Na złamanie karku z Mają Włoszczowską

Mam ścigać się z Mają Włoszczowską. Nigdy nie jeździłem w górach, a Maja to srebrna medalistka z olimpiady w Pekinie w kolarstwie górskim - sporcie dla twardzieli wymagającym ogromnej wytrzymałości. A może przesadzam? Może to nie jest aż takie trudne? Przecież to baba! Jeśli ona potrafi, to i ja mogę. Przejechałem na rowerze kilka tysięcy kilometrów. Pokażę jej, jak się jeździ!

 

 

W przeddzień wyścigu Maja zaprasza mnie do dwupokojowego mieszkania na wrocławskim Biskupinie. Mieszka z koleżanką. W pokoju łóżko, biurko z laptopem, telewizor. I cztery rowery.

Pierwsze zaskoczenie. Mistrzyni świata w niczym nie przypomina kobiety gladiatora, której uścisk zmiażdży mi rękę. Kogoś takiego się spodziewałem. Tymczasem staje przede mną sympatyczna, drobna brunetka. Nieśmiało się uśmiecha. Później powie o sobie - Rzadko myślę, że jestem najlepsza na świecie. Raczej, że jestem najlepsza spośród startujących zawodniczek.

Następnego dnia ruszamy do Szczawna-Zdroju. Tam na trasie będę się starał udowodnić Mai, że w rywalizacji z mężczyzną nie ma szans.

 

Tyłek za siodełko

 

rower 

 

Rower, na który wsiadam, musi wytrzymać jazdę w bardzo trudnych warunkach. W końcu to kolarstwo górskie. Na trasie trafia się na wystające korzenie, hopki i uskoki. Jeździ się po kamieniach, błocie, piasku, żwirze. Co tylko można sobie wyobrazić. Zanim wsiądę na rower, Maja doradza: - Gdy zjeżdżasz, wychylaj się nieco do tyłu, za siodełko. Dzięki temu będziesz jechał bardziej stabilnie.Nie bardzo łapię, więc musi mi zademonstrować. Chodzi o to, że jadąc w dół, trzeba wysunąć tyłek za siodełko i trzymać go nad tylnym kołem. Wygląda to dość dziwnie, ale pozwala dociążyć tył roweru i dzięki temu uniknąć przelecenia nad kierownicą. Nic prostszego. Ruszamy z górki, najpierw ostry zakręt, później hopki, na których wyskakujemy. Okazuje się, że teoria to jedno, a praktyka - to coś zupełnie innego. Jadę tak stabilnie, że po wyskoku przelatuję przez kierownicę i z impetem ląduję na następnej przeszkodzie. Od uderzenia w brzuch tracę dech. Po chwili dociera do mnie, że uderzyłem o ziemię nie tylko brzuchem, ale też łokciami, kolanami, żebrami i szczęką. Czy to w ogóle możliwe? Maja patrzy przerażona, jakbym miał już nie wstać. - Nie chcę cię mieć na sumieniu - żartowała chwilę wcześniej, kiedy ruszaliśmy z góry. Ale ja nie mam zamiaru się poddawać. Wstaję i siadam na rower. Nie wiem jeszcze, że moje prawe kolano zaczyna puchnąć, że za godzinę ledwo będę nim ruszał. Liczy się zjazd. Przecież nie jestem gorszy!

 

Doświadczenie wygrywa

 

rower

 

Szybko pojmuję, że w kolarstwie górskim hamowanie jest co najmniej tak samo ważne jak pedałowanie. Zjazdy są tak strome, że rower sam nabiera dużej prędkości i trudno nad nim zapanować. Podłoże jest strasznie nierówne, rower skacze na wybojach, korzeniach. Koła buksują w błocie, rozrzucają żwir na boki, ślizgają się na kamieniach. Co chwilę zaskakują uskoki, po których rower przez moment szybuje w powietrzu. Za każdym razem mam śmierć w oczach. Kręta trasa przebiega w środku lasu, między drzewami. Pędząc, staram się nie myśleć, co się stanie, jeśli wylecę z zakrętu. Czy w tym sporcie zdarzają się śmiertelne wypadki?

O tym, że hamowanie jest sztuką, przekonuję się bardzo szybko. Pędzę niemal z prędkością światła po wyłożonej kamieniami alejce.  

 

rower 

 

Zbliżam się do ostrego zakrętu. Wciskam hamulec. Nie przewidziałem tego, że wilgotne kamienie są piekielnie śliskie i ułamek sekundy później znów leżę na ziemi. A właściwie sunę po niej wraz z rowerem. Maja wyprzedza mnie i pierwsza wjeżdża na stromy podjazd.

Tu dopiero zaczyna się prawdziwe pedałowanie. Maja podjeżdża dość wolno, więc wietrzę szansę i wyprzedzam. Cieszę się, że będę pierwszy na górze, ale podjazd niemiłosiernie się dłuży. Parę metrów przed końcem nie jestem w stanie dalej jechać. Zsiadam i wpycham rower na szczyt. Maja mnie wyprzedza i jest pierwsza. - Nieźle przycisnąłeś - chwali. - Sama poczułam w nogach to tempo. Miłe, ale co z tego? Nie rozłożyłem właściwie sił i nie dałem rady podjechać. Doświadczenie wygrało z zapałem.

 

rower

 

Pomny lekcji na następnym podjeździe próbuję jechać równo z rywalką. Czyli bardzo, bardzo powoli, na najlżejszym przełożeniu. Również z tym mam problemy - doświadczona zawodniczka doskonale utrzymuje równowagę, a ja, jadąc tak wolno, tracę ją i podpieram się nogą.

Na szczęście opanowałem już umiejętność "wypinania", czyli szybkiego uwalniania butów z zatrzasków SPD. To była pierwsza rzecz, której musiałem się nauczyć. Aby stopy nie spadały z pedałów, przypina się je za pomocą specjalnych zatrzasków. Zatrzymując rower, trzeba pamiętać, aby wypiąć but, bo inaczej nie zdejmie się nogi z pedału. Kto o tym zapomni - leży.Pędząc krętą ścieżką między drzewami, nagle doznaję olśnienia. Wiem już, jaka jest recepta na odważną, dynamiczną jazdę w stylu Mai Włoszczowskiej. Brak wyobraźni. Moja wyobraźnia mocno pracuje. Chyba zbyt mocno. Nie potrafię przestać wyobrażać sobie, co się stanie, jeśli wylecę z trasy, zderzę się z drzewem czy stracę równowagę przy wyskoku... Przeżywam wewnęt-rzną walkę. Z jednej strony szybka jazda, pęd powietrza, adrenalina. Coś tak podniecającego, że się chce "przycisnąć". Ale z drugiej strony, kiedy już wydaje mi się, że rozwinąłem prędkość jak bolid Formuły 1, coś każe mi zwolnić. Pojawia się obawa przed połamaniem. Na to z kolei nakłada się pragnienie zwycięstwa, rywalizacji. I ono przeważa. Nie po to tu jestem, by wciskać hamulec. To jest wyścig. Jako amator walczę z zawodowcem. Ścigam się z kobietą, broniąc honoru wszystkich mężczyzn.

 

rower 

 

Mai obce są moje rozterki. Jedzie tak, jakby nie miała pojęcia, że zderzenie z drzewem może jej zaszkodzić. Staram się dotrzymać jej kroku, ale tyleż z nią rywalizuję, co podziwiam. Im bliżej mety, tym rywalizacja jest coraz bardziej nierówna. Tu jestem usprawiedliwiony - to nie ja dopiero wróciłem z obozu kondycyjnego. Moja rywalka zdaje się kontrolować przebieg wyścigu. Nawet jak udaje mi się ją na moment wyprzedzić, nie pozwala mi uciec daleko. Mam wrażenie, że patrzy na moje wyczyny z politowaniem. Rywalizacja ze mną nie dostarcza takiego poziomu adrenaliny jak zawody Grand Prix. Pod koniec przejazdu ledwo przebieram nogami. Maja, przyzwyczajona do dużo większych dystansów, wygląda, jakby dopiero wsiadła na rower. Ja ciężko dyszę, nogi mam jak z waty. Wyjeżdżamy z lasu na zalaną słońcem polanę. Ostatni odcinek trasy. Metę przyjmuję jak wybawienie. Muszę uznać wyższość rywalki. Co tam, że baba - przegrałem z mistrzem.

 

tekst | Jędrzej Bader

 

Mistrzyni świata, wicemistrzyni olimpijska

 

maja 

 

Maja Włoszczowska

Ma 22 lata. Zaczęła jeździć dzięki mamie, zapalonej rowerzystce. W 2000 r. została wicemistrzynią świata juniorek. Rok później na kolejne mistrzostwa do Vail w USA jechała z nadziejami na złoto. Wszystko rozstrzygało się między mną a Brytyjką Nicole Cooke. Do końca nie było wiadomo, która z nas wygra. Wycisnęłam z siebie wszystko. Na górze miałam 100 m przewagi. Potem tylko przejazd przez miasteczko i meta. W kategorii cross-country, w której ściga się Maja, wyścig trwa kilka okrążeń. Po ostatnim jest zjazd na metę. Dalsza trasa powinna być zagrodzona, aby finiszujący kolarz nie pomylił drogi. Tym razem tak nie było. Maja, zamiast skręcić na metę, zaczęła kolejne okrążenie. - Kiedy się zorientowałam, było za późno. Brytyjka mnie wyprzedziła. Można przegrać o pół koła, ale jak jest się słabszym. A ja nie byłam. Myślałam, że się potnę. Po powrocie do Polski biorę gazetę, a tam "Wielka porażka Polaków. Zaledwie srebro Włoszczowskiej".

Nie mogę o tym zapomnieć...

Jako seniorka Maja Włoszczowska zaczęła odnosić kolejne sukcesy. Największe z nich to srebrne medale mistrzostw świata w konkurencji cross-country w 2004 i 2005 r. oraz mistrzostwo świata w maratonie w 2003. W ogóle się na maraton nie nastawialiśmy. Pojechałam tam treningowo. Szukałam na mapce miejsca, w którym będę mogła zjechać z trasy. To 115 km, jak ja to przejadę? Wszyscy startowali razem - zawodowcy i amatorzy, kobiety i mężczyźni. Długo nie wiedziałam, która jestem. Ostatnie 15 minut to euforia. Jechałam i myślałam: "Boże, jestem mistrzynią świata. Nie wierzę".

Najnowszym i największym osiągnięciem Mai jest jednak srebrny medal na igrzyskach olimpijskich w Pekinie w 2008 r.

 

rower

 

 

Konkurencje kolarstwa górskiego:

 

Cross-country (XC) - dyscyplina olimpijska. To kilka około pięciokilometrowych okrążeń obfitujących w strome zjazdy i podjazdy. Koronna konkurencja Mai Włoszczowskiej.

 

Maraton - zbliżony do cross-country, tylko dużo dłuższy (50-200 km). Przejazd trwa 4-5 godzin. Od XC różni się też tym, że nie jedzie się kilku okrążeń tej samej trasy, tylko jedną, długą. Łatwiejszy technicznie od XC, ale oczywiście bardzo wymagający wytrzymałościowo. W tej konkurencji także czasami startuje Maja.

 

Downhill - około trzykilometrowa trasa zjazdowa, bardzo stroma, z licznymi, trudnymi przeszkodami. Jazda na czas, pojedynczo. Na łeb na szyję...

 

Dual, four cross - startuje dwóch (dual) lub czterech (four cross) zawodników naraz. Jadą po torze zjazdowym z licznymi skoczniami, zwycięzca przechodzi do następnej rundy. Dual w Europie już praktycznie nie jest rozgrywany, ale w USA i Japonii wciąż bardzo popularny. Zawodnicy ścigają się po równoległych torach - jak w slalomie snowboardowym.

 

Trial - krótkie odcinki, bardzo trudne technicznie, najczęściej wyznaczone na skałkach lub utworzone ze sztucznych przeszkód. Obfitują w dużą ilość efektownych skoków. Liczy się czas oraz technika (plus za pokonanie trasy bez podpierania się nogą). Do tej konkurencji używa się rowerów zbliżonych do BMX-ów.

 

BMX racing - nowa dyscyplina w programie igrzysk olimpijskich. Startuje kilku zawodników naraz. Pokonują krótkie okrążenia na torze ze sztucznie zbudowanymi muldami.

 

 

Profesjonalny  rower górski

 

Profesjonalny  rower górski

 

To rower, na którym ściga się Maja - wart grubo ponad 20 000 zł.

Waży 9,5 kg. Jest dużo droższy od amatorskich, ale to nie oznacza, że bardziej trwały. Niektóre elementy (np. opony) wymienia się po jednym lub kilku wyścigach. Rower wyczynowy powinien być przede wszystkim lekki, zaś amatorski, mimo, iż cięższy i nieco mniej sprawny, może rowerzyście służyć dłużej. Na zdjęciu opisaliśmy elementy roweru, na którym jeździ Maja, odróżniające go od przeciętnych "górali":

 

1 | Siodełko - karbonowe, bardzo lekkie, ale przez to niezwykle twarde. Bez specjalnych spodenek z tzw. "pampersem" nie polecam.

 

2 | Opony - bezdętkowe. Mają różne bieżniki i średnicę, zmienia się je zależnie od warunków (inne na szosę, inne na podłoże piaszczyste, błoto itd.). Zrobione z miękkiej mieszanki gumy. Są na tyle wytrzymałe, żeby przejechać na nich wyścig w trudnych warunkach, ale po każdych zawodach się je zmienia. Dodatkowo stosuje się specjalną piankę, którą wstrzykuje się do środka, a ona, w razie przebicia opony, momentalnie uszczelnia dziurę od wewnątrz. Działa to jednak tylko na niewielkie dziury.

 

3 | Pedały zatrzaskowe SPD - tak zwane "espedy". W podeszwie buta kolarskiego montuje się specjalne bloki, które się wpina w pedały. Dzięki temu stopa nie spada, a praca nóg jest bardziej efektywna - podczas gdy jedna noga naciska pedał, druga ciągnie drugi w górę, wykonując dodatkową pracę. Problemem dla początkujących jest przyzwyczajenie się do takiej jazdy - zanim ktoś nauczy się"wypinać", parę razy się wywróci.

 

4 | Rama - karbonowa, więc przede wszystkim niesamowicie lekka.

 

5 | Bidon - wypełniony napojem izotonicznym. Na trasie wyścigu jest kilka punktów (tzw. bufetów), na których można wymienić bidon na pełen.

 

6 | Hamulce tarczowe - lepsze od tradycyjnych szczękowych(tzw. V-breaków), zwłaszcza podczas jazdy w błocie, kiedy klocki hamulców szczękowych się ślizgają. Są także bardziej trwałe i lepsze do zjazdów, na których hamulec jest mocno eksploatowany - wówczas klocki V-breaków mogą się przegrzać i szybko zetrzeć. Większość zawodowców stosuje hamulce tarczowe, wśród amatorów nie są jeszcze zbyt popularne - głównie z racji wysokiej ceny.

 

7 | Manetki zmiany biegów - wmontowane w dźwignie hamulca, tzw. Dual Control. Dzięki temu są dużo poręczniejsze i lżejsze.

 

8 | Blokada amortyzatora - pozwala zaoszczędzić energię przy podjazdach. Na zjazdach, gdzie amortyzator jest potrzebny, zwalnia się blokadę.

Polecamy