O udawanych orgazmach trzeba rozmawiać!

Andrzej napisał do nas: "Moja partnerka w końcu przyznała, że udaje orgazmy. Jestem jej pierwszym mężczyzną. Jestem też doświadczonym kochankiem, byłem wiele lat w związku, wydawało mi się, ze wszystko idzie bardzo dobrze...". Na wątpliwość odpowiada Maja Koniczyna.

Nie załamuj się. Właśnie zrobiliście najważniejszy wstęp do orgazmu prawdziwego: zaczęliście rozmawiać o tych udawanych. To po pierwsze. A  po drugie, praktycznie patrząc, każda kobieta przynajmniej raz w życiu objawy szczytowania mniej czy bardziej udanie odegrała. Na ogół po to, żeby nie sprawić partnerowi przykrości, dać mu więcej przyjemności i utwierdzić w przekonaniu, że jest dobrym kochankiem.

Choć oczywiście zdarzają się i powody o wiele bardziej skomplikowane. Jak choćby lęk przed utratą kontroli albo zemsta i złość, której udająca nie potrafi inaczej okazać i rozładować. Jednak są to przypadki rzadkie, związane z zaburzeniami osobowości i wymagające pomocy terapeuty. Czasem symulują szczytowanie także kobiety w nieudanych związkach, z niekochanym mężczyzną - skracają w ten sposób czas kontaktu seksualnego.

Zazwyczaj orgazmy udają dziewczyny mniej doświadczone seksualnie. Z prostego powodu: rzadziej miewają szczytowania. Kobiety z  większym doświadczeniem, i to nawet te uzyskujące satysfakcję, symulują czasem objawy mające świadczyć o intensywności doznań: jęki, krzyki, wzdychania. Co ciekawe - jak wynika z badań ankietowych - ponad 70 proc. udających orgazm lubi to robić i czerpie z udawania przyjemność.

Oczywiście, doświadczony mężczyzna rozpozna orgazm udawany i to nawet wtedy, gdy kobieta symuluje także mniej "efektowne" oznaki szczytowania, jak np. skurcz mięśni okalających pochwę - skurcze orgazmiczne są jednak odrobinę inaczej odczuwane. Nie da się też symulować zaniku przekrwienia łechtaczki (i wszystkiego dookoła) ani zmian na brodawkach sutkowych.

W latach 70., gdy rozkwitły ruchy kobiece, a wraz z nimi zainteresowanie żeńską seksualnością, terapeuci zajmujący się tymi problemami - jak choćby William Masters i Virginia Johnson - wręcz zalecali udawanie orgazmów. Ich zdaniem to doskonałe ćwiczenie przygotowujące kobiety do prawdziwego szczytowania, trening, w trakcie którego uczą się reakcji i przyzwyczają do ekspresji. Partnerów uczono, że brak orgazmu na początku współżycia - w ogóle lub z nowym partnerem - nie jest zaburzeniem.

Kobiety mają to różnie poustawiane. Niektóre potrzebują więcej czasu na rozwinięcie zdolności orgastycznych. Nie myśl też, że musisz robić coś nadzwyczajnego, aby partnerka szczytowała. Współżycie to wspólna przyjemność - i odpowiedzialność. Nie możesz dać jej orgazmu. Możesz natomiast współpracować z nią w osiągnięciu maksimum rozkoszy.

Jeśli już zaczęliście na ten temat rozmawiać, spróbujcie ustalić, czy twoja partnerka ma jakiś ulubiony styl pieszczot i które jej punkty erogenne są szczególnie wrażliwe. Nie miała partnera, ale zaspokajała się samodzielnie. Niekiedy drobna zmiana w technice gry wstępnej daje szybki efekt.

To może być ważne w waszej sytuacji także z  innego powodu. Byłeś, jak wspomniałeś, w  długotrwałym związku, co oznacza, że masz szereg przyzwyczajeń, rutynowych zachowań i pieszczot, które były efektywne we współżyciu z poprzednią partnerką, ale niekoniecznie z jej następczynią. To zresztą błąd wielu mężczyzn. Uprawiają seks tak, jak lubiły to poprzednie kobiety i oni sami. A przecież zawsze jest inaczej. Jeśli nowa partnerka ma własne doświadczenia, potrafi pokazać, o co jej chodzi. Taka para szybciej wytwarza własny styl kontaktów seksualnych. W przypadku dziewczyny bez doświadczeń docieranie może potrwać nieco dłużej.

I  nie starajcie się za wszelką cenę, szczególnie na początku związku, uzyskać orgazm jednocześnie. To naprawdę nie jest konieczne, a usilne dążenie do takiego efektu powoduje dodatkowy stres.

Na koniec informacja średnio dobra. Kobiety udające orgazmy statystycznie częściej zdradzają swoich partnerów. Najwyraźniej orgazmy udawane mniej przywiązują...

Więcej o:
Komentarze (10)
O udawanych orgazmach trzeba rozmawiać!
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • mgr.nauk

    Oceniono 10 razy 8

    Andrzeju, nie przejmuj się, fallus do góry!

  • Gość: Laik

    Oceniono 5 razy 5

    A co mnie jej orgazm, może udawać - skoro tak chce.

  • sloncenadnami

    Oceniono 6 razy 4

    kobiety udają orgazmy, żeby wam mężczyznom nie było przykro, że nie umiecie doprowadzić kobietę do niego :) najważniejsza jest łechtaczka :) wystarczy w trakcie seksu ją delikatnie stymulować i orgazm jest :) może to robić partner albo sama kobieta :)

  • Gość: handlarz pierzem

    Oceniono 1 raz 1

    Naprawdę? Znów o tej patologii, którą są udawane orgazmy? Nigdy tego nie zrozumiem.... Albo więź między kochankami jest silna - i wtedy się o problemie rozmawia. "Andrzeju, to twoja wina, robisz to źle, to trzeba tak...." lub też "Andrzeju, to nie twoja wina, mam traumy z dzieciństwa, stresy w pracy i tak dalej".

    Albo też więź jest żadna, i wtedy orgazmu się nie udaje, bo i po co?

    Ja bym każdą udającą wysyłał do psychoterapeuty. Każdą bez wyjątku.

  • wasaty_janusz

    0

    Ja tam tez wszystkie udaje 😎

  • antypalikot2

    Oceniono 7 razy -1

    Listy do redakcji Gó....wna są tak samo realne jak zyski w Ambergold.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX