Rosyjski taniec - Sambo

W Rosji to sport popularnością ustępujący chyba tylko piłce nożnej. Sambo trenuje Władimir Putin, a narodowym gierojem jest mistrz tej sztuki Fiodor Jemieljanienko.

 

Gdy otwierałem pierwszą w kraju sekcję i zadzwoniłem do klubu sportowego z prośbą o salę z matą do treningów sambo, moja rozmówczyni zapytała, po co mi mata do tańca - wspomina Bartłomiej Mendak, prezes Sambo System Polska (SSP). Dziś w jego klubie odbywają się treningi w kilku formułach walki wręcz.

Bartek jest szczupły, niespecjalnie wysoki, wojskowa kurtka trochę na nim wisi. Spogląda bystro zza okularów i nie wygląda groźnie. Do czasu. Na sali treningowej wzbudza respekt. Ma 33 lata, walkę wręcz trenuje od 1987 r. Zaliczył karate, dżudo, kung-fu Shaolin, kick boxing, krav magę i brazylijskie dżiu-dżitsu. Studiował pedagogikę i ekonomię. Prowadzi firmę handlową, jest masażystą i trenerem walki wręcz. Sambo zna od 2002 r.

- Pojechałem na Ukrainę, gdzie zrobili dla mnie pokaz. Byłem zachwycony i zaprosiłem wicemistrza świata do Polski. Przez dwa lata trenowałem z nim non stop. Zostałem przedstawicielem ukraińskiej federacji i założyłem klub. Ćwiczyło w nim prawie sto osób. Wtedy zdarzył mi się ciężki wypadek samochodowy. Uszkodziłem kręgosłup, do dziś nie mogę dźwigać ciężarów. Miałem trzyletnią przerwę w treningach. W klubie zostało raptem piętnaście osób. Zacząłem wszystko od początku, dziś znów sala jest pełna - opowiada.

 

 

Zrodzone na wojnie

 

Sambo nie ma nic wspólnego z brazylijską sambą. To nie jest taniec, ale kompletny system samoobrony. Od sportowego treningu przekrojowego pod mma (stójka z muay thai, klincz z zapasów i parter z brazylijskiego dżiu-dżitsu) odróżnia się tym, że ma własne techniki do walki w każdej płaszczyźnie. Ma także militarną odmianę, czyli tzw. sambo specjalne, zwane u nas sambo combat. Poza tym program walki nożem, saperką i karabinkiem szturmowym (użytym jako broń obuchowa).

Sambo

Skrócenie dystansu i atak nożem (Iwo)

Historia sambo zaczęła się wraz z narodzinami ZSSR. Po rewolucji październikowej w Armii Czerwonej wprowadzono naukę walki wręcz. Wyłonieni zostali mistrzowie systemów uderzanych i chwytanych, a także nożownicy. Zaczął się proces szkolenia, szczególny nacisk kładący na oddziały specjalne i NKWD (przede wszystkim oficerów).

Jednym z ważniejszych mistrzów tamtych lat był Wasilij Oszcziepkow. Trenował dżudo w samym Kodokanie, największej szkole w Japonii, miał stopień drugiego dana. W latach dwudziestych sam nauczał japońskiej sztuki, modyfikując ją pod kątem skuteczności. Na swoje nieszczęście nie ukrywał jego japońskich korzeni, podczas wielkiej czystki został więc uznany za japońskiego szpiega i zamordowany. Jego następca Anatolij Charłampiew kontynuował dzieło mistrza. To wtedy zaczęto używać nazwy sam lub sambo (samozaszczita bez oruża - samoobrona bez użycia broni).

Potem przyszła wojna rosyjsko-japońska w 1930 r. Rosjanie w obozach jenieckich urządzali walki rosyjskich żołnierzy i japońskich więźniów, bez zasad. Obserwacje z tych walk pozwoliły usystematyzować doświadczenia. Wtedy skodyfikowano cały system. Łączył w sobie techniki z systemów Zachodu i Dalekiego Wschodu, a także republik azjatyckich ZSRR (ludowych zapasów). 16 października 1938 r. oficjalnie powstało sambo, oczywiście rozkazem Stalina.

Po wojnie pojawiła się przypominająca dżudo cywilna wersja 'chwytana', czyli sambo sportowe. Nie można w nim stosować duszeń, są za to dźwignie - na kręgosłup, ręce i nogi. Sambo barba i dżudo trenuje Władimir Putin, który jeszcze jako prezydent Rosji uznał sambo za sport priorytetowy.

Sambo

Kopnięcie proste w obronie przed atakiem nożem (Tomek)

 

Praktykowana od początku w sowieckim wojsku wielostylowa walka wręcz z czasem przyjęła się na rynku cywilnym pod nazwą sambo bojowe. Można tu stosować dźwignie, duszenia, kopnięcia i uderzenia (w stójce także łokciami, głową i kolanami). Walczy się w kasku. W obu formułach sambiści ubrani są w szorty i charakterystyczne kurtki przypominające bluzy do dżudo. Pas w sambo jest jednak sprytnie częściowo wpuszczony pod kurtkę, a potem i w szlufki. Wygląda trochę jak mały szlafroczek. Przeciwnicy zakładają kurtki w różnych kolorach, jeden czerwoną, drugi niebieską. Na nogi buty zwane sambowkami.

 

 

Igraszki na macie

 

Walka nożem i nauka obrony przed atakiem z jego użyciem to podstawowy element szkolenia rosyjskich żołnierzy, w Specnazie kładzie się na niego specjalny nacisk. Bartek Mendak pokazuje mi treningowe plastykowe noże. Są na tyle twarde, że uderzenia w twarz prędko się nie zapomni. Do zwykłych sparingów służą raczej miękkie atrapy z gąbki. Przynajmniej u nas, bo w Rosji podczas zawodów organizuje się walki na atrapy z drewna.

Na początku krótka rozgrzewka i trening poruszania, podobnego jak w szermierce na pięści. Dzielimy się na pary i zaczynamy ćwiczyć techniki. Cięcie w przedramię przeciwnika, potem w jego szyję, w końcu pchnięcie w szyję. Bartek demonstruje nam technikę, w której nieuzbrojona ręka paruje na zewnątrz pchnięcie nożem. Jednocześnie ta, w której jest nóż, wykonuje kontrę na gardło. Zaczynamy sparing. Ci z twardszymi atrapami muszą uważać. Trafienie w oko skończyłoby się tragedią. Ja i mój partner trzymamy w rękach miękkie noże z gąbki i możemy zadawać cięcia i pchnięcia z całej siły. Daję radę, bo chłopcy, z którymi ćwiczę, są początkujący. Raz po raz ktoś dostaje ode mnie atrapą po buzi, raz po raz ktoś chlasta mnie.

Sambo

 

W sali pojawia się Iwo Czerniawski. Prawa ręka Bartka. Ma 25 lat, z wykształcenia jest skrzypkiem, na życie zarabia, projektując urządzenia elektroniczne. Trenuje od trzech lat. Do klubu przyszedł, gdy zostawiła go dziewczyna. Po roku ćwiczeń wystartował w Pucharze Polski w full contact ju jitsu, zawodach mma, w których walczy się w kimonach. Wygrał dwie walki, w trzeciej został poddany przez sędziów, którzy orzekli TKO. - Nie liczyłem się ze stratami, nie zwracałem uwagi na to, że przegrywam, walczyłem tylko o rzut - wspomina.

Zaczynamy pojedynek. Odskok, doskok, cięcie w twarz; jedno, drugie, jeżeli to możliwe - trzecie. Iwo jest nierozgrzany i chyba zaskoczony moim agresywnym stylem. Szybko jednak się wkręca i robi się ostro, zaliczam strzał z ręki w twarz. Przy walce miękką atrapą to norma. Nagle wchodzimy w zwarcie, on zachodzi od tyłu i atakuje nożem mój kark. Pchnięcie, pchnięcie, pchnięcie. Masakra. Na koniec Bartek demonstruje nam technikę militarną - zdjęcie wartownika. Partner stoi tyłem, podchodzę do niego, łapię nieuzbrojoną ręką za szczękę, podcinam kopnięciem w tył kolana, a potem robię pchnięcie w szyję.

Do sali wchodzą nowi ludzie. Za chwilę zacznie się trening przekrojowy, czyli po prostu mma. Jestem przygotowany na niezły łomot, ale dziś będzie tylko grappling, czyli walka na chwyty. Co zrobić, czołgamy się, wypychamy biodra, robimy przewroty, gwiazdy i przeskoki tygryskiem przez ludzi ustawionych na czworaka. Najbardziej zaawansowani skaczą przez cztery osoby, pochylone i ustawione w szeregu. Wylatując w powietrze, krzyczą na całe gardło: sambo!

Sambo

 

Dobieramy się w pary. Zaczynamy od lekkiego kulania się w parterze bez stawiania oporu partnerowi, jak niedźwiadki zabawiające się pod okiem niedźwiedzicy. Potem czas na konkretne techniki. Klucz na bark z gardy, w brazylijskim dżiu-dżitsu nazywany kimura. Potem dwie proste i skuteczne obrony przed kimurą. Przejście z klucza na bark do gilotyny, a w końcu przetoczenie do dosiadu. No i sparingi. Iwo trzyma mnie w gardzie i próbuje duszenia trójkątnego nogami, dźwigni krzyżowej na wyprostowaną rękę, zwanej w bjj balac6ą. W końcu znajduje mój słaby punkt. Moja szyja nie jest chuda, ale dość długa. Zakłada na nią odwrotne duszenie, w którym przedramię naciska z tyłu na kark, tworząc dźwignię.

Żeby ta technika była skuteczna, trzeba mieć silne łapy. On ma, a ja poddaję się od razu, bo boli jak cholera. Zaczynamy od nowa. Kombinuję jak koń pod górę, a on za każdym razem łapie mnie za kark i od tego momentu jestem pozamiatany. W sumie to fascynujące, po treningu proszę więc, żeby założył mi jeszcze raz tę technikę.

- Musisz skupić całą energię w jednym punkcie - mówi i naciska. Ałłaaa!!! Naszej próbie przygląda się kilku chłopaków. Uśmiechają się pod nosami. - Takie to zabawne? - pytam jednego z nich. - Iwo, załóż mu to - proszę instruktora. Chłopak kładzie się posłusznie na macie, Iwo siada na nim i zapina dźwignię. Chojrak od razu ma dość, wstaje z ziemi z niewyraźną miną.

Przebieram się w kurtkę, spodenki i buty do sambo. Te są kapitalne. Przypominają buty zapaśnicze, ale zrobione są z cieńszej skóry. W sambo stopy służą także do kopania.

Bartek zaprasza mnie na sparing w parterze. Klękamy, zwróceni twarzami do siebie. Podajemy sobie ręce. Potem ruszamy. Od razu siada i łapie mnie za kurtkę. On mnie przetacza, a ja uciekam do pozycji żółwia (klęczę na kolanach podparty przedramionami). Potem przewracam się na bok i próbuję objąć go nogami i zapiąć gardę. On się nie daje i podpiera się kolanem na moim brzuchu. Robi mi się trochę wstyd, bo dałem się złapać jak leszcz. Próbuję go przetoczyć. Pozwala mi na to, bo ma już pomysł, jak mnie ograć. Kluczem do sukcesu jest uchwyt za rękaw kurtki. Gdyby nie to, być może udałoby mi się wyrwać rękę. Ale, niestety, zakłada mi dźwignię krzyżową na staw łokciowy.

Bartek demonstruje mi dźwignie na nogi, które są specjalnością sambo. Amerykanie przyznają, że pracy gardą w parterze uczyli się od Brazylijczyków, natomiast dźwigni i ataków na nogi od Rosjan. Zaplątujemy się nogami, ale ręce mam wolne i pytam: - A gdybym chciał przywalić? W odpowiedzi dopina mocniej dźwignię. Aha, albo spokój, albo tortury.

 

 

Na twardo

 

Melduję się na treningu grupy początkującej formuły combat. Będziemy ćwiczyć system SPAS. Nowy rosyjski wynalazek, zaprawa przed ćwiczeniem sambo combat.

Wszyscy mają suspensory zasłaniające 'strefę krocza' i bokserskie ochraniacze na zęby. Bartek demonstruje spasowy blok przed ciosem sierpowym. Od bokserskiego różni się tym, że ręka sięga głęboko za głowę, a dłoń chroni kark. Potem podwójna garda, za którą można się schować przed prostymi. Ręce są w niej uniesione tak wysoko, że sięgają aż do karku.

Zaczynamy walkę na otwarte dłonie. Uderzenia w czoło i boczne części głowy. Po chwili dochodzą do nich kopnięcia. Zakładamy rękawice. Zabawa się skończyła, witamy w prawdziwym życiu. Iwo staje pod ścianą, ja walę, a on się broni i nie oddaje.

Uśmiecha się od ucha do ucha swym żółtym ochraniaczem na szczękę i zachęca, żebym bił mocno. Ładuję niemal całą parą, bez większego efektu. Potem zmiana - dostaję taki łomot, że jestem oszołomiony. Przechodzimy do sparingu, w którym można używać tylko lewego prostego. Iwo rusza jak lokomotywa, muszę go poprosić, żeby zwolnił tempo. Zwalnia, ale i tak widzę, że jego liewyj priamoj zaraz przewróci mnie na glebę. Postanawiam uprzedzić przebieg wypadków i wchodzę mu w nogi. Byłoby cacy, gdyby nie to, że Iwo błyskawicznie zakłada mi gilotynę.

Sambo

Kopnięcie kolanem (Bartek)

Przechodzimy do innej sali na trening sambo combat. Na początku techniki bokserskie, kopnięcia, obrotowe back fisty. Twarda sportowa stójka. Potem patenty uliczne, już bez rękawic. Zejście z linii ataku, uderzenia w krocze, głowę i obalenie przez uchwyt za głowę. Jedna ręka łapię od dołu za szczękę, druga przytrzymuje tył głowy. Ruchem rotacyjnym sprowadza się rywala do parteru, gdzie kończy unieruchomiony trzymaniem. Jeżeli to nie wystarczy, można zasypać jego głowę i kark uderzeniami. Ostatecznym środkiem perswazji jest kopnięcie w głowę. 

Sambo

Atak na krtań ze sprowadzeniem do parteru (Bartek)Atak na krtań ze sprowadzeniem do parteru (Bartek)

Zwracam uwagę na jednego z ćwiczących. Tomasz Białek to jeden z lepszych 'uderzaczy' w klubie, brązowy medalista mistrzostw Polski w muay thai. Demonstruje mi kopnięcie, którego nie używa już na sparingach, bo mogłoby mieć katastrofalne skutki. To wysokie kopnięcie okrężne ze 'zmyłką'. Na początku noga zdaje się kierować do przodu, potem nagle zakręca, robi zawijasa i spada jak siekiera z góry na głowę. Staję przed Tomkiem i zasłaniam rękami głowę. On wykonuje zamach i kopie mnie piszczelem. Oczywiście, lekko i powoli. Gdy jego noga osiąga cel, w mojej czaszce pojawia się krótki błysk białego światła. Gdyby kopnął z całej siły, na bank uszkodziłby mi kręgosłup.

Bartek regularnie jeździ po nauki do Moskwy i Kijowa. Trenował w bazach szkoleniowych ukraińskich i rosyjskich jednostek specjalnych. - Treningi są ostre. Jak się komuś coś stanie, to trudno. Przechodzi się nad tym do porządku dziennego. To twardzi ludzie i nikt się nie patyczkuje. Przy tym mili, otwarci i sympatyczni, choć dość zamknięci. Nikt ci nie powie, czy i na jakiej walczył wojnie - mówi Bartek. Ciekawe, czy są równie mili, kiedy zrzucają ich na tyły wroga w celu dokonania dywersji albo eliminacji wrogiego dowództwa.  

 

 

Najsłynniejszą gwiazdą sambo jest Fiodor 'Ostatni Cesarz' Jemieljanienko, wielokrotny mistrz świata w sambo bojowym, od 2003 do 2010 r. klasyfikowany jako najlepszy zawodnik mma wagi ciężkiej na świecie. Na YouTube można zobaczyć, jak w przaśnych klimatach rosyjskiej prowincji trenował do walk na najważniejszych galach mma na świecie. Putin, zafascynowany światowym kultem, który otacza Jemieljanienkę, zwietrzył dobry PR w sponsorowaniu mistrza. W Starym Oskole, w którym z rodziną mieszka legendarny fajter, za państwowe pieniądze powstał luksusowy kompleks do treningów walki wręcz.

Sambo - Fiodor 'Ostatni Cesarz' Jemieljanienko

 

 

 

Tekst: Alex Kłoś

Zdjęcia:  Albert Zawada, FPM/Getty Images (montaż)

 

 

Zobacz też na Logo24: 

 

Sparing z mistrzem 

Myślałem głównie o tym, żeby chronić nos. W drugiej rundzie, kiedy zaczęły się pierwsze przerwy w świadomości, Tomek Adamek krzyknął: - Trzeba kończyć! Redaktor sinieje!

Wstrząśnięty i zmieszany

To było dawno temu. Siedzieliśmy z kumplami z podwórka pod trzepakiem i godzinami roztrząsaliśmy, czy Godzilla pokonałaby King Konga. Gigantyczny goryl jest potwornie silny i zręczny. Godzilla potrafi za to ziać ogniem i jest odporna na ciosy. Co przyda się bardziej?

boks

Boks - czyli szlachetna walka na pięści

- George, nie boisz się, że nabawisz się od boksu urazu mózgu? - zapytano kiedyś George'a Foremana.

- Jeśli zacząłeś boksować, to znaczy, że już masz uraz mózgu - odpowiedział.

Wołodyjowski po japońsku
Powiadają, że Japonia powstała z miecza. Bogowie zanurzyli jego koralowe ostrze w wodzie, a gdy wyciągnęli, do oceanu spadły cztery równe krople, z których powstały japońskie wyspy.
Więcej o: