A jednak istnieją miejsca, gdzie nie rządzi futbol

08.05.2017 13:04
Robert Lewandowski podczas meczu eliminacji Mistrzostw Świata: Czarnogóra - Polska

Robert Lewandowski podczas meczu eliminacji Mistrzostw Świata: Czarnogóra - Polska (KUBA ATYS)

- Panowie, zaraz Liga Mistrzów, zmieniamy kanał? - zapytałem w knajpie. Tubylcy spojrzeli na mnie jak na kosmitę: - Stary, corrida nie jest lepsza? Uwierzycie, że było to w Portugalii, kraju obecnych mistrzów Europy w piłce nożnej?

Piłka nożna to najpopularniejszy sport na świecie: prawda czy fałsz? Jeśli powiedziałbyś "prawda", to w 135 państwach trafiłbyś prosto w  dziesiątkę. Lecz państw mamy przeszło 200.O co więc chodzi pozostałym? Wydawać by się mogło, że przewaga piłki nożnej jest przytłaczająca, a reszta to margines, ale wśród krajów, w których to nie ona zajmuje pierwsze miejsce na liście najpopularniejszych sportów, są np. Stany Zjednoczone, Chiny, Japonia, Indie czy Australia, a zatem państwa niezwykle istotne w skali świata, także pod względem liczby mieszkańców.

NAJPOPULARNIEJSZE KONTRA NARODOWE

O fenomenie piłki nożnej - zobaczysz i wcześniej czy później zakochasz się w niej - wiele powiedziały mistrzostwa świata w 1994 r. Odbywały się w Stanach Zjednoczonych. Był to pierwszy gospodarz mundialu, gdzie piłka nie otwierała listy najpopularniejszych sportów. Wybór USA kosztem rozkochanych w piłce Brazylii czy Chile, które także ubiegały się wówczas o organizację, wywołał wiele komentarzy. Sugerowano, że mistrzostwa będą nieudane, trybuny puste, a tym, którzy przyjdą, trzeba będzie tłumaczyć zasady "soccera" (tak za oceanem nazywa się europejski futbol w odróżnieniu od amerykańskiego) od podstaw.

Tymczasem mundial '94 pobił nieosiągalny - jak się zdawało - rekord średniej frekwencji z czasu mistrzostw w 1950 r. Jawny to cud, bo tamte mistrzostwa organizowała Brazylia (mecze odbywały się m.in. na gigantycznej Maracanie w Rio de Janeiro). Amerykańskie stadiony zapełniały się po brzegi, a publiczność okazała się bardzo ciekawa nowego sportu. Tłumaczono to tym, że Amerykanie po prostu interesują się wszystkim, co ma duże znaczenie w świecie, i co jest wielkim wydarzeniem. Próbowano zrobić z nich okazjonalnych laików, którzy poszli na mecze, bo coś się po prostu dzieje w okolicy. Jednak amerykańska publiczność pił- karska nie zawodzi do dzisiaj. Kolejne sezony ligi piłkarskiej MLS biją rekordy frekwencji. W zeszłym roku średnia frekwencja podczas meczu przekroczyła 20 tys. widzów (więcej niż w Polsce, więcej niż w Brazylii!).

Dwa lata temu w zamieszkałej głównie przez Indian prowincjonalnej miejscowości Page w Arizonie recepcjonista miejscowego hotelu spojrzał w mój paszport.

- Polska - uśmiechnął się. - Lukas Podolski.

Momentalnie się jednak poprawił:

- A nie, on gra dla Niemiec. Polska to Robert Lewandowski!

- Skąd wiesz? - spytałem zaskoczony. - Interesujesz się soccerem?

- Jasne! Najbardziej!

- Nie futbolem amerykańskim, baseballem, nie koszykówką? - dociekałem.

- USA to duży kraj. Kibiców wystarcza dla każdego sportu - wyjaśnił.

Tak więc z jednej strony mamy Amerykanina oddanego futbolowi, z drugiej Portugalczyków - tych z początku mojej opowieści - którzy woleli corridę. Takie enklawy są nie tylko w Portugalii czy Hiszpanii, ale także we Francji, Meksyku i reszcie Ameryki Łacińskiej. Po prostu od pojęcia sportu najpopularniejszego odróżnić trzeba sport narodowy, za który uważa się jedną dyscyplinę najbardziej odpowiadającą tradycji i historii każdego kraju. Wyłaniana jest ona nie tylko zwyczajowo, ale w wielu wypadkach wręcz na mocy prawa. Nie zawsze jedno pokrywa się z drugim. Czy słyszeliście o np. pato, czyli grze uprawianej konno? Nie słyszeliście? Nic dziwnego, w końcu nie jesteście Argentyńczykami. Gra w oryginalnej wersji polegała na łapaniu w siatkę żywych kaczek i w tej formie została zakazana. Potem kaczki zastąpiła piłka i w 1953 r. Juan Peron, prezydent kraju, w którym urodzili się Diego Maradona, Leo Messi i Mario Kempes, uznał dekretem pato za sport narodowy.

Takich przypadków jest wiele. O tym, że walka na bambusowe lance zwana arnis jest narodowym sportem Filipin, przekonał się w 1521 r., zresztą na swoją zgubę, Ferdynand Magellan. Uważa się, że zginął od ciosu zadanego przez Lapu Lapu, mistrza arnis. Arnis jest sportem narodowym, ale nie sportem najpopularniejszym. Tym jest... Nie, nie piłka nożna, tylko koszykówka, wprowadzona tu podczas amerykańskiej okupacji na przełomie XIX i XX w.

SZTUCZNE POMPOWANIE PIŁKI

Swego czasu przytrafiła mi się taka oto historia. Polska grała mecz eliminacji mistrzostw Europy ze Szkocją, a ja byłem akurat w Indiach, w lesie Rathambore. Do internetu mogłem się podłączyć tylko w recepcji hoteliku.

- Co będziesz oglądał? - zapytał recepcjonista.

- Mecz z Europy. Polska Szkocja.

- W krykieta? - W piłkę nożną.

Spojrzał bez entuzjazmu.

- Obejrzymy razem? - zaproponowałem.

Oglądamy, oglądamy, aż tu nagle Szkot ostro fauluje naszego. - Kartka, daj mu kartkę - wyrwało mi się.

- Zielona? - zapytał Hindus.

Dla wielu takie pytanie byłoby absurdalne, ale nie dla mnie, gdyż tym, co łączy poznaniaków z Hindusami, jest hokej na trawie. Ta gra poza Wielkopolską jest w Polsce niemal nieznana. Mnie zdarza się ją oglądać, zatem zamiast wzywać do indyjskiego kolegi lekarza, odpowiedziałem: - Nie, zielona jest w hokeju na trawie. Tutaj od razu jest żółta.

- Od razu? - zdziwił się Hindus.

To było dla niego za wiele. W lobby włączył drugi telewizor i znalazł program, w którym zawodnicy na boisku przypominającym matę do zapasów biegali w kółko bez ładu i  składu. Wrzeszczeli i klepali się po plecach. Żadnej piłki, żadnych kijów. Tylko bieganie i wrzask.

- Kabaddi - rzucił Hindus w moją stronę. - To jest sport! Indie to największy kraj świata, gdzie piłka nożna nie ma wielkiego znaczenia. Co prawda przed laty ich piłkarze dzielnie walczyli z Francją na igrzyskach w Londynie (1948 r.), a nawet zakwalifikowali się jeszcze na mistrzostwa świata (1950 r.), ale od chwili uzyskaniu niepodległości w 1947 r. i  wycofania się Brytyjczyków piłka nożna w Indiach systematycznie traciła na znaczeniu. Dzisiaj ich reprezentacja zajmuje 130. miejsce w rankingu światowym.

Indyjskim sportem numer "1" jest krykiet. O drugie miejsce walczą kabaddi i hokej na trawie. Pasję do niego podzielają również w Pakistanie (w piłce nożnej jest jeszcze niżej niż Indie, bo na 198. miejscu na 209 klasyfikowanych zespołów). Łącznie Indie i Pakistan zdobyły w męskim hokeju na trawie 11 złotych medali olimpijskich, czyli połowę możliwych.

W piłce nożnej nie osiągnęły nic. To około 2 miliardy ludzi, dla których piłka nożna mogłaby nie istnieć.

Kilka lat temu najbogatsi biznesmeni Indii podjęli próbę wprowadzenia tam ligi piłki nożnej (Indian Super League), która dzięki gigantycznym pieniądzom miała dorównać największym ligom świata. Twórcy ISL utworzyli zupełnie nowe kluby. Nadali im nowe nazwy, herby i barwy. Zatrudnili zagranicznych trenerów (Zico, Peter Reid, Franco Colomba, Harm van Veldhoven), pościągali piłkarzy o znanych nazwiskach (Anelka, Trezeuguet, Del Piero, Elano, Mulder, Materazzi, Ljungberg, Capdevila, Pires) i... Ponieśli klęskę, bo nie przełożyło się to w żaden sposób na zainteresowanie piłką ani sukcesy reprezentacji.

Podobny problem mają Chiny - kraj jeszcze ludniejszy niż sąsiad zza Himalajów. O ile Japonia gra na piłkarskich mistrzostwach świata nieprzerwanie od 1998 r., a Korea Południowa od 1986 r., to Chińczycy byli na mundialu tylko raz, w 2002 r. (również w obecnych eliminacjach nie mają już raczej szans). Chiny, podobnie jak Indie, pompują w piłkę olbrzymie pieniądze. Chcą ubiegać się o organizację mundialu, ale w popularności piłka na razie nie ma szans przebić siatkówki i tenisa stołowego, który jest tam najpopularniejszym sportem.

EKSPORT BASEBALLU

Nawiasem mówiąc, piłka nożna nie jest też najpopularniejsza w Japonii, w której króluje baseball, sprowadzony przez Amerykanów krótko po złamaniu izolacji Wysp Japońskich w 1878 r. i  zwany przez Japończyków yakyu. To efekt podatności Japonii na amerykańskie wpływy - rozgrywki baseballowe odbywały się nawet w czasie II wojny światowej. Odwołano je tylko raz, w 1945 r., gdy amerykańskie wojska postawiły stopę na japońskiej ziemi na Iwo Jimie i Okinawie.

Baseball ma więc swoje przyczółki na całym świecie. Gdybyśmy przemierzali Amerykę Łacińską od Meksyku po Ziemię Ognistą, niemal w każdym kraju najpopularniejszym sportem byłaby piłka nożna. Wyjątek stanowią Nikaragua i  Wenezuela. Oba kraje w futbolu niemal się nie liczą, za to baseball króluje tu niepodzielnie. To właśnie w niego, a nie w piłkę nożną, dzieci grają na ulicach i w parkach; a aż 200 Wenezuelczyków wystąpiło w profesjonalnych rozgrywkach MLB w USA. Szczyt baseballowego fanatyzmu? Zdarzały się porwania czołowych graczy, by zmusić ich do występów w innym klubie. W 2011 r. znakomitego wenezuelskiego zawodnika Wilsona Ramosa z rąk porywaczy odbijali komandosi.

Podobnym przypadkiem jest Kuba, co wydawać się może dziwne, zważywszy na napięte relacje amerykańsko-kubańskie - miłość do baseballa przeważyła nad niechęcią do Amerykanów.

W samych Stanach Zjednoczonych, które z takim powodzeniem eksportowały baseball, najpopularniejszym sportem jest futbol amerykański i to jego zawodowa liga NFL zarabia dla właścicieli klubów większe pieniądze niż ligi: koszykówki (NBA), hokeja na lodzie (NHL), baseballa (MLB) czy soccera (MLS). Gdy jednak przyjrzymy się poszczególnym stanom, wówczas rozkład popularności sportów będzie inny. W Kalifornii, Arizonie czy Kansas króluje koszykówka, w Newadzie, Missouri i stanach północnego wschodu - baseball.

Z kolei Kanada to kraina hokeja na lodzie. Od informacji hokejowych (przed piłkarskimi oczywiście) rozpoczynają się też serwisy sportowe w Szwecji, Finlandii, a także Rosji. Najbardziej oryginalna na mapie najpopularniejszych sportów jest chyba Estonia. Od czasu, gdy Andrus Veerpalu, Jaak Mae czy Kristina Smigun zaczęli na prze- łomie XX i XXI w. zdobywać medale igrzysk w biegach narciarskich, to ten sport stał się numerem jeden w tym niespełna 1,5-milionowym kraju.

ZOBACZ WIDEO

Skomentuj:
A jednak istnieją miejsca, gdzie nie rządzi futbol
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy