Badminton - Lotka jak rakieta

ZLLL
16.12.2010 12:10
A A A
badminton

badminton

Popularnością na świecie ustępuje tylko futbolowi, a uderzony rakietą pocisk może pomknąć z prędkością przekraczającą 400 km na godz.! Tak, tak, badminton to nie plażowa rozrywka panów z brzuszkiem, ale pełen dynamiki sport, najszybszy spośród rozgrywanych na korcie.

 

  

Z badmintonem jest trochę jak z piłką nożną. Choć uprawiana jest w wielu miejscach na świecie, i to od setek lat, to i tak za twórców dyscypliny uważa się Anglików. Około 1870 r. niejaki John Loraine Baldwin zorganizował pierwszy pokaz rywalizacji z rakietkami w ręku na boisku podzielonym siatką. Rzecz miała miejsce w Badminton House, okazałej posiadłości księcia Beaufort niedaleko Bristolu w południowo-zachodniej Anglii. I tak Badminton House przeszedł do historii, mimo że dziś posiadłość jest bardziej znana z popularnych na Wyspach zawodów jeździeckich, a do niedawna także z polowania na lisy.

 

Na pomysł gry z użyciem rakietek i lotek, oczywiście, Anglicy nie wpadli sami. Zabawa o nazwie di-dschian-dsi była znana w Chinach już w 618 r. p.n.e., a polegała na podbijaniu, czym się da (nogą, ręką, kawałkiem drewna), kawałka złota przetykanego kurzymi piórami. W XIV w. w Japonii chętnie grano w oibane, w której drewnianą rakietką uderzano przedmiot wykonany z dużego dojrzałego owocu, w który wbito pięć, sześć gęsich piór, a następnie ususzono. Dziś zmieniła się technologia wytwarzania lotek, ale drób, który trzeba oskubać do ich produkcji - nie!

Z Azji uderzanie "piłki z piórami" przywędrowało do Europy. Zabawa nosiła nazwę wolant i szybko stała się modna na kontynencie. Z listów Juliusza Słowackiego do matki wiemy, że i wieszcz nie gardził odbijaniem lotki. "Po obiedzie z pannami gram w wolanta i w obręcze, czyli w kółka" - pisał.

 

We wszystkich wspomnianych wersjach brakowało jednak prawdziwej rywalizacji. Bo przecież ile można się emocjonować tym, kto dłużej będzie utrzymywał lotkę (piłkę) w powietrzu? Potrzebne były emocje. Te oficerowie armii brytyjskiej znaleźli w Indiach podczas gry zwanej poona. To w niej pojawiła się linka (jeszcze nie siatka), ponad którą trzeba było przebić lotkę. Pomysł - jako kolejna zdobycz kolonialna - szybko trafił na Wyspy. Był rok 1860. John Loraine Baldwin był już o krok od stworzenia zasad gry zaprezentowanej w Badminton House.

Zanim jednak badminton przerodził się w dyscyplinę sportową, był grą towarzyską. Dziś trudno w to uwierzyć, ale po jednej stronie siatki stawało nawet pięciu graczy. Każde z dwóch pól do gry miało kształt trapezu - węższe przy siatce, rozszerzało się w stronę ściany. Na prostokątnych boiskach gra się dopiero od 1901 r. Siatka (wtedy jeszcze płachta papieru) wisiała na wysokości pięciu stóp, czyli 155 cm, co akurat przetrwało w regułach do dziś. Przepis o stroju nie miał jednak szans przetrwać - pierwsi gracze w badmintona ubierali się bowiem wyjątkowo elegancko: kobiety w długich sukniach, a panowie w czarnych strojach, cylindrach i butach. Za zdjęcie nakrycia głowy w czasie gry groziło wykluczenie.

 

 

Anglicy, jako założyciele pierwszej krajowej federacji badmintonowej (1893 r.), długo byli klasą sami dla siebie. Potęgą były też Stany Zjednoczone, gdzie pierwsze kluby powstały już na początku XX?w. Za lotką chętnie ganiał sam Charlie Chaplin. Podobno nie miał sobie równych wśród aktorów.

W połowie lat 20. XX w. zawodnik jednego z duńskich klubów sportowych, Skovshoved, dostał cztery używane rakiety badmintonowe przywiezione z Anglii. A że klub miał do dyspozycji halę zbyt małą, by grać w niej w modnego wówczas tenisa, zaczęto w niej rozgrywać mecze badmintonowe. Dziś Duńczycy są w ścisłej czołówce europejskiej, liczą się też na świecie. Ich liga należy do najmocniejszych w Europie, a pojedynki badmintonistów można obejrzeć w krajowej telewizji.

 

421

 

Z taką prędkością początkową (w km/h) pędziła lotka uderzona przez Malezyjczyka Tana Boon Heonga podczas konkursu zorganizowanego we wrześniu 2009 r. Dla porównania: piłka tenisowa po rekordowym uderzeniu Andy'ego Roddicka pędziła z prędkością 249 km/h. Zawodnicy squasha rozpędzają piłecz-kę do ok. 240 km/h, a pingpongiści - ok. 180 km/h.

 

W Polsce to nie do pomyślenia. Pierwsze mecze z lotkami, we współczesnym wydaniu, rozegrano u nas w latach 50. XX w. Zanim przyjęła się nazwa badminton, używano chińskiego określenia jui-mao-czu, a potem kometka - bo lecąca lotka przypominała komuś kometę Dziś podział jest prosty - kometka to rekreacyjna gra, najczęściej na świeżym powietrzu, a badminton to nazwa dyscypliny sportowej. Długo traktowanej w Polsce z przymrużeniem oka. Dopiero w 1972 r. zostaliśmy przyjęci do organizacji międzynarodowych, a pięć lat później powstał Polski Związek Badmintona.

 Rozgrywki ligowe cieszą się marginalnym zainteresowaniem - kilkaset osób na trybunach podczas meczów decydujących o mistrzostwie kraju to szczyt marzeń. Badmintona uprawia niewiele ponad tysiąc zawodników i zawodniczek, w około stu klubach w Polsce. Najlepszy z nich to SKB Suwałki, który ostatnio zdobył 11. tytuł mistrza Polski. Mimo słabej ligi polscy badmintoniści odnoszą sukcesy międzynarodowe. Największym w historii była wygrana miksta Robert Mateusiak/Nadieżda Kostiuczyk (pierwsza dziesiątka światowego rankingu!) w jesiennym turnieju Masters z cyklu Super Series w Hongkongu. To tak jakby Polak wygrał wielkoszlemowy turniej tenisa.

Mateusiak i Kostiuczyk nie są tak dobrzy dzięki grze w Polsce. Oni akurat występują w jednym z najlepszych duńskich klubów Greve Strands Badmintonklub. W Niemczech grają inni czołowi polscy badmintoniści - Przemysław Wacha (najlepszy singlista w historii naszego kraju, medalista mistrzostw Europy, gracz FC Langenfeld w Bundeslidze) i Michał Łogosz (deblista SG EBT Berlin). Powód jest prosty - tam zarabiają pieniądze i są jednymi z nielicznych ludzi w Polsce, którzy żyją z gry w badmintona.

To w ogóle nie jest dobrze płatne zajęcie, na przykład w porównaniu z tenisem ziemnym. Zwycięzca prestiżowego turnieju All England (taki badmintonowy Wimbledon) wraca do domu z czekiem na kilkanaście tysięcy dolarów, czyli dostaje mniej więcej dziesięć razy mniejszą sumę niż tenisista wygrywający Wimbledon. Przyczyna oczywista. Mało kto chce oglądać najlepszych badmintonistów, telewizje się o nich nie zabijają.

 

Ale i to się zmienia. Przełomem było włączenie dyscypliny do programu igrzysk olimpijskich. Po raz pierwszy medale rozdano w Barcelonie w 1992 r., a transmisje z pierwszego turnieju olimpijskiego obejrzało w sumie ponad miliard ludzi! Bez wątpienia większość widzów to byli Azjaci. Przede wszystkim Chiny, ale też Korea, Indonezja czy Malezja - to globalne potęgi badmintonowe. Spośród 76 kompletów medali olimpijskich do Europy trafiło siedem. Resztę zgarnęła Azja. Piętnaście tysięcy ludzi na trybunach podczas meczów w Malezji czy Indonezji to nic nowego. Tam najlepsi zawodnicy stają się bohaterami narodowymi. Biografia jednego z nich, Indonezyjczyka Liem Swie Kinga, stała się inspiracją do nakręcenia filmu. "King" opowiada historię chłopca Guntura, który z biednej rodziny potrafił przebić się do reprezentacji kraju. Być badmintonistą - to jest marzenie.         

 

 

Kilka faktów

 

Mecz badmintona trwa od 20 minut do godziny. Rekordowo krótki pojedynek to taki, w którym po sprawie było już po sześciu minutach. W najdłuższym - zwycięzcę wyłoniono po 124 minutach.

Akcja trwa średnio 8-10 sekund; przy wymianie, między jednym a drugim uderzeniem lotki przez jednego zawodnika upływa zaledwie jedna sekunda.

W czasie jednego seta zawodnik rozgrywa ok. 50-80 akcji, a w całym meczu między 100 a 200.

W jednej akcji gracz wykonuje średnio 4-6 odbić. W rekordowych wymianach naliczono nawet 90 trafień w lotkę. W trakcie trzysetowego meczu badmintonista uderza lotkę nawet 700-800 razy.

W ciągu meczu zawodnik pokonuje ok. 6-7 km.

Jest kilkanaście różnych typów lotek, różnią się szybkością lotu; im hala do gry jest większa i słabiej ogrzana, tym większa powinna być szybkość lotki.

Zanim przyjęła się nazwa badminton, używano chińskiego określenia jui-mao-czu, a potem kometka - bo lecąca lotka przypominała komuś kometę

 

   

 

Przepisy

 

Przed meczem odbywa się losowanie - jego zwycięzca wybiera prawo pierwszego serwu lub stronę boiska.

 

Mecz toczy się do dwóch wygranych setów; zwycięzcą seta jest ten, kto pierwszy osiągnie 21 pkt; w przypadku remisu 20:20 gra się do przewagi dwóch punktów lub do czasu gdy jedna ze stron osiągnie 30 pkt.

 

Najczęściej zawodnik zdobywa punkt, gdy umieści lotkę na polu rywala lub trafi w niego lotką oraz gdy przeciwnik popełni błąd serwisowy, zagra lotkę w aut, pod siatką albo w siatkę, wykona podwójne uderzenie, uderzy lotkę nie po swojej stronie boiska, a także jeśli dotknie siatki, gdy toczy się jeszcze gra.

 

 

Ważnym elementem gry jest serw; wykonuje się go z tzw. pola serwisowego (przeciwnik stoi wówczas w swoim polu serwisowym, ale położonym po przekątnej); lotka w momencie uderzenia musi znajdować się poniżej talii serwującego, a rakietka musi być skierowana trzonkiem w dół.

Zabronione jest opóźnianie gry, żeby - jak mówią przepisy - "uniemożliwić zawodnikowi odzyskanie siły lub oddechu albo otrzymanie porady".

 

 

Rakieta nie może być dłuższa niż 68 cm, a tzw. pole naciągu nie może przekraczać wymiarów 28 cm długości i 22 cm szerokości.

 

Do gry służy lotka o wadze od 4,74 do 5,50 g; wykonana z 16 naturalnych piór gęsich, zamocowanych na korkowej podstawie, pokrytej cienką skórą; pióra mają długość ok. 6,2-7 cm.

 

 

O sprzęcie opowiada Robert Mateusiak, jeden z najlepszych polskich badmintonistów

 

Rakieta

Dziś gra się lekkimi rakietami grafitowymi. Nie mogą być zbyt sztywne. Elastyczność sprawdza się, uginając rakietę trzymaną jedną ręką za rączkę, a drugą za główkę. Nie należy używać rakiety o zbyt dużej sile naciągu. Na?początek powinno to być 10-11 kg. Naciąg jest wtedy wystarczająco wytrzymały, a rakieta dość elastyczna, by polepszyć technikę. Żeby korzystać z naciągu 14-15 kg, trzeba się już nauczyć dobrze grać.

 

Lotki

Zasada jest prosta: jak badminton to lotka piórowa. Tylko takimi gra się w hali, nawet amatorsko. Plastikowymi gra się w tzw. kometkę, a nie w badmintona.

 

 

 

Buty

Muszą mieć podeszwę, na której nie będziesz się ślizgał ani na parkiecie, ani na boisku z nawierzchnią syntetyczną. Ja zawsze kupuję rozmiar o połowę numeru mniejszy niż w normalnym obuwiu i rozbijam. Po?dwóch, trzech tygodniach mam buty, w których noga mi nie lata. Każdy musi jednak dobrać sobie takie buty, w których będzie mu wygodnie.

 

Strój

Musi być lekki i luźny, tak żebyś czuł się swobodnie. Luźny, co nie oznacza, że za duży. Koszulka powinna sięgać za biodra i nie może być zbyt opięta. Musisz mieć swobodę ruchu ręką, pracujesz nią non stop, raz uderzając z góry, raz z dołu. Podobnie spodenki. Nie mogą opinać uda, żeby nie przeszkadzać w robieniu dużych kroków i wypadów. Noś raczej strój z tkanin sztucznych, jest lekki i przewiewny.

 

 

Plusy i minusy gry w badmintona

Adam Bieleniewicz z działu szkolenia, psycholog Polskiego Związku Badmintona

 

To sport dla osób w każdym wieku, bez względu na wzrost i wagę. Jest jedno ale. Zawodnicy dbają o jak najmniejszą masę ciała, bo każdy zbędny kilogram, z którym trzeba biegać po korcie, po godzinie zmienia się w tonę. Niżsi zawodnicy są zazwyczaj bardziej sprawni od wysokich, ci ostatni mają z kolei większy zasięg ramion. Średni wzrost zawodników to ok. 180 cm.

Gdy chcemy tylko poodbijać lotkę, to jest to dość proste zajęcie, ale gdy chcemy profesjonalnie trenować i grać w turniejach, to trzeba poświęcić dość dużo czasu na trening. Więcej niż w przypadku tenisa ziemnego, w którym zawodnik porusza się głównie wzdłuż linii końcowej kortu. W badmintonie mamy do czynienia z wieloma rodzajami uderzeń i to z różnych miejsc na korcie. Jest też dość schematyczna, ale skomplikowana przy nauczaniu praca nóg.

Badminton jest świetną dyscypliną ogólnorozwojową - kształtuje wszystkie partie mięśniowe, począwszy od mięśni łydek, ud, brzucha, grzbietu (głównie lędźwi) aż po ramiona. Ważne dla pań: poprzez głębokie wypady przy dojściach do siatki świetnie kształtują się mięśnie pośladkowe.

 W związku z tym już przy zaawansowanej grze amatorskiej poza treningiem czysto badmintonowym potrzebny jest trening siły oraz wytrzymałości zarówno ogólnej, jak i specjalnej. Dyscyplina ta wymaga żelaznej kondycji, szczególnie w grze pojedynczej.

Jeśli chodzi o cechy psychomotoryczne, jak czas reakcji prostej, złożonej czy w sytuacji zaskoczenia to, obok tenisa stołowego czy squasha, badminton rozwija je najlepiej. Oczywiście wielu naukowców twierdzi, że są to cechy biologicznie uwarunkowane i niemożliwe do poprawy. Na podstawie badań, które prowadziłem m.in. wśród sportowców, mogę potwierdzić, że badmintoniści i bokserzy mają najlepsze czasy reakcji. Nie wynikało to z naboru do tych dyscyplin osób wykazujących się szybkim czasem reakcji, raczej ta cecha kształtowała się w trakcie trenowania.

Badminton rozwija też koordynację wzrokowo-ruchową. Wystarczy spojrzeć, jak poruszają się po korcie najlepsi (nieazjatyccy) badmintoniści świata, jak choćby Peter Gade. Praca ich nóg na korcie wygląda jak taniec czy balet.

Siła zrywowa, na której bazuje badminton, może spowodować naderwania czy naciągnięcia mięśni czy urazy układu kostnego. Zwykle są to kontuzje przeciążeniowe, wynikające z częstych i dużych obciążeń treningowych, dużej liczby startów w ciągu roku. Najczęstsze kontuzje towarzyszące grze w badmintona to urazy kolan i mięśni brzucha. U amatorów są to głównie problemy z plecami, barkami, łokciami, czyli kontuzje związane z brakiem techniki i graniem typowo "siłowym". Jak temu zapobiegać? Przede wszystkim potrzebna jest wszechstronna rozgrzewka, odnowa biologiczna, trening siłowy oraz dobra, zbilansowana dieta.

 

 

Tekst: Piotr Leśniowski

Stylizacja: Ola Markowska

Zdjęcia: Marcin Klaban, Shutterstock, Getty Images, Pap/Epa, Pap/Leszek Szymański, materiały prasowe Head (montaż)

 

 

Czytaj też na Logo24:

 

 

Czwórbój rakietowy

Zaczyna się od najlżejszej, pingpongowej paletki. Potem są coraz cięższe rakiety do badmintona i squasha. Kto pomyślnie przejdzie ostatnią próbę wymachiwania rakietą tenisową, ten może uważać się za mistrza racketlonu.

Zaokrąglił ci się brzuszek? Oglądając transmisje z Mistrzostw Świata, zapragnąłeś być jak mistrzowie? Powód nie jest istotny - po prostu zacznij uprawiać jakiś sport!

Specjalnie dla ciebie zapytaliśmy ekspertów, na co zwrócić uwagę, wybierając którąś z najpopularniejszych dyscyplin.

Squash znaczy po angielsku "ściskać". Rzeczywiście - mało który sport wyciśnie z ciebie tyle potów, co uganianie się z rakietą w szklanej klatce. Ale najpierw trzeba mieć rakietę. Oto wybór z najnowszych kolekcji dostępnych na polskim rynku.

Krokodyl na korcie

Pewnemu przedwojennemu tenisiście było za gorąco w koszuli z długim rękawem, dlatego wymyślił koszulkę polo. I tak powstała firma Lacoste.

Zobacz więcej na temat:

ZOBACZ WIDEO

Komentarze (4)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    Gość: olsia88

    0

    super

  • avatar

    jerri69

    Oceniono 2 razy 0

    mimo wszytko artykuł niezły. Ciekawie o badmintonie.

    Co do sprzętu polecam sprzęt i akcesoria do badmintona: rakiety do badmintona, lotki na kumpoo.pl

  • avatar

    mistral73

    Oceniono 2 razy 0

    Plusy i minusy gry w badmintona, akapit 2
    TOTALNA bzdura, w początkowej fazie nauki badminton jest przynajmniej dziesięciokrotnie łatwiejszy niż tenis.
    Pierwszą wymianę wykonujemy praktycznie "z miejsca" i praktycznie robi to każdy. W przypadku tenisa, to znam ludzi którzy deklarują że grają od pół roku i nie są w stanie poprawnie przebić piłki na drugą stronę.
    Później - no to wiadomo - żeby być mistrzem to jedni i drudzy graja po 6 godzin dziennie. Ale i tak stawiam na tenis.

  • avatar

    kamil_lublin

    Oceniono 5 razy -1

    Badminton to świetny sport, polecam wszystkim! Ostatnio trafiłem na bardzo dobry sklep internetowy ze sprzętem do badmintona, sprzedawcy naprawdę znają się na tym, potrafią doradzić w doborze rakiety i naciągu, a sama strona jest kopalnią wielu przydatnych informacji: www.yangyang.pl

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy