Oktoberfest - eins, zwei, g´suffa!

My mówimy Oktoberfest, monachijczycy - Wies'n. Tę pierwszą nazwę zna cały świat dzięki Amerykanom, tę drugą znają tylko miejscowi. Ale chodzi dokładnie o to samo: wielkie jesienne święto piwa w Monachium.

Oktoberfest ma swoje stałe miejsce: w centrum Monachium, na Błoniach Teresy, czyli Theresienwiese. Już z oddali dociera gwar, muzyka, piski ludzi jadących rollercoasterem. Jest wesoło, ludycznie, głośno. Teren zajęty przez świętujących Oktoberfest nie jest może zbyt wielki, ale i tak nie ogarniesz go wzrokiem, bo tłum wypełnia każdy metr ziemi, a wokół mnóstwo namiotów, zabawnych budowli, karuzeli i huśtawek. Idę, a właściwie pędzę do namiotu Hacker-Pschorr, bo moja grupa jest niemal spóźniona, a rezerwacje spóźnialskim przepadają. Ale i tym razem się udało: wpadamy do środka w ostatniej chwili. Siadam przy stole z boku sali, zamawiam piwo i dopiero wtedy uważnie się rozglądam.

niemcy, monachium, oktoberfest, piwo, bawaria 

 

Włosi psują zmywarki

Każdy namiot na Wies'n ma rozmiary sporej hali. Do środka wchodzi od 5 do ponad 7 tys. ludzi.niemcy, monachium, oktoberfest, piwo, bawariaSą dwie części: główna to otwarta, gigantyczna przestrzeń, gdzie ludzie siedzą w niezłym ścisku, ale wspólnie się bawią. Jest tak ciasno, że aby kelnerzy mogli bez trudu donieść do stołów zamówione piwo i jedzenie, niektóre alejki przeznaczone są tylko dla nich - pilnuje ich ochrona. Po bokach namiotu są kuchnie i wydzielone „salony” z szybszą obsługą. I jeszcze jedno: ludzie przy stołach na środku namiotu mają obowiązek płacić z góry, przy zamówieniu, tak samo zresztą rozliczani są kelnerzy: najpierw kasa, potem jadło i napitek. Goście z sal bocznych mogą płacić po zakończeniu biesiady. Ale na środku jest weselej: w samym centrum, na podwyższeniu jest miejsce dla małej orkiestry. W tradycyjnych strojach, w tradycyjnym składzie (instrumenty dęte, akordeon, perkusja) muzykanci rżną bawarskie i południowo-niemieckie kawałki. Przy „Das Kufsteinlied” cała sala buja się niebezpiecznie. Taniec na stołach jest zabroniony, ale na ławach jak najbardziej wskazany, więc gdy orkiestra porwie publikę do zabawy, wszyscy wskakują na niemcy, monachium, oktoberfest, piwo, bawariaławy, podrygują, kołyszą się, śpiewają, wznoszą toasty, walą się potężnymi kuflami i żłopią piwo. Piwo jest świetne, a miara Oktoberfest zacna, bo jednolitrowa. Tu taki kufel nazywa się Maß. Cena? Niecałe 9 euro. Litr piwa wchodzi bez trudu, golonka z wielką ziemniaczaną pyzą, mimo że dopiero południe - także. Z pełnym brzuchem, w lepszym humorze ruszyłem do zabawy. Wskoczyłem na pierwszą napotkaną ławę, stuknąłem się kuflem z parą Amerykanów i Włochami. To, że nie znaliśmy słów akurat śpiewanej piosenki, w ogóle nam nie przeszkadzało, bo Oktoberfest jest na świat bardzo otwarty.

Cudzoziemców jest, oczywiście, mnóstwo. Dominują - jakżeby inaczej - Anglicy i, co ciekawe, Włosi. Ani mieszkańcy Albionu, ani słonecznej Italii nie wpadają tu bynajmniej, by podziwiać harmonijną zgodę monachijskich rodzin albo pojeździć na karuzeli. Oni przyjeżdżają, by się dobrze napić. Rozróby są zakazane: każdy namiot ma swoją ochronę. A ta działa sprawnie i zdecydowanie.

niemcy, monachium, oktoberfest, piwo, bawaria 

Byłem świadkiem rozmowy z młodym Anglikiem, który został wyprowadzony z namiotu. W krótkich żołnierskich słowach powiedziano mu, co będzie, gdy jeszcze raz podpadnie. I nikt nie miał wątpliwości, że Niemcy dotrzymają słowa. Oktoberfest jest bezpieczny - wypadków, bójek, gwałtów zdarzyło się tu przez lata zadziwiająco mało. Tylko pozazdrościć.  

niemcy, monachium, oktoberfest, piwo, bawaria 

Kelnerzy nie okazują wrogości wobec przyjezdnych: ciężko zapracowani, noszący tace pełne golonek i pieczeni, ciężkie kufle wypełnione bursztynowym płynem, harują od rana do późnego wieczoru. Na przegubach dłoni noszą charakterystyczne opaski: to wzmocnienia nadgarstków. Konieczne, gdy się nosi po kilka, a czasem nawet kilkanaście kufli piwa. Są napiwki, a jakże, ale najgorszy zwyczaj wprowadzili Włosi: wrzucają monety do pustych kufli. Ponoć psują się od tego zmywarki.

niemcy, monachium, oktoberfest, piwo, bawaria Geje piją winko

 Siedzę, piję kolejne piwo. Wokół uśmiechnięte twarze setek współbiesiadników. I ja się uśmiecham. Piwo jest dość mocne, więc trzeba się kontrolować. Mimo że to dopiero godz. 14 widać już tych, którzy się nie kontrolowali. Ale raczej śpią, niż się awanturują. Atmosfera zresztą sprzyja zabawie i poprawia humory - właśnie muzycy zmienili repertuar na nieco bardziej współczesny i zabrzmiało modne od ćwierćwiecza „Fürstenfeld”. Cała sala śpiewa. Ja słów nie znam, więc wychodzę. Na papierosa trzeba od tego roku wychodzić na zewnątrz. Bawarczycy mieli trochę obaw, czy wprowadzony zakaz palenia w knajpach nie odbije się na feście piwa, ale nic takiego się nie stało. Wyjść trzeba na papierosa, trzeba i do toalety. Przy każdym namiocie jest ich kilka: a „stanowisk” na tyle dużo, że kolejki są najwyżej kilku-, kilkunastoosobowe. Zadziwiające, że można zapanować nawet nad czymś takim. I w dodatku jest dosyć czysto, co przy takim przerobie wydaje się niemożliwe. A jeśli wyjdziesz na spacer po Wies'n i nagle złapie cię potrzeba, wielkie, umieszczone wysoko amorki wskażą drogę do najbliższego szaletu.

A'propos amorów: Oktoberfest to świetne miejsce dla zakochanych. Pary młodsze i starsze spacerują za lub pod rękę, piją piwo, mężczyźni kupują swoim ukochanym wielkie piernikowe, lukrowane serca. Jeśli dziewczyna niesie serce na szyi, nie masz co do niej podchodzić. Zajęta. Czasem szkoda, bo kobiety w bardzo kolorowych, mocno wydekoltowanych dirndlach (tradycyjna sukienka z fartuszkiem) wyglądają oszałamiająco. Jeśli dziewczyna jest sama, czy da Bóg z koleżankami, serca lukrowanego niemcy, monachium, oktoberfest, piwo, bawarianie niesie, zwróć uwagę na wstążkę u pasa: kokarda po jej prawej stronie - dziewczyna zajęta, po lewej - wolna, z tyłu - wdowa. Czasami można dostrzec rarytas, czyli kokardę związaną pośrodku - to dziewica. Ale ten monachijski kod kreskowy, czy raczej kokardowy, nie jest już dzisiaj tak rygorystyczny jak kiedyś. Może to same Niemki wprowadzają facetów w błąd, a może Angole przekręcają Niemkom wstążki dla żartu? I żeby nie było: jest na Wies'n miejsce także dla gejów. A było tak: przez wiele lat w drugi poniedziałek Oktoberfestu wpadali na piwo murarze. Mieli dwa cele: napić się i pobić. Taki „Maurer Montag”. To nie był rodzinny dzień, i nie przynosił chluby Bawarczykom. Dziś nie ma już „poniedziałków murarzy”, są za to „Prosecco Montage” - właśnie w drugi poniedziałek imprezy w namiocie Fischer-Vroni spotykają się homoseksualiści, bawią się, jak tam potrafią i... piją m.in. musujące wino z Włoch. Taki znak czasów.

 

Japończycy robią się niewyraźni

Wypijam kolejne piwo i idę na spacer. Na Oktoberfest jest ciasno, głośno i... uprzejmie. Co ma uprzejmość do piwa? Tutaj bardzo wiele, bo Oktoberfest to festyn rodzinny. Przychodzą dziadkowie, rodzice z dziećmi. Tata prowadzi kilkuletniego synka, mama córeczkę. Wszyscy ubrani jak należy. Lederhose, czyli tradycyjne skórzane portki, można kupić w rozmiarze nawet dla półtorarocznego brzdąca. Więc jest grzecznie, przynajmniej do wczesnych godzin wieczornych. Kiedy dzieci idą spać, może być nieco inaczej.

niemcy, monachium, oktoberfest, piwo, bawariaWokół głównych namiotów rozłożyły się budy, stragany i mniejsze namioty z różnościami. Mijam stoiska z preclami, tradycyjnymi strojami, pamiątkowymi kuflami. Wszystko trochę droższe niż w mieście, ale takie są prawa festynu. Są karuzele, bardzo tu lubiane strzelnice - miejsca, gdzie tatusiowie mogą się popisać celnością, siłą i zręcznością przed swoimi synami. Można ustrzelić dziewczynie misia albo bukiet sztucznych róż. Kolejka chętnych: rodzin i zakochanych. Idę dalej: mijam wielkie budy z miejscowym fast foodem: klasycznych hamburgerów nie znajdziesz, ale model „bułka z wkładką” sprawdza się doskonale. Tą wkładką może być panierowany ser, plaster upieczonej szynki, śledź z cebulą i korniszonem, a nawet coś jakby gruby plaster zapieczonej lub panierowanej mortadeli. Wieprzowina do piwa pasuje przecież doskonale. Ach piwo! Wpadam szybko do najbliższego namiotu, przysiadam się do Japończyków, trochę na migi, trochę po angielsku zamawiam kufel doskonałego paulanera i sałatkę. Sałatkę? Sporo pokrojonej kiełbasy w rodzaju mortadeli czy nawet serwolatki, plastry cebuli, trochę papryki konserwowej i ogórka oraz pół szklanki octu. Niełatwa to dla mnie próba, niełatwa. Ale paulaner wyborny, domawiam więc jeszcze jeden. Choć muzykanci huknęli akurat, zdaje się, „Bayerische Defilliermarsch”, choć tłum skanduje najsłynniejszy miejscowy toast - „Ein Prosit, ein Prosit der Gemütlichkeit! Eins, zwei, g'suffa!”, ja się jakoś wygaszam, wyciszam i nawet nie próbuję wskoczyć na ławkę. I Japończycy jacyś zdają się niewyraźni. Ściemnia się, czy co...

 

niemcy, monachium, oktoberfest, piwo, bawariaO'zapft is!

Oktoberfest ma dwieście lat, ale oczywiście nie odbył się po raz dwusetny, bo przerwy wypadały w związku z wojnami albo epidemiami. Zaczęło się w 1810 r., gdy bawarski książę Ludwik z okazji swojego ślubu urządził dla miasta wyścigi konne. Rok później to powtórzył i jakoś monachijczykom weszło w krew spotykanie się w tym miejscu. Sprzedaż piwa ruszyła na Wies'n kilkadziesiąt lat później, niedługo potem namioty zostały zelektryfikowane (w tych pracach uczestniczyła firma wuja Alberta Einsteina), wyścigów konnych zaniechano, ale piwo już lało się strumieniami. Jeszcze w XIX w. zdecydowano, by Oktoberfest zaczynał się w drugiej połowie września, a kończył w pierwszy weekend października. Młodszą tradycją jest odszpuntowywanie pierwszej beczki przez burmistrza miasta. W tym roku Christianowi Ude udało się to za drugim uderzeniem pięciofuntowego młota. Burmistrz wypowiedział także sławną już kwestię: „O'zapft is!”, i można było zacząć pić.

 

Münchner Bier

niemcy, monachium, oktoberfest, piwo, bawaria 

Sześć monachijskich browarów (Spaten-Franziskaner-Bräu, Augustiner, Paulaner, Hacker-Pschorr, Hofbräu i Löwenbräu), które jako jedyne mają prawo sprzedawać swoje piwo na Wies'n, postanowiło uświetnić jubileusz specjalnym piwem. Wyciągnięto najstarsze, przechowywane w browarach receptury i wspólnie uwarzono piwo. Takie, dajmy na to, sprzed dwustu lat. Podawano je tylko w wydzielonej części Wies'n, w której zgromadzono najstarsze huśtawki i karuzele oraz wybudowano drewniane trybuny, z których można było, jak niegdyś, podziwiać wyścigi konne. Pod trybunami ustawiono stoły z ławami i tam serwowano Münchner Bier w specjalnie przygotowanych kamionkowych kuflach. Piwo, wcale nie takie słabe (ponad 5%) było raczej słodkie, dosyć lekkie w smaku, praktycznie pozbawione goryczki. Kobiece. Recepturę zamurowano na 100 lat. Może i dobrze...

 

Tekst: Jarosław Matuszewski

Zdjęcia: Grupa Żywiec S.A., Jarosław Matuszewski (montaż)

 

Czytaj też na Logo24:

podróże, alkohole, piwo

Na zdravi, czyli piwny weekend w Pradze

Nejlepši pivo je c'eské pivo! Wiedzieliśmy, że to najprawdziwsza prawda, ale trzeba było mieć jakiś pretekst do męskiej wyprawy. Cóż, przyłączyły się żony, więc w planie było również zwiedzanie.

 

Golonka po bawarsku

Panowie świetnie radzą sobie w kuchni, tylko często o tym nie wiedzą. Uśpione męskie talenty trzeba wydobyć na światło dzienne. Zobaczycie, że gotowanie nie musi być nudne i nie zabiera za dużo czasu. A żona? Niech sobie leży i pachnie.

Janusz Hołownia przedstawia przepis na genialną golonkę.

 

Niemcy pachnące benzyną

Byłem w kolebce. Nie naszej cywilizacji, bo na ulicach Aten ostatnio zbyt gęsto latają kamienie, ale motoryzacji.

 

Kuchnia niemiecka - Kiełbasiany raj

Kuchnia niemiecka - Kiełbasiany raj

Niemcy słyną z zamiłowania do ciężkich, tłustych i kalorycznych posiłków.

Jednak ich kuchnia często zaskakuje niecodziennymi połączeniami potraw i podniesieniem do rangi przysmaków prostych dań, takich jak boczek, kapusta czy ziemniaki.

 

Więcej o: