W szklanej klatce

Czy narty są lepsze od deski snowboardowej? Czy żeglowanie jest fajniejsze niż surfing? Takie dyskusje nie mają końca. Żeglarzy i surferów pogodził kajt, a ja, zapalony tenisista, postanowiłem znaleźć odpowiedź, dlaczego tak wielu moich kolegów zdradza tenis dla squasha.

 

Moda na ten wymyślony pod koniec XIX w. w Anglii sport przyszła do nas w ostatnich latach. Korty pojawiają się w całej Polsce. A jeszcze cztery lata temu squash wydawał mi się rozrywką tak egzotyczną jak owoc liczi. Dziś widzę, że to popularna gra. Choć jest to popularność inna od tej, jaką cieszą się skoki narciarskie. Każdy Polak wie, kto to jest Adam Małysz, choć sport ten uprawia jedynie kilkudziesięciu sportowców w kraju. A squash? Grających są tysiące, ale konia z rzędem i rakietą temu, kto wie, jak nazywa się mistrz świata w tej dyscyplinie.

 

 

Łamacz rakiet

 

  Ja się dowiedziałem i - teoretycznie przygotowany - wykupiłem lekcję squasha, która zmieniła mój pogląd na tę grę o 180 stopni. Jeszcze w szatni byłem przekonany, że 30 minut wystarczy mi do osiągnięcia poziomu średnio dobrego gracza. "Wszak trener potrzebny mi jest tylko do wyjaśnienia zasad i kilku uwag na temat taktyki" - myślałem. Squash to młodszy brat tenisa, matkę mają jedną - Anglię. Mnie, staremu tenisiście, musi więc ulec. Cóż to w końcu za trudność? Zamiast ruchliwego przeciwnika, który nie wiadomo gdzie odbije piłkę, mam równą ścianę, a zgodnie z prawem fizyki kąt padania równa się kątowi odbicia. Łatwo więc przewidzieć, gdzie piłka poleci. O kondycję też się nie martwiłem. Jak niby mam się zmęczyć w małym prostokąciku wielkości średniego pokoju, gdy na co dzień biegam po ogromnym korcie? Szybko jednak okazało się, że lekceważenie squasha będzie mnie drogo kosztować. Nim jednak przyszło mi płacić upokorzeniami na korcie, okazało się, że muszę zapłacić za sprzęt, bo ten tenisowy nie do końca okazał się przydatny. O ile koszulka i tenisowe spodenki na początku mogą być, o tyle buty do tenisa w squashu są nieprzydatne. Ten sport wymaga spec-jalnego obuwia z kauczukową jasną podeszwą i bardzo drobnym bieżnikiem. Tylko taki but daje zwrotność na drewnianej podłodze i, co równie ważne, nie zostawia śladów po ścieranej gumie.

Rakieta bardziej niż do tenisa przypomina tę do badmintona zwanego w kraju nad Wisłą kometką. Lekka, delikatna. Za delikatna. Przekonałem się o tym w połowie lekcji, gdy po raz kolejny usiłowałem dobiec do lecącej tuż przy ścianie piłki. Zmęczone płuca nie wciągały już powietrza, nogi gięły się w kolanach bez mojej zgody. Wykończony, wściekły na swoją nieudolność i na trenera, który udowadniał mi właśnie wyższość squasha nad tenisem, źle obliczyłem odległość. Wziąłem potężny zamach, zachwiałem się i poleciałem do przodu. Rakieta trafiła w boczną ścianę. Najpewniej nadwerężona przez wcześniejszych uczniów rama nie wytrzymała obciążenia i pękła.

 

Kort do squasha to zamknięta klatka.

Piłkę uderzać można o wszystkie ściany, ale przynajmniej raz musi ona odbić się od ściany frontowej. Jeśli po twoim uderzeniu piłka odbije się powyżej linii autu lub trafi w "blachę" - punkt zdobywa przeciwnik.

 

 

 

Reguły gry

 

Każdy set gra się do zdobycia przez jednego z zawodników 9 punktów (jeśli dojdzie do wyniku 8:8, gracz odbierający decyduje, czy gra się do 9, czy 10 zdobytych punktów). Punkt zdobywa się tylko przy swoim serwisie. Serwuje się z jedną stopą w prostokącie zwanym polem serwu. Przy zagrywce piłka musi uderzyć frontową ścianę między linią serwu a linią autu i upaść po przeciwnej stronie kortu. Piłka może dotknąć ziemi tylko raz - potem broniący musi z powrotem skierować ją ku ścianie frontowej (przy czym piłka może po drodze odbić się od ścian bocznych, a nawet tylnej). Punkt traci się zasadniczo w dwóch przypadkach:

 

- jeśli piłka odbije się od podłogi dwa razy

 

- jeśli piłka odbije się od którejkolwiek ściany powyżej linii autu albo uderzy w tzw. blachę (pas w dolnej części ściany frontowej).

 

Do tego dochodzą prawie niezrozumiałe zasady dotyczące sytuacji, w której piłka uderzy któregoś z graczy, jeden z zawodników wpadnie na drugiego, albo utrudni mu uderzenie piłki itp. Ale w końcu squasha wymyślili Anglicy. Ci od punktacji tenisowej, spalonego w rugby i kufla piwa o pojemności 0,56826125 litra.

 

 

  

  

Rakiety do squasha mają różną powierzchnię "główki" - od dużej dla początkujących do małej dla profesjonalistów

 

Piłki mają różną sprężystość: najszybsze, dla początkujących, oznaczone są niebieską kropką, a najwolniejsze dla zawodowców - dwiema żółtymi

 

Forhend

 

Bekhend

  

 

Wolej z forhendu

 

Wolej z bekhendu

 

Lob z forhendu

 

Lob z bekhendu

 

 

Ucieczka przed gumowym pociskiem

 

Korzyść z tej katastrofy była taka, że gdy instruktor poszedł wymienić sprzęt, ja mogłem złapać oddech, dać odpoczynek drżącym nogom i zastanowić się, jak przetrwać na korcie do końca lekcji. Leżąc z nogami opartymi o ścianę, uświadomiłem sobie, że wbrew pozorom mam nie jednego, a kilku przeciwników.

Oprócz grającego ze mną trenera były nimi na pewno własne płuca oraz ściany. O te ostatnie waliłem niczym hokeista o bandy. Dopiero uwagi trenera dotyczące poruszania się po korcie ("wracaj natychmiast na środek boiska!") oraz pracy nóg pozwoliły mi uratować nerki przed odbiciem, a nawet kilka razy trafić rakietą w piłkę.

A nie jest to wcale proste. Przed meczem piłka do squasha jest kauczukowym flakiem. Kiedy opuściłem ją na ziemię, z trudem odbiła się od podłogi zaledwie na kilka centymetrów. Dopiero po wielu potężnych uderzeniach o ziemię i ściany, gdy rozgrzane powietrze rozszerzyło się w środku i nadało piłeczce sprężystość, flak zmienił się w gumowy pocisk. Śmigał mi koło ucha z niemal naddźwiękową szybkością.

Czasami za sprawą precyzyjnych i delikatnych zagrań trenera, który amortyzował piłkę na rakiecie, pocisk zmieniał się w szmaciankę, która z trudem odbijała się od ściany. Przez pierwszych kilkanaście minut albo biegałem po korcie, goniąc opadającą piłkę, albo uchylałem się przed śmigającą gumą, która w ułamku sekundy lądowała za moimi plecami, nie pozostawiając szans na skuteczne uderzenie.

Dziś, po kilku godzinach treningu, nie mogę jeszcze nazwać się graczem, mogę jednak powiedzieć, że wiem, jak squash smakuje. Wiem, jak sprytnie odbijać piłkę od ścian (tzw. boast i tickle boast), by zmusić przeciwnika do opuszczenia środka kortu. Forhend, bekhend, smecz brzmią swojsko jak w tenisie i przypominają tenisowe uderzenia. Różnica polega na tym, że tu gra się głównie nadgarstkiem i ręką, w tenisie uderzenie wyprowadza się z nóg i tułowia. Jeszcze raz potwierdziłem też starą prawdę, że najlepiej zaczynać od lekcji z instruktorem, w przeciwnym razie człowiek traci za dużo czasu na zgłębienie tajników taktyki, nauczenie się prostych uderzeń i popełnia masę błędów w ustawieniu, trzymaniu rakiety. Trudno je potem wyeliminować.

Wiem też, że dla graczy w squasha będę żywił wielki szacunek. Zostanę jednak przy tenisie. Dlaczego? Zapewne squash przyszedł do mnie za późno. I trochę mi szkoda - po tylu latach - zrywać z tenisem.

 

Serwis

1. Zawodnik zagrywający musi stać w polu serwu.

2. Piłka musi odbić się o przednią ścianę powyżej linii serwu.

3. Piłka musi spaść po przeciwnej stronie kortu ale może po drodze odbić się od ściany bocznej (4.)

 

Taktyka

Tzw. punkt T to centrum kortu i jego najważniejsze miejsce - obaj zawodnicy usiłują się tu ustawić. Stąd mogą w dwóch, trzech krokach dojść do każdej piłki, a jednocześnie wyrzucać przeciwnika piłkami pod ściany.

Najtrudniejsze do odebrania są piłki spadające tuż przy ścianach bocznych. Dobrze więc kierować piłkę w tę strefę. Szczególnie trudne do odbioru są piłki idące wzdłuż ściany, oraz spadające w jeden z narożników.

Tak można, stojąc w punkcie T, załatwić przeciwnika - puścić dropszota (lekka piłka spadająca tuż przy frontowej ścianie), piłkę w narożnik przy przedniej ścianie albo wręcz przeciwnie, do kąta przy ścianie tylnej.

 

 

Zresetuj się!

 

Niestety obu tych gier przeciętnie sprawny człowiek, który marzy o amatorskich triumfach takich jak ogranie szefa (pamiętajcie, nie zawsze to się opłaca), pogodzić nie może. Squash wymaga innej pracy nóg na korcie, innej taktyki, a przede wszystkim miękkiego nadgarstka. To wszystko rozregulowuje tenisowe uderzenie.

Squash ma jednak kilka niezaprzeczalnych zalet. Jest tańszy - sprzęt i wynajem boiska mniej kosztują. Już po kilku lekcjach można próbować grać. W tenisie, by przystąpić do pierwszego meczu, który przy dużej wyobraźni kibiców przypominał będzie finał US Open, potrzeba miesięcy, jeśli nie lat. Poza tym pół godziny squasha to trzy godziny wysiłku na korcie.

Przerwy są króciutkie, dynamika wielka, szybko brakuje powietrza. - Nic tak nie resetuje zmęczonego pracą mózgu jak godzina squasha. Jestem wtedy prawie nieżywy, a jednocześnie odstresowany, zrelaksowany - mówi były minister sportu Jerzy Ciszewski, który w tej grze zakochał się bez pamięci kilka lat temu i porzucił dla niej tenis. - Radzę jedno. Nie zaczynaj, jeśli nie masz kondycji - mówi minister. Faktycznie, ten rodzaj wysiłku dla nieprzygotowanych może być groźny. Koniecznie zacznij więc od odbudowania formy. Brzuch, który w tenisie nadaje dostojeństwa, tu przeszkadza i złośliwie odbija się od ud.

I na koniec rada dla najbogatszych. Jeśli status materialny i pozycja zmuszają cię do zbudowania kortu przy domu, wybierz squasha. Przetarcie zakurzonej podłogi raz na kilka dni jest o wiele łatwiejsze niż wyrywanie chwastów przebijających się przez ceglaną mączkę. Bo nie oszukuj się, w domu i tak grał nie będziesz. A, i jeszcze jedno! Boisko do squasha to świetne miejsce na domowe party.

 

 

 

 

Autor tekstu i jego kat: trener Marek Bogumił

 

 

Za pomoc w realizacji materiału dziękujemy: Klubowi Tenisowemu "Smecz", ul. Siedliska 44a, Piaseczno, tel. 022 797 00 51 oraz sklepowi Ski-Team Pro Shop, ul. 17 Stycznia 36/38, Warszawa, tel. 022 846 86 99, www.skiteam.pl

 

Tekst: Wojciech Fusek

Zdjęcia: Albert Zawada, Agata Jakubowska, materiały promocyjne firm, (montaż)

Makijaż: Aneta Paciorek

Infografiki: Wawrzyniec Święcicki

 

 

Czytaj też na Logo24:

 

Squash znaczy po angielsku "ściskać". Rzeczywiście - mało który sport wyciśnie z ciebie tyle potów, co uganianie się z rakietą w szklanej klatce. Ale najpierw trzeba mieć rakietę. Oto wybór z najnowszych kolekcji dostępnych na polskim rynku.

 

Czwórbój rakietowy

Zaczyna się od najlżejszej, pingpongowej paletki. Potem są coraz cięższe rakiety do badmintona i squasha. Kto pomyślnie przejdzie ostatnią próbę wymachiwania rakietą tenisową, ten może uważać się za mistrza racketlonu.

Popularnością na świecie ustępuje tylko futbolowi, a uderzony rakietą pocisk może pomknąć z prędkością przekraczającą 400 km na godz.! Tak, tak, badminton to nie plażowa rozrywka panów z brzuszkiem, ale pełen dynamiki sport, najszybszy spośród rozgrywanych na korcie.

Zaokrąglił ci się brzuszek? Oglądając transmisje z Mistrzostw Świata, zapragnąłeś być jak mistrzowie? Powód nie jest istotny - po prostu zacznij uprawiać jakiś sport!

Specjalnie dla ciebie zapytaliśmy ekspertów, na co zwrócić uwagę, wybierając którąś z najpopularniejszych dyscyplin.

Więcej o: