Testowane Matuszewskim: czego unikać?

Przysmaki z marketów pod lupą: nasz tester bierze na siebie ryzyko, żebyś Ty nie musiał.
Testowane Matuszewskim Testowane Matuszewskim Fot. Jarosław Matuszewski

Ręce precz od piwa!

Obrzydliwe są te wszystkie wynalazki. Jestem tak zmęczony eksperymentami naszych wielkich browarów, że nawet już mi się nie chce próbować. Robię to wyłącznie z dziennikarskiego obowiązku, od naczelnego zażądam dodatku za pracę w szkodliwych warunkach. No bo jak ze spokojem próbować tych wszystkich coolerów, radlerów, piw z kolą itp. Niedobrze mi tylko. Dziś cztery próby, wszystkie złe, od razu uprzejmie donoszę. Najlepiej w tym gronie zaprezentowała się wersja radlera Warki z lemoniadą o smaku czarnej porzeczki. Najlepiej, to nie znaczy, że dobrze, bo napój jest nieco mdły, na szczęście nie za słodki, a piwo niewyczuwalne. Moc niska, chęć do powtórzenia - żadna. Ale przynajmniej żadnemu z moich współdegustujących gości nie zrobiło się niedobrze. Wymiotów nie wywołał także radler Okocimia, z colą i limonką, wyłącznie za sprawą dodatku soku z limonki. Skąd aromat cynamonu? W piwie? Uznaliśmy, że K., jak jej coś bardzo nie smakuje, po prostu wyczuwa tam cynamon. Najgorszym z piw okazał się w tym zestawieniu Lech Ice Diesel, czyli niby że piwo z niby że colą. Obrzydlistwo to jest - chórem zgodziliśmy się na ten werdykt. Aż szkoda pisać więcej. Laury najgorszego trunku podzielił w tym wypadku Lech z nowością Karmi - piwem (bezalkoholowym oczywiście) o smaku - uwaga - tiramisu. No, można by rzec, dobrze, że nie panna cotta? Nie ma takich słów w naszym języku, którymi dałoby się opisać nasze doznania. Dość powiedzieć, że wszyscy, a było nas pijących ośmioro - obiecaliśmy nigdy więcej do gęby tego świństwa nie brać. Czego i tobie życzę.

Od lewej:

Okocim, radler cola z limonką, 0,5 l - 2,99 zł

Lech, Ice Diesel, beer & cola, 0,5 l - 2,99 zł

Karmi, piwo bezalkoholowe o smaku tiramisu, 0,4 l - 3,49 zł

Warka, radler z lemoniadą porzeczkową, 0,5 l - 2,99 zł

Polski hummus Polski hummus Fot. Jarosław Matuszewski

Polski hummus

Ilu kucharzy arabskich, tyle wersji hummusu. Co tam, kucharzy? Ile domów, tyle wersji. I to dobrze dla nas, bo możemy mieć wersję własną, w dodatku nadzwyczajnie prostą i szybką. Ja proponuję hummus dla zabieganych, dla tych, co chcą zabrylować przed dziewczyną (hummus, bardzo na czasie, bo wege i prawie fit: prawie, bo sam z siebie jest kaloryczny, ale zachęca do chrupania warzyw). Klasyczna arabska pasta to i sporo czasu niezbędnego na ugotowanie niechętnej mięknięciu ciecierzycy (no chyba, że z sodą) i prażenie sezamu. Może się udać, nie musi, szczególnie jeśliś w kuchni początkujący. Więc pójdź za mą radą i zrób hummus z gotowej cieciorki konserwowej np. Rolnika, i pasty tahini. Ja w sklepach wypatrzyłem dwie: arabską i libańską. Obie super, kremowe, aromatyczne, gęste, lekko słodkie. Pycha. Więc zblenduj puszkę ciecierzycy, dodaj dwie duże łyżki pasty sezamowej, trochę oliwy i konieczynie odrobinę lodowato zimnej wody. Dzięki niej hummus uzyska aksamitną gładkość. Do tego szczypta papryki, kuminu albo czego tam jeszcze. Pyszności!

Od lewej:

Jasmeen, Tahina - pasta sezamowa, 400 g - 13,99 zł

Rolnik, cieciorka konserwowa, 425 ml - 2,29 zł

Samasem, Extra tahini, 400 g - 16,99 zł

Komfortowa owsianka Komfortowa owsianka Fot. Jarosław Matuszewski

Komfortowa owsianka

Największą zaletą owsianki Mlekowity jest to, że jest. Gotowa, słodka (dla mnie za słodka), wygodna, niedroga. Czy trzeba czegoś więcej? Można wyskoczyć do sklepiku, kupić, najeść się całkiem, raczej zdrowo. Ja wolę własną, ale przecież nie zawsze mam czas, ochotę, warunki, żeby gotować. Więc plus. (Ale bananowa jest obrzydliwa)

Mlekowita, owsianka jabłkowa, 180 g - 1,95 zł

Ziele w tubie Ziele w tubie Fot. Jarosław Matuszewski

Ziele w tubie

Bazylia jest nam bliska. Pokochaliśmy te aromatyczne listki, nie da się ukryć. Pesto bazyliowe to już niemal codzienność. Wybór w sklepach jest tak duży, że można kupić i pesto obrzydliwe, i pesto pyszne. Pamiętam, jakie wrażenie zrobiła na mnie bazylia mrożona. Tak, tak, można kupić listki bazylii zamrożone, prawie jak świeże. A teraz widzę i próbuję bazylię w tubie. Taką pastę niby, sos? Niemiecki to wyrób, czyli jak rozumiem praktyczny. Ale ja chyba wolę listki. Świeże zioła są dostępne wszędzie, kosztują niewiele, smakują o niebo lepiej. Więc ja tej praktyczności niemieckiej w tym przypadku nie kupuję

Pflaum's, Bazilikum, zioła w tubie, 100 g - 9,99 zł

Curry z Danii Curry z Danii Fot. Jarosław Matuszewski

Curry z Danii

Muszę się przyznać, że jestem pod olbrzymim wrażeniem smaku duńskiego serka kremowego Apetina. To zdanie odnosi się w szczególności do serka India: papaja i curry. Serek jest niezwykły, niepowtarzalny w naszych sklepach, indyjski, egzotyczny, bardzo aromatyczny, słodkawy, naprawdę niesamowity. Producent, czyli Arla Foods, proponuje korzystanie ze swojej serii serków w sposób niestandardowy, bo na ciepło z różnymi potrawami. Nie zdążyłem tym razem, ale obiecam podzielić się swoimi odczuciami w przyszłości. Póki co polecam serek India i całą serię Apetina.

Arla, Apetina - India papaja i curry, również inne smaki, 125 g - 4,19 zł

Bliżej niż Katalonia Bliżej niż Katalonia Fot. Jarosław Matuszewski

Bliżej niż Katalonia

Chorizo z Polski? Nie po raz pierwszy polskie masarnie dowodzą, że potrafią wykonać naprawdę dobre wędliny, niekoniecznie krakowskie, podwawelskie czy myśliwskie. Tarczyński, z kabanosów znany najbardziej, wykonał np. bardzo przyzwoite chorizo "katalońskie". Wiem, że odmian tej surowej hiszpańskiej kiełbasy dojrzewającej jest mnóstwo i nie jestem specjalistą, ale lubię ten charakterystyczny smak: surowy, podwędzany, paprykowy. Można chorizo spożyć na surowo, można podsmażyć i dołożyć do sosu albo zupy na przykład. No i nie trzeba jeździć do Hiszpanii, znaczy Katalonii.

Tarczyński, chorizo katalońskie, 225 g - 15,29 zł

Zero kreatywności Zero kreatywności Fot. Jarosław Matuszewski

Zero kreatywności

Cechą szczególną kaca jest niedowidzenie. Nic dziwnego - jak człowiek oczy mruży, to przeważnie widzi gorzej. A mruży, bo ma światłowstręt. Więc skoro widzi słabo, należy mu dopomóc. Producent tego napoju wykazał się racjonalnym i uzasadnionym brakiem finezji. Nie nazywał swojego produktu fantazyjnie, nie kombinował, a kreatywność schował w komórce. Napój, którego celem jest dopomóc potrzebującym, nazwał "na kaca". Ten komunikat każdy potrzebujący, nawet ze zmrużonymi oczami, dostrzeże. A jak dostrzeże, to wypije. A jak wypije, to zwymiotuje. I to JEST ewidentnie sposób na kaca.

PS Gdyby jednak ktoś chciał spróbować, niech wie, że smakuje toto jak połączenie niskosłodzonego napoju energetyzującego z gastrolitem (okropna w smaku postać elektrolitów podawanych przy odwodnieniu). Czy pomaga? Nie wiem?

Na Kaca, napój izotoniczny, 250 ml - 3,09 zł

I po co ta mięta? I po co ta mięta? Fot. Jarosław Matuszewski

I po co ta mięta?

Jeszcze ajran dzisiaj, ale miętowy. Ajran uwielbiam, co pewnie już komunikowałem, ale żeby z miętą? Mięty nie lubię (z wyjątkiem pasty do zębów, gumy do żucia i mojito), co pewnie już komunikowałem, ale żeby z ajranem? Spróbowałem tego wynalazku i żałuję. Choć obok byli tacy, co im smakowało. Dla mięczaków, znaczy miętusów, będzie super. Ja miętusem nie jestem.

Dietan, kwaśny napój mleczny miętowy, 0,5 l - 3,99 zł

Więcej o: