Zapasy z dziećmi bogów

Dwa i pół tysiąca lat temu pojedynki sumo toczyli ze sobą japońscy bogowie. Ja całkiem niedawno postanowiłem przekonać się, jak to jest, kiedy człowiek zderza się czołowo z drugim człowiekiem.

Na pierwszy w życiu trening sumo idę nie bez pewnej dozy nieśmiałości. Znam ten dziwny sport wyłącznie z Eurosportu. Jestem przygotowany na widok ogromnych facetów i mocarnych kobiet. Tymczasem na macie kręcą się głównie około dziesięcioletnie berbecie. Na środku swoje mawashi (pasy, które zakładają do walk sumocy) zawiązują dwaj identycznie wyglądający młodzieńcy. Długowłosi, szczupli i wysmukli, kojarzą się z postaciami baśni o elfach, a nie z walkami ludzi czołgów. Powagę sytuacji ratuje na szczęście chłopak wyglądający jak sumoka z telewizji. Jest ogromny! Przybijamy z Bartkiem Strussem piątkę. Patrzy na mnie z góry z uśmiechem. Ma 15 lat, 200 cm wzrostu, waży 150 kg. Trenuje sumo od kilku miesięcy. Odnosi już pierwsze sukcesy sportowe.

Bliźnięta o rockowym upierzeniu to 14-letni Tomek i Paweł Wojdowie. Synowie Andrzeja Wojdy, ojca polskiego sumo i sekretarza generalnego istniejącego od czterech lat związku. Pan Andrzej ubrany w dres i ortalionową białą kurtkę kojarzy mi się trochę z Jerzym Kulejem. Jest instytucją w świecie polskiego wrestlingu. Przez 23 lata był związany zawodowo z zapasami w stylu klasycznym. Był trenerem, działaczem i sędzią olimpijskim. Do momentu, w którym zakochał się w sumo.

 

Wiązać tak jak pampersa

Umawialiśmy się, że będę ćwiczył i sparował z wicemistrzynią świata Eweliną Pruszko. Czuję trochę żalu, że nie spotkam się tak sławną wojowniczką i będę musiał ćwiczyć z dziećmi. - Z nią nie miałby pan żadnych szans i niczego by się pan nie dowiedział. A moi synowie to wymagający przeciwnicy - przekonuje mnie pan Andrzej.

Bliźniaki to mistrzowie Polski kadetów w kategorii do 75 kg. Z reguły spotykają się w walce finałowej, dlatego jeden jest zwykłym mistrzem Polski, a drugi międzynarodowym. Pan Andrzej trenując synów, wpisał się idealnie w japońską tradycję. W Kraju Kwitnącej Wiśni sumo to sport z reguły rodzinny.

japonia, sumo, zapasyNa początku muszę zdjąć koszulkę i sportowe obuwie. Zostaję w spodniach od dresu, na które pan Andrzej zakłada mi mawashi. Mają je na sobie wszyscy ćwiczący, łącznie z maluchami. - Wiąże się to jak pampersa. Przed laty zapaśnicy w Europie także walczyli w pasach. Zbyszko Cyganewicz, Władysław Pytlasiński zaczynali walki od uchwytu za pas rywala - tłumaczy, mocując pancerną pieluchę pomiędzy moimi nogami.

Stajemy na macie. Przede mną koło o średnicy 4,55 m. To pole walk zwane dohyo. Jest zrobione z miękkich segmentów przyczepianych na rzepy do maty. W Japonii w tradycyjnym sumo zawodnicy walczą na glinianym dohyo otoczonym wałkami ze słomy ryżowej, zwanymi tawara.

Pan Andrzej prowadzi lekką rozgrzewkę. Jednym z elementów jest ćwiczenie specjalnych tupnięć - shiko. Nogę wyprostowaną w kolanie podnosi się w bok do góry. Tam ma zastygnąć w bezruchu, a potem opaść z impetem na ziemię. Sumocy tupiąc przed walką, odganiają złe duchy. Bo japońskie zapasy są w istocie praktyką o podłożu religijnym. Przed wiekami walki były organizowane w trakcie cyklicznych modłów o urodzaj. Na pamiątkę tamtych czasów sumocy walczą pod daszkiem, który symbolizuje świątynię shintoistyczną. Zasady były jednak takie same jak dziś. Trzeba było przeciwnika wypchnąć z koła lub zmusić do dotknięcia ziemi inną niż stopa częścią ciała.

Pradawne sumo miało także jeszcze inną twarz: wersję bitewną, zwaną kumi uchi. Praktykowane były w niej uderzenia pięściami, kopnięcia oraz groźne dla zdrowia i życia walczących dźwignie. Od treningu sumo swoje szkolenie rozpoczynał samuraj. Współczesne sportowe sumo to, jak mówi pan Andrzej, bezpieczna walka bez przemocy. Nie ma w nim uderzeń pięścią, dźwigni ani duszeń.

Istotą sumo jest umiejętność zejścia z linii ataku. - To najstarsza japońska sztuka walki, starsza chyba nawet od dżiu dżitsu. To z sumo wywodzi się w dużej mierze aikido i dżudo. Kronika japońska ?Nihongi? z 722 r. opisuje walkę, która odbyła się na dworze władcy Suinina, w której garncarz Sukune zabił Kehayę kopniakiem, łamiąc mu żebra. Dziś na pamiątkę tamtego wydarzenia garncarza wojownika nazywa się ojcem sumo - mówi Wojda.

 

Zderzenie czołowe

Wreszcie stajemy naprzeciwko siebie z Bartkiem Strussem, zajmując miejsca na shikiri, czyli linii startowej. Mam stanąć z nogami ustawionymi tak jak przy szermierczym wypadzie, ale z wyprostowanymi rękami skierowanymi za plecy. Bartek zajmuje pozycję ptaka. Pochyla się i dotyka pięściami do maty. On będzie pchał, a ja mam się nie dawać. Ważę 93 kg i mierzę 187 cm. Choć Bartek zgodnie ze wskazaniami trenera ma użyć tylko połowy swojej mocy, i tak nie mam złudzeń, że mnie zdmuchnie. Jak by tego było mało, nie mogę używać rąk. - Chwileczkę, nie mam szans - protestuję. - Prawdziwy sumatorii (wojownik sumo) walczy do końca - ucisza mnie pan Andrzej, zajmując miejsce arbitra - goyi.

japonia, sumo, zapasy

Na komendę Bartek rusza przed siebie z nisko opuszczoną głową. Trafia mnie w mostek. Solidnie. Ułamek sekundy potem na moich żebrach lądują dłonie chłopaka. Prze jak ciężarówka. Nawet mi nie przychodzi do głowy, że mógłbym się obronić. Myślę tylko o tym, jak bezpiecznie wylądować.

Chłopak błyskawicznie dopycha mnie do krawędzi koła, a potem wykonuje pchnięcie obiema rękami. Lecę. Prosto na ścianę. Uderzenie amortyzuję ręką, uff... Cała akcja trwała parę sekund, ale kop adrenalinowy jest tak potężny, że jestem już w innej bajce. Witajcie w strefie walki.

Teraz ja będę pchaczem. Na początku taranuję głową okolice mostka Bartka. - Im niżej, tym lepiej, bo wtedy jest większa szansa na wytrącenie przeciwnika z równowagi - w głowie jak echo brzmią mi słowa trenera. Rękami chwytam zwały tłuszczu na żebrach, pod piersiami kolosa. Ku ogólnemu zaskoczeniu udaje mi się go wypchnąć z koła. Potem wypycham jeszcze jednego z bliźniaków. Fajna zabawa tym bardziej, że nie najgorzej mi idzie.

Przechodzimy do treningu technik. Jest ich ponad 70, m.in. uderzanie podstawą dłoni w podbródek.

 

Ćwiczymy podstawowe rzuty.

Jedną ręką sięgam pod ramię partnera, a drugą naciskam na jego kark. W efekcie rywal fika kozła i ląduje na macie. Taki sam rzut można spotkać w wielu sztukach walki, np. w muay thai. Jest bardzo efektywny, pod warunkiem,że przeciwnik straci czujność i kontrolę nad swoim środkiem ciężkości. Tym jednak na razie nie zaprzątamy sobie głowy. Wylatujemy na zmianę w powietrze, bawiąc się przy tym doskonale.

Przy kolejnym rzucie trzymam partnera oburącz za mawashi. - Trzeba skręcić pasem tak jak kierownicą - instruuje Wojda. I znowu fruuu... mata jest miękka i wszystko zniesie.

A teraz zapaśnicza klasyka. Gdy partner jest blisko, mam złapać go od spodu za udo. Potem dynamicznie podnieść nogę, drugą ręką trzymając mocno jego pas. Gdy zaczyna tracić równowagę, wystarczy podciąć jego tylną nogę. Proste, jasne i oczywiste. Przynajmniej gdy ćwiczy się na sucho.

W wyczynowym, tradycyjnym wydaniu kontuzje w sumo są na porządku dziennym. W innych kontaktowych sportach walki zawodnicy mają czas na to, żeby w trakcie pierwszych minut pojedynku rozpoznać styl walki przeciwnika, jego mocne i słabe strony. W sumo wszystko dzieje się od razu, w ciągu kilku sekund. Wybity palec zawodnik owija bandażem i walczy dalej. Nikt nie liczy uderzeń w klatkę piersiową i kolizji głowami. Nie wspominając o tym, że bardzo nieprzyjemny w skutkach może okazać się upadek z mierzącego prawie metr podestu, na którym rozgrywane są walki.

Nasza walka będą miały towarzyski charakter. Moim rywalem będzie Paweł. Jego tata stoi z boku i tłumaczy mi, jak mam wykonać ceremonię oczyszczania poprzedzającą walkę, zwaną chirikozu.

Kucamy, wyciągamy przed siebie ręce i wycieramy dłonie tak, jakbyśmy je obmywali. To symbol uczciwych i szczerych intencji, z jakimi przystępuje się do walki. W tradycyjnym sumo zawodnicy sypią obficie na ziemię sól, żeby oczyścić pole walki.

Rozkładamy szeroko ręce, demonstrując puste dłonie. Tak pokazujemy, że przystępujemy do walki bez ukrytego oręża. Potem pozycja startowa. Kiedy nasze pięści dotykają do maty, pada komenda do walki: hakkeyoi!

japonia, sumo, zapasy

Najważniejsze to doprowadzić przeciwnika do utraty kontroli nad jego środkiem ciężkości i, podobnie jak w wielu innych sztukach walki, wykorzystać siłę jego ataku na własną korzyść. Znacznym ułatwieniem w porównaniu do europejskich zapasów jest, to, że można rywala pewnie chwycić za zamocowany na biodrach pas - mawashi

japonia, sumo, zapasy

Sczepiamy się w uścisku. Paweł jest lżejszy, a dla mnie, po kilku sezonach rekreacyjnego treningu brazylijskiego dżiu dżitsu walka w zwarciu nie jest niczym zaskakującym. Siłujemy się i ściskamy na szeroko rozstawionych nogach. Jedna rękę trzymam na pasie Pawła, drugą na jego torsie. Kombinujemy, jak by tu podejść rywala. Nic z tego, obojgu nam udaje się utrzymać stabilne pozycje. W końcu udaje mi się przepchnąć chłopaka do krawędzi koła. Decyduję się na szarpnięcie do przodu. On jednak sprytnie skręca się wokół własnej osi. Wylatujemy z koła razem, jednak to moja noga pierwsza dotyka maty. Przegrałem.

 

Dostaję po buzi

Od razu pan Andrzej każe mi znów stanąć do walki. Tym razem walczę z Bartkiem. Olbrzym nie taranuje mnie i nie wykorzystuje przewagi fizycznej. Kiedy napieram na niego ze wszystkich sił, czeka, aż za bardzo pochylę się do przodu. Potem lekko naciska na moje plecy. Muszę podeprzeć się nogą - znów porażka.

japonia, sumo, zapasy

W starciu z takim kolosem jestem właściwie bez szans. Żeby stawić mu czoła musiałbym perfekcyjnie opanować technikę. Są bowiem w Japonii mistrzowie, którzy świetnie sobie radzą pomimo stosunkowo niewielkich rozmiarów. Po prawej: takie wyniesienie przeciwnika to jedyna sytuacja w sumo, w której wygrywa się stawiając stopę poza ringiem

japonia, sumo, zapasy

Przed sparingami Tomek tłumaczył mi, że według niektórych przepisów (ale tylko w dorosłych rozgrywkach) dopuszczalne są także uderzenia w twarz otwartą ręką. Korzystając z tego, że tata jest zajęty innymi zawodnikami, postanawia zademonstrować mi to w praktyce. Policzek sprawia, że zaczynam pracować na najwyższym biegu i tym razem nie popełniam błędu. Dopycham chłopaka do krawędzi koła i nie daję się wytrącić z równowagi. Tę walkę wygrałem. Muszę wrócić na linię początkową. Prawą rękę kładę na piersi, a potem prostuję ją na wysokości głowy. Pilnuję, żeby na mojej twarzy nie było widać oznak specjalnej radości ani broń Boże triumfu.

japonia, sumo, zapasy

Bartek ćwiczy zaledwie od kilku miesięcy. Jednak dzięki naturalnym warunkom, pasji i talentowi ma szansę wystartować z powodzeniem w mistrzostwach świata. Poszedłby wtedy w ślady naszego krotoszyńskiego mistrza Roberta Paczkowa, który dwukrotnie był najlepszy na świecie wśród amatorów

japonia, sumo, zapasy

Bo bez względu na wynik rozgrywki sumocy zawsze zachowują kamienną twarz. W końcu symbolizują boskie zmagania sprzed dwóch i pół tysiąca lat. Bogowie Takemikazuchi i Takeminakata walczyli na brzegach wzdłuż wybrzeża Morza Japońskiego. Zwyciężył Takemikazuchi. Tyle przynajmniej można wyczytać w najstarszym japońskim dokumencie ?Kojiki?, czyli ?Księdze Starożytnych Spraw?.

- Sumo to sztuka defensywna, można dzięki niej powalić przeciwnika i nie pozwolić mu wstać - tłumaczy pan Andrzej. Poproszony o pokaz przewraca mnie na ziemię, a kiedy usiłuję wstać, turla przed sobą. To nawet zabawne.

- A co, gdy sumoka będzie musiał walczyć z naprawdę groźnym przeciwnikiem, który dobrze chwyta, boksuje i kopie? Przecież Hawajczyk Taro Akebono, pierwszy sumoka spoza Japonii, któremu nadano tytuł yokozuna, czyli mistrz, nie radził sobie później w walkach w formule mieszanych sztuk walki (mma).

A ten odsyła mnie do Roberta Paczkowa, dwukrotnego mistrza świata w sumo, który w grudniu z powodzeniem brał udział w rozgrywanym w Anglii turnieju mieszanych sztuk walki. - Z całą pewnością doświadczony sumoka poradzi sobie na ulicy - podkreśla Paczków. Przyznaje jednak, że w walkach w formule mma wykorzystuje głównie to, czego nauczył się, trenując zapasy w stylu wolnym. Sumo to relikt, dzięki któremu możemy przenieść się w czasie i zobaczyć, jak wyglądały zmagania mocarzy walczących pod dachami świątyni. A o takim mordobiciu jak w mma nie było w takich miejscach mowy.

 

Sumo w Polsce

japonia, sumo, zapasyW naszym kraju działa kilkadziesiąt licencjonowanych klubów sumo.

Trenuje w nich ok. 1000 osób, z czego 312 to licencjonowani zawodnicy. Trening jest bezpłatny.. Sprawna fizycznie osoba już po killkumiesięcznym treningu może wystrartować w pierwszych zawodach. Tego, gdzie można zacząć trenować dowiesz się na stronie www.sumo.org.pl

 

1400 lat sumo

Pierwotne zapasy miały charakter obrzędowy. Już jednak w VII w. zmagania olbrzymów stały się rozrywką dworską. Od 824 r. turnieje rozgrywały się 16. dnia miesiąca, a dworskie sumo zepchnęło na dalszy plan sumo obrzędowe. Rozkwit sumo nastąpił po 1185 r., kiedy stało się elementem treningu bojowego wojska. Ogromni sumocy odgrywali na polach bitwy rolę żywych taranów, tworząc także gwardię przyboczną cesarza. Zdarzało się, że gdy stawały przed sobą dwie armie, ich dowódcy zamiast decydować się na rozlew krwi, wybierali pojedynek sumoków. Wszystko zmieniło pojawienie się w Japonii w XVI w. portugalskich muszkietów. Sumo przeobraziło się jednak w całą gamę walk i zabaw, np. sumo noworodków. Niemowlaki układane są w kręgu naśladującym ring. Porusza się nimi, naśladując ruchy sumoków. Inny wariant to sumo marionetek. Niemowlęta przyglądają się zmaganiom lalek, a zwycięża to, które zapłacze pierwsze.

Sumo jest profesją przekazywaną z ojca na syna. W zawodowych rozgrywkach mogą walczyć tylko mężczyźni. Wielkie turnieje sumo (basho) odbywają się sześć razy w roku w czterech miastach: Tokio, Osace, Nagoi i Fukuoce. W wersji amatorskiej to sport dla dzieci, kobiet i mężczyzn w różnym wieku. W 1995 r. Japończycy zaprosili na mistrzostwa świata w sumo polskich zapaśników. Polacy wypadli rewelacyjnie, zdobywając dwa piąte miejsca. W 1997 r. Andrzej Wojda zorganizował pierwsze mistrzostwa Polski, a następnie opracował i wprowadził w życie system szkoleniowy. Największym problemem w tym czasie okazało się namówienie zawodników do tego, żeby założyli mawashi. Dziś Polacy sięgają po najwyższe laury, łącząc nowoczesne i tradycyjne zasady treningu. Polscy sumocy zdobyli ponad 100 medali na mistrzostwach świata i Europy.

 

Tekst: Alex Kłoś

Zdjęcia: Tomasz Wawer (montaż)

 

Zobacz też na Logo24:

Mój pierwszy raz, sport

Rosyjski taniec - Sambo

W Rosji to sport popularnością ustępujący chyba tylko piłce nożnej. Sambo trenuje Władimir Putin, a narodowym gierojem jest mistrz tej sztuki Fiodor Jemieljanienko.

Sparing z mistrzem

Myślałem głównie o tym, żeby chronić nos. W drugiej rundzie, kiedy zaczęły się pierwsze przerwy w świadomości, Tomek Adamek krzyknął: - Trzeba kończyć! Redaktor sinieje!

Sięgam w najgłębszy zakamarek szafy po kolorowe spodenki do muay thai. Kilka lat temu kolega przywiózł mi je z Tajlandii. Dziś wreszcie będą potrzebne. Kopnął mnie nie lada zaszczyt. Indywidualny trening z Joanną Jędrzejczyk, wicemistrzynią świata w muay thai.

Wstrząśnięty i zmieszany

Wstrząśnięty i zmieszany

To było dawno temu. Siedzieliśmy z kumplami z podwórka pod trzepakiem i godzinami roztrząsaliśmy, czy Godzilla pokonałaby King Konga. Gigantyczny goryl jest potwornie silny i zręczny. Godzilla potrafi za to ziać ogniem i jest odporna na ciosy. Co przyda się bardziej?

Więcej o: