Kraków na chwilę

Byliście już na Wawelu? Widzieliście "Damę z łasiczką"?Zasmakowaliście wieczoru na Kazimierzu? No to zaznaliście już wszystkiego, wszystko widzieliście, o wszystkim wiecie. Potrzebny wam oddech od miejsc obowiązkowych.
 
 

Mamuty

Od lat na każdym krakowskim dziecku robią wrażenie gigantyczne kości wiszące na łańcuchach u wejścia do katedry wawelskiej. Czyje są? Skąd się wzięły? Mniej rozgarnięci przewodnicy próbują obrócić kości w anegdotę. Wystarczy przystanąć i posłuchać. Generalnie większość skłania się ku wersji ?smoczej". To oczywiste, gdzieś, tu na Wawelu muszą przecież mieć kości Smoka Wawelskiego. Tymczasem prawda jest ciekawsza. To kości prawdziwych prehistorycznych zwierząt znalezionych trzy kilometry od katedry. Kraków drzemie na wielkim, na pewno jednym z największych na świecie archeologicznym skarbie. Jesienią 1967 r. zupełnie przypadkowo pod kopcem Kościuszki, na skarpie nad ulicą Spadzistą (dziś Hofmana), tuż obok resztek austriackiego fortu odkryto kości. Bardzo dużo. Objedzone do czysta. Dwadzieścia cztery tysiące lat temu jedzono tu zwierzęta wielkie jak autobus. Od trzydziestu siedmiu lat, w trakcie 16 sezonów eksploatacyjnych, uczeni Polskiej Akademii Nauk i Instytutu Archeologii UJ wydobyli ze stanowiska o powierzchni 150 metrów kwadratowych 86 niemal kompletnych mamutów. Ostatni sezon zamknięto w 2002 r. z braku pieniędzy. Mamuty zasypano trzymetrową warstwą ziemi, by złodzieje starożytności nie rozszabrowali znaleziska. O odkryciu spod kopca Kościuszki możemy poczytać tylko po angielsku i to wyłącznie na specjalistycznych naukowych stronach internetowych niezrozumiałych dla człowieka bez akademickiego wykształcenia.

 

Kości

 

Gdzie są wykopane mamuty? Jak to gdzie, w dziesiątkach tysięcy pudeł zalegających piwnice, komórki i szafki Polskiej Akademii Nauk przy ul. Sławkowskiej i podziemia Muzeum Przyrodniczego przy ul. Sebastiana, gdzie - jak mi ktoś kiedyś powiedział - nie ma już z tego powodu gdzie trzymać węgla. Wejść i zobaczyć owe skrzynki jest bardzo trudno, ale dla zapaleńca nie ma nieprzebytych dróg. Niezdeterminowanym pozostaje zerknięcie na to, co wisi u drzwi wawelskich, i strona: isez.pan.krakow.pl

 

Kołtun

W krakowskim Muzeum Medycyny UJ mają w szafce najprawdziwszy kołtun. Kołtun krakowski jest bodaj jedynym takim zachowanym na świecie - choć są informacje, że druga sztuka jest w posiadaniu muzeum medycyny w Kownie. Ma po rozwinięciu imponujące półtora metra długości i najprawdopodobniej pochodzi z XIX w.

 

Kołtun

 

Kołtun jest, a raczej był, rodzajem grubego dreda na głowie, zbitym na twardo, sfilcowanym, brudnym i pełnym robactwa warkoczem tworzonym bynajmniej nie dla urody i mody, a ze strachu przed diabłem, śmiercią i chorobami. Na przełomie wieków energiczne cięcia kołtunów przez dr. Józefa Dietla, późniejszego prezydenta Krakowa, zakończyły żywot tego bardzo powszechnego na głowach polskich włościan urządzenia. Kołtun dorobił się w światowej nomenklaturze medycznej łacińskiej nazwy, brzmi ona niepokojąco: plica polonica. Etnografowie dają nam obraz wiedzy o kołtunie. Zwany był on też goźdźcem, gwoźdzcem lub pliką. ?Kołtun może być zewnętrzny, wewnętrzny, samiec, lub samica, gdy to pod nim, a nie w nim znajduje się robactwo". W kołtunie według ludu mieszkały choroby, najczęściej dziewięć, obcięcie powodowało, że atakowały nosiciela. Najryzykowniejszym działaniem było odcięcie kołtuna nożyczkami. Mógł się pogniewać i "połamać chorego". Robiono to więc ostrożnie: "dzień powinien być pogodny, chory na czczo, i nigdy w piątek. Najbezpieczniej obcinać w Wielką Sobotę, gdy dzwonią pierwszy raz na rezurekcję". Miejscami, gdzie cięto bezpiecznie kołtuny, były Kalwaria Zebrzydowska i kościół Mariacki w Krakowie, którego zaplecza były "powszechnym składem kołtunów". Przy takich tradycjach trudno sobie wyobrazić, że biuro promocji miasta Krakowa, tak złaknione pomysłów, jeszcze na kołtuna krakowskiego nie zwróciło biznesowej uwagi. Kołtuny na gumkach czy na T-shirtach byłyby nowością w trudnym i zapchanym banalnym towarem świecie reklamy produktów regionalnych.

Muzeum Historii Medycyny UJ przy ulicy Radziwiłłowskiej 4 w Krakowie. W celu obejrzenia należy się skontaktować telefonicznie z dyrekcją - tel. 012 422 21 16. Muzeum Historii Medycyny UJ, wejście przez stronę: www.uj.edu.pl.

 

Sytuacja beznadziejna - porada pierwsza

 

Gdy w żaden sposób nie możemy znaleźć wyjścia z setek problemów, jakie spotykają turystę, pozostaje nam, rzecz jasna, modlitwa. Najmniej obciążonym zobowiązaniami, bo prawie nieznanym świętym, który zajmuje się tą materią, jest św. Ekspedyt. Jego gipsową figurę znajdziemy w prawej nawie kościoła oo. Reformatów przy ul. Reformackiej, trzy minuty od Rynku Głównego. Swego czasu amerykańscy hakerzy przeprowadzili atak na strony internetowe parafii i organizacji kościelnych. Był to odwet za odmowę przyznania im patronatu św. Ekspedyta. Nazywany w Polsce św. Wierzynem, przedstawiany jest jako rzymski legionista depczący kruka z szarfą w dziobie, na której widnieje słowo "cras" - "jutro". Tymczasem Ekspedyt wskazuje na krzyż ze słowem "hodie" - "dzisiaj", ucząc, że nie należy odkładać do jutra tego, co można zrobić od razu. Jeśli masz jakąś gardłową sprawę w urzędzie, udzieli ci nieomal natychmiastowej pomocy.

 

Sytuacja beznadziejna - porada druga

 

Zejdźmy na ziemię. Ranek w Krakowie, poprzedni wieczór spędziliśmy na Kazimierzu, świeci słońce, ogródki kawiarniane huczą, a my się rozpadamy. Nic na nas nie działa, ani alka seltzer, ani kefiry, ani piwo, ani rozmowa o poezji. Zostają nam tylko kapucyni i ich balsam, który produkują minutkę od Plant na końcu ul. Kapucyńskiej. Ta ciecz wzmacnia układ odpornościowy. Spożywana na czczo jedna porcja rano (50 kropli na cukier) podnosi odporność i zmniejsza podatność organizmu na wszelkiego rodzaju infekcje. Jeśli będziemy przetrzymywać balsam z cukrem w ustach, skutecznie zlikwiduje wszelkie niekorzystne zmiany w jamie ustnej. Przy zaburzeniach pracy układu trawiennego (wzdęcia, skurcze, bóle żołądka, jelit, wątroby, wrzody żołądka) balsam przywraca utracony apetyt, reguluje czynność żołądka, usuwa kolki i skurcze. Korzystnie wpływa na pracę wątroby, rozpędza wiatry. Uśmierza bóle. Co bardzo ważne, balsam jest skuteczny przeciw robakom. W tym przypadku powtórzenie kuracji zapobiega nawrotom choroby. Do kupienia na miejscu www.balsamkapucynski.pl A skoro już się podleczycie, warto coś przekąsić. Naturalnie w barze mlecznym. Dzisiaj sprzedają one wszystko i roznosi się w nich aromat mięsny, burgerowo-wieprzowo-drobiowy, sosowo-cebulowy, z zapachem mączystej zasmażki na oleju rzepakowym. Mieszany przez wiatraki pod sufitami, wolno mielące te powietrzne tajemnice z niezapomnianym, nieśmiertelnym jak grzybnia purchawki, oscarowym wręcz odorem "sur. z kisz. kap.".

 

Balsam Kapucyński

 

Ona to, "sur. z kisz. kap.", jedyna nie zmieniła przez dziesiątki lat smaku. Co to jest, zapyta turysta znad Tamizy, Potomaku albo Sekwany. To surówka z kiszonej kapusty, o charakterystycznym kwaśnym smaku i zapaszku. Na tablicach informujących o menu baru mlecznego znajdziecie tę nazwę podaną zawsze w takim jak wyżej skrócie. No więc przeżyła. Najlepszą, daję słowo, "sur. z kisz. kap." jadam w barze Targowym przy ul. Daszyńskiego 19. I to jedyny bar, jaki tu zarekomenduję.

Jest klasykiem z zachowanym klimatem i z owym pachnidłem. Znajdujemy tam zestaw mebli tapicerowanych ceratą przemywaną dla higieny ścierką zamoczoną w chloraminie, czarną tablicę z menu, taką oldskulową, z wpinanymi pożółkłymi literkami. Mamy aluminiową ladę i chłodnię na garmażerkę, parujące gary i miłe panie z fryzurami schowanymi w czepkach, by, broń Boże, polakierowany włos nie spłynął do zupy (ok. 1,2 zł), surówki (też ok. 1,20 zł), gołąbków (za 2,85 zł) bądź pierogów (od 2,8 do 4,13 zł). Ceny w Targowym zmieniają się w widełkach groszowych, co - jak mniemam - jest odbiciem cen płodów i żywca na podkrakowskich giełdach rolnych. Jest pozarozumowo tanio i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie plastikowe jednorazowe sztućce. Zęby widelca lubią się złamać i utknąć w sznyclu wieprzowym podawanym do wyboru z buraczkami, ćwikłą bądź "sur. z kisz. kap".

 

stanisław mancewicz

dziennikarz, autor (wraz z R. Makłowiczem) przewodnika "Zjeść Kraków"

 

Noclegi

Zakwaterowanie w Krakowie można znaleźć przez punkty informacji miejskiej. Jest ich sześć, m.in. na Rynku Głównym w Wieży Ratuszowej (tel. 0 12 433 73 10).

 

Hotele Studenckie Fundacji Bratniak.

Jeden z najtańszych sposobów na noc w Krakowie.

Każdy z czterech akademików (Nawojka, Piast, Żaczek i Bydgoska) oferuje pokoje w części hotelowej. Najbliżej centrum miasta jest Żaczek - 10 minut spacerem od Rynku Głównego. Każdy hotel ma do dyspozycji pokoje dwuosobowe z własną łazienką.

Cena: 110-140 zł www.hotele.studenckie.pl

 

Hotel Floryan ***

Floryan mieści się w pochodzącej z XVI w. kamienicy przy ul. Floriańskiej, łączącej Bramę Floriańską z Rynkiem Głównym. Dodatkową zaletą jest bliskość dworca kolejowego. Pokoje są klimatyzowane, w każdym telewizor, minibarek i telefon. W piwnicach kamienicy restauracja ?Vesuvio", serwująca gościom posiłki z 10-proc. zniżką. Cena: 360 zł www.floryan.com.pl

 

Hotel Grand *****

Jeden z najbardziej luksusowych hoteli w mieście. Położony zaledwie 50 m od Rynku Głównego, mieści się w XIX-wiecznym pałacu książąt Czartoryskich. Wszystkie pokoje mają klimatyzację, telewizję, łącze internetowe, minibar, sejf i biurko do pracy.

 

Cena: ok. 975 zł www.grand.pl

Więcej o: