Jak rozpocząć przygodę z nartami? Ekspert: "Na początku trzeba nauczyć się zatrzymywać"

06.12.2017 11:28
O prawidłowej rozgrzewce, odpowiednim sprzęcie i o tym, dlaczego na zajęcia nie przychodzić w dżinsach, opowiada Jan Sołtys - czynny zawodnik narciarstwa alpejskiego, Mistrz Polski Instruktorów 2017.

Paweł Wiejas: Przychodzi chłop do instruktora i mówi: "Chcę się szybko nauczyć jeździć na nartach, najlepiej w kilka godzin". Co mu powiesz?

Jan Sołtys: Wszystko zależy od jego sprawności. O wiele lepiej nauka idzie tym, którzy dbają o kondycję, a ich aktywność nie ogranicza się do krótkiego spaceru. Jeśli ktoś planuje spróbować jazdy na nartach, powinien odpowiednio wcześniej się do tego przygotować. Żeby długo nie szukać. Na pewno pomoże gra w squasha, tenisa czy bieganie. Najpierw z wysiłku fizycznego trzeba zrobić regułę, a nie wyjątek, i dopiero wtedy przypinać deski. A czy nauczę kogoś jeździć w kilka godzin? Już po godzinie początkujący zjedzie samodzielnie pługiem z niezbyt stromego stoku. To nie jest nic nadzwyczajnego.

OK. Ruszyłem się z kanapy. Z formą wszystko jest w porządku, ale czym się kierować, wybierając szkółkę narciarską? Laikowi trudno jest przecież określić, czy trafi w dobre ręce.

- Można kierować się choćby opiniami znajomych, którzy korzystali uprzednio z konkretnej szkółki i są zadowoleni. A jeśli ktoś nie ma takiej możliwości, to powinien zwrócić uwagę na kilka elementów. Najważniejsza jest przepustowość stoków, bo co to za interes: wykupisz godzinę jazdy i zjedziesz w tym czasie tylko raz, bo tak długie są kolejki do wyciągu. Są szkółki, których uczniowie wchodzą na wyciąg poza kolejką i nimi warto się zainteresować.

Oczywiście ideał to indywidualne zajęcia z instruktorem. I właśnie zajęcia jeden na jeden zalecam, bo już cztery osoby w grupie bardzo spowalnia naukę, a powyżej, to już ryzykowna sprawa. Lepiej zainwestować w indywidualnego instruktora niż w sprzęt. Warto zobaczyć stronę internetową szkółki narciarskiej. Oczywiście wszystkiego z niej się nie dowiemy, ale brak strony to już sygnał ostrzegawczy. Ważna sprawa to również termin. Przestrzegam przed nauką jazdy w szczycie ferii. Wtedy nawet renomowane punkty są oblężone i zatrudniają niezbyt dobrze sprawdzonych instruktorów, więc nie wiadomo, kogo się dostanie.

Kupować własny sprzęt czy może lepiej go wypożyczyć?

- Na dobrą sprawę nie wiadomo, czy jazda na nartach nam się spodoba. Nowicjusz nie wie również, jaki sprzęt będzie dla niego odpowiedni, bo nie ma przecież żadnych doświadczeń, żadnego punktu odniesienia. Z  wypożyczeniem nart, butów czy kijków nie ma najmniejszego problemu, a co więcej, będą wtedy dobrze dobrane. Nie jest dobrym pomysłem korzystanie z archaicznego sprzętu, który stał od lat w piwnicy czy garażu. Czasem widzę, że ludzie przychodzą z nartami po 215 cm, czyli o wiele za długimi, i starymi butami. Zupełnie nie wiedzą, że już dawno wymyślono coś takiego jak narty carvingowe, na których szybko robi się postępy.

Na Szymoszkowej jest miejsce, gdzie od zawsze ludzie próbują się uczyć samodzielnie jeździć. Jest płasko z wyjątkiem jednego miejsca. W ciemno mogę obstawić, że właśnie tam dojdzie do wywrotki. To tak, jakby stał snajper i dokładnie wstrzelał się w ten punkt i wszystkich kosił. Pękają za długie narty, pękają stare skorupy butów. Gość jedzie i nagle zostaje w  skarpetkach. W najlepszym razie kończy się potłuczeniem.

A czy kupować od razu odzież narciarską?

- Na pewno nie powinno przychodzić się na naukę w dżinsach. Trzeba liczyć się z tym, że sporo czasu spędzi się na tyłku, a wtedy dżinsy szybko przemokną. Jakieś nieprzemakalne spodnie, przeciwdeszczowa kurtka, ale dobrze oddychająca, i najprostsze skarpety pod kolano wystarczą na początek.

Czego najbardziej obawiają się początkujący?

- Oczywiście upadków, ale na łagodnych stokach one nie są bolesne. Boją się również, że wszyscy patrzą, a oni się ośmieszą. Bywają uczniowie tak podnieceni sytuacją, że potrafią założyć z nerwów lewy but na prawą nogę, a to przecież sztuka. Inni boją się wejść na orczyk, bo myślą, że zaraz się przewrócą. Niektórych to paraliżuje. Zupełnie niepotrzebnie, bo przecież każdy kiedyś uczył się jeździć. To dotyczy głównie dziewczyn, ale to właśnie one boją się puścić instruktora.

To fajnie masz.

- Nie bardzo, bo ten uścisk ma taką moc, jakby ściskał cię topielec, czyli dość mocno.

Moim obowiązkiem jest wspierać uczniów psychicznie. Dlatego wszystkim powtarzam, żeby pamiętali, że mają prawo czuć się niezdarnie, mają prawo się przewrócić, ale niech ich to nie paraliżuje. Najlepiej szkoli się osoby, które dzielą się spostrzeżeniami, bo od razu wiem, jak skorygować ich błędy. Wtedy nauka idzie piorunem. Wracając jeszcze do pań, to bywa, że za diabła nie chcą założyć kasku, bo to "niezdrowe dla włosów". Kiedyś miałem uczennicę, która w czasie gdy przekonywała mnie, że kask na stoku jest niepotrzebny, dostała krzesełkiem w potylicę. Więcej już nic nie mówiła, posłusznie założyła garnek na głowę.

Jest jakaś grupa podwyższonego ryzyka?

- Wyjazdy grupowe to jedna wielka niewiadoma. Kiedyś przed wyjazdem do Włoch wysłałem tradycyjnie ankiety do jednej z korporacji. Nie wiem, z czego to wynika, ale ludzie w takich sytuacjach zawyżają ocenę swoich umiejętności. Jeden facet powiedział, że jeździ, ale nie miał nart na nogach od pięciu lat. Nie dodał, że był wtedy również 50 kg szczuplejszy. Spotkałem go już na szczycie, gdy miał przypięte narty i panicznie bał się zjechać. Nie bardzo mieścił się w krzesełku, bo to był chłop góra, więc musiałem zwieźć go na dół na plecach. Od tego czasu deklarowane umiejętności uczniów dzielę przez pięć.

Wróćmy jeszcze do kasków. Mam apel: pod żadnym pozorem nie zabierajcie na stok kasków motocyklowych!

W którym momencie nowicjusz może powiedzieć, że jednak "opanował sytuację"?

- Kluczowa dla początkujących jest nauka zatrzymywania się. Gdy już to potrafią, widzą, że nie taki diabeł straszny. Podsumujmy. Przychodzi chłop do instruktora i mówi: "Chcę się szybko nauczyć jeździć na nartach...". Po kilku godzinach nie będziesz mistrzem świata, ale spokojnie zjedziesz z niewymagających stoków. Pierwszy narciarski urlop poświęć na spokojną naukę. Będą bolały cię mięśnie i ścięgna, będziesz zmęczony, ale za to cholernie szczęśliwy.

ZOBACZ WIDEO

Skomentuj:
Jak rozpocząć przygodę z nartami? Ekspert: "Na początku trzeba nauczyć się zatrzymywać"
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy