Vslv's World: chapsnąłem na dziadach

Witam,

zawsze mam problem z tytułami kolejnych postów, czasami wpycham anglicyzmy, co nie jest z pewnością najlepszym rozwiązaniem, chociaż chwytnym i szpanerskim.
Niezmiernie spodobał mi się tytuł kolejnego posta jaki został popełniony przez GrossBoss vel. LeaMun - taki przaśny i nasz swojski:

Jak go hapsnęłam na dziadzie, tak i właściwie w tem roku, przydał mi się w zasadzie :)


zresztą zawartość posta niemniej, a może i bardziej :-)
Vslv's World: chapsnąłem na dziadach Vslv's World: chapsnąłem na dziadach fot. Vislav
Tak więc dokonałem grabieży, bądź wymuszenia zawłaszczając część tytułu. Słownik, co to podkreśla na czerwono dorzucił jeszcze literkę "c". Niestety mój klasyczny męską elegancją słownik nie nadąża za LM, która z właściwym sobie wdziękiem swobodnie formuje i kształtuje to co zwiemy formą pisaną. Zresztą, jak przypuszczam męskie i niemęskie serca również :-)
Tytuł mi się przydał, bo od jakiegoś czasu miałem zamiar coś tam skrobnąć o SH, czyli polsko-swojsko - na dziadach.
Już wcześniej przywołana przeze mnie dyskusja na temat mojej tożsamości seksualnej: ,,A_co_uwazacie_o_VSLV_ie_" miała swój poboczny wątek na temat garderoby pokazywanej na moim blogu: prawie same szmaty, ble...
Zdarzało mi się również toczyć dyskusje na ten temat na bespoke.pl i w paru innych miejscach. Nigdy nie kryłem i nie kryję tego, że moim głównym źródłem zaopatrzenia są SH, czyli fajnie nazwane przez LM  "na dziadach".
Otóż opinie te bazują głównie na sytuacji sprzed kilku lat, gdy faktycznie chętni wyszukiwali sobie ciuchy w wielkich worach i skrzyniach, często brudne i wrzucone tam bez ładu i składu. Nigdy z takich miejsc nie korzystałem, a w chwili obecnej w moim miasteczku nie ma ani jednego szmateksu w tym stylu.
Rzeczy są z zasady czyste, posegregowane i wyeksponowane na wieszakach. Często poukładane kolorami, rodzajami tkanin, stylistyką itp. Zdarzają się nierzadko rzeczy nowe, lub przynajmniej nie noszące śladów użytkowania.
Vslv's World: chapsnąłem na dziadach Vslv's World: chapsnąłem na dziadach fot. Vislav

Nie mamy jeszcze takich miejsc:

raj dla mojego oka
lub kultowy dla wielu pań z innego krańca świata
.
Same zakupy w takich miejscach i generalnie w drugim obiegu dla wielu osób nie stanowią niczego nagannego, ani powodu do wstydu. Zacytuję tutaj może "guru" dla zwolenników klasycznej męskiej elegancji i szycia na miarę:
Mężczyźni boją się mody - Je­re­my Hac­kett znany lon­dyń­ski kra­wiec męski [...] Od czasu do czasu robię generalne porządki, zostawiam garnitury szyte na miarę, a resztę zanoszę do charytatywnych sklepów z odzieżą. Długi czas zarabiałem na życie sprzedając używane garnitury szyte w pracowniach przy Savile Row. Wielu moich klientów pochodziło z wyższych sfer. W Wielkiej Brytanii snobizm ma nieco inne oblicze: im człowiek bogatszy, tym chętniej ubiera się w sklepach z odzieżą używaną. Częstym gościem w moim sklepie był amerykański projektant Ralph Laurent. (...)

Nie zaliczam siebie do arystokracji, snobów, bądź obrzydliwie bogatych. Po prostu ten styl zaopatrywania się w szmatki daje dużo zabawy i przyjemności.Trochę na ten temat i wyglądu "szmat" napisałem w komentarzach w poprzednim temacie:2
Witam,
faktycznie nie korzystam z pralni chemicznej. Głównie używam pralki automatycznej z programem "wełna", te nowoczesne działają rewelacyjnie i nie mam żadnych problemów z filcowaniem się wełnianych tkanin i dzianin. Do tego odpowiednie detergenty i płyny do płukania.
Zaopatruję się w Niemczech (mam blisko), niestety polskie wyroby tych samych firm mają znacznie gorszą jakość.
Beret swobodnie można wyprać ręcznie, po wypłukaniu ułożyć we właściwym kształcie i pozostawić do wyschnięcia. Większy problem z uformowaniem stanowi kapelusz, chociaż też zdarzało mi się to robić.
Przybrudzone krawaty wyrzucam. Wełniane swetry, koszule spodnie nie stanowią żadnego problemu.
Ponadto wełniane tkaniny dobrej jakości nie są podatne na zabrudzenia, jak len i bawełna.
A i tak wszystkie swoje rzeczy piorę bardzo często.
Pralnia chemiczna doprowadziłaby mnie do bankructwa. Ponadto dowolna rzecz z pralni chemicznej (tych swoich piorących wynalazków nie wymieniają zbyt często) nie ma tak przyjemnego wyglądu i zapachu, jak po dobrym detergencie i płynie do płukania.
Z marynarkami różnie bywa, wszystko zależy od konstrukcji. Preferuję jednak wersje letnie na cały rok i te można wyprać ręcznie, a czasami w automacie.
Ponadto nawet zaopatrując się w SH wybieram rzeczy czyste i bez widocznych śladów użytkowania. Przy bogatej kolekcji i stałych zmianach stroju "zaciaranie" czegoś tam zabiera dużo czasu.
Zauważ, że w przypadku garniturów to spodnie brudzą się i niszczą znacznie szybciej niż marynarka. Czasami szyje się dwie pary spodni do jednej marynarki.
Gdybym którąś marynarkę zabrudził skutecznie (miód, majonez, ketchup) po prostu poleciałaby do kosza. Podobnie z przybrudzoną wskutek dłuższego użytkowania. W ciągu dwóch lat pozbyłem się około 10 marynarek. Za wartość usługi w pralni chemicznej nabywam kolejne.
Ostatnio w dwóch SH jest duża kolekcja najprzeróżniejszych marynarek w idealnym stanie po 2 PLN za sztukę.To też jest plus filozofii SH całkowicie sprzecznej z ideami bespoke.pl - stałe zmiany garderoby. 
Za równowartość jednej marynarki szytej na miarę i noszonej na okrągło - mam cały rok zabawy z najprzeróżniejszą garderobą, a i tak wychodzi to znacznie taniej.
**************************
I to by było tyle teorii i różnych rozważań. Można by dać więcej przykładów, jednak tekst i tak rozciągnął się znacznie
**************************
Vslv's World: chapsnąłem na dziadach Vslv's World: chapsnąłem na dziadach fot. Vislav

Wracając do dnia dzisiejszego. Otóż dwa tygodnie temu w SH, czyli na dziadach  - wypatrzyłem bardzo ciekawą kurtkę lotniczą. Szukałem czegoś takiego od dawna.
Uszyta była z bardzo solidnej i grubej skóry - gładkiej i mocnej. Galanteria metalowa (zamki, napy, sprzączki) wykonane z mosiądzu co wskazuje na dość dawny model. Lekko za duża, ale taka kurtka nie powinna być zbyt obcisła. Na wysokości górnej kieszeni miała kilka dość dużych plam z białej farby, ponadto skóra wymagała konserwacji, a podszewka kilku napraw. Farba była tylko na wierzchu skóry i nie wniknęła w głąb.

Vslv's World: chapsnąłem na dziadach, vislav
Natomiast cena byłaby relatywnie wysoka w dzień dostawy (55 PLN za kg) za tak solidną i ciężką kurtkę.
Biorąc pod uwagę niezbyt ciekawy wizualnie stan kurtki, postanowiłem odczekać tydzień do 5 PLN za,kg.
Oczywiście ryzykowałem, że ktoś inny mnie ubiegnie.
Jednak tak się nie stało. W ostatni dzień przed nową dostawą nabyłem tę kurtkę za jedyne 12,50 PLN.
Tak, jak przypuszczałem po 20 minutach pracy kurtka wyglądała doskonale.
Użyłem kolejno: leather cleaner i następnie czarny tłuszcz do skóry. Plamy zniknęły, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Vslv's World: chapsnąłem na dziadach Vslv's World: chapsnąłem na dziadach fot. Vislav

Jak zwykle z wujaszkiem Google pod ramię zabrałem się do sprawdzenia, co to mi się właściwie trafiło.
I tutaj kolejna niespodzianka. Firma PETROL nie występuje w sieci, nie znalazłem żadnego najmniejszego śladu. Aby było jeszcze ciekawiej, kurtki lotnicze US NAVY z lat 1920-1930 mają naszywane kieszenie. Mimo usilnych poszukiwań nie znalazłem żadnej z bocznymi i ciętymi kieszeniami. Również wszystkie wcielenia Indiana Jonesa mają kurtki z naszywanymi kieszeniami. Dla mnie to jakieś kurtkowe UFO.

Vslv's World: chapsnąłem na dziadach, vislav
Z drugiej strony: jakość wykonania, położone szwy, doskonała skóra, metki, podszewka z ciekawym nadrukiem - nie wskazują na jakąś domorosłą i garażowo-rzemieślniczą produkcję.

W każdym bądź razie kurtka sprawuje się doskonale. Nie są mnie w niej straszne sztormy, burze, deszcze i lodowate wiatry.

Vslv's World: chapsnąłem na dziadach, vislav

 

pozdr. Vslv



Tekst i zdjęcia z blogu: Vslv's World - Fashion vs. Style

Więcej o: