10 x Liga Mistrzów UEFA

Ligę Mistrzów UEFA wymyślono, by zapewnić wielkim europejskim klubom stały dopływ gotówki. Ale ten biznes by się nie kręcił, gdyby nie magiczne chwile, dramatyczne wydarzenia i niezapomniane historie.

Piłkarska zemsta Niemca

Jürgen Klinsmann

W półfinale 1993/1994 spotkały się AC Milan i AS Monaco. Włoski obrońca Alessandro Costacurta brutalnie sfaulował napastnika Monaco Jürgena Klinsmanna. Niemiec długo zbierał się z boiska. Gdy wstał, kamery pokazały, jak wycelował palec w stronę Costacurty, a potem wskazał na swoje oczy. To znaczyło jedno: Jeszcze się zobaczymy!

Klinsmann nie chciał faulować Włocha. Zdecydował się na zemstę piłkarską. Czatował na podanie pod polem karnym AC Milan. Gdy je dostał, ruszył w stronę Włocha, minął go zwodem, ale czytelnym - tak by Włoch miał czas na reakcję. Tą reakcją był faul. A że Klinsmann wychodził na czystą pozycję, Costacurta dostał czerwoną kartkę.

Kamery znów pokazały, jak Klinsmann podniósł się z murawy, poczekał na kartkę, po czym wcelował palec w stronę Costacurty, a potem wskazał na swoje oczy.


50 m pewnego Serba

Dejan Stanković

Jeśli ktoś w kwietniu 2011 r. spóźnił się na ćwierćfinałowy mecz między Interem Mediolan a Schalke 04 Gelsenkirchen choćby minutę, stracił bardzo wiele. Po 13 s Inter przejął piłkę. Nie minęło ich 15, gdy wrzucił piłkę w pole karne Niemców, a tam bramkarz Schalke Manuel Neurer zorientował się, że nie dosięgnie jej rękoma w polu karnym, że musi wybić ją poza szesnastką. Nie minęło 18 s, gdy zagrał ją zatem głową i wybił daleko, daleko przed siebie. Bezpiecznie - jak mu się zdawało. Upływało raptem 20 s meczu, gdy okazało się, że piłka trafi do stojącego na środku boiska Dejana Stankovicia, a po 22 s spotkania wszyscy się zorientowali, że Serb zwariował, bo zdecydował się uderzyć ją wolejem w stronę bramki.

Minęła 24. s, gdy złapali się za głowę po zapewne najwspanialszym golu w całej historii Ligi Mistrzów. Jednym z najszybszych. I chyba nieprzypadkowym. Półtora roku wcześniej bramkarz Genui Marco Amelia wybił piłkę spod swojej bramki tak, że trafiła pod nogi Stankovicia. Na środku boiska. Ten uderzył od razu wolejem i też trafił do bramki.

Mimo niezwykłego gola Inter przegrał z Schalke na własnym stadionie aż 2:5.

 

 

Pajacyk z Polski

Jerzy Dudek

Niezapomniane finały z Borussią Mönchengladbach w 1977 r., z Club Brugge w 1978 r., wygrana z Realem Madryt w 1981 r. albo triumf po rzutach karnych z AS Romą w 1984 r. Tragiczny finał z 1985 r. na stadionie Heysel, gdzie lepszy okazał się Juventus Turyn w meczu, który rozegrano mimo śmierci 39 osób na widowni.

Jest kilka finałów Pucharu Europy, które kibice FC Liverpool pamiętają do dziś. Ale dopiero rozgrywki Ligi Mistrzów dały im finał, który stał się legendą. Dzięki Polakowi.

25 maja 2005 r. na stadionie w Stambule włoski AC Milan prowadził 1:0 już po pierwszej minucie i bramce Paola Maldiniego - najstarszego piłkarza, jaki kiedykolwiek grał w LM. Włochowi zamarzył się wtedy piąty zdobyty puchar, co dałoby mu miejsce w historii. Było to niemal pewne, gdy Argentyńczyk Hernan Crespo - jedyny gracz, który strzelał gole w LM dla pięciu różnych klubów - jeszcze przed przerwą podwyższył na 2:0, a następnie 3:0.

Trzy gole do przerwy i sprawa była wyjaśniona. AC Milan wygrywał finał łatwo i efektownie. Po przerwie wyszedł na drugą połowę pewny swego.

Tymczasem w tej drugiej połowie angielska drużyna potrzebowała zaledwie sześciu minut, by wyrównać na 3:3. O zwycięstwie decydowała seria rzutów karnych, w której bohaterem został Jerzy Dudek. Jego rozpraszający rywali taniec w bramce, podobny do podskakiwania pajacyka, okazał się skuteczny. Od 2005 r. FC Liverpool żyje nową legendą.

 

Walkower nie jest taki straszny

Paris St. Germain

Ciężki bój z rumuńskim zespołem Steaua Bukareszt stoczyli Francuzi z Paris St. Germain w kwalifikacjach w sierpniu 1997 r. Znakomicie grający Rumuni zdołali wygrać 3:2. Rewanż w Paryżu zapowiadał się bardzo trudno.

Francuzi nie spodziewali się jednak, że aż tak. Krótko po meczu w Bukareszcie okazało się, że Laurent Fournier, który grał w ich spotkaniu, powinien pauzować za żółte kartki. PSG ukarano walkowerem 0:3. To zdawało się przekreślać wszelkie szanse.

Tymczasem to właśnie Francuzi przystąpili do tego rewanżu bardziej zmotywowani. Straty z Bukaresztu odrobili w pół godziny, a jeszcze przed przerwą strzelili rywalom czwartą bramkę. Ostatecznie skończyło się na 5:0 i hat tricku Brazylijczyka Rai - młodszego brata słynnego niegdyś Socratesa.


Paryżanie awansowali do rozgrywek grupowych, a w nich ulegli Bayernowi w Monachium aż 1:5. Niewiele brakowało, aby wzięli w Paryżu rewanż także za to spotkanie - na kwadrans przed końcem wygrywali 3:1 i nacierali dalej. Ponieważ jednak w grupie Ligi Mistrzów wygrana 3:1 jest warta tyle samo punktów co 5:1, poprzestali na tym.

Liga Mistrzów wygrała z rakiem

Eric Abidal

Jeszcze 8 marca 2011 r. francuski obrońca Eric Abidal słyszał brawa na Camp Nou, gdy grał w barwach FC Barcelony. Tydzień później usłyszał od lekarzy: masz guza wątroby.

Wtedy nikt nie myślał nawet o dalszej grze Francuza w piłce. Należało martwić się o jego przeżycie.

Zaledwie półtora miesiąca później, po trudnym i wykańczającym leczeniu, Eric Abidal zadziwił wszystkich, gdy stanął przy linii bocznej boiska, gotowy do wejścia na ostatnią minutę półfinałowego meczu Barcelony z Realem Madryt. 28 maja 2011 r. po meczu na londyńskim Wembley Barcelona sięgnęła po trofeum po zwycięskim finale z Manchesterem United. Zgodnie z regulaminem powinien je wznieść do góry kapitan katalońskiej drużyny Carles Puyol, ale oddał opaskę kapitańską właśnie Abidalowi i to on, w niezwykle wzruszającym geście, uniósł puchar.

Tego już UEFA oprotestować nie mogła, tak jak wcześniej nie dopuściła (trzymając się ściśle przepisów) do ?akcji koszulkowej? graczy FCB, którzy w ten sposób chcieli dodać otuchy choremu koledze.

 

 

Zabójca o twarzy dziecka

Olle Gunnar Solskjaer

Niemcy grają do końca? I wygrywają zawsze, jak twierdził Gary Lineker? Finał z 1999 r. temu przeczy. Na stadionie Camp Nou w Barcelonie to nie Niemcy wygrali mecz w ostatnich sekundach, ale Anglicy. A dokładniej - piłkarz z Norwegii.

Olle Gunnar Solskjaer zaczął trenować piłkę, gdy miał 7 lat, ale chciał rzucić ten sport, bo zbyt długo grywał w amatorskich klubach w Norwegii, np. trzecioligowym Clagenengen. Wysłannicy Manchesteru Utd. wypatrzyli go na meczu reprezentacji Norwegii z Azerbejdżanem. Solskjaer miał 23 lata, gdy trafił na Old Trafford, ale wyglądał na 13. Dziecięca buzia, dzięki której zyskał przydomek ?Baby-Faced Assassin?, była szczególnie zdradliwa dla Bayernu Monachium, gdy niegroźnie wyglądający Norweg ustalił wynik finału Ligi Mistrzów 1999 r. na 2:1 dla Manchesteru Utd.

Niemcy prowadzili 1:0 od 6. minuty. Gdy sędzia Pierluigi Collina wskazywał już, ile czasu doliczy, wciąż było 1:0 dla Bawarczyków. Oba gole dla MU padły w doliczonym czasie - najpierw strzelił Teddy Sheringham, a potem Solskjaer, dając nam najbardziej niesamowitą końcówkę w dziejach LM.

 

 

Nie ma strat nie do odrobienia

Werder Brema

Nawet to, co zrobił Liverpool w finale w 2005 r., blednie przy wyczynie niemieckiej drużyny Werder Brema w meczu z belgijskim Anderlechtem Bruksela w rozgrywkach grupowych w grudniu 1993 r.

Belgowie przed przerwą zmiażdżyli bremeńczyków w kwadrans. Philippe Albert i Danny Boffin do spółki wbili im trzy gole. Anderlecht jeszcze w 65. minucie prowadził 3:0 na boisku beznadziejnie grającego rywala. Mecz był chyba wygrany...

Belgowie zapomnieli jednak, że Niemcy grają do końca. Natarcie Niemców było niczym Blitzkrieg. Strzelanie rozpoczął Nowozelandczyk Wynton Rufer, który po kolejnych bramkach chodził po murawie na rękach, a ostatnie trzy gole Niemcy strzelili w ostatnich 10 minutach. Wygrali 5:3.

Wiosną drużyna Werderu podejmowała FC Porto. Portugalczycy też objęli prowadzenie na ich stadionie 3:0. Niemcy tylko się uśmiechali - w końcu co to dla nich. Ruszyli do szturmu na Portugalczyków, by odrobić te straty. I przegrali 0:5.

 

 

Zdobył bramkę w kajdankach

Nicolas Anelka

Gdy w 2010 roku Chelsea Londyn wygrała w Lidze Mistrzów ze słowacką drużyną MŠK Žilina 4:1, aż dwie bramki zdobył Francuz Nicolas Anelka. Zamiast cieszyć się ze zdobytych bramek, zaprotestował przeciwko swojemu zawieszeniu w prawach reprezentanta Francji aż na 18 spotkań. Napastnik po zdobyciu bramki pobiegł wzdłuż linii końcowej boiska ze spuszczoną głową, ze skrzyżowanymi rękoma, które wyglądały, jakby były skute kajdankami.

Dyskwalifikacja była konsekwencją fatalnego występu Francuzów na mistrzostwach świata w RPA. Tricolores nawet nie wyszli wtedy z grupy i nie wygrali meczu, a atmosfera w drużynie była fatalna. Znany z braku pokory i krnąbrnego zachowania Anelka miał się odezwać do trenera Raymonda Domenecha w wulgarny sposób. Po dyskwalifikacji opowiadał, że to trener powinien się wstydzić, a nie on, bo to Domenech popełnił błędy i nie chce się do nich przyznać. - Jeśli jest samobójcą, jego sprawa, ale po co nas ciągnął na dno? - mówił, ale dużo większym echem odbił się jego gest z Ligi Mistrzów.

 

 

Kup szampon, a poczujesz dreszcze

Hymn Ligi Mistrzów

W Lidze Mistrzów ciarki przechodzą mi po plecach od samej muzyki - mówił niegdyś Ryan Giggs z Manchesteru United o niesamowitym, charakterystycznym hymnie tych rozgrywek. Każdy kibic piłkarski go zna, ale mało kto wie, że pieśń ta liczy już prawie 300 lat!

Händl

To utwór "Zadok the Priest", skomponowany przez niemieckiego kompozytora Georga Friedricha Händla z okazji koronacji Jerzego II w październiku 1727 r. Ten angielski król też był Niemcem, pochodził z Hanoweru, i był w trakcie swych rządów na Wyspach Brytyjskich celem wielu kpin i szyderstw ze względu na potworny, niemiecki akcent.

W 1992 r. hymn uwspółcześnił Anglik Tony Britten, twórca muzyki m.in. do filmu "O czym szumią wierzby" - o żabach, kretach, borsukach i łasicach. Refren śpiewany jest w trzech językach: angielskim, niemieckim i francuskim.

W Polsce niekiedy mówi się na tę pieśń po prostu "Kup szampon", bo na YouTubie można znaleźć przeróbki udające jej polską wersję językową.

Mistrz, który nie jest mistrzem

Paradoks za paradoksem

Do 1991 r. rozgrywki Pucharu Europy aż do końca toczyły się w formie play-offu. W sezonie 1991/1992 wprowadzono fazę grupową, choć jeszcze nie nazywaną oficjalnie Ligą Mistrzów. To określenie pojawiło się dopiero w kolejnym sezonie, więc do dziś trwają spory, który polski zespół ubiegał się o nią jako pierwszy - Zagłębie Lubin w 1991 r. czy Lech Poznań w 1992 r.

uefa, liga mistrzów . futbolPuchar w formie ligi rozgrywany jest do dziś. Do 1998r. LM rozgrywana była w dwóch grupach, a każdy kraj mógł wystawić jedynie mistrza. Po zmianie najsilniejsze w rankingu państwa wprowadzają do rozgrywek także zespoły z niższych miejsc - niekiedy nawet czwartego.

I już w finale Ligi Mistrzów w 2000 r. mieliśmy nietypową sytuację, gdy o Puchar Europy zagrały dwie ekipy hiszpańskie - Real Madryt i FC Valencia. W dodatku żadna z nich nie była mistrzem Hiszpanii! Ani w 1999 r. (wtedy - FC Barcelona), ani w 2000 r. (wtedy - Deportivo La Coruna).

Paradoks zaczął gonić paradoks - Puchar Mistrzów zdobył zespół, który nie był mistrzem, w dodatku w rozgrywkach pucharowych w formie... ligi.

 

Tekst: Jarosław Nawrot

Zdjęcia: Wikipedia, materiały prasowe (montaż)

Zobacz też na LOGO24:

futbol, 10 x ..., sport

Superteoria superwszystkiego: Graj i dziel

Nie dajcie sobie wmówić, że piłka nożna jest bez sensu. Futbol sensów ma wiele, a najgłębszym z nich, najbardziej pierwotnym i najbliższym futbolowemu duchowi jest dzielenie.

Superteoria syperwszystkiego: Słownik terminów komentatorskich

"Typish english weather" - Pada, murawa jest grząska i śliska (por. "Być może źle dobrał kołki"), a stanowisko komentatorskie jest pod dachem, więc sam komentator może sobie pozwolić na takie drobne wesołe żarciki.

9 najciekawszych czarnych tras

Nie wybaczają błędów, po ich przejechaniu - jeśli przeżyjesz - będziesz miał nogi z waty. Ale za to wieczorem przy szklaneczce grzańca możesz opowiadać dziewczynom, jak pokonałeś jedną z najtrudniejszych tras narciarskich w Europie.

10 x rajdowi mistrzowie

Wybór dziesięciu najwybitniejszych polskich kierowców rajdowych nie jest prosty. Zwłaszcza jeśli chcemy uwzględnić nie tylko wymierne osiągnięcia, ale również osobowość, talent i tzw. faktor X zawodnika.

Więcej o: