promocyjne

Więcej o: