Wio, pieski!

Słońce, upał, jakiś pojazd z potężnym silnikiem? Zapomnijcie, to nuda. Prawdziwa męska przygoda wymaga mrozu, wiatru i natury.

 

Tej ostatniej najlepiej pod postacią psów husky, które ciągną sanie jak oszalałe. A prawdziwy mężczyzna gna na tych saniach przez mroźne pustkowia dalekiej Północy. Mechaniczne zabawki to tylko gadżety, psie zaprzęgi - to moja nowa miłość.

Żeby jednak być całkowicie szczerym, muszę przyznać, że mojej nowej miłości miałem dość po czterech kilometrach. Bolały mnie ręce i ramiona od trzymania skaczących sań. Bolały mnie nogi, bo stanie na płozach, gdy psy wyrywają do przodu, wcale nie jest łatwe. Bolała mnie twarz, bo zimny wiatr smagał mnie bez litości, gdy gnaliśmy przez białe pustkowie. Ostatni kilometr był męczarnią. Ale gdy wypiłem gorącą kawę, od razu chciałem wracać na trasę...

 

Saneczkowe BHP

Jeszcze miesiąc temu psie zaprzęgi kojarzyły mi się z Jackiem Londonem i Alaską. Teraz - raczej z Laponią i Tommim Hytönenem.

Tommi mieszka w dalekim Levi. To północ Finlandii, około 100 kilometrów za kołem podbiegunowym, czyli kraina zwana Laponią. Pracuje w Polar Speed Retket Ky jako trener psów, maszer, czyli poganiacz psich zaprzęgów, jest też instruktorem dla turystów.

psie zaprzęgi,maszer

Kiedy się z nim spotkałem, już się przyzwyczaiłem do temperatury w okolicach -12°C. Wiedziałem też, jak morderczy potrafi być nawet lekki wiaterek w tych warunkach, bo dzień wcześniej spędziłem kilka godzin na skuterach śnieżnych. I zastanawiałem się, czy może być coś fajniejszego niż jazda po śniegu na takiej maszynie.

Początek przygody z psami był mało zachęcający. Tommi opowiadał mi, co zrobić, gdy się wywrócę. Jak każda lekcja BHP, nawet lapońskiego, było to raczej nużące. Z nudów zacząłem więc oglądać sanie. Z tyłu pomiędzy płozami był solidny kawał srebrnego metalu. Wyglądał jak górna szczęka ogromnej pułapki na szczury. - To hamulec. Stajesz na nim, wtedy te zęby wbijają się w śnieg i zwalniasz - wytłumaczył mi Tommi.

- Ale co zrobić, żeby psy biegły szybciej? - zapytałem zniecierpliwiony nauką upadania i hamowania. - Nic. One same będą biegły. Ty masz być cicho i im nie przeszkadzać - zaśmiał się mój instruktor.

 

psie zaprzęgi,maszer,huskyBiegać, biegać, biegać

Sensem życia syberyjskich husky jest bieg. - Wystarczy założyć uprząż i biegną przed siebie. Bez celu, żeby biec. To idioci - opowiadał ze śmiechem Reijo Jääskeläinen, właściciel Polar Speed Retket Ky. Bez uprzęży husky biegały za ludźmi i szukały pieszczot. Jak niesforne szczeniaki. Ale przy saniach zmieniały się nie do poznania, jakby nagle oszalały. Wypełniała je adrenalina. Warczały na siebie, skakały sobie do gardeł, maszerzy musieli je rozdzielać. W całym lasku słychać było gniewne szczekanie. Sanie trzeba było przywiązać linami do drzew. Bo psy czuły, że zaraz ruszą w trasę i nie chciały czekać. Szarpane sanie podskakiwały w miejscu, płozy co chwila celowały w niebo, a husky warczały i próbowały wystartować.

W Laponii i na Alasce to właśnie syberyjskie husky najczęściej ciągną sanie. Ale w USA i Kanadzie zaprzęga się też malamuty, husky labradorskie i z Sachalinu, eskimoskie psy rasy qimmiq i utonagan albo psy grenlandzkie. Tym ostatnim Roald Amundsen zawdzięcza zdobycie bieguna południowego w 1911 r.

Jego konkurent Robert Scott eksperymentował ze skuterami śnieżnymi i kucykami. Zginął w drodze powrotnej z bieguna. Amundsen wziął ze sobą psy i przeszedł do historii. Zresztą w drodze powrotnej jego czworonogi nie tylko ciągnęły sanie. Najsłabsze osobniki były zabijane, by ludzie i reszta psów mieli co jeść. Na północy Finlandii nikt jednak psów nie je. Tutaj husky mają tylko ciągnąć sanie.

 

Jak zostałem maszerem

Stanąłem więc jak się patrzy na metalowym hamulcu, którego zębiska wbiły się w śnieg. Lekko ugiąłem nogi - Tommi jak mantrę powtarzał bowiem w czasie szkolenia słowo "flexibility". Dłońmi mocno chwyciłem poręcz przede mną. Urocza Jenni zapytała, czy jestem gotów, i odwiązała linę od drzewa.

psie zaprzęgi,maszerPsy wyczuły ten moment i szarpnęły. Ja lewą nogę postawiłem na płozie, a prawą zacząłem lekko puszczać hamulec. Sanie ruszyły. Psy aż wygięły karki, by przyspieszyć. Wjeżdżaliśmy w las. Dźwięk hamulca orzącego w śniegu i ciężkie psie oddechy nie były przyjemne. Raz się żyje, pomyślałem, i całkiem podniosłem stopę z metalu. Psy przestały dyszeć, szkoda im było zachodu na głośne oddychanie, po prostu pomknęły przed siebie, ile sił w nogach!

A ja wpadłem w panikę. Jechaliśmy wąską, leśną drogą z głębokimi koleinami, na których sanie okrutnie podskakiwały, kolebały się i targały mną jak workiem ziemniaków. Po obu stronach rosły dorodne choinki, których gałęzie próbowały mnie zrzucić z sań (wtedy pomyślałem, że upadek nie jest zły, gorzej jeśli przygrzmocę głową w pień drzewa). Stałem niczym bocian na lewej nodze i kiwałem się jak głupek. Płozy okazały się dość wąskie. Bez patrzenia w dół nie mogłem znaleźć oparcia dla prawej stopy. A patrzeć nie mogłem, bo musiałem uważać na znaki, jakie dawał mi jadący z przodu Tommi. Poza tym śnieg błyskawicznie oblepił buty i płozy, więc wszystko było idealnie białe.

Szczęśliwe husky leciały przed siebie na złamanie karku, a ja się zastanawiałem, kto jest patronem maszerów, by wznieść do niego modły o zachowanie życia i zdrowia.

 

Słów kilka o psach idiotach

Oczywiście nie jest tak, że psy biegną, gdzie chcą. Doświadczony maszer potrafi nimi kierować. W Laponii trzeba jednak znać fiński, bo husky są szkolone w tym języku. "Vas" lub "vasen" - to lewo, "oik" lub "oikea" - prawo. - Wyrazy oznaczające kierunki jazdy muszą brzmieć bardzo różnie - tłumaczył mi Reijo Jääskeläinen. Gwizdanie oznacza start, ale trudno mi wyobrazić sobie sytuację, w której husky potrzebowałyby zachęty do rozpoczęcia biegu. Dźwięk "szszsz" to komenda "stop", ale ponownie mam wątpliwości, czy działa to lepiej niż mechaniczny hamulec. Żeby psy słuchały komend, muszą znać swojego maszera, on musi o nie dbać i je karmić.

psie zaprzęgi,maszer

 

Reijo Jääskeläinen, właściciel Polar Speed Retket Ky, to doświadczony maszer, sześciokrotny mistrz Finlandii i trzykrotny Skandynawii. Startował w Maratonie Nordyckim i wygrał go cztery razy. Wystartował też trzy razy w nieistniejącym już Alpirod - miała być to europejska odpowiedź na Iditarod (patrz sąsiednia strona). Wyścig nie przetrwał, bo zabrakło sponsorów, ale ukończenie tysiąckilometrowej alpejskiej trasy musi budzić podziw. Reijo brał też udział w 700-kilometrowej ekspedycji przez Grenlandię.

Trening husky zaczyna się, gdy mają trzy tygodnie. Wtedy uczy się je reakcji na gwizdanie. Poważne szkolenie zaczyna się jednak później, około szóstego miesiąca życia. Wtedy nakłada się im "valjaat", czyli uprząż. Młode szczeniaki biegają w parze ze starymi, doświadczonymi psami, które uczą je, jak to robić. - W tym samym celu trzymamy emerytowane pieski - mówił Reijo Jääskeläinen. - Nasze husky biegają mniej więcej do dziesiątego roku życia. Potem idą na emeryturę. Ale zostawiamy je w zagrodzie z kilkoma młodymi psami, które podpatrują starsze, jak się zachowywać - tłumaczył. Pełne wyszkolenie zajmuje około trzech lat.

Wszystkie psy trenują tak samo, ale niektóre wybierane są na liderów zaprzęgu. - To te najbardziej aktywne, które przewodzą grupie podczas zabawy i mają najlepszy kontakt z ludźmi - opowiadała mi już po zakończeniu mojego przejazdu Jenni Lento, tuląc i drapiąc za uszami jednego z piesków. Przed przejazdem zapytałem Tommiego o to samo, przywołując jeszcze opisy z Jacka Londona. - Nie, lider nie musi być najsilniejszy. Ma mieć to "coś", chęć biegnięcia dalej, gdy inne psy chcą odpocząć. On jest motywatorem. Ale historie Londona o wzajemnym poganianiu, szczekaniu, walkach w grupie są mało prawdziwe - zaśmiał się maszer. Oprócz lidera każdy pies może biegać na każdej pozycji, choć podczas trudnych wyścigów najsilniejsze zwierzęta są tuż przed saniami, bo to one biorą na siebie największy ciężar.

psie zaprzęgi,maszer,Yukon Quest

psie zaprzęgi,maszer,Iditarod

Legendarne wyścigi

  

Alaska dla twardzieli: Yukon Quest

Dwa najsłynniejsze wyścigi maszerów i psich zaprzęgów organizowane są co roku na Alasce. Pierwszy z nich to Yukon Quest. Tysiącmilowy wyścig odbywa się w lutym, w środku zimy. W latach parzystych prowadzi z Fairbanks do kanadyjskiego Whitehorse, a w latach nieparzystych - w odwrotnym kierunku. Tą trasą w czasach gorączki złota podróżowali żądni bogactw odkrywcy i awanturnicy. Yukon Quest jest uważany za najtrudniejszy wyścig psich zaprzęgów na świecie. Uczestnicy nie mogą wymieniać sań, muszą jechać z całym ekwipunkiem, a o pomoc mogą poprosić tylko w jednym miejscu - w Dawson City, w połowie trasy.

 

Iditarod: Ostatni Wielki Wyścig

Z Anchorage do Nomy jest 1150 mil. Najlepsi maszerzy i ich psy pokonują ten dystans w 10 dni. Odbywający się marcu Iditarod jeśli jest łatwiejszy od Yukon Quest, to w sposób niezauważalny dla obserwatorów. Jest natomiast chyba bardziej znany. Na starcie w Anchorage co roku żegna zawodników kilkanaście tysięcy ludzi! To właśnie na Iditarod w 1978 r., po dwóch tygodniach zaciekłej walki, Dick Mackey pokonał legendarnego Ricka Swensona o... 1 sekundę. A dokładnie: o tyle szybciej na mecie był czubek nosa jego pierwszego psa, bo sam Mackey miał dłuższy zaprzęg, więc przekroczył linię mety za Swensonem.

 psie zaprzęgi,maszer

Magia białego pustkowia

Dość jednak teorii, wróćmy na wyboistą leśną drogę, na której próbowałem rozpaczliwie utrzymać równowagę. Gdy już myślałem, że moje wysiłki spełzną na niczym i jednak przyda mi się lekcja upadania, na pomoc przyszła mi droga. Podskakiwanie skończyło się, jak nożem uciął. Las został za plecami, a przede mną pojawił się biały bezkres, zakończony w oddali granicą przyprószonego śniegiem lasu. Nagle ucichły wszystkie dźwięki. Słyszałem tylko szum płóz sunących po zamarzniętym jeziorze, oddechy psów i cichy świst wiatru.

psie zaprzęgi,maszer

Udało mi się wreszcie trafić obiema stopami na płozy. Poczułem, jak pogrążam się w ciszy. To było niesamowite uczucie. Prędkość, wiatr owiewający twarz i cisza zamiast wycia jakiegoś silnika. Trudno to opisać. Wieczorem Thomas, instruktor i fan jazdy na skuterach śnieżnych, mruknął między jednym a drugim łykiem piwa: "Tak, husky są niezłe". Niezłe?! Dla tej cichej jazdy po zamarzniętym jeziorze chyba nawet warto mieszkać w miejscu, w którym śnieg leży przez pół roku, zimą dzień trwa trzy godziny, a temperatura spada nawet do -50°C. Tak, husky mogą to wynagrodzić.

psie zaprzęgi,maszer

 

Legendarni maszerzy

 

Leonhard Seppala. Norweg, który dla psów wyjechał do USA. W 1932 r. na olimpiadzie w Lake Placid gonitwy zaprzęgów były dyscypliną pokazową. Seppala zajął drugie miejsce. Do legendy przeszedł jednak w 1925 r., gdy zaprzęgiem dostarczał lekarstwa do Nome, gdzie szalała błonica. Mimo wiejącego 130 km/h wiatru i mrozów dochodzących do -50 °C wykonał zadanie.

psie zaprzęgi,maszer,Leonhard Seppala

Rick Swenson, czyli król Iditarod. Nikt nie wygrał tego wyścigu pięć razy - nikt oprócz Ricka. Pierwszy raz w 1977 r., ostatni w 1991. Ukończył Iditarod 26 razy, 23 razy był w pierwszej dziesiątce. W tym roku skończy 61 lat, ale jeśli nie stanie na starcie wyścigu, to będzie równie szokujące, jak Statua Wolności idąca na piwo.

psie zaprzęgi,maszer, Iditarod

41-letni Lance Mackey jako jedyny wygrał w jednym roku Yukon Quest i Iditarod. To wyczyn, który trudno porównać z czymkolwiek, lepiej nawet nie próbować. Mackey wygrał oba wyścigi po cztery razy, choć w tym samym czasie musiał walczyć z rakiem krtani. Jak na amerykańską legendę przystało, ożenił się z ukochaną z liceum, mają czwórkę dzieci i oczywiście hodują psy.

psie zaprzęgi,maszer,Lance Mackey

Martin Buser, Szwajcar, który wybrał życie w Ameryce, żeby móc jeździć psimi zaprzęgami. 53-letni maszer do legendy przeszedł w 2002 r., kiedy przejechał trasę Iditarod w rekordowym czasie 8 dni, 22 godzin, 46 minut i 2 sekund.

psie zaprzęgi,maszer,Martin Buser

 

Jak psy dały mi w kość

Ta magia trwała jakieś cztery kilometry. Wtedy poczułem, że mój nos postanowił zamienić się w wielki lodowy sopel. Na skuterach śnieżnych twarz osłonięta jest od wiatru kaskiem. Tu podmuch trafia wprost w oczy i nos. Podobno kominiarka trochę pomaga, ale ja akurat zapomniałem o tym elemencie stroju.

Trudno w to uwierzyć, ale są na świecie ludzie, którzy jadą na saniach zaprzężonych w psy w czasie zamieci śnieżnych. Ja miałem bezwietrzną pogodę. Te podmuchy, które odmrażały mi twarz, były spowodowane prędkością. Bo zaprzęg husky może pędzić nawet 40 kilometrów na godzinę. My przez jeden kilometr jechaliśmy "trzydziestką" - a i tak wystarczyło. Potem zwolniliśmy, bo psy wolą biegać dłużej, a wolniej. W czasie turystycznych przejazdów potrafią przebiec 50 kilometrów dziennie. Ale Reijo Jääskeläinen na zawodach pokonywał z psami nawet 250 kilometrów w ciągu doby!

psie zaprzęgi,maszer

Ja po czterech miałem dość. Bolała mnie twarz, nogi i ręce. Łzawiły oczy, a łzy zamarzały na policzkach. Święty patron od maszerów znów by się przydał, ale nadal nie wiedziałem, kto nim jest. Jechałem więc za Tommim, licząc, że za chwilę będzie koniec jazdy. Jakby na życzenie, po chwili wjechaliśmy znów w las. Tym razem droga wśród drzew wydawała się łatwiejsza. Na polanę między psimi zagrodami wjechałem z fasonem, przyhamowałem i "zaparkowałem" sanie dokładnie tam, gdzie było ich miejsce. - Jak było? - zapytała mnie Jenni. - Bosko - odparłem i od razu się odwróciłem. - Jak było? - zapytałem Tommiego. - Super! W przyszłym roku możesz tu pracować - zaśmiał się. Niby żartował, ale... może jednak wyślę swoje CV?            

 

PS W wykazie świętych nie ma patrona maszerów. Ale że opiekunem furmanów, stangretów i woźniców jest święty Wulmar, więc to chyba do niego należy się modlić na saniach.

   

psie zaprzęgi,maszer,Levi,FinlandiaJak się dostać

 

Kierunek: północ

Do fińskiej Laponii najłatwiej dolecieć przez Helsinki.

Bilet do stolicy kosztuje około 730 zł, jeśli chcemy lecieć bezpośrednio. Można też podróżować przez Rygę, liniami Air Baltic. Na tej trasie można kupić bilet za niewiele ponad 300 zł, ale wtedy podróż zamiast niecałych dwóch godzin będzie trwała prawie pięć.

Z Helsinek trzeba polecieć do Kittilä (minimum 400-450 zł). Lot trwa niecałe dwie godziny. Z tamtejszego lotniska do Levi (15 km) jeżdżą po każdym locie autobusy.

Więcej informacji na www.visitfinland.com

 

psie zaprzęgi,maszerIle to kosztuje

 

W okolicach Levi jest osiem hodowli psów, które zajmują się organizowaniem przejażdżek saniami. Pięciokilometrowy rajd kosztuje około 60 euro. Można wykupić też dłuższe trasy. Całodniowe wycieczki mogą kosztować nawet 200 euro. Jest również atrakcja dla prawdziwych twardzieli: pięciodniowa wyprawa zaprzęgami, z noclegami w małych, drewnianych domkach głęboko w puszczy. Za takie przeżycie trzeba zapłacić około 500 euro.

Listę, adresy i numery kontaktowe do tych firm można znaleźć na stronie internetowej levi.fi.

 

Dziękujemy Chrisowi Parkerowi za pomoc w realizacji materiału.

Tekst : Piotr Hykawy-Zabłocki

 

Więcej o:
Komentarze (5)
Wio, pieski!
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • madfreak

    0

    swietne zdjecia!!!!

  • bialoskory

    0

    Iditarod: Ostatni Wielki Wyścig, ach jak romantycznie

    1, szkoda tylko ze pan autor nie wspomina o ciemnym stronach tej zabawy, niektorzy "maszerzy" zmuszaja swoje psy do biegu biciem, w czasie huraganowych wiatrow, ze zbyt duzym obciazeniem.
    2. po sezonie psy sa uwiazane na krociotkich 1-2 m lancuchach
    3. jak po ostatniej olimpiadzie zimowej w kanadzie, turysci wyjechali i wlasciciele jednej z firm po prostu zabili ponad sto zdrowych psow.

  • bywal3c

    0

    ehhh piekna sprawa.. szkoda tylko, ze:
    - husky poprowadzisz, jak bedziesz doswiadczony i bedize odpowiednio zimno oraz dlugo..
    inaczej szkoda ich..
    - Nie promujemy swojego... czyli nie dotarliscie do Bartka Giewonta (Giewont Team), który
    także jest w Levi od parunastu lat a daje łupnia finom od ladnych kilku...

    ale faktycznie wrazenia niezapomniane..

    pozdrawiam.

  • bibliotekarz76

    0

    Jechalem (choc nie w Skandynawii), i faktycznie strach jest. Psy leca jak wsciekle, osoba ktora stoi na saniach kontroluje hamulec i trzeba przez caly czas byc pod pradem zeby sanie nie najechaly na psy, zeby nie wjechac w zaprzeg przed toba, wyhamowac przed zakretem albo zjazdem. Dodatkowo wszystko trzeba robic z wyprzedzeniem, bo zeby zahamowac trzeba zdjac noge z plozy a to zmienia rownowage zaprzegu, wiec jesli sie spoznisz to jest juz zazwyczaj po zawodach. Dlatego moje sanie raz sie przewrocily a dwa razy przydzwonily czolowo w drzewo (wypadly z zakretu) :-) Nawet kiedy zaprzeg juz sie zatrzyma to trzeba caly czas stac na hamulcu, bo zawsze moga wyrwac znienacka do przodu.

    "Farma" gdzie hoduja psy i skad odchodza zaprzegi jest w srodku lasu, i zarowno latem jak i zima psy spia... na dworze. Owszem, maja drewniane budy ale przewodnik powiedzial nam ze do -25 w ogole do nich nie wchodza, zeby sie niepotrzebnie nie przegrzewac :-) Jazda zaprzegami jest odwolywana jesli temperatura spada PONIZEJ -40 :-)

  • spec24

    0

    Północne części Europy - Skandynawia to wspaniałe miejsce na urlop, wakacje i przygodę. Genialne miejsca na biwak, wędkowanie bez ograniczeń i wędrówki. Polecam każdemu, bez wyjątku! Czasem warto odpocząć na łonie natury!
    ----
    sky4fly.net

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX