Mimo wzrostu kursu dolara, miłośnicy luksusowych samochodów wciąż twierdzą, że sprowadzanie aut z USA to dobry interes. Postanowiliśmy sprawdzić, czy rzeczywiście.
Mimo wzrostu kursu dolara, miłośnicy luksusowych samochodów wciąż twierdzą, że sprowadzanie aut z USA to dobry interes. Postanowiliśmy sprawdzić, czy rzeczywiście.
Półtora roku temu kręciłem z niedowierzaniem głową, patrząc na ceny mercedesów w salonie w San Francisco. Model E 63 AMG z pełnym wyposażeniem (innych wersji tego auta w USA nie ma) kosztował 101 000 dol., czyli - wtedy - niewiele ponad 200 000 zł. W tym czasie polska cena tego auta wynosiła powyżej 450 000 zł.
|
Wniosek był jeden - skoro za oceanem jest o połowę taniej, nikt normalny nie powinien kupować takiego samochodu w Polsce. Nawet dziś, kiedy dolar kosztuje sporo ponad 3 zł, ceny aut w amerykańskich salonach wciąż robią wrażenie. Na pierwszy rzut oka za Subaru Tribecę zapłacimy w Stanach aż o 56% mniej niż w Polsce! No tak, ale ile zarobimy, doliczając wszystkie konieczne cła, podatki i inne opłaty związane ze sprowadzeniem auta? Zrobilismy kalkulację dla największych hitów importowych, porównując ceny modeli z podstawowym wyposażeniem. Przyjęliśmy, że za transport samochodu do Polski zapłacimy 1000 dol., a do przeliczeń wzięliśmy średnie kursy NBP z 20 maja (1 dol. = 3,1907 zł, 1 euro = 4,3573 zł). |
|
|
Wiersz"pozostałe opłaty" zawiera przybliżone koszty: transportu w Polsce, agencji celnej, przeglądu technicznego oraz opłatę recyklingową.
|
Okazuje się, że podatki pobierane przez państwo stanowią 37% końcowej ceny auta, co sprawia, że całe przedsięwzięcie staje się dużo mniej opłacalne, niż się jeszcze przed chwilą wydawało. Wyjątkiem jest Subaru Tribeca, które będzie nas kosztować o ponad 1/4 mniej niż w krajowym salonie. Również oszczędności na lexusie i porsche są zupełnie przyzwoite, choć dalekie od powszechnych opinii. Ale za audi zapłacimy więcej niż w Polsce, zaś importując volvo, zatrzymamy dla siebie raptem kilkanaście tysięcy. |
|
Nasze wyliczenia mają zastosowanie wyłącznie dla nowych, kupowanych w salonach aut o pojemności silnika ponad 2000 cm3 (przy mniejszej pojemności stawka akcyzy wynosi zaledwie 3,1%). Zakładamy ponadto, że sprowadzający nie zamierza kantować fiskusa i nie będzie robił żandych przekrętów z fakturami.
|
Porównuj jabłka z jabłkami
Choć porównanie wartości z naszej tabeli może zniechęcić potencjalnego importera Audi Q7, radzimy przeprowadzić bardziej dogłębną analizę. W USA auta są z reguły inaczej wyposażone niż teoretycznie odpowiadające im wersje w Polsce. Warto to dokładnie przeanalizować, może się bowiem zdarzyć, że różnica w cenie końcowej będzie zupełnie inna od tej w tabeli. Ponadto można założyć, że uda nam się wynegocjować w Stanach konkretny upust. W czasach, gdy tysiące amerykańskich dilerów bankrutuje, nie powinno to być szczególnie trudne. Z kolei w Polsce, w przypadku aut ujętych w tabeli, nie możesz liczyć na istotne rabaty. Przy odrobinie szczęścia dostaniesz przysłowiowe dywaniki.
|
Sprowadziłeś auto, teraz je zarejestruj
Rejestracja sprowadzonego z USA pojazdu wcale nie musi być łatwa i przyjemna. W Polsce obowiązują przepisy Unii Europejskiej - samochód musi mieć homologowane na unijnym obszarze wyposażenie, obejmujące w szczególności (choć nie tylko) oświetlenie oraz zestaw wskaźników. Tymczasem amerykańskie lampy mijania są symetryczne, a europejskie asymetryczne. I jeśli nasze importowane cudo nie ma najnowszej generacji lamp biksenonowych (a wcale mieć nie musi), to tylko za wymianę przednich lamp głównych zapłacisz w autoryzowanym serwisie 4500-9000 zł. Za sztukę! I to nie licząc robocizny. Ponadto Unia nie uznaje lamp obrysowych w autach osobowych, mają być kierunkowskazy. No i tylne lampy - amerykańskie są czerwono-białe, w europejskich muszą być żółte kierunkowskazy. I jeszcze tylne lampy przeciwmgłowe... I kolejne 2000-3000 zł za wymianę jednej. Plus robocizna... Nadal myślisz o imporcie? OK., przyjrzyj się zegarom. Zestaw zegarów podający dane w milach jest w Polsce niedozwolony. Pół biedy, jeśli producent montuje prędkościomierz dwuzakresowy, bo to jeszcze jakoś przejdzie. Ale najbardziej opłacalne do sprowadzenia Subaru Tribeca takiej dwuzakresowości nie ma, a wymiana całego zestawu wskaźników nie jest fizycznie możliwa. No, chyba że z niemal całą elektroniką samochodu, bo nie zgadzają się wiązki i systemy przesyłu danych. W autoryzowanych warsztatach samochodowych sprawdziliśmy, ile by kosztowało dostosowanie siedmiu modeli do przepisów obowiązujących w krajach Unii Europejskiej.
|
Subaru Tribeca; od 29 995 dol.; Tribeca, Special Edition, Limited |
Zarejestrowałeś? No to w drogę!
Załóżmy, że zgrzytając zębami, zapłaciłeś za wymieniane lampy, przekonałeś urzędników, że dwuzakresowy prędkościomierz jest OK., i w końcu zarejestrowałeś auto. Teraz tylko wsiadać, wciskać, pomykać. A drogę wskaże nam nawigacja. Czy na pewno? Nawigacja nie działa i działać nie będzie. Bo w USA są inne standardy DVD i inne kodowanie GPS. Nawet wepchnięcie europejskiej płyty niczego nie zmieni. Musiałbyś wymienić cały system. A to kosztuje od 7000 do nawet 19 000 zł. Zresztą wymiana nie zawsze jest możliwa - lexusy oraz subaru przeznaczone na rynek USA są tam produkowane i mają zupełnie inne okablowanie, wiązkę główną i szynę przesyłu danych. Efekt - możliwa jest tylko wymiana całościowa, która jest... niemożliwa, bo oznacza rozebranie samochodu do gołej blachy i wymianę właściwie wszystkich podzespołów.
|
Lexus RX; od 36 800 dol.; 350, 450h |
Nie dość, że miła pani nie podpowie nam swoim aksamitnym głosem, jak dotrzeć do celu, to nasze dzieci nie będą mogły oglądać filmów na pięknych wyświetlaczach w zagłówkach (ze względu na standard DVD) ani grać w wyświetlane na nich "strzelanki" - nie zgadza się kodowanie. Niemożliwe jest obejście tego problemu przez podłączenie zewnętrznej konsoli - gniazdka zapalniczek mają inne napięcie (np. 115 V zamiast naszych zwyczajowych 12) i inną częstotliwość, a wymiana... nie jest możliwa w żadnym aucie. Tylko złącza iPodów będą działać bez zarzutu...
|
Porsche Cayenne; od 45 000 dol. ; Cayenne, S, GTS, Turbo, Turbo S |
I bardzo dobrze, bo poza nimi można sobie najwyżej posłuchać muzyki z płyt CD - amerykańskie radioodtwarzacze nie czytają zwykle tych nagranych w standardzie MP3, a radioodbiorniki są wyskalowane w taki sposób, że w najlepszym razie usłyszymy co czwartą europejską stację na skali. A jeśli już, to i tak bez RDS, bo w USA jest całkowicie inny system przesyłu danych drogą radiową. Tu tylko porsche potrafi zaradzić za pomocą przeprogramowania. Ale i tak nie do końca, bo trzeba wymienić wzmacniacz (3800 zł). W pozostałych - o ile wymiana jest fizycznie możliwa - będzie to kosztować od 7000 do nawet 15 000 zł.
| Ale i to nie wszystko. Możemy sobie napytać biedy przez samo... odblokowywanie centralnego zamka! Za oceanem pilot sterujący działa w innej częstotliwości niż dopuszczona w Unii, więc teoretycznie może się do nas przyczepić funkcjonariusz policji, wojska czy Polskiej Agencji Radiowej. W volvo można po prostu przeprogramować kluczyk i komputer (immobiliser) samochodu. We wszystkich innych markach trzeba wymienić całą elektroniczną zawartość kluczyków - oraz ich odpowiedniki pod maską. Immobilisery, alarmy, blokady. |
Generalnie jeśli chodzi o elektroniczne "zabawki", jesteśmy w kłopotach - nawet komputery pokładowe pokazują dane w milach, galonach, Fahrenheitach. I zaledwie w kilku modelach (głównie Mercedesa) można się z tym uporać za pomocą dostępnych dla kierowcy ustawień. W wielu autach (np. we wszystkich volvo, lexusach i subaru, a także w części audi i bmw) przeprogramowanie nie jest możliwe. Nawet w autoryzowanym serwisie. Wyjątkiem są amerykany produkowane na rynek kanadyjski. W tych bez trudu zmienisz odczyt w milach na odczyt w kilometrach, galony na litry itd.
|
Jednak od czego mamy naszych fachowców. Polak potrafi i bez trudu podłączy inny system nawigacji pod oryginalny wyświetlacz i przyciski sterujące. Radio przerobi. Tyle że będzie odbierało tylko nieparzyste częstotliwości FM. Światło przeciwmgielne podłączy dodatkowym przewodem. Nie trzeba wtedy modyfikować instalacji elektrycznej. Patentów nie brakuje, wystarczy poszukać w internecie lub popytać w warsztatach.
Część kierowców wcale się nie przejmuje homologacjami. Jakimś cudem po drogach jeździ pełno amerykańskich samochodów z nieprzerobionymi światłami przednimi czy czerwonymi migaczami. Widać załatwienie lewego przeglądu rejestracyjnego nadal nie jest problemem.
| Pal licho gadżety: nie potrzebujesz GPS-a, obędziesz się bez radia, potrafisz w pamięci przeliczać galony na litry, a dzieci nawet jeszcze nie planujesz. Wciskasz zatem pedał gazu i cieszysz się jazdą. Czy na pewno? Samochody produkowane na rynek amerykański są naprawdę samochodami produkowanymi na rynek amerykański. Spełniają amerykańskie normy hałasu i emisji spalin, przystosowane są do amerykańskich dróg i sposobu jazdy przeciętnego Johna Smitha. W efekcie są wolniejsze, mniej zrywne, dużo gorzej hamują - i naprawdę nie lubią ostrej jazdy po zakrętach. |
Wszystkie. Łącznie z porsche i bmw. Silniki tylko w niektórych przypadkach dają się przeprogramować tak, by zachowywały się jak ich europejskie odpowiedniki, pozostałe po prostu są i będą inne - słabsze, wolniejsze, inaczej brzmiące. Wielbiciele ostrej jazdy muszą się wyzbyć złudzeń, bo nawet jeśli skrzynie biegów na papierze mają te same oznaczenia i przełożenia, w rzeczywistości są zupełnie inne. Zmieniają biegi powoli i spokojnie, dbając o oszczędność, ciszę i niską emisję spalin. I znowu - wszystkie. Nawet "wyścigowa", sekwencyjna skrzynia PDK (porsche) czy "wyczynowa" DKG, montowana w bmw. Zupełnie inne są sprężyny, amortyzatory, nastawy resorowania, stosuje się tu miękkie stabilizatory, nawet wahacze wykonane są z innych materiałów. Nie mówiąc o takich kwiatkach, jak brak chłodnic oleju w skrzyni biegów Subaru Tribeca czy w tylnym moście BMW X5 (zresztą w modelach M3 i M5 również). A to już oznacza prostą drogę do zniszczenia całych podzespołów w wyniku przegrzania - u nas jeździ się o wiele dynamiczniej.
W drodze zdarzają się awarie
Nie kręcą cię elektroniczne gadżety, lubisz spokojną jazdę w stylu amerykańskiego farmera i nadal myślisz o imporcie z USA? Super, ale bądź przewidujący - nowe auta psują się rzadko, ale się psują. A wtedy? No tak, przecież nowy samochód to samochód na gwarancji. Nie ma się zatem czym przejmować. Niekoniecznie... Generalnie amerykańskie gwarancje są honorowane, o ile zostały prawidłowo wypełnione i podpisane w chwili sprzedaży. Ale bardzo niewielu dilerów amerykańskich ma prawo (nie zezwolenie od importera, ale właśnie prawo) sprzedać samochód klientowi spoza USA. A jeśli sprzedaje handlarzowi mającemu taką licencję, to gwarancji może nie podbić! W Europie już nikt tego błędu nie naprawi... No i nie ma mowy ani o uznaniu amerykańskich 4-letnich gwarancji (bmw, porsche), ani o tym, żeby "amerykański" mercedes mógł korzystać z europejskiej gwarancji 30-letniej mobilności. Również gwarancje dotyczące lakieru i rdzewienia są inne.

Pamiętaj też, że mnóstwo części montowanych w autach przeznaczonych do sprzedaży w Stanach Zjednoczonych różni się od ich odpowiedników produkowanych na Starym Kontynencie. Może się zdarzyć, że uszkodzony silniczek wycieraczek trzeba będzie sprowadzać specjalnie zza wielkiej wody. Samo zamówienie nie jest problemem. W internecie znajdziemy wiele hurtowni sprzedających oryginalne części zamienne do aut amerykańskich. Nie brakuje też handlarzy nieoryginalnych elementów dobrej jakości oraz akcesoriów do tuningu. Prawdziwym problemem jest jednak czas. Na realizację zamówienia zazwyczaj trzeba czekać nawet kilka tygodni.
Decyzja należy do ciebie
Sprowadzać, czy nie sprowadzać - na to pytanie sam musisz odpowiedzieć. Jeśli możesz zaoszczędzić sporo gotówki, jeśli nie zależy ci na elektronicznych wypasach, jeśli lubisz spokojną, dostojną jazdę i na dodatek nie wystraszyłeś się problemów z rejestracją auta, sprowadzaj. W innych wypadku, zastanów się, odczekaj tydzień i pomyśl raz jeszcze. A może kiedyś dolar spadnie poniżej 3 złotych....
Tekst: Maciej Pertyński juror konkursu "World car of the year", dziennikarz miesięcznika "Automoto"
Zdjęcia: Shutterstock, materiały promocyjne
Czytaj w Znam.to: Subaru czy Audi?
Zobacz też na Logo24:
|
Warranty Direct sprzedaje gwarancje samochodowe, które działają po wygaśnięciu gwarancji fabrycznej. Brytyjska firma dobrze wie, ile kosztują pogwarancyjne naprawy aut. Właśnie opublikowała ranking kosztu naprawy samochodu 4-8-letniego. |
||
|
Wymarzony samochód możesz kupić taniej. O ile wykażesz się odpowiednią dozą umiejętności, cierpliwości i... determinacji. Podpowiadamy, jak przekonać sprzedawcę, by udzielił ci zniżki. |
|
|
Dzięki słynnemu wiedeńskiemu konstruktorowi dziś nawet mali mogą naprawdę dużo. |
|
|
Widząc podnoszone jak skrzydła drzwi, każdy miłośnik motoryzacji od razu pomyśli o Lamborghini. Niby to nie jedyne auto z takim bajerem, ale w żadnym innym nie urósł on do rangi symbolu.
|
|
|
Jak większość motoryzacyjnych legend, nie jest już tym samym, co przed laty. Ale i tak stanowi niedyskretny przedmiot pożądania. |
|
|
Bugatti - Boskie automobile
Nazwa marki brzmi po włosku, w imieniu firmy wypowiadają się Niemcy, a jej siedziba jest we Francji. Cóż to naprawdę jest Bugatti? |