10 samochodów, których nie ma

Na polskim rynku są obecne prawie wszystkie samochodowe marki świata. Jednak niektórych modeli aut kupić nie można. Chcemy zaprezentować kilka takich, których nam najbardziej żal.

 

Mustang Shelby 500

 

Nie ma się co rozpisywać o dziedzictwie tego samochodu. Każdy, kto widział kultowego "Bullitta", wie, o co chodzi z Mustang iem. Jego legendę wyciągnięto z zamrażarki w 2005 r., gdy po trzech generacjach kompletnie nieprzypominających pierwszego Mustang a pokazano piątą - nawiązującą doń w najlepszym stylu. Przywódcą stada jest model Shelby 500.

To dobry dowód na to, że warto czekać. Jeszcze w zeszłym roku, przed faceliftingiem, najlepszym Mustang iem był Shelby  500 w wersji KR, czyli King of the Road. Na 2010 r. nie ma jeszcze modelu KR, a Shelby  500 już ma pod maską wszystko to, co miał poprzedni Król, tyle że ulepszone.

Silnik ma pojemność 5,4 l i osiąga dzięki kompresorowi moc 540 KM i moment obrotowy niemal 700 Nm. Wystarczy, żeby rozpędzać się do 100 km/h w mniej niż 4,5 s. Prędkość maksymalna to słodka tajemnica właścicieli - Ford nie może jej w USA podawać, bo według przepisów straszy to Amerykanów, ale wiadomo, że na 270 km/h się nie kończy. Nowy Shelby  otrzymał "zaawansowaną" kontrolę trakcji (poprzednia polegała na odcinaniu paliwa, gdy zbliżenie do drzewa było już nieuchronne), wnętrze, które od biedy jest w stanie usatysfakcjonować miłośników starych dostawczaków, aluminiową maskę (wartą u dealera 20 tys. dol.) i poprawione zawieszenie. To ostatnie jest zbawieniem, gdyż zastosowanie sztywnej tylnej osi (takiej jak np. w żuku) przy dodaniu tylko odrobiny gazu gwarantuje nam na nierównej nawierzchni oderwanie koła od asfaltu i utratę trakcji.

 

 

Holden Ute SS

 

 

Oficjalna legenda tego samochodu jest następująca: do dyrekcji Holdena napisała australijska hodowczyni owiec, narzekając na to, że rodzima firma nie oferuje samochodu, którym w tygodniu mogłaby wozić zwierzęta, a w weekendy wybrać się na proszonego remika u żony pastora. Holden zareagował na tę prośbę z australijską prostotą - w ruch poszły szlifierki i spawarki, którymi przerobiono limuzynę na to, co we wszystkich innych krajach nazywa się pikapem. W Australii takie auta to Ute.

Najnowszy Holden Ute SS to bliski krewniak opla omegi. O ile jednak najmocniejsze seryjne omegi z trudem przekraczały moc 200 KM, o tyle Ute SS ma pod maską jednostkę z chevroleta corvette. Ma moc 360 KM i potężny moment 530 Nm, co czyni z Ute SS najmocniejszego seryjnego pikapa świata.

Oczywiście połączenie takiego silnika i nadwozia z paką sprawia, że prowadzenie nieobciążonego owcami Ute to walka ze ślizgającą się tylną osią i festiwal palenia gumy.

Aby kupić Ute SS, trzeba przygotować szlifierkę (by przełożyć kierownicę z prawej strony na lewą) oraz wysupłać jakichś 100 tys. zł plus opłaty.

 

 

Nissan Moco

 

 

Ten maleńki samochodzik Nissana (zaliczający się w Japonii do gatunku "kei cars" - mikrosamochodów) to jedno z takich aut, które doskonale znamy, tylko o tym nie wiemy. Produkowany jest we współpracy z Suzuki i bazuje na modelu wagon R, który z kolei w Europie funkcjonuje jako opel agila.

Moco jest jednak autem  produkowanym dla specyficznego rynku japońskiego. Wciśnięto więc do niego wszystko, co w myśl japońskich przepisów jest dozwolone w najniżej opodatkowanym samochodzie.

Ma trzycylindrowy silnik o pojemności jedynie 0,66 l, mocy 60 KM (maksimum w kei carze), napęd na cztery koła, automatyczną skrzynię biegów, wielostrefową klimatyzację, GPS, połączenie z internetem i czujniki parkowania. Nie dajmy się zwieść niewielkiej mocy - dzięki turbosprężarce pokaźny moment obrotowy dostępny jest przy niskich obrotach, co czyni Moco autem sprawnym w mieście, szybko reagującym na ruch pedału gazu. A przy tym nieprawdopodobnie oszczędnym. Zużycie paliwa w mieście wynosi niecałe 4 l na 100 km.

Moco z pełnym wyposażeniem kosztuje 1,4 mln jenów, czyli 44 tys. złotych. Sporo jak na auto mniejsze od Seicento, ale zabawy jest z nim co niemiara.

 

 

Hindustan Ambassador

 

 

Pamiętacie reklamę, w której młody Hindus tłukł swoim autem  w ściany i przygniatał je słoniem, aby zaczęło przypominać kształtem peugeota? A wiecie, co jest dowodem na to, że reklamy kłamią? To, że mimo sztucznego podtrzymywania przy życiu świat już prawie zapomniał o peugeocie 206. A Hindustan Ambassador trwa w Indiach od 1958 r. i będzie trwać wieczność.

Tego auta nie ma w kontynentalnej Europie. Podobno gdzieś w Walii jest firma, która importuje Hindustany do Zjednoczonego Królestwa, ale to musi być jakiś szwindel. To samochód zaprojektowany w latach 40. poprzedniego stulecia, nad którym zlitowano się po trzecim sezonie produkcji i przeniesiono z Wielkiej Brytanii (w której narodził się jako morris oxford Mk III) do Indii razem z całą fabryką, w typowym geście menadżera: "zabierzcie ten złom i dajcie mi święty spokój". Ale ten złom zmotoryzował Indie bardziej niż Polskę cała nasza produkcja łącznie.

Największą zmianą podczas trwającej 60 lat historii ambassadora było przeniesienie dźwigni biegów z kolumny kierownicy do tunelu w podłodze. Odbyło się to przed czterema laty - przy okazji wprowadzania silnika 1,8 l o oszałamiającej mocy 70 KM. Ten model, z opcjonalnym wspomaganiem kierownicy, bije na głowę popularniejszego diesla 1,5 l, który ma 34 KM i nie rozpędza się do setki. Mimo tych osiągów nowy ambassador kosztuje jakieś 32-37 tys. zł.

 

 

Fisker Karma

 

 

Karma to auto, które przeczy wszystkiemu, co do tej pory usłyszeliśmy o hybrydach. Jest ładna, szybka i... zaskakująco dostępna - przynajmniej dla tych, którzy kupowanie limuzyn traktują jak zwykłą rozrywkę.

Pod przepiękną karoserią kryje się sprytny układ napędowy, w którym silnik spalinowy jest tylko generatorem. W przeciwieństwie do większości hybryd, w których silnik elektryczny jest wyłącznie dodatkiem do spalinowego, karma ma trzy silniki. Spalinowy napędza prądnicę i pracuje wyjątkowo oszczędnie na stałych obrotach, a przy tym z dużą siłą. Dwa elektryczne (w sumie ponad 400 KM mocy) napędzają tylną oś. Dzięki temu auto emituje znikome ilości CO2, a 12-litrowy bak wystarcza na 500 km. Osiągi? Poniżej 6 s do setki i maksymalna prędkość 201 km/h. To ostatnie może rozczarować, ale badania marketingowe wykazują, że nabywcy aut tej klasy rzadko przekraczają 200 km/h.

Mimo że jest autem  amerykańskim z pochodzenia, to budowana będzie w Europie, w tej samej fińskiej fabryce, z której wyjeżdżają porsche boxstery i caymany. A to oznacza, że ten ultranowoczesny pojazd będzie względnie tani! Niestraszna karmie akcyza (silnik spalinowy ma mniej niż 2 l pojemności), niestraszne cło (produkcja w UE) - może się okazać, że karma to nie tylko najbardziej gustownie, ale wręcz najsensowniej wydane 80 tys. dol. Już za rok.

 

 

Shuanghan SCEP

 

 

Jest taki moment w życiu odnoszącego sukcesy mężczyzny, w którym kupuje dużego SUV-a. Złośliwi twierdzą, że ten moment zbiega się z chwilą, gdy ów mężczyzna może już sobie położyć brzuch na kolanach. Właściciele dużych SUV-ów tłumaczą swój zakup zwykle tym, że mają posiadłość za miastem i jacht, który trzeba holować samochodem o podwyższonym uciągu przyczepy.

Dużych SUV-ów jest jednak sporo i nie ułatwia to wyboru, zwłaszcza niezdecydowanym. Ale skoro wybór trudny, to może coś dla każdego? Chińczycy mają w ofercie auto, które ma przód poprzedniego land cruisera, sylwetkę bmw X3, tylne lampy jak w X5, wnętrze zerżnięte bez wstydu z (uwaga, robi się naprawdę śmiesznie) - dodge'a rama, logotyp i wymowę (!!!) nazwy ściągnięto z ssangyonga, a całe to auto ma jakość bazarowej podróbki roleksa za 7 zł. Tak, są samochody, w których można przeciąć sobie palec, wrzucając kierunkowskaz, i zdjąć skalp, uderzając o źle zaprojektowany dach. Nie pomoże 230-konny silnik turbo ani napęd na cztery koła - to, że tego auta nie można w Polsce kupić, jest być może najlepszym prezentem gwiazdkowym dla nas wszystkich.

 

 

Toyota Century

 

Gdy Japończycy stawali się potęgą motoryzacyjną, mało kto zwracał uwagę na to, że samochody podbijające rynki Europy czy USA to jedynie ekonomiczniejsze wersje tego, czym się jeździ w Japonii. Nikomu nie przychodziło do głowy, że w Kraju Kwitnącej Wiśni już w połowie XX w. konstruowano auta konkurujące z ówczesnymi rolls-royce'ami czy mercedesami.

Takim autem jest Toyota Century. Samochód cesarza Japonii, najdoskonalsze dzieło Toyoty, które przez ostatnich 30 lat właściwie się nie zmieniło. Przynajmniej z zewnątrz. Ale karoseria retro to tylko powłoka - century ma rozwiązania z lexusów, tyle że ma jeszcze lepsze wyposażenie i mocniejsze silniki. Np. dwunastocylindrową, widlastą jednostkę, która rozpędza auto w 7 s do 100 km/h. Prędkość maksymalna w Japonii jest regulowana ustawą i wynosi 180 km/h.

Każde z aut składane jest ręcznie przez elitarną grupę pracowników Toyoty. W Japonii skórzana tapicerka jest nieelegancka, dlatego siedzenia pokryto najdelikatniejszą wełną. Można też zażyczyć sobie granitowe progi - jak w aucie Jego Cesarskiej Mości. Cena będzie znacznie wyższa od bazowej. Ale przy 500 tys. dol., które zapłacił cesarz, sto tysięcy baksów za "zwykłą" century nie wydaje się wielkim wydatkiem.

 

 

Radical SR8

 

 

Firma Radical do niedawna traktowana była jak szopa z giętarką do rur. Połączenie ramowej konstrukcji z silnikiem motocykla nie należy do wyrafinowanych konceptów, ale panowie Abbott i Hyde, którzy wymyślili Radicala, mieli ambitniejsze plany.

Był w nich model SR8 - 650 kg, sprawdzone rurki i dopracowane w szczegółach aerodynamiczne poszycie z kompozytów. Dwa miejsca, brak bagażnika. I dowód rejestracyjny jak w normalnym samochodzie, bo SR8 jest dopuszczony do ruchu na terenie Unii.

Specjalnie dla SR8 wymyślono silnik Powertec V8 o pojemności 2,6 l i mocy 360 KM, a w wersji LM - 2,8 litra i 460 KM. Do setki - około 2 s, maksymalna prędkość uzależniona jest tylko od przełożeń skrzyni biegów. Teoretycznie ponad 440 km/h, oficjalnie wystarcza 290 km/h. W końcu to kabriolet.

SR8 LM przejechał z Peterborough na Nürburgring i zmiażdżył tam swój poprzedni rekord, osiągając 6 min 48 s na 21-kilometrowej trasie. Wzorcowy samochód torowy - porsche 911 GT3 RS (takie jakie miał Kuba Wojewódzki) przejeżdża Północną Pętlę w 7 min 40 s, a ferrari 430 scuderia (takie jakie ma Wojewódzki) - w 7 min 39 s. Można poprawić błąd Kuby już za 113 tys. funtów, czyli jakieś 530 tys. zł.

 

Kia Forte

 

 

Czy to się komuś podoba, czy nie, Kia wykonała przez ostatnich kilka lat skok o parę generacji, jeśli chodzi o projektowanie fajnych samochodów. To już nie jest marka znana z beznadziejnie nudnych vanów, które psuły się bez powodu. Najnowsze modele koreańskiego koncernu są atrakcyjne (pro_cee'd), seksowne (soul) i intrygujące (forte). No i właśnie tej kii forte w Europie nie można kupić...

Forte zaprojektowano przede wszystkim z myślą o amerykańskim rynku. Zastępuje tam tyleż zasłużony, co wysłużony model spectra, niewielkiego sedana, który za swojego żywota nie zaznał tego, z czym się forte urodziła - czyli parcia w stronę wymarzonej przez producentów aut klasy premium. Nie można popadać w przesadę - forte jest wielkości volkswagena jetty - ale nawet w tak niewielkim opakowaniu da się zmieścić ciekawe, eleganckie i nowoczesne auto.

Nawiązanie do produktów grupy VW nie jest przypadkowe - forte zaprojektował Peter Schreyer, który wcześniej był autorem choćby audi TT. Przy forte też odstawił kawał dobrej roboty. Czyste, ascetyczne linie łączą się w niej z charakterystycznymi dla Kii kształtami lamp i atrapy chłodnicy, a tył łączy w sobie najlepsze motywy z lexusów i hond, niepokojąco przypominając ostatnie audi A4.

Silniki o mocy od 120 do 180 KM oraz bardzo bogate wyposażenie (wszystkie branżowe trzyliterowe akronimy plus Bluetooth i iPod) mają przyciągnąć dynamicznych, młodych kierowców. I pewnie to zrobią, tylko że, niestety, pod drugiej stronie Atlantyku. Szkoda, bo cena najlepszej wersji 2,4 l - 19 tys. dol. - dynamicznie napędziłaby klientów również do polskich salonów.

 

Nissan Titan

 

 

Na rynku motoryzacyjnym nie można przetrwać bez umiejętności dostosowania. Japończycy wielokrotnie udowodnili, że są mistrzami tego samochodowego ninjitsu, i choć to auto jest raczej sumitą, to dostosowuje się znakomicie. Do Ameryki.

Do tej pory wielu producentów próbowało zdobyć przyczółek, który zarezerwowany jest w USA dla dodge'a rama, forda f-150 i chevroleta silverado. Ten strategiczny punkt to "Wzgórze złamanych ram pickupów" - ostatnie miejsce, w którym amerykańska motoryzacja znaczy wciąż to samo, co 40 lat temu. Nissan Titan ma szanse przełamać amerykański opór.

Ten gigantyczny (długości Maybacha!) pickup oferuje wygodne miejsce dla pięciu osób i dwumetrową "pakę", na którą wrzucić można ponad tonę czegokolwiek. Titan również świetnie sprawdza się jako holownik, mogąc uciągnąć  niemal pięciotonową przyczepę. Silnik to oczywiście 5,6-litrowy V8 - nic innego nie ma prawa znaleźć się w pick-upie dla Amerykanów - o mocy 317 KM, dysponujący 520 Nm momentu obrotowego. Titan wytrąca ostatnie argumenty z rąk zwolenników amerykańskich produkcji, ponieważ ramowa konstrukcja oraz legendarne (amerykańskie!) mechanizmy różnicowe "DANA" gwarantują niezniszczalność konstrukcji. Dobry nastrój i wyciszenie wyrzutów sumienia podczas wożenia świń na ubój zapewniają radio satelitarne, łącze do iPoda i skórzane siedzenia.

To całkowicie nieprzydatne w Polsce auto jest u nas jednym z najbardziej popularnych modeli importowanych z USA. Dobrze wyposażony i zalegalizowany do jazdy po naszych drogach będzie kosztować około 170 tysięcy złotych.

 

 

Tekst: Wojtek Jakóbczyk

Zdjęcia: materiały prasowe (montaż)

 

Czytaj w Znam.to: Wszystko co powinieneś wiedzieć o motoryzacji

Zobacz też na Logo24:

 

Wielkimi krokami nadciągają czasy, w których warkot silnika zastąpi cisza, a smród spalin przejdzie do historii. Napędzane prądem samochody to już rzeczywistość, a nie mrzonka.

Włoski skorpion

Dzięki słynnemu wiedeńskiemu konstruktorowi dziś nawet mali mogą naprawdę dużo.

Widząc podnoszone jak skrzydła drzwi, każdy miłośnik motoryzacji od razu pomyśli o Lamborghini. Niby to nie jedyne auto z takim bajerem, ale w żadnym innym nie urósł on do rangi symbolu.

Jak większość motoryzacyjnych legend, nie jest już tym samym, co przed laty. Ale i tak stanowi niedyskretny przedmiot pożądania.

bugatti
Bugatti - Boskie automobile

Nazwa marki brzmi po włosku, w imieniu firmy wypowiadają się Niemcy, a jej siedziba jest we Francji. Cóż to naprawdę jest Bugatti?

My name is Martin, Aston Martin

Gdyby kiedykolwiek powstał samochodowy parlament, Aston Martin zasiadłby w Izbie Lordów. I z pewnością został szefem komisji do spraw służb specjalnych.

Więcej o: