Małysz, Dudek, Czerkawski: drugie życie wielkich sportowców

Hokeista Mariusz Czerkawski, piłkarz Jerzy Dudek i skoczek narciarski Adam Małysz. Po zakończeniu kariery znaleźli sobie nowe sportowe wyzwania. To nie sztuka dla sztuki. Są w tym znakomici.
Mariusz Czerkawski Mariusz Czerkawski fot. Tomasz Kaniewski/BE&W

Mariusz Czerkawski: człowiek lodu na zielonej trawie

Wysłuchał Kuba Frołow.

. . .

MARIUSZ CZERKAWSKI*: - Adrenalina, walka, rywalizacja. Grając zawodowo w hokeja, tego wszystkiego miałem czasami wręcz w nadmiarze. Było jasne, że po zakończeniu kariery muszę znaleźć ekscytujące zajęcie. Postawiłem na tenis. Codzienne lekcje, potem amatorskie turnieje. Grałem bardzo intensywnie. Gdy wróciłem do Polski, kolega, który prowadził czasopismo o golfie, namówił mnie, żebym spróbował. I tak na polu znalazłem się z innymi nowicjuszami, m.in. Rafałem Bryndalem i Bartkiem Topą.

W golfa wsiąkłem dopiero w Polsce, ale nie był dla mnie zupełną nowością. Jeszcze w Szwecji koledzy z drużyny mieli dwie miłości - hokej i golf, a może golf i hokej (śmiech). Ja do golfa podchodziłem wówczas jak większość Polaków. Ot, nudna zabawa dla emerytów. Wiadomo, ćmiący cygara panowie z dużymi brzuchami, którym nawet nie chce się chodzić tylko jeżdżą meleksami. Chłopaki z zespołu zabrali mnie na pole golfowe, żeby mnie "wyprostować".

To był falstart! Kompletna porażka. Teraz wiem, że nim rozegra się pierwszą rundę, należy wziąć lekcje na tzw. driving range, czyli golfowej strzelnicy, gdzie uczy się techniki. Czy trudno jest uderzyć piłkę kijem? No, nie, to łatwe. Bierzesz kij i walisz. Ale uderzyć dobrze, to już wyzwanie. I taka prawdziwa radość z golfa zaczyna się wtedy, gdy już umiesz to porządnie zrobić, kiedy na sto uderzonych piłek pamiętasz te trzy uderzone źle, a nie trzy uderzone dobrze.

Ze Szwecji przeniosłem się do USA i spadłem z deszczu pod rynnę. Tam też pół drużyny podniecało się techniką Tigera Woodsa. Oglądanie relacji z turniejów golfowych to też jakaś amerykańska specjalność. Jeśli ktoś nie gra, nie zrozumie tych emocji. Ja ich wcześniej nie ogarniałem. Teraz mam nadzieję, że dla mojego pięcioletniego syna towarzyszenie mi na polu golfowym jest choćby w połowie tak atrakcyjne jak dla mnie, chociaż jemu i tak marzy się zostanie hokeistą (śmiech). To musi być w genach.

Za golfem szaleją miliony ludzi na świecie, żaden inny sport nie ma tylu sławnych ambasadorów. Justin Timberlake ma własne pole. Hugh Grant gra właściwie codziennie. Żartuje, że najpewniej żony już nie znajdzie, skoro w sobotę wieczorem najchętniej by oglądał na YouTubie swing golfowy w zwolnionym tempie. Catherina Zeta-Jones i Michael Douglas są częstymi gośćmi na turniejach celebryckich. Golfem pasjonuje się Mark Wahlberg, a Clint Eastwood miał jedno z najsłynniejszych na świecie pól golfowych Pebble Beach, gdzie rozgrywano m.in. US Open. Często widywałem na polu byłych kolegów po fachu. Wayne Gretzky, Mats Sundin czy Peter Forsberg mieli handicap 3 albo 4, co jest bardzo dobrym wynikiem. Ja mam 4,5. Niedawno Michael Phelps powiedział, że medale olimpijskie z basenu zamieniłby na to, żeby być jednym z najlepszych golfistów na świecie. W Polsce uwielbiają grać Jurek Dudek, Zbyszek Boniek, Tomek Iwan, Mateusz Kusznierewicz.

Myślę, że byli sportowcy, którzy poddawali się wycieńczającym treningom, dzisiaj szukają miejsca gdzie indziej. Nie chcą już katować się na siłowni. Chcą mieć z tego fun. Piłkarzom nikt już nie podcina nóg, a ja nie muszę z nikim okładać się kijem. Golf to towarzyski sport. Chociaż dla mnie nie to jest najważniejsze - nie muszę spotkać znajomych, żeby mieć frajdę z pojechania na strzelnicę czy pole. Zdarza mi się rozegrać rundę w samotności. A z Jurkiem czy Zbyszkiem równie dobrze mogę się spotkać w jakiejś miłej knajpce. Ale na pewno granie razem sprawia nam przyjemność.

Runda golfowa trwa jakieś cztery godziny. W tygodniu spędzam na grze trzy dni. Daje to około 150 dni w ciągu roku. To na pewno jest wielka pasja. Jeżeli jadę na rundę, często wcześniej odwożę syna do przedszkola i po rundzie mam czas, żeby go odebrać.

Jak nie mam za wiele czasu, jadę na driving range - doskonalę uderzenia, testuję trajektorie lotu piłki, sprawdzam, którym kijem uderzyć. Uczę się, co zrobić, jeżeli bunkier (jeden z typów przeszkód na polu) jest przed albo za tzw. greenem (miejscem wokół dołka), czy piłka ma spinować (obracać się) czy mieć rotację wsteczną. Do dołka, który jest 500 m dalej, mogę ją wbić na różne sposoby. Do tego dochodzą taktyka, właściwe obuwie, teoria doboru kijów, których jest czternaście rodzajów. Morze tematów. A nie zapominajmy, że mówię o golfie amatorskim, bo zawodowstwo to inna bajka.

W Polsce rozwój golfa ogranicza to, że pola są oddalone od miast. Chcąc dojechać na Rajszew za Jabłonną, Lisią Polanę za Twierdzą Modlin czy do Sobieni w drodze na Puławy - wymieniam tylko te w okolicach Warszawy - trzeba jechać prawie godzinę. Potem rozgrzewka, runda gry, która trwa trzy-cztery godziny. Jakby nie liczyć, schodzi pół dnia. Ludzi to zniechęca. Wolą pobiegać, bo wystarczy założyć spodenki, buty i zjechać windą. Na szczęście przynajmniej driving ranges są w miastach.

Tak, postrzegałem golfa jako grę dla seniorów. I pewnie faktycznie jest tak, że na 150 milionów ludzi grających na świecie stanowią oni sporą część. Jednak teraz, po wielu latach gry, nigdy nie użyłbym już w odniesieniu do niego słowa "nudny". Mówmy o nim ekscytujący. A czołówkę polskich i światowych golfistów tworzą ludzie w wieku 20-30 lat. Ten sport na pewno się zmienił.

. . .

*Mariusz Czerkawski - najsłynniejszy polski hokeista, który zrobił prawdziwie wielką karierę w zawodowej lidze NHL. Grał m.in. w Boston Bruins, Edmonton Oilers, New York Islanders, Montreal Canadiens i Toronto Maple Leafs. W 2000 r. wziął udział w meczu gwiazd NHL - All Star Game. Teraz sportowo realizuje się w golfie.

Jerzy Dudek Jerzy Dudek fot. Volkswagen Castrol Cup

Jerzy Dudek: bramkarz, który pokochał prędkość

Wysłuchał Juliusz Szalek

. . .

JERZY DUDEK*: - Na początku wydawało mi się, że to tylko świetna zabawa, ale gdy stoisz na starcie, wiesz, że to coś znacznie więcej. W kombinezonie i kasku jest ci gorąco. Spotniałe ręce w rękawicach ściskają kierownicę. Jeszcze nigdy nie udało mi się wygrać w eliminacjach pole position, dlatego przed i za sobą mam facetów w innych autach, którzy tak jak ja chcą być pierwsi. Czekasz na światło, trzymając wciśnięty gaz. Pierwszy zakręt, drugi, kolejny. Ciśniesz, ile możesz. Walczysz na granicy swoich możliwości.

W tym sezonie sprawa jest poważna. Jadę cały cykl wyścigów Volkswagen Castrol Cup. W ubiegłym roku startowałem tylko w kilku jako gość. I wtedy faktycznie była to zabawa, bo w razie potknięcia nie było żadnych konsekwencji. Teraz przede wszystkim chcę być cały czas lepszy. A żeby być lepszym, muszę robić postępy, a żeby robić postępy, muszę traktować to bardzo poważnie. A nie jak gość: śmiechy, zabawa. Teraz jako pełnoprawny zawodnik chcę być lepszy od innych, chcę wyprzedzić i piąć się w górę wyścigowej hierarchii. Chcę, żeby kibice popatrzyli i powiedzieli, że Dudek nawet nieźle sobie radzi na torze.

Zawsze broniłem tak, żeby ludzie mówili, że zrobiłem to zajebiście. To daje motywację. Tak było zawsze. Nawet gdy jako 14-latek grałem z 17-latkami, a oni mówili, żeby nie strzelać tak mocno, bo szkoda malucha, buntowałem się. Co to ma znaczyć? Jak to, nie tak mocno? A właśnie strzelajcie z całej siły. W wyścigach też chcę udowodnić, że jestem dobry. Zawsze tak podchodzę do tego, co robię. Jak zacząłem grać w golfa, to nie chciałem mieć handicapu starszego pana, tylko od razu chciałem być lepszy. Analizowałem grę innych i swoje błędy, trenowałem i dwa lata temu, zaledwie po kilkunastu miesiącach gry, miałem handicap 5 (kiedy się zaczyna, wynosi on 36). Jak w wyścigach dojdę do takiego poziomu, będzie super.

Kluczowa jest znajomość toru. Nieważne, jakim autem jedziesz, musisz po prostu ogarnąć tor, a przecież każdy jest inny. Pierwsza sesja; coś już wiesz, druga mija szybko, a zaraz wyścig. Jeśli zmieni się pogoda, a ty nie znasz toru, to koniec. Niestety mam bardzo mało okazji na trening. Auta są dostarczane na kwalifikacje i wyścig. Rozmawiam z kolegami z VW Castrol Cup i podpytuję, czym, gdzie i jak trenują. Okazuje się, że mają większe możliwości. Ale są ogromnie życzliwi. Podpowiadają, na razie, bo nie jestem dla nich zagrożeniem (śmiech), i dzięki temu szybciej robię postępy. Bo to jest najważniejsze, żeby poprawiać wyniki. Na torze na Słowacji na treningach miałem stratę do najlepszego 2,2 sekundy. Mówię sobie, świetnie. Niby niewiele, ale dawało mi to... ostatnie miejsce. Niesamowite, że w tak małym przedziale czasu mieści się 20 zawodników. Gdzie urwać te sekundy? Do tego potrzeba doświadczenia.

Zdaję sobie sprawę, że ludzie mnie obserwują. W piłce osiągnąłem sukces, więc chcą zobaczyć, co teraz osiągnę. Pewnie niektórzy mówią, że Dudek tylko się bawi i nic z tego nie będzie. Dlatego choć jest wyraźny postęp, daleko mi do bufonady. Znam swoje umiejętności. Ostatnio mieliśmy gościa, który przyjechał na wyścig i założył się o naprawdę duże pieniądze, że będzie w pierwszej trójce. A facet jeździł w serii wyżej. I co? W pierwszym wyścigu był 18. czy 16., w drugim 17. Nie jest tak łatwo, ale to właśnie lubię. Choć wydawało mi się, że bez reszty pochłonął mnie golf, to teraz poszedł trochę w odstawkę na rzecz golfa, ale z końmi mechanicznymi pod maską.

Pamiętam mój pierwszy wyścig tak dobrze jak pierwszy poważny mecz. To było w Poznaniu. Zająłem w kwalifikacjach 13. miejsce. W wyścigu byłem 15., a w drugim 18. Jak na nowicjusza to nieźle. Ale przyszedł kolejny wyścig, rywale się rozjeździli i od razu mi odjechali. Nadal widać, że muszę jeszcze długo ich gonić. A jest kilku chłopaków, którzy są nie do przejścia. Oni doskonale wiedzą, jak ustawić auta na dany wyścig, znają tory i zasuwają. Nadrabiam entuzjazmem, ale gdybym miał większą możliwość treningu, byłoby lepiej. Gdy ludzie pytają, w jakie miejsce celuję, czy w mistrzostwo? Śmieję się i mówię: - Spokojnie. Znam swoje miejsce w szeregu.

To tak, jakby nasi piłkarze ogłosili, że jadą na mistrzostwa świata. No, świetnie. Powinni mieć ambicję, ale muszą też znać swoje możliwości. Gdybym w tym sezonie załapał się na miejscu od 10. do 15., byłbym zadowolony. Są takie możliwości. Ostatnio Poznań skończyłem już na 11. miejscu i uważam, że może być lepiej.

Staram się kopiować siebie z czasów piłki, w której przecież wiele osiągnąłem. Mam wszystkie treningi zapisane od czasów Liverpoolu, a kilka jeszcze z czasów Feyenoordu. Nauczyłem się tego u Beniteza. To on dręczył nas cyferkami i statystykami. Ale jak się nauczysz, że np. ten gość dostarcza ci 22 piłki z lewej strony w pole karne, to musisz o tym wiedzieć. W motosporcie jest łatwiej, bo tor się nie zmienia. Jak się go raz nauczysz to połowa sukcesu.

. . .

*Jerzy Dudek - jeden z najlepszych bramkarzy w historii polskiej piłki nożnej. Wielokrotny reprezentant kraju. Grał m.in. w Feyenoordzie Rotterdam, Liverpoolu (z którym zwyciężył w Lidze Mistrzów) i Realu Madryt. Obecnie jego sportowymi pasjami są golf i motosport - bierze udział w wyścigach cyklu Volkswagen Castrol Cup.

Adam Małysz Adam Małysz fot. Marcelo Maragni/Red Bull Content Pool

Adam Małysz: górski orzeł orłem pustyni

Wysłuchał Juliusz Szalek

. . .

ADAM MAŁYSZ*: - Temu, kto zawodowo uprawiał jakąś dyscyplinę, ciężko przestawić się na normalne życie. Szuka czegoś, co da mu kopa. Wielu byłych zawodników zostaje trenerami, doradcami, ale mnie to nie do końca pasowało. Wiedziałem, że muszę się zaangażować w coś, co będzie mnie kręciło, bo moim mottem jest to, żeby robić to, co lubię. Inaczej będzie czegoś brakowało.

Na szczęście szukając odpowiedzi na pytanie: "Co po skokach", miałem ułatwiony wybór. Pamiętam początki lat 80. Samochodów w mojej miejscowości nie było dużo. Częściej po drodze jeździły koniki niż auta. Siadaliśmy z kuzynem przy drodze na takich specjalnych ławach na banie z mlekiem i godzinami patrzyliśmy na przejeżdżające samochody. Rozpoznawaliśmy modele, zapamiętywali tablice. Miałem 6, może 7 lat. Zaczynałem właśnie skakać. Dziś się nawet zastanawiam, co było pierwsze - fascynacja samochodami, czy nartami.

Malucha, moje pierwsze autko, kupiłem w 1994 r., ale marzeniem był golf "dwójka". W 1996 r. wygrałem zawody pucharu świata w Oslo i zarobiłem trochę więcej pieniędzy. Dołożyłem i kupiłem od razu "trójkę". Pojechałem ze szwagrem do Niemiec. Znaleźliśmy piękną sztukę. Golf był co prawda trochę rozbity, ale wspólnie go wyremontowaliśmy, bo już wtedy grzebałem przy autach. Zresztą w maluchu też robiliśmy zawieszenie, ale nigdy go nie tuningowaliśmy.

Ostatni skok wykonałem 26 marca 2011 roku. Trochę bolało, ale gdzieś w głowie siedział mi telefon, który odebrałem dwa lata wcześniej. W słuchawce usłyszałem: "Dzień dobry, pan Adam? Czy wystartuje pan w Rajdzie Dakar? Nie, nie jako pasażer, jako kierowca". Ciarki mi przeszły po plecach. Dakar? Ja za kierownicą!? Super! Ale musiałem odmówić, bo nie chciałem się rozdrabniać. Wtedy jeszcze skakałem, a jak coś robię, to na sto procent. Poprosiłem o telefon, jak będę skoczkiem emerytem. Nawet po tamtej rozmowie wyobrażałem sobie, że po oddaniu ostatniego skoku przez dwa, trzy lata nic nie będę robił. Siądę, skoszę trawę w ogródku, będę z rodziną. Ale im bliżej było zakończenia, tym bardziej uświadamiałem sobie, że takie życie nie jest dla mnie. I wreszcie oddałem ten ostatni skok, a następnego dnia odebrałem telefon, czy moje wejście w rajdy jest aktualne. Potwierdziłem i już 9 sierpnia byłem kierowcą rajdowym z licencją. No, może bardziej kierowcą z licencją rajdową.

Dyscyplina, którą teraz uprawiam, jest dość ekstremalna, ale pozwala mi się dalej realizować. Nie traktuję tego tylko jak hobby i widzimisię, jak myśleli na początku inni. Ja naprawdę podchodzę do tego bardzo poważnie. To wyczerpujący sport. Zdecydowanie bardziej niż skoki. Wiele godzin w upale, stresie i przy pełnej koncentracji. Ktoś mi kiedyś powiedział, że co to za wysiłek, jak cały czas siedzisz i jedziesz. Ten ktoś chyba nigdy nie jechał samochodem wyczynowym.

Trzeba ostro pracować nad kondycją. Uwielbiam jazdę na rowerze, wyrabia wytrzymałość. Do tego siłownia, trzy razy w tygodniu. Jak jestem na testach czy treningach, to już one wystarczają, bo tam strasznie dużo się dzieje. Trzymam wagę 65-66 kg. W porównaniu z czasami narciarskimi jestem grubszy o 10 kilogramów, bo dieta kierowcy jest mniej rygorystyczna niż skoczka. Ale choć nie muszę się specjalnie ograniczać, to dobre przyzwyczajenia pozostały, np. zawsze jem śniadanie. Inny jest natomiast trening. W lotach ważna była szybkość mięśni, teraz liczy się wytrzymałość.

W skokach znaliśmy się dobrze, bo na zawody jeździliśmy w podobnym składzie. Tutaj też większość zawodników łączą koleżeńskie relacje, a rywalami stajemy się dopiero na stracie. Nie ma zmiłuj, każdy walczy o zwycięstwo. W skokach najtrudniejsze było wybicie i belka. Zanim na niej siądziesz, zżera cię stres. Jak jesteś w formie, to potrafisz go wykorzystać i zamienić w dobry wynik. Jeśli forma umknie, to cię zetnie i wszystko może się wydarzyć. W sportach motorowych też jest dreszczyk emocji, stres. Belką jest moment startu, ale jak już wciśniesz gaz, to o tym zapominasz. Jest też więcej czasu na poprawę wyniku. W skokach były sekundy, i pozamiatane.

Czy nie kusi mnie, żeby przesiąść się z rajdówki do wyścigowego auta? Nie, nie odczuwam takiej potrzeby. Mój kolega Maciek Stańco wiele mi o wyścigach opowiada. To jest zupełnie inna dyscyplina. Bardziej kontaktowa, kolizyjna i z napięciem. Ostatnio ktoś mnie nawet zapytał, czy bardziej lubię szybkie samochody, czy terenowe. Odpowiedź jest prosta. Idealne są dla mnie szybkie terenówki. A zresztą cały czas pamiętam o swoich zasadach: Ja się nigdy nie rozdrabniam.

. . .

*Adam Małysz - multimedalista olimpijski i mistrzostw świata w skokach narciarskich. Jeden z najlepszych skoczków w historii tej dyscypliny na świecie. Czterokrotnie zdobył puchar świata w skokach (w tym trzy razy z rzędu). Zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni. Obecnie jego pasją są terenowe rajdy samochodowe.

Więcej o:
Komentarze (2)
Małysz, Dudek, Czerkawski: drugie życie wielkich sportowców
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • interfere

    Oceniono 4 razy 2

    Z nich wszystkich Adam Małysz zaszedł najdalej w "drugim życiu" sportowca. Ma już sporo zwycięstw w rajdach terenowych, był 13 w Dakarze - to chyba dobry odpowiednik "Olimpiady" off-roadowej. Każdy następny samochód to coraz mocniejsza i droższa maszyna. Trzymam kciuki za wygranie Dakaru - może jeszcze powtórzy się "Małyszomania"

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX