Rozkosz lansu, radość z jazdy

Siedząc w tym samochodzie i pełnym niewymuszonego luzu gestem otwierając składany dach, nie sposób nie poczuć się jak gwiazdor Hollywood. Bo BMW Z4 jest po prostu stworzone do lansu.

To jednak nie zabawka - to auto nie tylko wygląda świetnie, ale też jeździ jak marzenie. Znalezienie sensownej wady zajęło mi niemal cały dzień. I udało się tylko dlatego, że bardzo chciałem się przyczepić.

 

 

Gdyby Bóg stwierdził nagle, że w wyniku jego pomyłki dostałem powierzchowność innej osoby, i dał mi kupon, który mógłbym wymienić na wygląd dowolnego faceta, nie miałbym żadnego problemu z wyborem. Od lat za najprzystojniejszego obecnie gościa na Ziemi uważam Clive'a Owena, trochę wbrew swojej żonie, która wolałaby pewnie oglądać w domu Brada Pitta.

Owena po raz pierwszy zobaczyłem bodaj w grze komputerowej "Privateer 2", ale prawdziwe wrażenie zrobił na mnie jako kierowca do wynajęcia w "The Hire" - genialnej serii krótkometrażówek nakręconych przez wybitnych światowych reżyserów na zlecenie BMW. W jednej z najlepszych z nich - "Beat the Devil" - Owen ścigał się po ulicach Las Vegas z Diabłem granym przez Gary'ego Oldmana, by renegocjować cyrograf Jamesa Browna. W tym dynamicznym i zabawnym filmiku (w finałowej scenie Marylin Manson skarży się Złemu na hałas uniemożliwiający mu czytanie Biblii) Owen załatwił Szatana, jadąc poprzednim modelem roadstera BMW Z4.

 

 

Proszę się więc nie dziwić, że w BMW Z4 nowej generacji czułem się tak świetnie. Kiedy już wgramoliłem się do środka, usiadłem za kółkiem i nonszalanckim ruchem wcisnąłem przycisk uruchamiający mechanizm podnoszenia dachu (aluminiowego, co jest nowością w porównaniu z poprzednim Z4, które występowało w wersji cabrio - z miękkim dachem, i coupé - bez składanego dachu), naprawdę poczułem się trochę jak Clive Owen. A nawet nieco lepiej, bo nowe Z4 jest jeszcze ładniejsze niż jego poprzednik. Charakterystyczne wytłoczenia na pokrywie silnika dodają mu dynamiczności, podobnie zresztą jak reflektory, skośne i przymrużone niczym ślepia drapieżnika.

To auto jest wprost stworzone do lansu. Jak każdy roadster, oczywiście, przy czym moim zdaniem BMW Z4 jest naprawdę jedym z ładniejszych roadsterów na rynku. W projektowaniu jego sylwetki brało z pewnością udział jakieś bóstwo aerodynamiki, bo każda krzywizna wygląda, jakby była opracowana z myślą o oporach powietrza. Siedząc niemal na tylnej osi, kierowca czuje się nie tylko jak zabójczo męski Clive Owen, ale trochę też jak kapitan lotniskowca, bo przed sobą ma maskę długą niczym pas startowy dla odrzutowców. To niestety również wada, o czym przekonałem się w wąskich uliczkach miasteczek na hiszpańskiej Costa Blanca - podjeżdżając do skrzyżowania drogą podporządkowaną, nie sposób stanąć tak, by nie wystawać, a jednocześnie mieć dobry widok na obie strony.

 

Wnętrze samochodu wzbudza zaufanie. Wszystko tu - jak przystało na BMW - wygląda bardzo solidnie. Z zewnątrz auto zachwyca dynamiczną, drapieżną sylwetką.

 

To jednak przedostatnia niedoskonałość Z4. Ostatnią jest hałas - przy czym mam na myśli umiarkowaną dźwiękoszczelność zamkniętego auta, bo jazda z podniesionym dachem to czysta rozkosz (nawet przy 200 km/h nie wieje za bardzo). Ale po jego spuszczeniu wolałbym pełny komfort. Dość tego marudzenia - BMW Z4 bowiem nie tylko świetnie wygląda, ale też jeździ jak marzenie. Trzylitrowa wersja sDrive 35i, którą wypróbowałem (w sprzedaży będą też 30i oraz 25i - ta ostatnia z dwuipółlitrowym silnikiem) ma 306 koni i rozpędza się do setki w 5,2 s. W zależności od nastroju i umiejętności kierowca może wybrać jeden z trzech trybów pracy całego samochodu (kontrola trakcji, przełożenia skrzyni biegów, czułość gazu itd.): Normal, Sport i Sport+. Dla zwykłego faceta najfajniejszy jest ten środkowy, kiedy auto nie jest przyspawane układem ESP do szosy, ale pozwala się pobawić w ostrzejszą jazdę, zachowując jednak odpowiedni poziom bezpieczeństwa. Normal to tryb w sam raz na niedzielną jazdę do kościoła. Sport+ polecam prawdziwym specom od ostrej jazdy.

 

 

A Z4 lubi ostrą jazdę. Zawieszenie jest dość twarde (przyznać trzeba, że kiedy zahaczyłem o niewielką dziurę w asfalcie, kręgi w karku zbiły mi się w jeden niewysoki słupek), ale absolutnie nie psuje przyjemności. Auto w zakręty idzie ładnie, może ociupinkę podsterownie - a może mi się zdawało, chodzi o to, że większość samochodu ma się przed sobą i trzeba cały ten front jakoś zmieścić w wirażu. Wyrywa naprzód jak gepard, choć na bardzo dużych prędkościach prowadzić trzeba uważnie, bo robi się leciutko rozedrgany.

Dodaj do tego solidne wykonanie wnętrza, niemały jak na roadstera bagażnik (chociaż po otwarciu dachu pojemność spada z 310 do 180?l), przyzwoite spalanie oraz duży komfort i dostaniesz auto dla faceta idealne. Dla faceta takiego jak Clive Owen. Albo ja czy ty... 

 

Dane techniczne BMW Z4 sDrive35i:

 

Poj. silnika: 3 l

 

Moc: 306 KM przy 5800 obr./min

 

Moment obr.: 400Nm przy 13OO-5OOOobr./min

 

Prędkość maks.: 250 km/h 

 

Przyspieszenie 0-100 km na godz.: 5,2 s

 

Średnie spalanie: 9,4 l/100 km

 

Poj. zbiornika: 55 litrów

 

Cena: 222 tys. zł

 

 

Czytaj też na Logo24:

 
Rozważne i romantyczne       Wózek po byku   
 
Witamy w klubie     Jaguar - kot wśród jaskółek
 
Dokąd jedzie FORMUŁA 1     Premiery bajery

  

 

Tekst: Mikołaj Kirschke

 

Zdjęcia: materiały promocyjne

 

Więcej o: