| Moja znajoma francuska dziennikarka opowiadała kiedyś, jak jej kuzyn wszedł do luksusowego butiku na Polach Elizejskich i zobaczył niezwykłej urody marynarkę Kenzo. Przymierzył ją - i poczuł się kimś zupełnie innym. Spojrzał na mankiet, z którego smętnie zwisała cena. 2500 euro... I nagle, powodowany jakimś absurdalnym impulsem (a był to człowiek kryształowej uczciwości), skierował się do wyjścia. W chwili gdy bramka zawyła, puścił się pędem w kierunku Łuku Triumfalnego, po czym, niezatrzymany przez nikogo, wmieszał się w tłum i zniknął. Mówił potem, zżerany wyrzutami sumienia: - Wyjście ze sklepu bez płacenia nie było tak trudne, jak wypięcie tego plastikowego wyjącego cholerstwa.
No cóż, choć dość ludzkie jest to uleganie absurdalnym pokusom, oczywiście nie zachęcamy was, drodzy panowie, do powtarzania jego wyczynów (sam bohater miał zresztą niezły kłopot, żeby potem tę marynarkę podrzucić z powrotem, jak już "doszedł do rozumu"). Chodzi jedynie o to, by na samym początku tej opowieści uświadomić wam, że macie do czynienia z marką, która potrafi wzbudzić wielkie pożądanie. I nic dziwnego: Kenzo Takada jest w swojej branży geniuszem i każdy, najbanalniejszy przedmiot potrafi podnieść do rangi dzieła sztuki.
|
|

W kolorowych i otwartych na świat hippisowskich czasach zaraził Francję modą na niezwykłe, kolorowe stroje. Jego projekty od zawsze miały ponadkulturowy charakter.
|
Japończyk przybija do portu
Wszystko zaczęło się w 1964 r., kiedy 25-letni Kenzo Takada po 6-tygodniowej podróży statkiem wysiadł w porcie w Marsylii i ulokował się w pociągu zmierzającym prościutko do Paryża. Jako jedyny majątek miał ze sobą dyplom z wyróżnieniem, uzyskany w Bunka Fashion College w Tokio, zapał i przeświadczenie, że skoro udało mu się pokonać tyle przeszkód, to świat mody stoi przed nim otworem. Jakie to były przeszkody?
|
Wszystko zaczęło się w 1964 r., kiedy 25-letni Kenzo Takada po 6-tygodniowej podróży statkiem wysiadł w porcie w Marsylii i ulokował się w pociągu zmierzającym prościutko do Paryża. Jako jedyny majątek miał ze sobą dyplom z wyróżnieniem, uzyskany w Bunka Fashion College w Tokio, zapał i przeświadczenie, że skoro udało mu się pokonać tyle przeszkód, to świat mody stoi przed nim otworem. Jakie to były przeszkody?

|
|
 |
Najbanalniejsze! Wprawdzie Kenzo od dzieciństwa wykazywał talent i upodobanie do strojów - szyjąc ubranka dla lalek swych licznych sióstr oraz wertując ich dziewczyńskie magazyny, jednak rodzina widziała go w godnej roli tłumacza lub nauczyciela języków. I owszem, przez parę semestrów studiował łacinę, grekę oraz języki nowożytne na Uniwersytecie w Kobe. Jednak gdy tylko się dowiedział, że Bunka Fashion College przyjmuje mężczyzn (dotąd uczyły się tam wyłącznie kobiety), cisnął w kąt słowniki i poszedł się szkolić na projektanta.
W europejskiej stolicy mody okazało się, że życie nie jest tak proste, jak sobie wymarzył. Młody Japończyk zdarł podeszwy, łażąc od drzwi do drzwi i próbując zainteresować swoimi szkicami ludzi z branży modowej. Musiał jednak czekać sześć długich lat, by jego zabiegi odniosły skutek. Dopiero w 1970 r. udało mu się sprzedać projekty magazynowi "Elle" (jeden z nich znalazł się na okładce). Wkrótce zaproponowano mu pokaz mody w prestiżowej galerii Vivienne, a później otworzył swój pierwszy butik - Jungle Jap - z ubraniami dla kobiet. Jednak męska kolekcja trafiła do sprzedaży dopiero w 1983 r. Twórca nazwał ją "W osiemdziesiąt dni dookoła świata".
|
W kreacjach dla mężczyzn odnaleźć można linię garniturów sprzed 80 lat, robotniczych ubrań ochronnych, mundurów i wdzianek wkładanych napopołudnie z królową angielską. Wszystko w doskonałej harmonii kolorystycznej. Używa barw mocnych, ale nie łamie naszych przyzwyczajeń.
|
|
 |
|
| Kulturowy miszmasz
Jungle Jap znaczy tyle, co japońska dżungla. Mieszanka tego, co Kraj Kwitnącej Wiśni może zaoferować europejskiej modzie. Mistrzowskie upinanie materiału i szycie strojów z jednego kawałka tkaniny (tak buduje się kimono). Oczywiście, Kenzo nie jest w tej chwili jedynym słynnym japońskim projektantem, który podbił europejskie serca. Ale to on był pierwszy i, w pewnym sensie, to on ściągnął wszystkich pozostałych do Europy. W kolorowych i otwartych na świat hippisowskich czasach zaraził Francję modą na niezwykłe, kolorowe stroje. Jego projekty od zawsze miały ponadkulturowy charakter. Powód tego był między innymi taki, że gdy zaczynał, nie było go stać na drogie materiały. Powiedzmy to otwarcie: klepał biedę i kupował ścinki. Z tych ścinków zaś wyczarowywał wielobarwne, lekkie kreacje, przywodzące na myśl folklor. Ta wielobarwność i wielokulturowość stały się jego znakiem rozpoznawczym i dziś, gdy mamy przed sobą zdjęcia z pokazów mody, bez wahania wskazujemy kreacje Kenzo, niezależnie od tego, czy są to fotografie tegoroczne czy sprzed 10lat. Jego dewizą jest hasło: "Świat jest piękny. Bogaty, różnorodny". On potrafi z tego świata czerpać pełnymi garściami.

|
|

Etno w wydaniu Kenzo jest czymś w rodzaju intelektualnej zabawy: kojarzy się od razu, ale trzeba się trochę wysilić, żeby ustalić - gdzie. To może być wzór materiału, ale także detal w rodzaju spinek do buta czy paska. Twórcy chodzi o pobudzenie wyobraźni, a nie dosłowne powtórzenie jakiegoś motywu.
|
To pewne: moda Kenzo nie jest dla każdego. Jego stroje są swobodne, niepodporządkowane klasycznym kanonom klap i mankietów. Gdy patrzymy się na tegoroczne kolekcje dla mężczyzn, myślimy raczej o casual friday niż o twardych negocjacjach z klientem. Japończyk ma w sobie luz i tę radość z zabawy modą, które charakteryzuje pasjonatów. Wiele lat przed tym, zanim John Galliano uczynił z mody teatr, Kenzo organizował pokazy-przedstawienia. W 1978 i 1979 roku zaprezentował swoje kolekcje na arenie cyrku, gdzie ubrane w przezroczyste szaty modelki dosiadały białych koni, zaś on sam na koniec pokazu wjechał na słoniu. Przyznajcie sami, kawał z niego wariata.
Zapach i detal
Może trudno sobie wyobrazić, że idziemy do pracy ubrani w Kenzo, znacznie łatwiej (także pod względem finansowym) ruszyć do biura, pachnąc Kenzo. Lata osiemdziesiąte przyniosły marce Japończyka sukcesy i dochody. Nic więc dziwnego, że rozszerzył swoje działania na perfumy i dodatki. Pierwszy zapach - dla pań - nazywał się Kenzo de Kenzo (dziś znany jako Ca sent beau - czyli po prostu Ładnie Pachnie). Następny był Parfum d'ete (Zapach Lata), potem Le monde est beau (czyli Świat Jest Piękny) i wreszcie, w 1991 r. pojawiły się perfumy Kenzo pour Homme, jedna z najlepiej sprzedających się wód toaletowych przełomu XX i XXIw. Jak twierdzi sam Kenzo, z każdym kolejnym zapachem stara się zbliżyć do doskonałości.
|

Chyba udało mu się ją osiągnąć we Flower by Kenzo - damskich perfumach, których premiera odbyła się 10 lat temu. Do dziś są produktem flagowym marki. W korku butelki, w której zamknięty jest zapach, zatopiony jest czerwony mak. Sam kwiat, jak wiadomo, nie pachnie - a zatem twórca perfum w pewnym sensie poprawił Pana Boga. Stworzył zapach dla pięknego, lecz bezwonnego kwiatu. Akcjom promocyjnym zapachu towarzyszą od lat fantastyczne happeningi. W maju 2001 r. w Paryżu na placu przy Beaubourg (obok muzeum sztuki nowoczesnej) utworzono ogromną czerwoną instalację ze sztucznych maków. 150 tysięcy kwiatów rozdano następnie zachwyconym przechodniom. Potem pola makowe zakwitły w Singapurze, Hong Kongu, Mediolanie, Londynie, Buenos Aires, Meksyku, Moskwie i Lyonie.
Podobnie było we wrześniu ubiegłego roku na placu Zamkowym w Warszawie.
|
|
 |
| Pracowity emeryt
Dziś Kenzo jest 71-letnim panem na emeryturze. Sprzedał swoje imperium w 1999 r., a po paru latach całkowicie oddał stery młodszym projektantom, którzy pozostają wierni duchowi założyciela (najnowsze kolekcje inspirowane są kulturą Afryki Południowej oraz... zespołem The Clash). Jednak on sam nie oddał się słodkiemu lenistwu, tylko ruszył zdobywać nowe ziemie. W 2005 r. założył nową firmę Gokan Kobo (czyli pracownię pięciu zmysłów). Projektuje zestawy, przedmioty codziennego użytku, meble oraz wszelkie możliwe sprzęty (jest na przykład autorem projektu wibrującego urządzenia do ćwiczeń o nazwie Power Plate). Wiele podróżuje po świecie, udzielając wskazówek młodym projektantom. W maju tego roku ma się zjawić w Łodzi, jako gwiazda Fashion Week Poland.
|
|


|
Tekst: Izabela Kiminowicz
Zdjęcia: EAST NEWS, IMAXTREE, Łukasz Falkowski, materiały prasowe (montaż)
Zobacz też na Logo24:
 |
|
Zastanawialiście się, ile mu zawdzięczacie? Eleganckie sportowe ciuchy. Dżinsy noszone do marynarki. Perfumy uniseks. Bokserki, w których bez obciachu paradujecie przed swoją dziewczyną. Ba, ona sama chętnie je założy. Co za gość z tego Calvina Kleina!
|
 |
|
Zaczęło się od siodeł i uprzęży, które zostały zastąpione przez nesesery oraz torebki, a potem zegarki, stroje haute couture i perfumy. Herm?s należy do najstarszych firm rodzinnych na świecie: dla wielkości i chwały tego imperium luksusu pracuje już szóste pokolenie panów H.
|
 |
|
Jeśli sądziliście, że słowo "metroseksualny" zostało wymyślone dla Davida Beckhama - byliście w błędzie. Terminem tym określono styl braci Caten, kanadyjskich projektantów mody, twórców gorącej marki DSquared2.
|
 |
|
Dokąd może się udać mężczyzna z klasą i kasą, który za jednym zamachem pragnie kupić sobie garnitur od Armaniego wraz ze stosownymi dodatkami, wynająć apartament, zagrać w ruletkę, zrobić zakupy na elegancką kolację (ewentualnie zjeść posiłek na miejscu) i posłuchać arii operowej? Sądzicie, że nie ma takiego miejsca? Otóż jest! To dom towarowy Harrods przy Brompton Road w Londynie.
|
 |
|
Giorgio Armani Lifestyle totalny
Wiesz, komu zawdzięczasz eleganckie i niebanalne marynarki pozbawione okładów z watoliny na ramionach i plecach? Wiesz, kto wprowadził na stałe do garniturowego zestawu wąskie, seksowne spodnie? Nie masz pojęcia? To Giorgio Armani!
|
 |
|
Burberry, czyli wszystko w kratkę
Burberry to brytyjskość. W trenczach tej firmy żołnierze Korony walczyli pod Verdun. Za symbol dobrego smaku uznaliją angielscy arystokraci. Czapeczki Burberry noszą też brytyjscy dresiarze.
|