Droga redakcjo!
Gdy kochamy się z moją dziewczyną, oboje osiągamy orgazm, niestety niejednocześnie. Kiedy ja już jestem po, zazwyczaj "dopieszczam" ją ręką albo ustami. Czy są jakieś łóżkowe techniki pozwalające na wspólne przeżywanie orgazmu? Jacek
Droga redakcjo!
Gdy kochamy się z moją dziewczyną, oboje osiągamy orgazm, niestety niejednocześnie. Kiedy ja już jestem po, zazwyczaj "dopieszczam" ją ręką albo ustami. Czy są jakieś łóżkowe techniki pozwalające na wspólne przeżywanie orgazmu? Jacek
Najprostsza rada - odwróć kolejność.
To znaczy pieść ją długo i intensywnie, aż do momentu tuż przed orgazmem, dopiero wtedy zajmij się prowadzeniem właściwego stosunku i własnym wytryskiem. Zazwyczaj po kilku, czasem już za pierwszym razem udaje się wtedy uzyskać ten oczekiwany - i nieco zmitologizowany - wspólny orgazm. Intensywne pieszczoty służą bowiem do tego, żeby przygotować kobietę do stosunku na różnych poziomach: podstawowym, który umożliwia bezbolesną penetrację, i kolejnym, na którym kobieta przeżywa szczytowanie. Jeśli musisz ją dopieszczać po stosunku, oznacza to tyle, że był on rozpoczęty za wcześnie.
Chyba że partnerka lubi akurat w ten sposób - ale wtedy nie napisałbyś tego listu...
Sposób drugi, dobry szczególnie gdy partnerka przeżywa orgazm łechtaczkowy: prowadź pieszczoty cały czas w trakcie trwania stosunku. Tak naprawdę dopieszczać tę najbardziej unerwioną część kobiecego ciała można w praktycznie każdej pozycji. No, powiedzmy, że niektóre są do tego celu wygodniejsze.
Na przykład boczna tylna, w której on leży za nią, przytulony bokiem do jej pleców, jedną ręką ją obejmuje, a drugą może swobodnie pieścić jej łechtaczkę. Ewentualnie - ona przyklęka, opierając się na łokciach, a on wnika w nią od tyłu, mając jednocześnie swobodny dostęp i możliwość dopieszczania łechtaczki. Spróbujcie każdego z tych sposobów i wybierzcie dla siebie najkorzystniejszy, każdy też można wzbogacić o własne pomysły.
Dostrojenie orgazmów jest możliwe dlatego, że mężczyzna ma możliwość dowolnego sterowania długością stosunku i może odwlec wytrysk - przynajmniej do pewnego momentu.
Jego erotyczna sztuka polega na tym, że umie rozpoznać moment, w którym już nie będzie miał odwrotu, umie do niego nie doprowadzić, umie poczekać, aż partnerka będzie w takim samym stopniu pobudzona, umie ją pobudzić. Ona z kolei - jeśli potrzeba wspólnego przeżycia jest obopólna - może przyspieszyć własny orgazm, na przykład poprzez samodzielne dopieszczanie łechtaczki już w trakcie stosunku, czasami wystarcza zresztą rytmiczne kurczenie mięśni otaczających pochwę.
Ważne jest też udzielanie partnerowi prawidłowych i wyraźnych sygnałów i informacji na temat poziomu pobudzenia. Niektóre kobiety mają z tym nieco kłopotów, jedne uznają, że lepiej będzie udawać, że mało się czuje, drugie wręcz na odwrót - sygnalizują poziom pobudzenia, którego nie odczuwają. Obydwa te zachowania na pewno nie sprzyjają przeżyciu wspólnego szczytowania. Ważne - nie przejmuj się, jeśli po zastosowaniu którejkolwiek z tych rad nie od razu Wam wyjdzie. Wiem, że to strasznie brzmi, ale ludzie po prostu uczą się takich rzeczy. Wrodzoną mamy jedynie potrzebę seksu, jej wyrażania, a więc i wspólnego orgazmu trzeba się zwyczajnie nauczyć. Praktyka czyni mistrza - i to jest chyba dobra wiadomość, jak sądzę?
ELIZA NOWICKA, SEKSUOLOG
Rys. Małgorzata Ślińska
Czytaj w serwisie Znam.to : Żel potęgujący doznania od Durexa - podnieci tylko słonia!