Elektryzująca przyszłość

Wielkimi krokami nadciągają czasy, w których warkot silnika zastąpi cisza, a smród spalin przejdzie do historii. Napędzane prądem samochody to już rzeczywistość, a nie mrzonka.

 

Samochód na prąd to symbol przyszłości, ale tak naprawdę to powrót do odległej przeszłości. Pierwszy automobil wyposażony w silnik spalinowy powstał w przededniu XX wieku, a pierwszy pojazd napędzany silnikiem elektrycznym jeździł już w latach 30. XIX wieku. Kto by pomyślał, że w 1835 r., gdy na świecie nie było jeszcze telefonu, zamka błyskawicznego i lodówki, narodził się pradziadek samochodów elektrycznych. Co więcej, pierwsze rekordy prędkości (w tym ten najbardziej przemawiający do wyobraźni, czyli przekroczenie bariery 100 km/h) zostały ustanowione właśnie samochodami elektrycznymi.

 

Lightning GT

 

 

Brytyjska błyskawica wyposażona jest w cztery silniki elektryczne (po jednym na każde koło) o łącznej mocy ponad 700 KM. Auto osiąga setkę w nieco ponad 4 s, może pędzić z prędkością ponad 200 km/h i ma zasięg ponad 300 km. Dzięki nowatorskim, nano-tytanianowym bateriom, "tankowanie" lightninga prądem ma trwać zaledwie 10 minut.

 

Dlaczego więc dziś jeździmy autami napędzanymi tysiącami minieksplozji paliwa, a nie autami bezszelestnie wprawianymi w ruch przepływem elektronów? Cóż, silniki spalinowe stawały się coraz mocniejsze i coraz doskonalsze, podczas gdy rozwój aut elektrycznych w pewnym momencie po prostu się zatrzymał. Ograniczenia techniczne i brak wystarczająco szerokiej wiedzy sprawiły, że elektryczność musiała uznać wyższość paliw kopalnych. Historia historią, ale oto nadchodzi renesans aut elektrycznych. Wiadomo, maleją zasoby ropy, rośnie za to świadomość ekologiczna ludzi, więc producenci i politycy zapragnęli, aby świat był zielony jak nigdy dotąd. To doskonały moment na wielki comeback elektryczności.

 

Smart Fortwo ED

 

Fortwo ED wyposażony jest w baterie litowo-jonowe o mocy nieco ponad 40 KM, które rozpędzają go do 60 km/h w 6,5 s. Prędkość maksymalna jest ograniczona elektronicznie do 100 km/h, a szacowany zasięg to 115 km.

 

 

Elektryczny spisek

 

Pierwszą jaskółką powrotu napędu elektrycznego był pewnie model General Motors - EV1, który pojawił się na rynku w 1996 r. To nawet i dzisiaj atrakcyjnie wyglądające coupé napędzane było przez 140-konny silnik elektryczny, który rozpędzał auto do setki w 8 s i do maksymalnej prędkości 130 km/h. Zasięg wahał się (w zależności od modelu i rodzaju baterii) od 89 do 210 km.

 

General Motors EV1

Nawet teraz, 13 lat po premierze, GM EV1 to najbardziej aerodynamiczne auto świata (Cx=0,19). Pod maską tego dwuosobowego coupé pracował silnik elektryczny o mocy 137 KM. Osiągi? Setka nieco w ponad 8 s, prędkość maksymalna 130 km/h, a zasięg wahał się w zależności od wersji od 89 do prawie 250 km. Całkiem niezłe wartości, nawet teraz. EV1 kosztował około 40 tys. dolarów.

 

Nawet teraz nie każdy samochód elektryczny jest tak szybki i potrafi po jednym ładowaniu przejechać tak długi dystans. Ogólnie rzecz biorąc, EV1 był autem, które mogło odmienić historie GM. Kto wie, jakby potoczyły się jego losy, gdyby raptem trzy lata po premierze (powstało tylko 1117 sztuk) model EV1 nie przestał być produkowany. Ba, General Motors odebrał auto klientom (EV1 dostępny był w leasingu) i zniszczył większość egzemplarzy. Kilka sztuk się uchowało i trafiło do uniwersyteckich ośrodków badawczych, jednak ich silniki zostały dezaktywowane, a ci, którzy dostali Ev1 do celów badawczych, musieli podpisać umowy, na mocy których zobowiązywali się nie dopuścić do tego, aby EV1 kiedykolwiek wyjechał na ulicę.

 

Mini E

 

Bezszelestne wcielenie kultowego "miniaka" dysponuje mocą aż 204 KM i przyśpiesza w 8,5 s do setki. Ma spory, 250-kilometrowy zasięg. BMW testuje samochód oraz zainteresowanie klientów w Kalifornii. Właśnie tam jest dostępny w leasingu za równowartość 2500 złotych miesięcznie.

 

Aż pachnie wielkim spiskiem. Najpierw wielki koncern buduje samochód elektryczny, który w zgodnej opinii ekspertów był sukcesem nie tylko technicznym, ale także komercyjnym, po czym nagle wycofuje się z projektu i niszczy "dowody rzeczowe". Tropiciele teorii spiskowych uważają, że GM ugiął się pod wpływem lobby krajów eksportujących ropę, dla których EV1 było dziełem szatana, które miało ich pozbawić zysków. Powstał nawet film pod znaczącym tytułem "Who killed the electric car?", który jednak nie daje żadnego wiarygodnego i przekonującego rozwiązania "EV1-gate".

 

 

 

Plusy i minusy

 

Współcześni naśladowcy EV1 w większym lub mniejszym stopniu dziedziczą jego wady i zalety. Mocne strony aut elektrycznych to zerowa emisja dwutlenku węgla (przynajmniej bezpośrednio z rury wydechowej, bo przecież prąd napędzający takie auta powstaje w nie zawsze czystych elektrowniach), niskie koszty każdego przejechanego kilometra oraz wysoki komfort jazdy, który wynika nie tylko z absolutnej ciszy układu napędowego, ale także braku tradycyjnej skrzyni biegów. Moc w silniku elektrycznym jest rozwijana na jednym biegu, natomiast maksymalny moment obrotowy osiągany jest od pierwszego obrotu silnika aż po 15 tys. obr./min. Co więcej, silniki elektryczne we współczesnych autach są wielkości arbuza i mają jedną ruchomą część, więc niewiele może się w nich zepsuć. No i nie zdarzyło się jeszcze, aby któryś z użytkowników został porażony prądem w czasie jazdy.

 

Mitsubishi i-MIEV

 

 

Niecałe 3,4 m długości, cztery miejsca i zestaw baterii umieszczonych pod podłogą. Moc? 64 KM, które rozpędzają auto do 130 km/h przy maksymalnym zasięgu 160 km. Ten model pojawi się w sprzedaży wiosną przyszłego roku i będzie kosztował ponad 130 tys. zł. Dużo, to prawda, ale japońska firma zapowiada, że z czasem cena auta spadnie  o połowę.

 

Wady pojazdów pod napięciem? Jest właściwie tylko jedna, ale ogromna - obecne samochody elektryczne wymagają od nas zmiany przyzwyczajeń. Dlaczego? Jeśli mamy samochód z normalnym silnikiem, możemy się poczuć wolni. Wiadomo, wystarczy zatankować i jedziemy, gdzie chcemy, bez żadnych ograniczeń. Auta elektrycznego nie tankujemy, ale najczęściej ładujemy podłączając do gniazdka w garażu (choć w miastach będzie rozwijana jest infrastruktura specjalnych punktów do ładowania). Jest jeszcze coś - o ile wizyta na stacji benzynowej trwa trzy, cztery minuty, o tyle ładowanie baterii trwa nawet 25 dni.

 

Tesla S

 

 

Atrakcyjny hatchback, który mieści pięcioro dorosłych (w kabinie) i dwoje dzieci (w "bagażniku"). "Eska" jest nie tylko praktyczna, ale i szybka (maksymalnie 200 km/h, setka w 5,6 s). Oszczędnie obchodzi się z energią (zasięg prawie 500 km), ma napęd na cztery koła i zapewnia dostęp do internetu. Taki zestaw przypadł do gustu już ponad tysiącu klientów, z czego ponad pięciuset zdecydowało się złożyć zamówienie w pierwszym tygodniu po premierze.

 

Spokojnie, tyle zajmuje ładowanie modelu Tesla za pomocą domowej turbiny wiatrowej, a jeśli podłączymy auto do gniazdka, czas skraca się do 3,5 godziny (w przypadku urządzenia przyspieszającego ładowanie, bo bez niego trwa 8 godzin). Konstruktorzy pracują jednak nad coraz efektywniejszym i coraz szybszym ładowaniem.

 

Nissan Leaf

 

 

Ten pięciodrzwiowy kompakt powstał na płycie podłogowej nissana tiidy. leaf (z ang. liść), wyposażony jest w zestaw litowo-jonowych baterii o mocy 109 KM, które rozpędzają auto maksymalnie do 140 km i zapewniają zasięg 160 km. Elektryczny nissan wejdzie do sprzedaży już w przyszłym roku i ma kosztować około 90 tys. zł.

 

Nissan, na przykład, rozwija technologię bezprzewodowego ładowania (podobną do tej używanej w elektrycznych szczoteczkach lub  golarkach), natomiast urządzenie QuickCharge w innym modelu Tesli skraca czas ładowania do 45 minut. Całkiem nieźle, ale jeśli mamy powiedzieć "bye, bye" autom z tradycyjnym silnikiem i z przyjemnością przesiąść się do samochodów elektrycznych, trzeba ten czas skrócić jeszcze bardziej. Czy aby na pewno? A może trzeba podejść do problemu od drugiej strony?

 

Renault Be

 

Bop ZE (zero emission) W przyszłym roku 100 egzemplarzy ma być testowanych na drogach Paryża i innych europejskich metropolii, a dopiero potem model trafi do sprzedaży. Francuzi zapowiadają, że w ciągu trzech lat pokażą trzy różne auta na prąd. Podobne plany ma Nissan.

 

Silnik RENAULT BE BOP ZE

 

Renault i Nissan szykują nam prawdziwy elektryczny wstrząs. Po pierwsze, począwszy od przyszłego roku, obie marki zaczną wprowadzać na rynek modele napędzane silnikiem elektrycznym. Po drugie, w wielu krajach francusko-japoński koncern buduje "stacje benzynowe" z bateriami elektrycznymi. Jak takie stacje działają?

 

Baterie litowo-jonowe

 

Kiedy bateria w aucie jest już prawie pusta, wystarczy podjechać na ową stację, gdzie rozładowana bateria zostanie automatycznie wymieniona przez roboty na naładowaną. Cały proces ma trwać tyle, co tankowanie benzyny, a elektrycznych stacji ma być tak wiele, by podróżowanie pod napięciem nie wiązało się z jakimikolwiek ograniczeniami. Owe stacje są świetnym pomysłem, bo nie zmuszają kierowców do zmiany przyzwyczajeń i trybu życia, czyli dają nam nieograniczoną, nieskrępowaną mobilność.

 

Fisker Karma

 

Auto działające na podobnej zasadzie jak chevrolet volt i opel ampera. Kiedy po przejechaniu maksymalnie 80 km, rozładują się baterie elektryczne, do akcji wkracza turbodoładowany silnik benzynowy, który ładuje baterie. Klimatyzacja i inne urządzenia czerpią moc z zamontowanych na dachu paneli słonecznych. Karma ma kosztować około 250 tys. zł, a na rynku pojawi się na początku 2010 roku.

 

W ciągu dwóch najbliższych lat na rynku pojawi się cała chmara modeli napędzanych silnikami elektrycznymi (Fisker Karma, Chevrolet Volt, Opel Ampera), w których baterie będzie można ładować nie tylko za pomocą kabla, ale także znajdującego się w aucie niewielkiego silnika, który działa jak generator i nie ma żadnego połączenia z kołami.

 

Chevrolet Volt

 

Podobnie jak opel ampera wyposażony jest w silnik benzynowy, który jednak nie napędza kół, ale ładuje rozładowane baterie. Volt wejdzie do sprzedaży pod koniec przyszłego roku. Wstępne szacunki mówią o cenie rzędu 140 tys. zł, choć za sprawą dopłat rządowych może ona spaść nawet o 20%. Chevrolet planuje także sprzedawać volta na aukcjach internetowych.

 

W pełni naładowane baterie oferują zasięg około 80-150 km, czyli tyle, ile według badań pokonuje każdego dnia prawie 80 proc. Amerykanów. Jeśli jednak droga będzie dłuższa, wówczas baterie doładuje niewielki silnik, który spala około 1,5-3 l/100 km. Karma, volt i ampera to swego rodzaju ogniwa łączące dzisiejsze hybrydy (toyota prius, honda insight) z elektrycznymi autami przyszłości - jeszcze nie są w pełni elektryczne, ale już są bardziej elektryczne niż hybrydowe.

 

Opel Ampera

 

To techniczny bliźniak Chevroleta Volta. Auto ma baterie, które pozwalają przejechać prawie 70 km (to dystans, który każdego dnia pokonuje 75% Amerykanów). Kiedy baterie o mocy 150 KM się rozładują, do akcji wkracza niewielki silnik benzynowy o mocy 71 KM, który jednak nie napędza kół, ale ładuje baterie, wydłużając zasięg auta do prawie 500 km i spalając średnio 1,2 l/100 km.

 

Jeśli jeszcze nie jesteście przekonani do silników elektrycznych i nie wierzycie, że ten rodzaj napędu ma przyszłość, to powinniście wiedzieć, że za sześć lat Mercedes chce zaoferować klientom elektryczną wersję supersamochodu SLS (cztery silniki elektryczne, 532 KM mocy, setka w 4 s), a Rolls-Royce poważnie rozważa elektryfikację phantoma (silnik elektryczny zapewnia ciszę i olbrzymi moment obrotowy, czyli kluczowe cechy prawdziwego rollsa). Skoro już nawet producenci niezwykłych aut stawiają na elektrony, to my, zwykli kierowcy, chyba też musimy płynąć z prądem.

 

Tesla Roadster

Napędza go 6831 niklowo-jonowych baterii (takich jak w komórkach i laptopach) o łącznej mocy prawie 250 KM. Rozpędzają auto do setki w 4 s i maksymalnie do 201 km/h. Baterie wytrzymują przebieg 100 tys. km, a potem są "martwe" i trzeba je wymienić (koszt - 55 tys. zł). Zasięg wynosi 350 km.

Za kierownicą Tesli Roadster

Przekręcam kluczyk, ale nie dzieje się nic poza tym, że zapala się zielone światełko "Ready" na desce rozdzielczej. Przerzucam dźwignię zmiany biegów na pozycję D (drive) i wciskam gaz do dechy. Przyspieszenie wciska w fotel, świat zaczyna się rozmazywać, a ja nie mogę się pozbyć uczucia, że coś tu nie gra. Ale co? Do tej pory nie wyobrażałem sobie, że takie osiągi nie muszą się wiązać z rykiem silnika. Elektryczny silnik tesli pracuje bezszelestnie, a o tym, że naprawdę szybko przemierzam czasoprzestrzeń, świadczy tylko rozmazany obraz oraz wiatr rozwiewający mi włosy. Przyspieszenie jest o tyle niesamowite, że pojawia się od razu po wciśnięciu gazu, trwa nieprzerwanie i zdaje się nie mieć końca. Nie ma spowolnienia w czasie zmiany biegów, nie ma narastającego ryku silnika, nie ma właściwie żadnych oznak drzemiącej w tesli mocy. W zakrętach auto spisuje się nieźle, choć dodatkową masę baterii (prawie pół tony) da się wyczuć. Trzeba się też przyzwyczaić do wyraźnego spowolnienia w momencie zdjęcia nogi z pedału gazu, ponieważ wtedy włącza się system odzyskujący energię w czasie hamowania, który doładowuje baterie. Ba, po zdjęciu nogi z gazu auto wytraca prędkość tak bardzo, że czasami nie trzeba nawet używać hamulca, by szybko i wyraźnie zwolnić. Tesla to pierwsze tego typu auto wyprodukowane przez małą firmę bez doświadczenia, wybaczam więc kiepskie materiały wewnątrz, nie za dobry montaż i właściwie zerowe walory praktyczne tego modelu. Wybaczam, bo tesla to jeden z pierwszych autentycznie elektryzujących supersamochodów.

 

 

Tekst: Filip Otto

Zdjęcia: Shutterstock, materiały prasowe (montaż)

 

Czytaj w Znam.to: Miniautobus opla, który na parkingu zajmuje tyle samo miejsca co Corsa

Zobacz też na Logo24:

 

Graj w zielone

Przykładowe "zielone" samochody na polskim rynku modele emitujące poniżej 120 g CO2/100 km (czyli zużywające poniżej 5 l benzyny/100 km lub 4,5 l ON/100 km).

Mimo wzrostu kursu dolara, miłośnicy luksusowych samochodów wciąż twierdzą, że sprowadzanie aut z USA to dobry interes. Postanowiliśmy sprawdzić, czy rzeczywiście

Pewnie nieraz słyszałeś dyskusje o tym, jaki jest najlepszy napęd dla samochodu: na przednie, tylne czy może na cztery koła? Czas zakończyć spory i poznać fakty

Po ulicach Niemiec i Kaliforni jeżdżą już pierwsze w pełni elektryczne samochody Mini.
Kubica w warzywniaku
Jakkolwiek dziwacznie to może brzmieć, zespół z brytyjskiego uniwersytetu zbudował ekologiczny samochód napędzany czekoladą i olejem roślinnym. Bolib EcoF3 ma kierownicę z marchewki, karoserię z ziemniaków i fotel z soi.
Więcej o: