Zostań ekoistą

Zostań ekoistą

Zostań ekoistą

Anglicy mają takie powiedzenie: jesteś tym, co jesz. Zdecydowanie lepiej jeść rzeczy zdrowe, naturalne, bez konserwantów, barwników i w ogóle sztuczności. Nawet jeśli to znaczy droższe. Bo z jedzeniem jest jak z perfumami - nie chodzi o to, aby wylać na siebie dużo, tylko aby te kilka kropel rzeczywiście dobrze pachniało.
 

 

Jeśli chcesz być zdrowy, kupuj zdrowe jedzenie. Zdrowe, czyli jakie? Jest taki film "Śpioch", w którym Woody Allen gra wybudzonego z hibernacji właściciela ekologicznej knajpki Happy Carrot. Po przebudzeniu prosi o kiełki pszenicy, organiczny miód i proteinowy batonik. Naukowcy z przyszłości nie rozumieją, dlaczego ten dziwak uważa takie jedzenie za zdrowe. Czyżby w jego czasach nie znano smażenia w głębokim tłuszczu? Ani steków, ciastek z kremem, krówek?

Często dowiadujemy się, że jedzenie, które dotąd było zdrowe jak nie wiem co, jest właściwie złe i szkodliwe, fuj. Wszystko zależy od tego, ile konkretny producent wyda na badania i opinie "niezależnych" naukowców. Tak było kiedyś z masłem i margaryną, także z rafinowanym cukrem.

W USA i Europie Zachodniej zapanowała moda na jedzenie mało przetworzone, pochodzące z małych rodzinnych upraw i hodowli, ekologicznie opakowane. Myślę, że ta moda jest fajna i że przyjmie się w Polsce. Przynajmniej powinna. Oto niektóre z jej założeń:

 

Po pierwsze,

 

jemy produkty sezonowe. Jabłka, gruszki i śliwki są najlepsze jesienią, pomidory latem, rabarbar na wiosnę. Mają najwięcej soku i smaku, wspaniale pachną. Tylko że ktoś, kto nie urodził się w ciepłym klimacie, na przednówku musiałby gryźć korę i wykopywać korzonki, bo akurat nic innego nie rośnie.

 

 

Po drugie,

 

kupujemy to, co rośnie w najbliższej okolicy. Truskawki zebrane rano nie popsują się w transporcie i podczas przechowywania, nie trzeba ich chronić przed pleśnią.

Egzotyczne owoce są zbierane niedojrzałe i przewożone do kraju odbiorcy, gdzie sztucznie przyśpiesza się ich dojrzewanie. Różnica między pomarańczą kupioną w Polsce, a zerwaną w Grecji prosto z drzewa jest taka, jak między zdezelowanym maluchem i nowiutkim bmw. Choć niby i to, i to samochód.

 

 

Po trzecie,

 

robimy zakupy bezpośrednio u hodowców, rolników i na bazarach. Polecam każdemu, kto ma czas. Pominąwszy dużo wyższą jakość, smak i "prawdziwość" tego jedzenia, takie zakupy są fajne. Bo można pogrzebać i wybrać, spróbować, dotknąć. Poza tym rolnicy, którzy mają gospodarstwa na obrzeżach miast, starają się nadążać za ekologiczną modą. Nie używają nawozów sztucznych i lubią nowości (listę takich gospodarstw znajdziecie np. na stronie ekomazovia.eu).  

Sama odwiedziłam kilka razy Rozalin pod Warszawą, gospodarstwo państwa Elżbiety i Macieja Jabłońskich, gdzie można kupić nie jeden, ale kilka rodzajów bazylii. Nie jakąś tam miętę, ale z dziesięć różnych. Pomidory od takich, które ważą po parę kilo sztuka, do malutkich jak wiśnia. Bakłażany czarne, białe i fioletowe, duże i małe, każdy o innym smaku. Metrowe ogórki japońskie i mangold, i klejtonię, i musztardowiec. Nieważne, że nie wiecie, co to jest. Gospodarz doradzi, z czym to jeść i jak przyrządzić.

 

 

Po czwarte,

 

wracamy do obyczajów prababek: samodzielnie pieczemy chleb i mięso (np. schab bez problemu zastąpi sklepową szynkę napompowaną wodą i konserwantami). Latem robimy przetwory, zimą hodujemy na parapecie zioła. Nie gotujemy zup na kostkach bulionowych, tylko na prawdziwych wywarach, które wcale nie wymagają pracy, bo gotują się same i można je przygotować w dużych ilościach, a potem zamrozić. Kupujemy jedzenie od producentów, którym ufamy. Robiąc sałatki, próbujemy zastąpić zagraniczną oliwę, która w Polsce bywa marnej jakości, pysznymi, zdrowymi i aromatycznymi olejami z lnu, orzechów laskowych, maku, konopii (polecam np. produkty Oleofarmu).  

 

 

Po piąte,

 

jeżdżąc za granicę - zwłaszcza teraz, kiedy te granice w Europie praktycznie nie istnieją - kupujemy i przywozimy do Polski to, z czego odwiedzany kraj słynie. Np. z Toskanii oliwę prosto z tłoczni - żniwa są w październiku, a najświeższą i najlepszą kupuje się od stycznia do marca, polecam zwłaszcza tę wyciskaną z oliwek niedojrzałych (fruttato intenso), a to ze względu na nieprawdopodobny zapach. Co jeszcze? Miód z Krety (pomarańczowy, tymiankowy), oliwki z Peloponezu, suszoną szynkę z Kraju Basków. W regionach o cieplejszym klimacie warto też kupować suszone zioła (i ich mieszanki), które mają daleko intensywniejszy zapach od polskich. Jeśli jesteście akurat w kraju produkującym kawę, szukajcie na opakowaniu napisu "shade grown" (w przeciwieństwie do "sun coffee plantations"). Te słowa oznaczają, że kawowce posadzono w cieniu innych drzew. Po pierwsze, kawa tak lubi, tak rośnie w naturze, taka jest smaczniejsza. Po drugie, producent informuje tym samym, że nie wycinał drzew pod plantację, przeciwnie, dbał o nie i pielęgnował. Po trzecie, drzewa dają kawowcom ochronę, dzięki czemu używa się mniej nawozów i pestycydów.

Z wakacji przywieźć można nawet sól, bo choć nasza z Wieliczki jest niczego sobie, to jakoś inaczej smakuje ta z Prowansji z regionu Camargue, gdzie szufluje się ją ręcznie w płytkich lagunach. Albo norweska z okolic Egersund. Cypryjska, nie w kryształkach ani w proszku, tylko w płatkach. Różowa himalajska lub czerwona z Hawajów.

Skoro sól, to i cukier, choć akurat tu warto zaznaczyć, że zagraniczny, drogi, nierafinowany cukier trzcinowy nie jest ani trochę zdrowszy od białego rafinowanego buraczanego. Za to cukry trzcinowe mają inne zalety. Popularne: demerara, turbinado i muscovado, albo mniej znane: rapadura z Brazylii, piloncillo z Meksyku, jaggery z Indii pięknie pachną, fajnie smakują (demerara karmelem, muscovado miodem i melasą), no i mają prześliczny kolor, od słomkowozłotego do ciemnobrunatnego. Naprawdę zdrowy, nie tylko smaczny, jest za to bursztynowy cukier palmowy znany w Birmie, Kambodży, Indiach, Indonezji, Malezji, na Sri Lance i w Tajlandii - ponoć rozpuszczony w mleku leczy przeziębienia górnych dróg oddechowych. 

 

 

Po szóste,

 

sprawdzamy, czy producent stara się nie niszczyć środowiska - np. w przypadku ryb jest taki znaczek MSC (Marine Stewardship Council), który daje nam pewność, że dana firma przestrzega zasad zrównoważonego rybołówstwa, nie prowadzi gospodarki rabunkowej, pilnuje, aby populacja ryb mogła się stale odnawiać, przestrzega okresów ochronnych i innych standardów, np. nie pozwala na łowienie zbyt małych ryb.

 

KRAV Bio Suisse Bio-Siegel Demeter
       

KRAV - Szwecja

 

Bio Suisse - Szwajcaria

 

Bio-Siegel - Niemcy

 

Demeter - Hiszpania

 

Szukaj certyfikatów na zagranicznych produktach

 

Organic Farming Skal  Ecocert USDA
       

Organic Farming - wszystkie kraje Unii Europejskiej

 

Skal - Holandia

 

Ecocert - Francja

 

USDA (the U.S. Department of Agriculture) - Stany Zjednoczone

 

 

Po siódme,

 

zwracamy uwagę na etykiety, szukając słów eko, rolnictwo ekologiczne, lub podobnych oraz specjalnych znaczków-certyfikatów, które gwarantują, że żywność jest produkowana w sposób naturalny lub zbliżony do naturalnego, bez użycia nawozów sztucznych i pestycydów, przy zachowaniu żyzności gleby i bioróżnorodności.

 

Ekoland Polskie Centrum Badań i Certyfikacji Bio BioCert  Bioekspert
       

Ekoland - Stowarzyszenie Producentów Żywności Metodami Ekologicznymi

 

Polskie Centrum Badań i Certyfikacji Bio

 

BioCert Małopolska (działa na terenia całego kraju)

 

Jednostka certyfikująca rolnictwo ekol. Bioekspert

 

Szukaj certyfikatów na polskich produktach

 

PTRE AgroBioTest Cobico PNG

Ekogwarancja Polskiego Tow. Rolnictwa Ekologicznego

 

Certyfikacja w rolnictwie ekologicznym AgroBioTest

 

Akredytowane Biuro Certyfikacji i Laboratorium Cobico

 

Jednostka certyfikacji produkcji ekologicznej PNG

 

 

Wreszcie

 

- pamiętamy, że jedzenie dobre dla nas nie powinno być opakowane w sposób zagrażający środowisku. Plastikowe śmieci rozkładają się niewyobrażalnie długo. Jeśli będziemy uparcie kupowali jogurty w kartonikach, a mleko i wodę mineralną w szklanych butelkach, jeśli nie będziemy sięgali po krojone wędliny w folii, to w końcu producenci się znudzą i jedzenie opakowane w plastik zniknie z półek. Z przykrością stwierdzam, że polscy producenci wody mineralnej zdecydowanie wolą butelki plastikowe (choć tu pochwalić wypada Ostromecko). W szkle sprzedaje się Evian, Vichy, Azurra, Naturelle, Valser - niestety, są to wody zagraniczne i przez to droższe. Ale widać światełko w tunelu: nasze, polskie wody ze źródeł leczniczych (Słotwinka, Jan, Zuber) można kupić także w wielkich, pięciolitrowych kartonach. Czyli że się da.

Na wielu opakowaniach są specjalne znaczki, które dają pewność, że mogą być używane wiele razy lub poddane recyclingowi (w wielu sklepach do pakowania używa się np. papieru z makulatury) albo że rozkładając się, nie zaszkodzą naszemu otoczeniu (tektura, drewno, specjalne rodzaje tworzyw sztucznych).

 

 

 

Jedzenie ekologiczne i funkcjonalne

 

Ekorolnictwo (w przeciwieństwie do rolnictwa konwencjonalnego) to system gospodarowania, który, aktywizując przyrodnicze mechanizmy poprzez stosowanie środków naturalnych i nieprzetworzonych technologicznie, zapewnia trwałą żyzność gleby i zdrowie zwierząt, nie zatruwa środowiska, a przy tym pozwala produkować wysokiej jakości, zdrowe produkty rolnicze.

 

 

 

Żywność ekologiczna produkowana jest metodami rolnictwa ekologicznego, chodzi zwłaszcza o eliminowanie z upraw nawozów sztucznych i pestycydów. Pojęcia tego nie należy mylić z określeniem "zdrowa żywność" - jedzenie jest ekologiczne wtedy, jeśli przyznano mu odpowiedni certyfikat.

Żywność funkcjonalna (probiotyczna, nutraceutyczna) - poza funkcją podstawową, czyli dostarczaniem organizmowi potrzebnych substancji do życia i wzrostu, takie jedzenie działa także leczniczo: obniża poziom cholesterolu, wzmacnia układ odpornościowy, przywraca równowagę mikrobiologiczną układu pokarmowego. Żywność funkcjonalna to zawsze normalne pokarmy, nie zaliczamy do niej np. tabletek witaminowych czy suplementów. Produkty funkcjonalne muszą być otrzymywane ze składników naturalnych i mieć udokumentowany klinicznie pozytywny efekt prozdrowotny (za Wikipedią).

 

 

Slow Food

 

Organizacja i jednocześnie ruch społeczny skupiający osoby zainteresowane ochroną tradycyjnej kuchni różnych regionów świata i związanych z tym upraw rolnych i nasion, zwierząt hodowlanych i metod prowadzenia gospodarstw, charakterystycznych dla tych regionów (wg Wikipedii).

 

 

Sprawiedliwy Handel (Fair trade)

 

Międzynarodowy ruch konsumentów, organizacji pozarządowych i firm importerskichi handlowych, spółdzielni drobnych producentów w krajach Trzeciego Świata itp., mający na celu pomoc w rozwoju dla drobnych wytwórców (rolników, rzemieślników) Trzeciego Świata.

 

 

Główne zasady Sprawiedliwego Handlu:

- Szacunek i troska dla ludzi i środowiska;

- Tworzenie producentom środków i możliwości w celu poprawy ich warunków życia i pracy;

- Rozwój obustronnie korzystnych relacji pomiędzy sprzedawcami i nabywcami;

- Płacenie przez kupujących ceny, która zapewnia producentom sprawiedliwe wynagrodzenie za ich pracę i akceptowalny zwrot kosztów dla organizacji marketingowej;

- Wzrost świadomości na temat sytuacji kobiet i mężczyzn jako producentów i handlowców;

- Promocja równych szans dla kobiet;

- Ochrona praw kobiet, dzieci i ludności tubylczej (za Wikipedią).

 

 

Tekst: Inka Wrońska

 

Zdjęcia: Shutterstock, materiały promocyjne

 

 

ZOBACZ WIDEO

Polecamy