Konkwistadorzy białych wód

kanion Colca

kanion Colca (Zdjęcia: Zbigniew Bzdak)

Pod nogami szybują kondory. Co chwila znikają za potężnym załomem skały - wpływają w ciemność kanionu. Rzeki na dole prawie nie widać. Płynie półtora kilometra niżej.

30 lat temu siedmiu Polaków rzuciło jej wyzwanie. I wygrali.

colca, rafting, peru, kanion, podróże

Andrzej Piętowski - kierownik historycznej wyprawy, która jako pierwsza w historii przepłynęła najgłębszą otchłań świata, peruwiański kanion Colca - stoi w swoim nieodłącznym kowbojskim kapeluszu na skraju urwiska. Przelatuje kolejny kondor.

colca, rafting, peru, kanion, podróże- Wtedy nie wiedzieliśmy, na co się porywamy - wspomina. - A jak już się zorientowaliśmy, nie było drogi powrotnej.

Dziś, podobnie jak pozostali kajakarze z grupy Canoandes, jak nazwali kajakową wyprawę rzekami Ameryki Południowej, Piętowski wiedzie wygodne życie w Stanach Zjednoczonych. Jest nauczycielem matematyki w szkole średniej w Chicago. Do tego samego miasta los rzucił Zbyszka Bzdaka - fotografa wyprawy, którego zdjęcia zdobią zwykle łamy „The Chicago Tribune”, ale ma też na swoim koncie dwa artykuły dla amerykańskiego „National Geographic”. Jeden z nich dotyczył oczywiście najgłębszego kanionu świata.

Bystrzy chłopcy

Wszystko zaczęło się w czasach, gdy studiowali w krakowskiej AGH. Wtedy nie było łatwo podróżować. Kilku przyjaciół założyło więc klub kajakowy „Bystrze”. Tak nazywają się odcinki górskich rzek, gdzie człowiek bez doświadczenia nie ma prawa utrzymać się w kajaku. Wypadnięcie na bystrzu za burtę może skończyć się poważnymi obrażeniami. Biała woda - white water - jak utarło się o niej mówić, zapożyczając określenie z języka angielskiego, pochłania rocznie na całym świecie dziesiątki ofiar. Nie wystarczą ukończone kursy i drogi sprzęt, wykonany z ultranowoczesnych materiałów. Białej wody można się nauczyć tylko na niej samej. Jak mieli to zrobić kajakarze z Bystrza?

colca, rafting, peru, kanion, podróże

Na pierwszy ogień (albo raczej wodę) poszły rzeki Beskidów: Raba, Skawa, wreszcie Poprad i Dunajec. Potem zaczęli organizować wyprawy w dawnych demoludach - Rumunia, Jugosławia, później pierwszy skok za żelazną kurtynę, do Grecji. Jednego z nich, Piotra colca, rafting, peru, kanion, podróżeChmielińskiego, rzeki zaprowadziły w końcu na Amazonkę. Przepłynął ją o własnych siłach - kajakami i pontonem - od źródeł do ujścia jako pierwszy na świecie. A dziś jest współwłaścicielem dynamicznie rozwijającej się firmy badającej zagrożenia środowiska. Mieszka 30 km od Białego Domu.

- Pewnie gdyby nie Colca, całe moje życie potoczyłoby się inaczej - twierdzi Chmieliński, którego odrapane kajaki z obu pamiętnych wypraw wiszą, ku zaskoczeniu gości, na ścianie jego biura pod Waszyngtonem.

Europa stawała się (pomimo ograniczeń związanych z paszportami i wizami) za mała. A więc dokąd? Wybór padł na Amerykę Południową. Tam mogli się spodziewać rzek na tyle stromych, że ich pokonanie stawało by się poważnym wyczynem, ale i takich, których wcześniej nie dotknęło wiosło kajakarza. Plany wyprawy przechodziły wiele modyfikacji: jak tylko nabierali chęci na rzeki w jednym z krajów Ameryki Łacińskiej, to natychmiast dochodziło tam do stanu wyjątkowego albo zbrojnych zatargów z sąsiadami. I tak podróżowali „wiosłem po mapie” przez Argentynę i Peru, aż wszystkie niesprzyjające dotąd okoliczności ułożyły się w jedno słowo: Meksyk.

Przez cztery miesiące przepłynęli tam pięć rzek, w tym trzy jako pierwsi. Na najtrudniejszej z nich - Ri´o Pescado - zginął rok wcześniej amerykański kajakarz, a cała wyprawa się wycofała. Polacy byli w swoim żywiole.

To było jak marzenie, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia...

colca, rafting, peru, kanion, podróże

 

Bierzcie naszego chevy!

Po trudach meksykańskich rzek postanowili przezimować w Casper, w amerykańskim stanie Wyoming, dokąd kilka lat wcześniej wyemigrował jeden z założycieli Bystrza - Krzysztof Chmura. Łatając dziury w budżetach wyprawy i własnym, kajakarze łatali dziury w tamtejszych dachach. Podczas gdy dziesięciu członków wyprawy urzędowało w domu, żona Chmury urodziła dziecko - jak wielkie musiało być to obciążenie dla młodej rodziny, kajakarze przekonali się dopiero po założeniu własnych. Po latach w Casper zamieszkał Jacek Bogucki, filmowiec wyprawy. Wreszcie, wraz z nadejściem wiosny, część wyprawowiczów wróciła do Polski (ci żonaci), a pozostali (kawalerowie) ruszyli na południe półciężarówką Chevroleta, otrzymaną w prezencie od polskiej grupy akrobatów z Las Vegas. - Wy potrzebujecie tego samochodu, a my możemy go wam ofiarować - stwierdzili bracia Jabłczyńscy i pożegnali kajakarzy.

colca, rafting, peru, kanion, podróżeDroga na południe znów prowadziła przez Meksyk. I znów nie obyło się bez podboju kilku tamtejszych rzek, dwie znów pokonali jako pierwsi. Druga z nich, Ri´o Santa Mari´a, okazała się jedną z najtrudniejszych rzek, jaką kiedykolwiek przepłynęli, i doskonałą szkołą przed największym zadaniem, jakie ich czekało we wciąż odległym Peru.

Po wielu perypetiach - przejeżdżając w 48 godzin pod lufami karabinów przez niegościnny dla ludzi z ówczesnego bloku wschodniego Honduras, gdzie ich chevy z kajakami na dachu został wzięty za ruchomą wyrzutnię bliżej nieokreślonych rakiet - dotarli wreszcie do Panamy. Pierwszy przepływający przez Kanał Panamski polski statek zabrał ich prosto do Ekwadoru. W porcie Guayaquil, dokąd zawinął M/s Henryk Jendza z Canoandes na pokładzie, poznali dwóch polskich marynarzy. Stefan Danielski i Krzysztof Kraśniewski przyłączyli się do wyprawy. Samochód został jednak zatrzymany w porcie i odzyskali go z trudem dopiero po dwóch tygodniach. Na granicy znów natknęli się na konflikt pomiędzy zwaśnionymi sąsiadami, ale to już nie mogło powstrzymać ich od dotarcia do wymarzonego Peru.

 

colca, rafting, peru, kanion, podróżeZapomniany kanion

Celem wyprawy, wymyślonym jeszcze w Polsce, było spłynięcie rzeką Maranon - powszechnie uznawaną wówczas za jedno ze źródeł Amazonki. Z tym zadaniem wyprawa poradziła sobie stosunkowo łatwo i szybko. Spłynęli w efektowny sposób 160-kilometrowym odcinkiem rzeki w trzy dni, co peruwiańskie media odnotowały jako wielki sukces kajakarzy z „kraju papieża”.

Następnym celem stała się tajemnicza rzeka Colca i monstrualny kanion, jaki wyrzeźbiła w Andach. O jej istnieniu dowiedzieli się, będąc w Polsce, ale właściwie na tym kończyła się ich wiedza. Co ciekawe, jedyne informacje na temat Colki pochodziły od dwóch amerykańskich pilotów, którzy wykonywali zdjęcia lotnicze tej części Andów na zlecenie rządu peruwiańskiego w... 1929 r.! Przez kolejne dziesięciolecia wokół kanionu panowała cisza, a nieliczne monografie naukowe, głównie autorstwa dr. Gonzala de Reparaza Ruiza, zaczęły się ukazywałć dopiero po 1954 r. Jak odległy i zapomniany region przyszło wyprawie eksplorować, świadczy choćby fakt, że podobno wiadomość o uzyskaniu przez Peru niepodległości w 1821 r. dotarła do Chivay - stolicy okręgu - dopiero dwadzieścia lat później! Z drugiej strony, region ten był jedną z głównych spiżarni Tawantinsuyu - potężnego imperium Inków, które największy rozkwit przeżyło w XV w., by wkrótce upaść pod naporem hiszpańskich konkwistadorów.

colca, rafting, peru, kanion, podróże

Zanim rzeka Colca wpadnie z impetem do swego kanionu, stanowi kręgosłup rolniczej okolicy, gdzie na tysiącach tarasowych poletek uprawia się kukurydzę i ziemniaki w sposób niemal niezmieniony od stuleci.

colca, rafting, peru, kanion, podróże

Kiedy Canoandes dotarli wreszcie do Chivay, spotkali się początkowo z nieufnością, a przede wszystkim z kompletnym brakiem zrozumienia dla ich zamierzeń. Spływać rzeką? Po co? I to jeszcze taką! - Jesteście szaleni. Ta rzeka was zabije - stwierdził jeden z wynajętych poganiaczy mułów.

Na początku były trudności ze znalezieniem na rzece odpowiedniego miejsca, aby spuścić kajaki i ponton, wszędzie było za mało wody. Okazało się też, że strome ściany kanionu bronią dostępu do jego wnętrza. Dopiero po kilku próbach udało się rozpocząć spływ. Już w tym miejscu, koło miasteczka Cabanaconde, ściany kanionu pną się na 1200 m w górę.

 

colca, rafting, peru, kanion, podróże

Hacjenda wybawieniem

Z początku rzeka wydaje się łagodna, ale po kilkuset metrach gwałtownie zmienia oblicze. Kajakarze i załoga pontonu byli przygotowani na tygodniową przygodę z rzeką. Szybko musieli jednak zweryfikować plany. Pierwszego dnia przepłynęli zaledwie trzy kilometry, zamiast zaplanowanych 20.

„Rzeka płynie tutaj przez 4-, 5-metrowe wąskie gardło, wpadając pomiędzy ogromne głazy tworzące coś w rodzaju sita, aby po chwili, już kilka metrów niżej, wypłynąć spod nich i od razu wpaść w wąski kanion” - pisał w książce „Zdobycie Rio Colca” Jerzy Majcherczyk, jeden z uczestników wyprawy, który dowodził podczas spływu załogą pononu. „Zaczynam sobie zdawać sprawę, że dalsze pokonywanie takich zwalisk doszczętnie nas wyczerpie. Już wiem, że skończyła się przyjemność pływania, a zaczęła się walka o przeżycie” - wspominał czwarty zaledwie dzień walki z żywiołem.

Dziesiątego dnia ponton dostał się w silny odwój - rodzaj wiru, który wciągnął go i przez kilka minut rzucał nim o skały. Z trudem opanowali sytuację, ale dno pontonu stało się wielką na ponad cztery metry kwadratowe dziurą. Wciąż jednak można było nim płynąć - nie było zresztą innej drogi jak w dół rzeki. Znowu trafili na fragmenty nurtu niemożliwe do spłynięcia. „Przenoski” skalistym brzegiem wyczerpywały ich do granic możliwości. Po zjedzeniu ostatnich, oszczędnie już wydzielanych racji żywnościowych dotarli do wodospadów, które nazwali imieniem Jana Pawła II (gdy wyprawa szykowała się do zejścia do kanionu, papież został postrzelony przez Alego Agcę). Za wodospadami przyszło wybawienie - wpłynęli w rozszerzenie doliny, gdzie usadowiła się maleńka oaza zieleni - osada Hacienda de Canco. W ciągu długich 11 dni pokonali zaledwie 45 km kanionu, stracili jeden kajak, a ponton w normalnych warunkach nadawałby się do wyrzucenia. Ale warunki były szczególne - byli na dnie najgłębszego kanionu świata i mieli szansę zostać jego zdobywcami.

colca, rafting, peru, kanion, podróże

 

Uwaga! Spadające kamienie!

Wielokrotnie się zastanawiałem, jak mieszkańcy Canco odebrali przybycie wyprawy: czy myśleli, że pojawili się biali brodaci bogowie, zwani przez Inków viracocha, którzy przypłynęli rzeką, a więc od strony, z której nikt tu wcześniej nie dotarł? Pewnie było w tym i trochę mistycyzmu. Kiedy doszedłem do Canco osiem lat po tym wydarzeniu, mieszkańcy wioski doskonale ich pamiętali. Pamiętali, w jakim stanie dopłynęli, i to, że nikt nie mógł im pomóc, bo w Canco po prostu nic nie było. Nie było nawet zbyt dużo jedzenia, którym Indianie mogliby się podzielić. Ot, kilka jajek, trochę sera, kilka kolb kukurydzy... Więc czteroosobowa ekipa udała się na wyprawę po żywność i klej do naprawy pontonu. W Canco głębokość kanionu sięga dwóch kilometrów. Żeby się wydostać, trzeba przebyć tę trasę w upale, i pokonując chorobę wysokościową, która przy rosnącej z każdym metrem wysokości daje się już we znaki.

colca, rafting, peru, kanion, podróże

Przerwa w spływie wyszła wszystkim na dobre. Nowe zapasy jedzenia i kąpiele w gorących źródłach zregenerowały siły. Do pokonania został ostatni, 55-kilometrowy odcinek rzeki. Okazało się, że ten ostatni fragment jest nieco łatwiejszy, a wizja pionierskiej eksploracji kanionu dodała uczestnikom wyprawy skrzydeł. Rzeka Mamacocha (w górnym biegu zwana Andagua), wpływająca do Colki głębokim kanionem, doprowadza taką ilość wody, że część kamieni utrudniających spływ jest nią przykrytych. Wyprawa szybko pokonywała kolejne kilometry, choć ściany po obu stronach wznosiły się coraz wyżej. Wzrastało też zagrożenie spowodowane spadającymi kamieniami. Najmniejszy, lecąc z wysokości trzech kilometrów, mógł zakończyć całą wyprawę tuż przed jej finałem. Największym zagrożeniem były jednak trzęsienia ziemi, nawet te najsłabsze, które w południowym Peru są chlebem powszednim i trudno ich nie doświadczyć nawet podczas krótkiego pobytu. Kamienne lawiny, wywołane właśnie przez trzęsienia ziemi, stały się w kolejnych latach przyczyną kilku tragicznych wypadków. Dno kanionu nie zapewnia żadnej ochrony.

colca, rafting, peru, kanion, podróże

 

Cząstka Polaka w Peru

Ostatni odcinek jest wąską gardzielą, która otwiera się na szerokie i zielone pola doliny Majes. Tę gardziel nazwano później Kanionem Polaków. Koniec. Udało się. Zwycięstwo. Wyczyn na miarę największych osiągnięć eksploratorskich XX w. Dlaczego więc tak niewiele mówiło się o tym Polsce?

colca, rafting, peru, kanion, podróże

W chwili gdy kanion wypluł umęczonych kajakarzy i załogę pontonu, stali się oni najsłynniejszymi postaciami w Peru. Na osobistej audiencji przyjął ich prezydent kraju Fernando Belaunde Terry. Polacy grali mu na gitarze i śpiewali gromkie „Sto lat”. Zapraszano ich na odczyty, pokazy, wszędzie przyjmowano z największymi honorami.

colca, rafting, peru, kanion, podróże

Ale pół roku od zakończenia spływu nadszedł 13 grudnia 1981 r. Canoandes odmówili powrotu do Polski i zorganizowali marsz wolności „Solidarność z Solidarnością”.

Na czele pochodu stanął Mario Vargas Llosa. Protesty odbywały się pod ambasadami

Polski i ZSRR. Przez krótki czas stanowili biuro Solidarności na Amerykę Łacińską. Bojówkarze z Komunistycznej Partii Peru zaczęli deptać kajakarzom po piętach.

Koniec euforii zdobywców. Wyjechali do Stanów Zjednoczonych.

colca, rafting, peru, kanion, podróże

Cenzura w Polsce nałożyła swą czapkę na wszelkie doniesienia o Canoandes, a oni mieli zamkniętą drogę powrotną. Po wielu latach historię Canoandes wyciągnął z lamusa inny podróżnik, Ryszard Badowski, w programie „Klub Sześciu Kontynentów”, za nim poszły publikacje w „Poznaj Świat” i polskiej edycji „National Geographic”, którą miałem w tym czasie przyjemność i zaszczyt prowadzić. Wyprawa, o której było głośno na całym świecie, wypłynęła w Polsce na światło dzienne w czasach, gdy do Kanionu Colca zjeżdżali się już turyści z całego świata, zostawiając tu rocznie pięć milionów dolarów. Dla zapomnianej przez wieki peruwiańskiej prowincji Colca rzeka, która płynie gdzieś w dole, w czeluściach najgłębszego kanionu świata, stała się żyłą złota. „Biała woda”, z którą zmierzyli się Polacy, odmieniła życie ich samych, ale i ludzi mieszkających w tej części Peru.

colca, rafting, peru, kanion, podróże

- Pamiętam ten moment, kiedy wypłynęliśmy z kanionu i wszyscy spojrzeliśmy w tył, na te niekończące się ściany, które otaczały nas przez ostatni miesiąc - wspomina Piętowski. - Nagle poczułem, że ogarnia mnie tęsknota za kanionem.

colca, rafting, peru, kanion, podróże

Piętowski i Chmieliński przepłynęli kanion Colca jeszcze czterokrotnie. Majcherczyk prowadzi w Nowym Jorku biuro podróży specjalizujące się w wycieczkach do Colki. Piętowskiego tęsknota od trzech lat prowadzi do Chivay, gdzie latem organizuje szkołę języka angielskiego dla miejscowych dzieciaków. - Zostawiliśmy tam cząstkę siebie - mówi dziś.

 

 

colca, rafting, peru, kanion, podróżecolca, rafting, peru, kanion, podróże

 

Tekst: Dariusz Raczko

Zdjęcia: Zbigniew Bzdak

Infografika: Mikołaj Kirschke

 

Zobacz też na Logo24:

Mój pierwszy raz, podróże, sport

Alpejskie bieganie - The North Face Ultra-Trail du Mont-Blanc

The North Face Ultra-Trail du Mont-Blanc to najbardziej prestiżowy maraton terenowy w Europie. W jego cieniu rozgrywany jest "zaledwie" 92-kilometrowy CCC. Choć w połowie trasy kolano odmówiło mi współpracy, z zimna skurczyłem się o dwa numery i biegłem non stop przez niemal 20 godzin, udało mi się go ukończyć.

Wariat - Travis Pastrana

Gdyby ktoś na świecie poszukiwał do encyklopedii wizerunku człowieka szalonego, mógłby z powodzeniem posłużyć się postacią Travisa Pastran

Przez wiry i porohy Kaligandaki

Oto opowieść o jednej rzece, trzech pontonach i kilkunastu bardzo mokrych osobach.

Wodospadanie

Wodospadanie

Kanioning przypomina trochę wizytę w wypasionym aquaparku, w którym ktoś zapomniał włączyć ogrzewanie.

ZOBACZ WIDEO

Polecamy