Człowiek Wielkiego Błękitu

Co samotnie nurkujący człowiek może zobaczyć na głębokości 318 m? - Nic wyjątkowego, żadnych złotych monet i skarbów. Trochę meduz, krewetek, ewentualnie jakąś formę życia sprzed milionów lat - mówi Nuno Gomes, który jako jedyny na świecie zanurzył się w tak bezkresnej głębinie.

 

Dokonał tego w 2005 r. w Morzu Czerwonym u wybrzeży Egiptu. Schodził pod wodę przez 15 minut. Wynurzał się 12 godzin. Jego rekord świata, uznany przez Księgę rekordów Guinnessa, wynosi 318 m 25 cm. Do niego należy też najlepszy wynik na świecie w nurkowaniu jaskiniowym. W swej ojczyźnie, w jaskini Bushmansgat zszedł na głębokość 282,6 m.

Pochodzący z RPA 54-letni nurek przyleciał w październiku do Polski. W kilku miastach wygłosił prelekcje na temat nurkowania. Promował też dwie książki, które ukazały się na polskim rynku, autobiografię guru wszystkich nurków na świecie Shecka Exleya "Autobiografia pod ciśnieniem" i "Mrok" Phillipa Fincha.

 

 

Olgierd Kwiatkowski: Poczuł pan kiedyś, że może nie wypłynie na powierzchnię?

 

Nuno Gomes: Dwukrotnie. Raz na głębokości 271 m pękła okrągła uszczelka w aparacie oddechowym. Straciłem duży zapas gazu, którym oddychałem. Musiałem przejść na butlę zapasową. Jej zawartość nie wystarczyła do tego, żebym dostał się do kolejnej butli, tzw. depozytu. Musiałem dociągnąć jakoś na bezdechu przez 30 m. A nie można tego robić za szybko. Człowiek wynurza się bardzo powoli, żeby nie doświadczyć złych skutków dekompresji. Kolejny raz zakopałem się w dno, zassało moje nogi w muł. Próbowałem się oderwać się od dna, bez efektu. Musiałem napełnić worek wypornościowy do końca, by unieść się nad dno, i jednocześnie zrobić to na tyle umiejętnie, by nie wylecieć w górę zbyt szybko.

 

 

 

Co się widzi na 318 m?

 

- Nic wyjątkowego, trochę meduz, krewetek. Jest zupełnie ciemno, żadnych złotych monet ani skarbów.

 

 

Czy po biciu rekordu od razu wrócił pan do normalnego życia?

 

- Zaraz po wynurzeniu byłem zbadany przez lekarzy, po dwóch godzinach ponownie. Następnego dnia znowu, dodatkowo musiałem spędzić 4,5 godziny w komorze dekompresyjnej. Na wszelki wypadek. Wróciłem na weekend do RPA i poszedłem w poniedziałek do pracy.

 

 

Czym się pan odżywiał podczas bicia rekordu. Zanurzanie się i wynurzanie trwało przecież 12 godzin.

 

- Używałem camelbaga [rodzaj plecaka na płyny z wężykiem doustnym - przyp. red.] jak kolarze, jadłem też batony energetyczne.

 

 

 

No, ale potem trzeba się było jakoś wysiusiać?!

- Zakładałem zwykłe pampersy...

 

 

Ponoć używacie też kondomów i cewników?

 

- Jest z tym trochę problemów. Przy zastosowaniu cewników trzeba mieć specjalny zaworek w skafandrze. Na 200-300 m użycie takiego urządzenia staje się ryzykowne, przewód może się zagiąć i uniemożliwić odprowadzenie płynów na zewnątrz. Jeśli cewnik będzie dobrze przyczepiony, grozi to przetrzymaniem moczu. Przy trwającej 6-12 godzin dekompresji kończy się to np. infekcją czy kamicą.

 

Tam zanurkował Nuno Gomes

 

 

Uważa pan, że można było zejść jeszcze głębiej?

 

- Nie. Wiedziałem, że doszedłem do granicy, niżej straciłbym przytomność. Już nie ufałem sobie. Możliwości techniczne też były ograniczone.

 

 

Oglądał pan "Wielki błękit" Luca Bessona?

 

- Mam w domu długą wersję tego filmu. Obejrzałem go 10, a może nawet 20 razy.

 

 

Jest wiarygodny?

 

- Bardzo realistyczny, ale może trochę za bardzo udramatyzowany.

 

 

Czy tak jak u bohaterów filmu pasja do nurkowania narodziła się u pana w dzieciństwie?

 

- To bardzo podobna historia. Miałem 9 lat, kiedy zacząłem pływać pod wodą. Polowałem z kuszą na ryby. Potem trafiłem na książki Jacques'a Cousteau. Wtedy chyba po raz pierwszy pomyślałem, że nurkowanie to jest to, co chcę w życiu robić. Kiedy poszedłem na uniwersytet, nauczyłem się tej sztuki na dobre, wciągnęło mnie to już na zawsze.

 

Jak padł rekord

 

Do bicia rekordu Nuno Gomes podchodził dwukrotnie. W 2004 r. zrezygnował na głębokości 271 m z powodu problemów technicznych. W głębinę Dahab powrócił rok później. Tę próbę rozpoczął o godzinie 7.03. Schodził po linie, na której co kilka metrów znajdowały się tabliczki z informacją o kolejnym poziomie dekompresji. Na głębokość 318,25 m dotarł w kwadrans. Odczepił znacznik z napisem o odległości, którą pokonał, i wysłał go w górę. Aby uwiarygodnić wyczyn, bicie rekordu było filmowane. Dlaczego 318 m? Na podstawie wyliczeń ustalono, że tu właśnie znajduje się kres ludzkich możliwości. Koledzy zobaczyli Gomesa na powierzchni wody dopiero o godz. 19.16, wynurzał się powoli, aby nie doświadczyć śmiertelnie groźnych skutków dekompresji. Rekordzista świata nie działał sam. Zatrudnił 18 osób, które tworzyły ekipę techniczną, wśród nich siedmiu Polaków. Jednym z najważniejszych członków sztabu był odpowiedzialny za mieszanie gazów Krzysztof Hrynczyszyn. Nie miał prawa się pomylić. Na każdej głębokości trzeba było dostarczyć Gomesowi odpowiednią mieszankę. Użycie niewłaściwej groziło śmiercią. Gazy w butlach zapasowych dostarczali nurkowie pomocnicy. Podczas bicia rekordu Nuno zużył około 90?tys. litrów mieszanek gazów: tlenu, nitroksu i trimiksu. Miał na sobie zestaw siedmiu butli, czyli ciężar blisko 150 kg.

 

 

Co w nurkowaniu pociąga pana najbardziej: adrenalina z tym związana, rywalizacja, możliwość odkrycia nowych rzeczy?

 

- Kiedy zanurzam się w wodzie i schodzę na głębokość 100 czy 300 m, nie czuję, żebym z kimś współzawodniczył, co najwyżej z samym sobą. Ten element rywalizacji pojawia się później, kiedy się okazuje, że mam lepszy wynik od kogoś innego. Gdy przystępowałem do bicia rekordu świata, byłem wyjątkowo spokojny, skupiony na tym, aby po prostu zanurkować dla przyjemności.

 

 

Jest pan geologiem, czy dzięki swojej pasji dokonał pan jakiegoś odkrycia?

 

- Jestem inżynierem, specjalistą od budownictwa lądowego, ale rzeczywiście zrobiłem pierwszy stopień specjalizacji z geologii. Uczestniczyłem w ekspedycjach naukowych i raz udało mi się dokonać odkrycia. W jaskini zbudowanej z dolomitowych skał w Namibii znalazłem stromatolis, pierwotną formę życia sprzed 3 miliardów lat. Nigdy dotąd nikomu nie udało się zobaczyć stromatolitów żyjących.

 

 

Żeby uprawiać nurkowanie głębinowe, trzeba być nie tylko bogatym, ale i szalonym człowiekiem. Przecież za każdym razem ryzykuje pan życie.

 

- Nie powiedziałbym, że jestem bogaty.... Nurkowanie może być drogie, ale jeśli czynisz postępy, znajdujesz sponsorów. Ja, na szczęście, pracuję w zawodzie związanym z nurkowaniem. Uczę też innych ludzi nurkowania.

A czy szalony? Wręcz przeciwnie. Jestem bardzo zrównoważony. Aby zdecydować się na bicie rekordu świata, trzeba mieć konkretny plan i krok po kroku go realizować. Nie powiesz sobie nagle: "Jutro biję rekord świata". Nie, przygotowania pochłaniają czasami lata. By podjąć się takiej próby, musiałem być przygotowany fizycznie i psychicznie. Nerwowe ruchy są zabronione, jeśli byłbym niezrównoważony psychicznie, nie osiągnąłbym żadnego celu.

 

 

Widzę, że ma pan sylwetkę kulturysty. Dużo ćwiczy pan na siłowni?

 

- Trzy razy w tygodniu jestem na siłowni, a dwa razy w tygodniu gram w podwodnego hokeja. Jestem reprezentantem RPA, trzy razy zdobywałem w tej dyscyplinie - bardzo u nas popularnej - mistrzostwo świata.

 

Sukces Gomesa nie byłby możliwy bez wsparcia kolegów z zespołu, którzy czekali na niego na wyznaczonych wcześniej głębokościach z odpowiednio dobranymi mieszankami gazów.

 

 

Jaka jest granica bezpieczeństwa dla nurka?

 

- Przy zwykłym nurkowaniu jest to 30 m. Jeżeli chcesz zejść niżej, musisz skończyć specjalne kursy.

 

 

Ile razy schodził Pan na przykład poniżej 100 m?

 

- Kilkaset razy. W sumie przebiłem już chyba Ziemię na wylot. Trzeba by policzyć. Ale każde zejście poniżej 150 m jest balansowaniem na granicy życia i śmierci. Wielu ludzi ginęło, przekraczając tę granicę.

 

 

No właśnie - pod wodą ginęli pana przyjaciele i nauczyciele. Nie odstraszało to pana?

 

- Śmierć kolegi zawsze jest tragiczna, ale też próbuję się uczyć na podstawie błędów innych. Lepsze to, niż płacić za nie samemu.

 

Koszty nurkowania głębinowego

 

To sport ekstremalny nie tylko pod względem ryzyka, ale i kosztów. Sprzęt średniej jakości, ale zapewniający minimum poczucia bezpieczeństwa, to wydatek między 20-25 tys. złotych. Rozpiętość cenowa poszczególnych elementów jest ogromna. Suchy skafander może kosztować 3,5 tys., ale renomowanej firmy nawet 15 tys. Za porządną latarkę z własnym zasilaniem akumulatorowym trzeba zapłacić nawet 10 tys. zł, za jedną tylko butlę: 800-1,6 tys. zł, za automat oddechowy (musi się mieć ich kilka) - 1,5 tys., za 10 tys. litrów helu, najdroższego z gazów - ok. 900 zł, jeśli zakupu dokona się w hurtowni gazów specjalistycznych. Muszą być one najwyższej jakości, oczyszczone. W przeciwnym razie grozi ci zatrucie. Jeśli nurkujesz za granicą, koszty wzrastają kilkukrotnie.

 

 

Niektóre portale podają, że naprawdę rekord świata w nurkowaniu głębinowym należy do Pascala Bernabégo. Francuz miał zejść na głębokość 330 m.

 

- Trzeba tę sprawę wyjaśnić. Jeśli bijesz rekord musisz, udowodnić, że to zrobiłeś. Mogą to potwierdzić tylko wiarygodne instytucje. Nie twoi przyjaciele czy sponsorzy, w ten sposób się ośmieszasz. Mój rekord był badany przez niezależnych ekspertów. Miałem dowód w postaci zapisu telewizyjnego, zdjęć. Księga rekordów Guinnessa zaakceptowała mój wynik w oparciu o obliczenia naukowców. Trzeba było wykazać, że lina, po której opuszczałem się w głąb, nie straciła swej sprężystości, nie rozciągnęła się. Czy zrobił to Bernabé? My nic na ten temat nie wiemy. Nie wiemy więc, czy zszedł na 266 m, czy może na 330. Nikt nie jest w stanie stwierdzić, czego on dokonał.

 

 

Jakieś rady dla nurkujących czytelników "Logo"?

 

- Żeby nie schodzili za szybko i za głęboko, niech po prostu rozkoszują się wodą. Mój rekord był zwykłą konsekwencją miłości do wody i tego, co robię.            

 

 

Do poczytania

 

Phillip Finch "Mrok?

Bohaterem jest David Shaw, który po 5 latach szkolenia zszedł jako jedyny człowiek na głębokość 270 m na obiegu zamkniętym, w jaskini Bushmann's Hole w RPA. Zginął podczas próby wyłowienia ciała nurka z dna jaskini.

 

Sheck Exley "Autobiografia pod ciśnieniem?

Exley to guru nurkowania jaskiniowego, odkrywca wielu niezbadanych przedtem jaskiń. Zginął w Meksyku mając 10 m do położonego na głębokości 278 m dna. Przed śmiercią zdążył oplątać się w linę upustową, tak żeby koledzy mogli wyłowić jego ciało.

 

 

Zdjęcia: archiwum prywatne (montaż)

 

 

Czytaj też na Logo24:

 

Zejdź pod wodę.

Pod powierzchnią nawet polski Bałtyk przestaje być najnudniejszym morzem świata.

 
 

Koniec świata piratów z Karaibów 

Miało być jak w raju. Drinki z parasolkami, muzyka do rana, piramidy Majów. I nurkowanie w jednych z najlepszych miejsc nurkowych świata. No i było! A nawet lepiej!

Oryginalny pomysł dla nurków i surferów, którzy muszą chodzić ubrani w prawie identyczne czarne i szare pianki. To być może dla nich firma Diodo zaprojektowała kombinezony o bardzo dziwnych wzorach. Jak inaczej można określić piankę wyglądającą jak człowiek pokąsany przez rekina czy ciało obdarte ze skóry.
Więcej o:
Komentarze (2)
Człowiek Wielkiego Błękitu
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Fabian

    0

    Szkoda Z jednej stnory fajnie, Ĺźe wymyĹ?lono takÄ? akcjÄ?, i sam siÄ? niÄ? podjaraĹ?em. Z drugiej, jak siÄ? na spokojnie zastanowiÄ?, to byĹ?o do przewidzenia, Ĺźe serwery nie strzymajÄ? naporu. Ciekawe, czy da siÄ? jeszcze dzisiaj pobraÄ?? :-) A przy okazji: rozumiem, Ĺźe czas na bicie rekordu, 24 godziny, w Polsce liczy siÄ? do godz. 19, 18 czerwca?

  • Gość: Hendrik

    0

    Ahoj Milan a Grzegorz, Ä?akujeme za cenne9 ne1vrhy. Fotografie ple1nujeme na tfato stre1nku postupne dopÄşĹ?aĹĽ. Len je dosĹĽ zloĹžite9 zedskavaĹĽ a srpacove1vaĹĽ samotne9 nahre1vky, tak ne1m na tfato Ä?innosĹĽ zoste1va me1lo kapacity (na obsahu stre1nky robed 1 Ä?lovek vo svojom voÄžnom Ä?ase) Ale VÄ?AKA predspevkom ne1vĹĄtevnedkov tejto stre1nky sa ne1m uĹž podarilo nejake9 pridaĹĽ: alebo aj tu:

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX