Forma zawodowa

Zapadłeś w zimowy sen i twój brzuch przypomina raczej kałdun misia niż kaloryfer?
Jeśli chcesz, by latem dziewczyny na plaży mdlały na twój widok, to zabierz się za siebie już dziś. Jak to zrobić i o czym pamiętać, wracając do sportu? Specjalnie dla czytelników "Logo" swoje tajemnice zdradzają zawodowi sportowcy.

 

"Odzyskaj formę", "zrzuć brzuch", "wyglądaj dobrze na plaży" - te hasła nie dotyczą już tylko kobiet. - Coraz częściej przychodzą do nas faceci, którzy chcą po zimie wyglądać lepiej - mówi Jacek Wszoła, mistrz olimpijski w skoku wzwyż, współwłaściciel sieci klubów fitness. - Noworoczne postanowienia: zrzucę zbędne kilogramy i wypracuję ładną sylwetkę na wiosnę, to coraz wyraźniejsze u facetów trendy. Osiągnąć można wszystko. Nie jest to łatwe do zrobienia, ale możliwe. Tylko trzeba się przygotować nawet na dwa-trzy miesiące pracy.

 

 

 

Marek Plawgo

lekkoatleta - sprinter i płotkarz, 28 lat


 Ja trenuję dziesięć razy w tygodniu, ale jest to wysiłek tak forsowny, że nie do wytrzymania dla kogoś, kto nie przygotowywał się do tego latami. Z doświadczeń wyczynowego sportowca płynie jednak wiele wskazówek dla ludzi, którzy chcą utrzymać formę lub ją odzyskać. Wiem, że po zakończeniu kariery zawodniczej będę stosował podstawowe zasady.
Bardzo ważna jest systematyczność - np. trzy razy w tygodniu. Jeżeli nie będziesz regularny, to ćwiczenia na nic się zdadzą. Umiarkowanie, ale często. I stale! Co ci da, że zerwiesz się na wiosnę, będziesz ćwiczył regularnie i wyjdziesz na plażę z ładną sylwetką, skoro latem zaczniesz leniuchować i na koniec wakacji nic już z wysiłków nie zostanie.
Powrót do formy tylko metodą małych kroczków. Trzeba sobie stawiać cele, które są do osiągnięcia. W przeciwnym razie szybko się zmęczysz, zniechęcisz i stwierdzisz, że ten ruch to jednak nie jest dla nas;
Dobry jest bieg ciągły - tak do 30 min, można też go dzielić, np. trzy razy po 15 min. Biegnij tak długo, jak długo twój oddech będzie naturalny.


Można to sprawdzić inaczej. Biegać w towarzystwie i rozmawiać - dopóki rozmawiasz swobodnie, to wysiłek jest OK.
Z czasem przyjdzie doświadczenie, nauczysz się słuchać organizmu, np. źle się poczujesz po ciężkim posiłku albo będziesz ćwiczyć zbyt wcześnie po jedzeniu.

Moje rady dotyczące jedzenia nie będą za dobre, bo jestem miłośnikiem polskiej kuchni. Uwielbiam tatara, golonkę, gołąbki, bigos. Nie odmawiam sobie, bo wiem, że wszystko spalę. To zresztą może być fajna motywacja do ćwiczeń. Generalnie jednak dieta powinna zawierać jak najwięcej owoców i warzyw. Ja nie jem ziemniaków, za to dużo makaronów, zupy tylko niskotłuszczowe.
Picie przy wysiłku jest bardzo ważne. Unikaj napojów gazowanych i soków w kartonach. Ja piję napoje izotoniczne, ale nawet niegazowana woda wystarcza do uzupełniania płynów w organizmie,
Na siłowni często widzę, że oblegane są ruchome bieżnie. I się zastanawiam, dlaczego ci ludzie nie wychodzą biegać na powietrze?


Kolejna rzecz na siłowni - faceci pracują przede wszystkim nad bicepsem, klatką piersiową. A gdzie reszta mięśni? Założę się, że po ośmiu godzinach spędzanych przy komputerze choćby mięśnie grzbietu wymagają wzmocnienia. Bardzo ważne są też mięśnie brzucha.

 

Jak sobie połażę po górach, to wykonuję pracę nad kondycją i wytrzymałością. A ponieważ ważę 140 kg, to przy okazji jest to też praca nad siłą nóg, które mają co dźwigać.

 

 

Tomasz Majewski
lekkoatleta - kulomiot, 27 lat

 

Nie jestem chyba dobrym przykładem dbania o formę, bo jak najczęściej staram się nic nie robić. Muszę swoje odleżeć, mój organizm musi odpocząć, żebym później mógł dawać z siebie 110 proc. na treningach, a poza tym nie mam czasu i ochoty na aktywny wypoczynek. Jeśli już w okresach odpoczynku od treningu coś robię, to jest to jakiś masaż, odnowa biologiczna itp.
W tym roku miałem wyjątkowo długą przerwę w treningach - miesiąc. Żeby po takim czasie wrócić do normalnej dyspozycji, potrzebuję około sześciu tygodni. Po nich jestem już gotowy do ciężkich ćwiczeń. Niestety, z roku na rok przychodzi mi to coraz trudniej, więc dbaj o regularność! Ważna jest zasada małych kroków, odbudowywania formy powoli.

W okresie dochodzenia do normalnej formy fizycznej najwięcej mam zabaw ruchowych, gram w koszykówkę i inne gry zespołowe (piłki nożnej nie lubię), jest gimnastyka i ćwiczenia na siłowni.



Jadę też w góry, jak sobie połażę po górach, to wykonuję pracę nad kondycją i wytrzymałością. A ponieważ ważę 140 kg, to przy okazji jest to także praca nad siłą nóg, które mają co dźwigać.

Ja nie mam wyrzeczeń, jem to co lubię i ile chcę, byle się dobrze czuć. Dla nas, kulomiotów, to jest najważniejsze. Ale odżywiam się zdrowo. Pochłaniam wszystko, bo dużo potem spalam. Dla mnie 5 kg nadwagi to nic. Zjem potem mniej, potrenuję więcej i nie ma po nich śladu.
Lubię piwo, ale jak trenuję, to raczej go nie piję. Do wykonania jest duża robota, trzeba być na nią dobrze przygotowanym.

 

 

 

Andrzej Juskowiak

były piłkarz, 38 lat

 

 Dla utrzymania formy staram się regularnie biegać. Jestem wtedy niezależny od nikogo, nie muszę, jak w tenisie, szukać partnera do gry. Biegam, kiedy chcę. Najlepiej rano, gdy dzieci pójdą do szkoły, wtedy mam czas, wsiadam w samochód i jadę nad jezioro Rusałka w Poznaniu. To świetne miejsce, żeby się poruszać.
Biegam mniej więcej 45 min, inaczej się nie zmęczę. Miałem kiedyś kolegę, który grał w hokeja na trawie, on potrafił podyktować niezłe tempo. Biegaliśmy nawet półtorej godziny, ale na szczęście wyjechał do Niemiec, bo nie wiem, czy dziś bym to wytrzymał.
Jako były piłkarz potrzebuję regularnego wysiłku, organizm się tego domaga. Po prostu źle się czuję, gdy się nie ruszam. Robię to minimum dwa razy w tygodniu. Oprócz biegania gram też ze znajomymi w piłkę.
Staram się biegać w jak najlepszym tempie, ale z wiekiem coraz trudniej mi je utrzymać. Potrzebuję też krótkiego, intensywnego wysiłku. To zostało mi jeszcze z czasów kariery piłkarskiej. Gdy gram teraz mecz, staram się 10-15 razy w jednej połowie zerwać z całych sił, na sto procent. Rewelacyjnie się wtedy czuję.
Oczywiście uprawiam też inne sporty, ale to już bardziej rodzinnie. Byłem z najbliższymi na nartach, jeżdżę na łyżwach. Siłowni raczej nie lubię, nawet gdy grałem w piłkę, nie spędzałem tam za dużo czasu.

 


Po tylu latach uprawiania sportu doskonale znam swój organizm i wiem, kiedy trzeba trochę dołożyć, a kiedy odsapnąć. Staram się jednak nie zapuścić, to podstawowa zasada. Lepiej się ruszać regularnie, niż potem zrzucać zbędnych 10 kg. Po pierwsze, trudno to zrobić, a poza tym wymaga to dużego wysiłku i sieje spustoszenie w organizmie. Oczywiście zdarzały mi się w czasach kariery sytuacje, że wracałem z wakacji i miałem 3-4 kg za dużo. Wtedy wystarczyło jednak kilka dni z dwoma-trzema treningami dziennie i po nadwadze nie było śladu.
Teraz im człowiek starszy, tym trudniej zrzucić wagę. Dlatego bardziej dbam o siebie. Nie odmawiam sobie jedzenia, jem wszystko i dużo, ale w grę wchodzi jedzenie tylko dobrej jakości. Robię tak od lat i nigdy się nie zawiodłem.
Gdy pojawiają się zbędne kilogramy, w pierwszej kolejności odstawiam białe pieczywo i używki, np. piwo. Nigdy nie piłem go za dużo, ale wiem, że czasem trzeba się trochę przypilnować.
Żona się śmieje, że nie muszę tak często ćwiczyć, bo jeszcze tak źle nie wyglądam. Ale robię to dla siebie, nie dla wyglądu.

 

 

Robert Korzeniowski

były chodziarz, 40 lat

 


Biegam rano, przed pracą, albo wieczorem. Dzisiaj na przykład biegałem od 6.40, robię 6,5 do 7 km, zajmuje mi to 28-30 min. Staram się biegać systematycznie, w tygodniu, czyli od poniedziałku do piątku, 3-5 razy. W weekendy - więcej. W niedzielę zrobiłem 16 km, w sobotę 10 km. Do tego startuję w imprezach amatorskich, przebiegłem maraton, wspomagam akcję "Polska biega", bo jest to bliskie mojemu podejściu do życia. Dużo? W porównaniu z czasami kariery sportowej zredukowałem obciążenia o około 75 proc.
Podczas biegania ważne jest, by dużo pić. Napoje są przyjacielem każdego biegacza, chodziarza. Tezy, że picie podczas biegania powoduje kolki i jakieś bóle brzucha, to przesądy. Trzeba wiedzieć, jak to robić: przed biegiem pić małymi łykami i niezbyt wiele, w czasie biegu co 10-15 min. Pijemy zawsze, gdy biegniemy dłużej niż 40 min, jeśli krócej niż 40 min to też, ale gdy jest bardzo gorąco, ok. 35 st. C. Po treningu trzeba uzupełnić płyny w ciągu pół godziny od jego zakończenia.
Nie spisuję żadnych planów treningowych. Robiłem to przez 20 lat kariery i wystarczy.
Nie katuję się już jakimiś dietami. Jem to, co lubię, bo uprawianie sportu ma być przyjemnością, a nie męczarnią. Gdybym miał sobie czegoś odmawiać, dlatego że biegam, to byłoby to nieporozumienie. Więc sobie nie odmawiam, piję piwo, kawę, jak wszyscy.

 

Staram się tylko przestrzegać podstawowych zasad, czyli zjeść śniadanie i obiad o jakiejś przyzwoitej porze, no i w międzyczasie nie podjadać chipsów czy solonych orzeszków.
Jeśli, podobnie jak ja, nie masz czasu chodzić na siłownię, opracuj swój zestaw ćwiczeń, by wzmacniać mięśnie brzucha, grzbietu i ramion. Możesz je robić w domu
Po jakichś infekcjach i chorobach wracam do normalnego rytmu stopniowo. Zamiast codziennie biegam co drugi dzień, a w weekend zamiast 16 km przebiegam 10.

 

 

Dla mnie sezon na sport trwa cały rok, więc nie mam zaległości. Na urlopie też ćwiczę. Zależy gdzie jestem i co zwiedzam, ale staram się biegać raz dziennie, do tego odwiedzić jakiś klub fitness, basen.

 

 

Lech Piasecki

były kolarz, 47 lat


 

Nie zawsze mogę ćwiczyć regularnie, bo dużo czasu zajmuje mi przygotowywanie wyścigu Tour de Pologne.

Zimą gram w hokeja na lodzie, zdarza mi się nawet grać trzy-cztery razy w tygodniu. Lodowisko jest dostępne wieczorami, po godz. 21, więc bywa, że schodzimy z niego przed północą. Hokej jest sportem zespołowym i - oprócz ogromnej przyjemności wyżycia się - jest świetną metodą powrotu do formy po świątecznym obżarstwie. Gdy zdejmuję rzeczy po hokeju, są kompletnie przemoczone, a koszulkę mógłbym wyciskać.
O rowerze też nie zapomniałem. Gdy byłem zawodnikiem, nie lubiłem jazdy w zimnie i w deszczu. Do dzisiaj tak mam - gdy jest taka pogoda, to na rower nie wyjadę. Ale jeżdżę tak często, jak się da. W weekendy przed południem, w tygodniu, gdy dzień jest dłuższy, to popołudniami. Za jednym razem pokonuję od 40 do 60 km, spędzam na rowerze od półtorej do maksymalnie trzech godzin.
Wolę jazdę po szosie, to daje mi największą przyjemność. Ale ruch na drogach jest coraz większy, a jazda mniej uczęszczanymi dróżkami grozi, niestety, spotkaniem z kierowcą na podwójnym gazie. Dlatego coraz częściej przesiadam się na rower górski, jeździ się wolniej, ale za to człowiek nie jest ograniczony terenem, można dotrzeć wszędzie i też się przyjemnie zmęczyć.

 

Jazda na rowerze i pływanie to dwie najzdrowsze formy aktywności. Na basen też chodzę, ale nie robię tego z taką pasją. Zdarzało mi się też biegać, ale nie jestem tego miłośnikiem - nie lubię biegać i chodzić. Bo najważniejsze to znaleźć sobie taki sport, który sprawia ci przyjemność.
Niestety lubię słodycze, gdy otworzę pudełko z ptasim mleczkiem, to nie zamknę go, zanim całe nie zniknie. Ale wszystko można spalić!

 

 

 

Tekst: Piotr Leśniowski

 

Zdjęcia: Marcin Klaban, Bartosz Bobkowski, Kuba Atys, Oskar Słowiński, Michał Mutor, PAP/CAF, SHUTTERSTOCK

 

 

Zobacz też na Logo24:

 

 

Odsłoń brzuch!
Chude jest męskie
Panowie, do przeglądu!

 


Więcej o: