Czytanie ponaddźwiękowe

ZLLL
06.02.2012 07:41
A A A Drukuj
szybkie czytanie Zdjęcia: Jerzy Gumowski, Łukasz Falkowski (montaż)
180-200 słów na minutę - tak czyta każdy z nas. Można jednak szybciej, dużo szybciej, pięć razy szybciej! Nie trzeba nadzwyczajnych zdolności ani katorżniczych ćwiczeń. Wystarczy kurs szybkiego czytania.

Piotrek, pójdziesz na kurs szybkiego czytania - oświadczył mój szef. Po czym dodał: - Sam bym chętnie zobaczył, jak to wygląda, ale się trochę boję - że jak mi coś poprzestawiają w głowie, to odbierze mi to przyjemność z czytania literatury.

Pomyślałem: „Nareszcie czytanie opasłych powieści nie będzie się ciągnąć przez długie tygodnie. I przeglądanie gazet na poranne kolegia redakcyjne nigdy już nie zajmie więcej niż parę chwil”.

Czytać każdy może, trochę szybciej lub... dużo szybciej!

Chyba każdy miał okazję zobaczyć w telewizji albo internecie ludzi, którzy czytają szybko. Przerażająco szybko. Być może zauważyliście, że niektórzy pomagali sobie w czytaniu cieniutkimi drewnianymi patyczkami. Te wskaźniki to nic innego jak patyczki do szaszłyków! Wiem, bo sam musiałem z nich korzystać - o tym jednak później. Na początku tak jak wszyscy byłem pełen sceptycyzmu. „Przecież w ten sposób niczego nie rozumieją” - mówiłem, patrząc na czytających ekspresowo. A kiedy usłyszałem, że zapamiętują z tekstów nawet 80-90% informacji, pomyślałem: „brednie”.

Pewnie niewielu osobom zależy na biciu podobnych rekordów. Mnie nie zależy. Ale z drugiej strony: kto przynajmniej raz nie był w sytuacji, kiedy nagle trzeba było przeczytać duży materiał „na wczoraj”? Studentom nie muszę tego tłumaczyć - przed sesją sterta książek do przeczytania ma niemiły zwyczaj rosnąć, zamiast maleć. Ja sam podczas studiów na polonistyce przekonałem się, że czytam raczej powoli, i zaczęło mi to doskwierać. O ileż byłoby łatwiej, gdybym czytał choć dwa razy szybciej?

szybkie czytanie, kurs

Jak ja wytrzymam cały weekend na ćwiczeniach? Niepewna mina, filiżanka kawy pod ręką. Na początku wszyscy tak wyglądali. Na szczęście atmosferaszybko się rozluźniła.

 

Słowominuta

Przed przystąpieniem do nauki szybkiego czytania warto sprawdzić swoje normalne tempo. Mierzy się je w słowach na minutę. Jeśli chcesz to obliczyć, włącz stoper i czytaj dalej ten tekst przez minutę. Po 60 s. sprawdź, ile tekstu masz za sobą. Ja startowałem z poziomu 170 sł./min. Słabo, zwłaszcza że średnia w Polsce to 180-200 sł./min, a w USA - 240 sł./min. Na nasze usprawiedliwienie działa to, że polskie słowa są przeważnie dłuższe np. od angielskich.

Oprócz długości samych słów na prędkość czytania ma wpływ także tematyka tekstu. Jeśli artykuł albo książka poruszają bliskie nam zagadnienia, czytamy szybciej, bo wiele faktów już znamy, łatwiej kojarzymy i zapamiętujemy nowe informacje. Gorzej, gdy napotykamy fachowe określenia, których znaczeń trzeba się domyślać. Wtedy często wracamy do przeczytanych już zdań, błądzimy po tekście, który i tak przecież wolniej zapada w pamięć.

Jednak nie sama prędkość się liczy - trzeba jeszcze coś zrozumieć! I tu następne zaskoczenie. Ludzie, którzy czytają szybciej, skuteczniej wychwytują informacje i lepiej zapamiętują treść czytanych tekstów. I wreszcie: kurs robi się raz, potem pozostaje już tylko trening, czyli po prostu czytanie, nie trzeba powtarzać ćwiczeń. Czy chcecie jeszcze jakichś argumentów? Mnie wystarczyło.

szybkie czytanie, kurs

Tak wygląda Akademia Szybkiego Czytania - Złota Edycja, czyli program z internetu.

 

Przed monitorem, czyli kurs z internetu

Na początek postanowiłem sprawdzić programy komputerowe. Od razu na wejściu odpuściłem sobie wersje bezpłatne dostępne w sieci: jeśli coś jest reklamowane jako rewelacyjne i darmowe, to najczęściej albo nie jest takie darmowe, albo takie bezpłatne. Zamówiłem więc program Akademia Szybkiego Czytania - Złota Edycja, zapewniający zestaw siedmiominutowych treningów. Producent informuje (www.szybkieczytanie.net), że przeciętny trening trwa tylko 7 min i że „blisko 100% użytkowników odnotowało zwiększenie szybkości czytania o 15% już pierwszego dnia”. - Pożyjemy zobaczymy - pomyślałem.

Instalacja programu ściągniętego z sieci była prosta. Hasło dostałem od producenta po przelaniu 19,99 zł. Zalogowałem się i od razu przystąpiłem do ćwiczeń. Pierwszym była lektura krótkiego tekstu z obszernego archiwum. Po zmierzeniu przez program prędkości czytania odpowiedziałem na pytania testowe sprawdzające zrozumienie. Drugie ćwiczenie przyzwyczaja oczy do wychwytywania maksymalnej liczby informacji w minimalnym czasie. Przez ułamki sekundy na monitorze wyświetlany jest tekst, który trzeba następnie zapisać. Im lepsze osiąga się wyniki, tym dłuższy tekst ma się do odczytania. Podobny cel ma następne ćwiczenie, w którym trzeba odczytywać oddalające się od siebie wyrazy, patrząc jednocześnie w jeden punkt ekranu. Po serii takich prostych ćwiczeń przed oczy trafił mi ten sam artykuł, od którego zaczynałem. Teraz jednak program wyświetlał mi pojedyncze słowa tekstu, które migały przed oczyma w coraz szybszym tempie. Następnie przeczytałem nowy tekst, znowu zmierzyłem prędkość i odpowiedziałem na pytania. I tak minęło siedem minut.

 

W głowie same procenty

- To działa! - ryknąłem po drugim treningu. Mój wynik wynosił 203 sł./min. Może nie jakaś rewelacja, ale postęp przecież ewidentny - prawie o 20%! Niesiony perspektywą nieuchronnych sukcesów ćwiczyłem dalej - codziennie przynajmniej jeden trening. Wyniki się wahały, to rosły, to znów spadały. Po dwóch tygodniach program wykazywał wyniki nawet o 40% lepsze niż na początku.

Żeby jakoś zobrazować te wszystkie liczby, sięgnąłem po Kolekcję „Gazety Wyborczej” - XX Wiek. Przed pierwszym treningiem z programem przeczytałem 10 stron „Imienia róży”. Zajęło mi to 28 min i 2 s. uważnego, spokojnego czytania. Czyli - całą książkę (530 stron), przeczytałbym w 24 godz. i 45 min. Po 14 dniach ćwiczeń 10 kolejnych stron powieści pochłonąłem w 18 min i 22 s. Program mnie nie oszukał. Czytałem szybciej o blisko 35%.

 

W weekend przy kawce

Podczas ostatnich dni ćwiczenia z programem czułem, że postęp w szybkości czytania jest coraz mniejszy. Potrzebowałem czegoś nowego. Postanowiłem zapisać się na kurs tradycyjny, ale nie chciałem tracić dwóch miesięcy, a nawet tyle mogą trwać kursy grupowe. Wreszcie na stronie Polskiego Instytutu NLP znalazłem kurs weekendowy. Miałem co prawda wątpliwości co do skuteczności tak krótkiego szkolenia, ale zdecydowałem się spróbować.

Pierwsze spotkanie w sobotę zaczęliśmy o 9.30, koniec przewidziano na godz. 18. Odstręczającą wizję całego dnia nauki łagodził widok ładnego domku na warszawskim Marymoncie (tuż przy Lasku Bielańskim), w którym odbywają się zajęcia. Ponieważ w instytucie bywają prowadzone także zajęcia z psychoterapii, panuje tam cicha, domowa atmosfera; przerwy można spędzić w przytulnych pokojach przy kawie, herbacie.

szybkie czytanie, kurs

W firmie NeuroNova pełna komputeryzacja. Co prawda nie graliśmy w najnowsze strzelanki, ale i tak walka o wyniki była zażarta. W tle prowadzący Dariusz Konarzewski.

Na zajęcia przyszło jeszcze osiem osób - spodziewałem się spotkać więcej uczniów i studentów, tymczasem średnia wieku wynosiła ok. 30 lat. Okazuje się, że wiele osób chce podnieść kwalifikacje właśnie przez naukę szybkiego czytania i zapamiętywania tekstu.

Prowadzący zajęcia zaczął od zaznajomienia nas z teorią szybkiego czytania. Tłumacząc mechanizm pracy mózgu i oczu, starał się wyplenić ten lekki sceptycyzm, który na początku był wyczuwalny w głosie niemal każdego z uczestników kursu. Dowiedzieliśmy się więc, że najczęściej tempo czytania spowalnia fonetyzacja tekstu, czyli powtarzanie, „wymawianie” w głowie czytanych słów. Jeżeli nie usunie się tego błędu, ciche czytanie nigdy nie będzie trwało dużo krócej niż czytanie na głos. Tymczasem mózg potrafi przyswajać informacje znacznie szybciej - wtedy też robi to lepiej (stąd lepsze zrozumienie i zapamiętanie tekstu). Drugą przyczyną powolnego czytania jest skakanie po tekście, czyli wracanie do tego, co już przeczytaliśmy, zwłaszcza w przypadku dłuższych zdań. Choć próbujemy sobie w ten sposób pomóc, najczęściej nie tylko spowalniamy pracę mózgu, ale i zaczynamy się gubić w tekście. Aby tego uniknąć, najlepiej korzystać ze wskaźników prowadzących oko przez kolejne zdania. W ich roli świetnie sprawdzają się patyczki do szaszłyków, bo są cienkie i nie zasłaniają tekstu.

 

Z Mozartem w tle

Każdy uczestnik kursu dostał sporą książkę z ćwiczeniami. Zanim jednak przeszliśmy do działania, poznaliśmy kilka metod relaksu oraz treningu i rozgrzewki oczu. Same ćwiczenia dążyły do poszerzania pola widzenia - nie poruszając oczyma, należało na rozmaitych planszach odczytać jak najwięcej informacji w jak najkrótszym czasie.

szybkie czytanie, kurs

Spokojnie, to nie zajęcia z szyfrologii. Dziwne znaczki w zeszycie są po to, żeby nie odgadywać dalszego ciągu wyrazu, tylko faktycznie ogarnąć jednym spojrzeniem jak najwięcej.

O godz. 13 zrobiliśmy półtoragodzinną przerwę na lunch, po której ćwiczyliśmy przy muzyce Mozarta. Trzeba było bowiem zająć czymś kanał słuchowy, żeby mózg oduczył się fonetyzacji. Poza tym nie od dziś wiadomo, że muzyka Mozarta, Beethovena czy Haendla sprzyja nauce.

Mimo że przez cały dzień nauki atmosfera była bardzo sympatyczna, godzinę przed końcem zajęć byłem już bardzo zmęczony. A gdy wieczorem wróciłem do domu, nie mogłem zasnąć, bo ciągle coś mi migotało w oczach.

Drugiego dnia dużo czasu poświęciliśmy na uczenie się technik zapamiętywania informacji. Dla mnie najciekawsze i najbardziej użyteczne okazały się „mapy myśli” - technika notowania polegająca na stosowaniu rysunków i hasłowych skojarzeń.

Przez te dwa dni ćwiczeń sukcesywnie sprawdzaliśmy tempo czytania. Pod koniec kursu osiągnąłem prędkość 442 słów na minutę, czytałem więc prawie dwa razy szybciej niż dwa dni wcześniej. Podobny rezultat wykazał mój chałupniczy test z „Imieniem róży” - tym razem 10 stron przeczytałem w 7 min 19 s. Niestety, miałem też poczucie, że gdy czytam szybciej, prześlizguję się wzrokiem po tekście i nie zapamiętuję pewnych informacji - zwłaszcza jeśli tekst jest długi. Muszę zatem jeszcze popracować nad umiejętnościami, które zdobyłem w czasie kursu - mogę do tego wykorzystać zestaw ćwiczeń, który dostałem od prowadzącego.

 

Jeżeli czytać to indywidualnie

Postanowiłem jeszcze sprawdzić, jak wygląda kurs z indywidualnym trenerem. To oferta dla osób, które są skłonne zapłacić nieco więcej, aby otrzymać maksymalne efekty. Tak jak w nauce języka - od nauki w grupie lepszy jest kurs z prywatnym trenerem, który szybciej wychwyci twoje błędy i poświęci całą uwagę właśnie tobie.

Kurs indywidualny jest także w ofercie Polskiego Instytutu NLP, ale dla odmiany postanowiłem skorzystać z usług innej firmy. Zdecydowałem się na NeuroNovą z siedzibą w jednym z biurowców przy ulicy Świętokrzyskiej. Prowadzący kursy w tym ośrodku zaproponował mi dwa lub trzy jednogodzinne spotkania w tygodniu w dogodnych dla mnie terminach. Wszystko miało się zakończyć nie później niż po siedmiu spotkaniach. Kursy w firmie NeuroNova okazały się świetną zabawą. Trening w dużej mierze polegał na... zabawie w proste gry na komputerze. Zadania polegały najczęściej na jak najszybszym rozpoznawaniu liczb, porządkowaniu ich w kolejności, wychwytywaniu powtarzających się znaków... Niby proste, a jednak aż ciężko się oderwać. Pewnie dlatego, że wyniki tych zadań są zamieszczane na stronie firmy i zestawiane z osiągnięciami innych użytkowników kursu. Rzeczywiście - rywalizacja świetnie motywuje do ćwiczeń!

NeuroNova oferuje 16 różnych programów i gier. Wiele z nich służy głównie poprawieniu szybkości czytania (szerokość widzenia, prędkość rozpoznawania znaków i zapamiętywania ich). Ale nie tylko. Są tam także programy stymulujące pamięć i doskonalące refleks. W sumie bardzo wszechstronnie. Tak też było na zajęciach, prowadzący nie tylko analizował moje niedociągnięcia w technice czytania, ale i tłumaczył, jak lepiej zapamiętywać informacje, jak trwale wiązać ze sobą przeczytane teksty. Był to więc kompleksowy kurs czytania i uczenia się.

szybkie czytanie, kurs

Programy NeuroNovej: Wszystkie liczby trzeba zaznaczyć na planszy w kolejności rosnącej. Oczywiście na czas.

 

Sprintem do mety

Jeden z programów NeuroNovej pozwala na wyświetlanie tekstu słowo po słowie w określonej przez użytkownika szybkości. To bardzo wygodne, bo mogę tam wkleić dowolny artykuł z sieci i mam gwarancję, że przeczytam go ze swoją maksymalną prędkością. Dzięki temu programowi mogłem regularnie sprawdzać, z jaką prędkością czytam, czy robię postępy. Na koniec kursu świetnie się czułem, gdy czytałem 900 sł./min, prostsze teksty rozumiałem także w prędkości nieco powyżej 1000 sł./min. Żeby to potwierdzić, ponownie sięgnąłem po „Imię róży”.

Teraz wystarczyło mi 5 min i 7 s. na przeczytanie kolejnych 10 stron, a co najważniejsze, dobrze rozumiałem, co dzieje się w tekście. To wszystko pokazuje, że potrafię czytać nawet 5-, 6-krotnie szybciej niż przed przystąpieniem do nauki (szybkość zależy od trudności tekstu).

szybkie czytanie, kurs

Programy NeuroNovej: 1. Po ustaleniu liczby jednocześnie wyświetlanych słów wrzucony tekst wyświetla się w wyznaczonej prędkości. 2. Trudność leży nie w działaniach, ale w prędkości zaznaczania odpowiedzi.

Niezależnie od tego, którą formę treningu wybraliśmy, ważne jest, by regularnie powtarzać ćwiczenia. Bo efekty się kumulują w miarę jak nabieramy właściwych nawyków - praktyka czyni mistrza.

 

Szybciej, panowie, szybciej!

Badania przeprowadzone przez naukowców z NASA wykazały, że dla lepszego rozumowania i zapamiętywania informacji powinniśmy je dostarczać do naszego mózgu z prędkością minimum 400 słów na minutę, podczas gdy większość osób czyta z prędkością 100-200 sł./min.

 

 

 

 

Polski Instytutu NLP oraz firma NeuroNova umożliwiły naszemu autorowi ukończenie kursów szybkiego czytania. Dziękujemy!

Za wypożyczenie stopera do sesji zdjęciowej dziękujemy firmie Timex.

 

Tekst: Piotr Kubiński

Zdjęcia: Jerzy Gumowski, Łukasz Falkowski (montaż)

szybkie czytanie, kurs

Programy NeuroNovej: Tu trzeba odszukać parę takich samych liczb w wierszu.

 

Zobacz też na Logo24:

Mój pierwszy raz

Supeteoria superwszystkiego: Sześć mitów o czytnikach e-booków

Mity obalam przykładem własnym przy pomocy Kindle 3, czytnika e-booków sprzedawanego przez księgarnię Amazon.com. We wszystkie wierzyłem jeszcze pół roku temu.

Superteoria superwszystkiego: Jak czytać

Czytanie książek jest zajęciem żmudnym i męczącym. Psuje wzrok, odrywa od innych zajęć i nie wspiera wzrostu PKB (a w każdym razie nie bezpośrednio).

    Podziel się