| Krągła, znajoma sylwetka; sympatyczna buzia i para okrągłych reflektorów. - O, nowa pięćsetka. Bardzo ładny ten fiacik - myślisz sobie. Ale, ale! Cóż to za znaczek na masce? Przecież tu jest narysowany jakiś skorpion! Tymczasem "fiacik" gwałtownie rusza z miejsca i już po niecałych ośmiu sekundach ma setkę na liczniku. Jeszcze chwila i pędzi dwie setki. Bo to nie był zwykły fiat. To był Abarth. | ![]() |
Orient dostaje lanie
Latem 1932 r. Europa oglądała niezwykły pojedynek. Na starcie liczącej ponad 1300 km trasy z belgijskiej Ostendy do Wiednia stanął Orient Express - był to zresztą jego zwykły kurs. Rywalem słynnego pociągu był zaś motocykl, za którego kierownicą siedział 24-letni austriacki konstruktor, Karl Abarth.
Kto miał łatwiejszy start? Pociąg musiał zatrzymywać się na stacjach, ale motocyklista miał przed sobą kiepskie drogi, liczne ceregiele na granicach, no i ryzykował awarię maszyny. Nie dysponował wozem serwisowym ani łącznością satelitarną. Miał jednak dużo zapału.
Pierwsza próba nie powiodła się. Usterka elektryki motocykla zatrzymała Abartha po drodze - dojechał kwadrans po tym, jak pociąg wtoczył się na peron. Z powrotem nie dał jednak maszynistom szans - dwa tygodnie później, w kolejnej próbie, wyprzedził Orient Express o całych dwadzieścia minut.
| Takim ludziom jak Karl Abarth zawdzięczamy postęp w konstrukcji samochodów. "Ci wspaniali mężczyźni w swych wspaniałych maszynach" porywali się na szalone rzeczy, chcieli być najszybsi, najlepsi, a do dyspozycji mieli nierzadko tylko własny talent. Urodzony w 1908 r. Abarth nie był wyjątkiem. Zamiłowanie do maszyn przerodziło się w pasję poprawiania konstrukcji. Pracował dla różnych "stajni" motocyklowych, a przy tym miał talent do jazdy. Miał 19 lat, gdy, zastępując chorego zawodnika, podczas prób przed Grand Prix Austrii dwukrotnie zanotował najlepszy czas. Przeciwnicy, ale też koledzy z grupy Motor Thun przestraszyli się nowego talentu i w dniu wyścigu Abarth pod pretekstem awarii maszyny został odsunięty od startu. |
|
Rozeźlony, kupił używany motor, rozłożył na czynniki pierwsze i zaczął go po swojemu ulepszać. Zbędne, swoim zdaniem, części wyrzucał, inne przerabiał, obrabiał, wyważał. Trzy miesiące po opuszczeniu Motor Thun samodzielnie wygrał wyścig o Puchar Salzburga. Do kolejnych startów przygotował maszynę skonstruowaną przez siebie. Niestety, świetnie zapowiadającą się motocyklową karierę Abartha w maju 1930 r. przerwał groźny wypadek podczas wyścigu w pobliżu Linzu.
Na trzech kołach
Skomplikowane uszkodzenie kolana przeszkadzało w jeżdżeniu normalnym motorem, ale nie wykluczało startów maszyną z koszem - znacznie stabilniejszą i bezpieczniejszą w prowadzeniu. W tym czasie Karl zaczął eksperymentować z wydajnymi, stawiającymi mniejszy opór tłumikami. Rozwijając karierę, stopniowo poznawał najważniejszych ludzi branży motoryzacyjnej. Dwa lata po słynnym wyścigu z Orient Expressem wziął ślub z sekretarką Antona Piecha, zięcia samego Ferdynanda Porsche.
Lata trzydzieste dobiegały końca i sytuacja polityczna w Europie robiła się coraz bardziej nerwowa. Gdy Niemcy wchłonęły w 1938 r. Austrię, Karl wyjechał do Włoch. Kilka lat wcześniej osiadł tam już jego ojciec, który odziedziczył hotel w Merano we włoskich Alpach. Młody Abarth przyjął włoskie obywatelstwo, zmienił imię na włosko brzmiące Carlo i startował odtąd w barwach Italii.
Prześladował go jednak pech. Rok po wyjeździe z Austrii, podczas wyścigu w okolicach słoweńskiej Lublany, Carlo znów zaliczył kraksę. Doszedł do siebie w miejscowym szpitalu i tak dobrze się poczuł w Jugosławii, że postanowił tam zostać. Na dobre darował sobie jednak ściganie. Jako świetny mechanik, szybko znalazł pracę i zamieszkał w Lublanie.
| Do Merano wrócił dopiero w 1945 r., uciekając przed komunistami. Trochę handlował dywanami i rowerami, ale stare pasje szybko dały o sobie znać. Dobiegający czterdziestki Carlo zabrał się za auta. Dzięki znajomości z rodziną Porsche trafił do spółki Cisitalia, zajmującej się konstruowaniem sportowych aut. Kiedy szef firmy Piero Dusio w 1949 r. przeniósł się do Argentyny, Carlo zdecydował się wreszcie otworzyć własny interes. Symbolem spółki Abarth, założonej z kierowcą Guidem Scagliarinim, został skorpion - pod tym znakiem zodiaku urodził się Carlo. |
|
Roosevelt sprzedaje Abartha
Nie zaniedbując startów w wyścigach, nowa spółka zajęła się tym, co Carlowi wychodziło najlepiej - czyli ulepszaniem gotowych konstrukcji. Jednocześnie świetnie rozwijała się produkcja tłumików - sprzedaż szła w dziesiątki tysięcy sztuk rocznie, a zamówienia spływały nawet od Ferrari. Obok układów wydechowych Abarth produkował także układy dolotowe do różnych silników, poprawiające ich osiągi. Dotyczyło to głównie Fiata, ale firma pracowała też z Renault, Alfa Romeo i Simcą. Jeden z modeli Porsche 356 również otrzymał dopisek "Abarth".
Carlo miał znakomity zmysł marketingowy. Produkowane przez niego zestawy zwiększające moc silników plus wydajne układy wydechowe nie byłyby tak popularne, gdyby nie sukcesy marki w wyścigach. Poza tym Carlo zamawiał w firmach projektowych nadwozia do ulepszanych przez siebie napędów i podwozi. Tak było na przykład z Fiatem 1400, z którego we współpracy z pracownią Bertone powstał Abarth 1500. Samochód - pokazany w 1952 r. na turyńskim salonie samochodowym - z dwumiejscowym nadwoziem coupé, zaopatrzonym w trzeci reflektor na czole maski, wyglądał wtedy kosmicznie, a i dziś urodą bije na głowę większość jeżdżącej po ulicach samochodowej sieczki.
Piękne nadwozia utorowały Abarthowi drogę za ocean. Jesienią 1958 r. podpisał umowę na reprezentowanie marki w USA z samym Franklinem Delano Rooseveltem Juniorem - synem byłego prezydenta.
| Po poprawkach u Abartha nawet kaszlące zawalidrogi stawały się demonami prędkości. Małe fiaciki, wyposażone w mikroskopijne silniczki, po troskliwym potraktowaniu przez Abartha nabierały drugiego życia. W 1958 r. słynny Fiat 500 miał ledwie 13 koni mocy i rozpędzał się do 85 km/h. Po dotknięciu różdżką Abartha (bez zmiany pojemności silnika) moc samochodu wzrastała do 26 KM (czyli dwukrotnie), zaś prędkość maksymalna do 118 km/h. |
|
|
Przeróbka większego modelu Fiata (sześćsetki) zaowocowała powstaniem modelu Abarth 750. Samochód pobił mnóstwo rekordów prędkości i wytrzymałości. Niewiele ustępował mu wspomniany Abarth 500 - podczas trwającego tydzień maratonu przejechał ponad 18 tysięcy kilometrów ze średnią prędkością 108 km/h. Wyczyn ten wprawił w niemałą konsternację przedstawicieli samego Fiata. Skutek był taki, że w 1958 r. koncern obiecał Abarthowi wynagrodzenie za każde zwycięstwo czy zdobycie rekordu przez przerobione auto Fiata. Wtedy też zakłady Abarth przeniosły się z Bolonii do Turynu.
|
|
Sprzedawane w salonach Abartha samochody różniły się od wyczynowych, ale każdy kupujący auto marki Abarth chciał jeździć takim samym pojazdem jak modele zwyciężające w wyścigach. Carlo chciał spełnić oczekiwania klientów, przez co w latach 60. bardzo wzrosły ceny jego aut i spadła ich sprzedaż. Na dodatek firma musiała wycofać się z USA, bo jej silniki nie spełniały nowych norm czystości spalin. Jednocześnie wciąż inwestowała w eksperymenty z nowymi konstrukcjami. W 1971 r. Abarth, nie mogąc poradzić sobie z trudnościami finansowymi, stracił niezależność - został wykupiony przez koncern Fiata.
Benvenuti!
Carlo Abarth przez kilka lat kierował nienależącą już do niego firmą. Poważnie chory, wrócił do Wiednia, gdzie zmarł w październiku 1979 r.
|
Fiat Abarth 124 Rally także z zewnątrz nie przypominał typowego Fiata 124. |
Marka Abarth nie zniknęła jednak z rynku. Fiat był już właścicielem marki Lancia, jednak cały splendor z jej sukcesów sportowych spływał tylko na nią, nie dając specjalnych korzyści Fiatowi. Po przejęciu Abartha kierownictwo koncernu zdecydowało się sprzedawać wyczynowe auta już wyłącznie pod marką Fiat, ewentualnie z dopiskiem "Abarth". W latach 70. gwiazdami koncernu były Fiat Abarth 124 Rally i 131 Rally, będące odmianami znanych także u nas włoskich modeli, wzmacniając przekaz reklamowy na korzyść Fiata.
|
Abarth Grande Punto ma niemal identyczne osiągi jak najsilniejsza nowa "pięćsetka". Moc 155 KM, prędkość maksymalna 208 km/h, przyspieszenie do setki - 8,2 s. |
Przydomek Abarth pojawiał się w kolejnych latach przy okazji wprowadzania przez Fiata sportowych aut, ale przełom nastąpił dwa lata temu. W 2007 r. Fiat postanowił wykorzystać dziedzictwo i wprowadził Abartha z powrotem na rynek. Jako samodzielną markę, z całą marketingową otoczką: na setne urodziny Carla przygotowano limitowaną serię stu Abarthów 500, motocykl FZ1 Abarth skonstruowany we współpracy z Yamahą i designerski model laptopa.
Abarth 500 w wersji "esseesse", czyli "SS" (Super Sport), z 1,4-litrowego silnika wyciąga 160 koni mechanicznych. Maleńkie autko rozpędza się dzięki temu do 211 km/h, a setka na liczniku pojawia się po 7,4 s od startu. |
Zgodnie z tradycją podkręcania parametrów przede wszystkim małych aut pod marką Abarth można kupić tylko "pięćsetkę" i punto (oba za ok. 65 tys. zł). Nie mają już tego dzikiego błysku w reflektorze, nie stoi za nimi idealizm zapaleńca wychowanego w szalonych latach dwudziestych. Ale dzięki talentowi i determinacji Carla Fiat nie musi dziś nikomu od zera udowadniać, że małe nie musi być słabe. Mercedes ma wersje AMG, BMW ma serię M, Volvo - R. Marka Abarth mówi sama za siebie. A jej motto brzmi: benvenuti sulla cattiva strada (witamy na niewłaściwej drodze)!
Marka Abarth powinna być bliska polskiemu sercu. wzięła się wszak z zamiłowania do rozkładania aut na czynniki pierwsze i poprawiania ich osiągów.
Tekst: Maks Suski
Zdjęcia: materiały promocyjne
Czytaj w serii "Logo z klasą" na Logo24:
| Wózek po byku | | Jaguar - kot wśród jaskółek | |
| Osa nie tylko dla młokosa | Zegarkowa Formuła 1 |