Superteoria superwszystkiego: Mistrzowie trzeciego kroku

Właśnie obejrzałem porażkę Polaków na mistrzostwach świata w piłce ręcznej. Jestem po kibicowsku wściekły, bo  - mimo fatalnego początku meczu - prawie się udało.
ME piłkarzy ręcznych ME piłkarzy ręcznych Fot. Kuba Atys / AG

Mistrzowie trzeciego kroku

Ale to najprzyjemniejszy rodzaj kibicowskiej wściekłości , który tylko polscy szczypiorniści potrafią wywołać.

Moja miłość do piłki ręcznej nie różni się niemal niczym od miłości standardowego polskiego kibica - zakochałem się właśnie wtedy, gdy reprezentacja Polski zaczęła odnosić sukcesy. Może odrobinę wcześniej. Powinno być mi wstyd?

piłka ręczna, Grzegorz Tkaczyk Na początku 2007 roku byliśmy już sześć miesięcy po rozczarowujących mistrzostwach świata w piłce nożnej,  dwa miesiące po radosnych mistrzostwach w siatkówce, przed nami straszył długi rok bez wielkich sportowych imprez, do tego odpoczywaliśmy po Kubicy i przed Kubicą. Nawet na kolejne mistrzostwo świata Adama Małysza musieliśmy  poczekać jeszcze kilka tygodni. Coroczna styczniowa sportowa laba.

Gdy WTEM! Mistrzostwa Świata w piłce ręcznej. Początkowo oglądałem i relacjonowałem Z czuba z życzliwą zawodową ciekawością. Spodziewałem  się heroicznych bojów i miejsca w granicach szeroko rozumianej przyzwoitości. Dostałem srebrny medal po fantastycznym turnieju.

W trakcie turnieju uwierzyłem w piłkę ręczną i zakochałem się. Ale nie w sporcie, który przyniósł narodowy sukces, tylko w sporcie, który oduczył mnie wszystkiego, czego wcześniej nauczyła mnie piłka nożna.

W Polsce piłkę ręczną można odkrywać w tylko kontekście jej nożnej siostry. Wychowani na futbolu, żyjący futbolem i rozczarowani futbolem (tym krajowym), dzięki piłce ręcznej odkrywamy, że istnieje inny świat, w którym nie jesteśmy skazani na bohaterskie porażki i bezproduktywne mikrosukcesy. W którym drużyna zebrana jest nieprzypadkowo, a zawodnicy za trenera są gotowi oddać życie.

 

Piłka ręczna w Polsce jest wszystkim, czym nie jest piłka nożna  - oto TOP 5 przykładów

 

Tekst: Bohdan Pękacki

Grzegorz Tkaczyk na olimpiadzie w Pekinie 2010-02-10 Grzegorz Tkaczyk na olimpiadzie w Pekinie 2010-02-10 Fot. Bartosz Bobkowski / AG

5. Zwycięstwo to tylko krok do następnego zwycięstwa

W 2007 roku Polacy po latach posuchy znaleźli się w gronie najlepszych drużyn świata. I tam już zostali.

"Jeśli nie będziemy mieli problemu z kontuzjami na turnieju w Szwecji to jesteśmy w stanie wygrać. Siatkarze i siatkarki mieli większe sukcesy, my na pierwsze miejsce się jeszcze nie wdrapaliśmy, a przecież o to chodzi w sporcie." - Grzegorz Tkaczyk.

Sławomir Szmal Sławomir Szmal Fot. Kuba Atys / AG

4. Piłka ręczna to sport drużynowy, w którym gra drużyna

Obejrzyjcie kiedyś zachowanie rezerwowego bramkarza - to on zawsze najbardziej się cieszy, gdy kolega obroni rzut karny. Słyszeliście kiedyś o jakimś konflikcie w drużynie Bogdana Wenty? Ten tamtego nie lubi, tamten z innym nie rozmawia, a jeszcze inny się obraził? Nie. Czy to znaczy, że nie ma między nimi konfliktów, spięć czy choćby drobnych tarć? Wątpię. Ale oni grają w piłkę po to, żeby wygrać. A żeby wygrać, trzeba być gotowym pójść z kolegami z drużyny w ogień. Kłótnie to rzecz wtórna.

"Bez chłopaków bym nie istniał" - Sławomir Szmal.

3. Porażka w piłce ręcznej to powód do wściekłości

piłka ręczna, Krzysztof Lijewski

 

 

 

 

Piłkarz nożny bywa czasem smutny i zły po porażce. Piłkarz ręczny jest zawsze wściekły. Każdy kto widział po przegranym meczu Krzysztofa Lijewskiego, wie że lepiej nie wchodzić mu w drogę. Każdy kto widział Marcina Burkhardta po przegranym meczu, wie, że Marcin lubi zapiekanki.

 

"Ostatnie dwie sekundy... a sędzia na chama dyktuje dla nich rzut karny. Piłkarze wzięli się do bójki. A ja odkręciłem korek i wylałem mu na głowę całą flaszkę zimnej wody" - Bogdan Wenta.

2. Porażka w piłce ręcznej ma zwykle jedną przyczynę - przeciwnik był lepszy

piłka ręczna, Bogdan Wenta

 

Kibice, zwłaszcza ci mieniący się "prawdziwymi" (cokolwiek by to miało oznaczać) często wspominają o "wybaczaniu porażek". Drużynie Bogdana Wenty jeszcze nic nigdy nie wybaczyłem. Jest w ogóle coś do wybaczania? Przecież nigdy nie miałem wątpliwości, że na boisku robią wszystko, co mogą, żeby wygrać.  Polski piłkarz ręczny nie kalkuluje, nie skarży się, że nie trafił z formą, nie oszczędza się na jutro, nie odwala reprezentacyjnej chałtury "bo pieniądze zarabia w klubie". Polski piłkarz ręczny gra, żeby wygrać, albo umrzeć próbując.

"Jak będziemy starali się tylko rzucać, jeżeli tak będziemy grać przeciwko ludziom, którzy dziś walczą o wszystko, to ja się pytam: po co w ogóle wyszliśmy na boisko? Trzeba popatrzeć na siebie, poszukać kontaktu, trzeba grać z jajami!" - Bogdan Wenta.

1. W piłce ręcznej wielkie historie wydarzają się częściej, niż raz na trzydzieści lat

piłka ręczna, Karol Bielecki

 

W czasie mojego krótkiego romansu ze szczypiorniakiem, w samej tylko reprezentacji Polski wydarzyło się więcej niesamowitych historii, niż podczas znacznie dłuższego mojego związku z inną popularną dyscypliną sportową. Opowieść o Karolu Bieleckim, który stracił oko i wciąż gra na najwyższym poziomie jest ciekawsza niż cały sezon ekstraklasy wraz z występami w europejskich pucharach. Karol ma więcej charyzmy, niż jest w stanie zgromadzić dowolne boisko do piłki nożnej w ramach rozgrywek krajowych.   Gol Artura Siódmiaka w ostatnich sekundach meczu z Norwegią, nawet oglądany z odtworzenia przyśpiesza bicie serca, gdy człowiek błaga niebiosa, żeby wpadło. Zawsze wpada.

"Nie spodziewam się taryfy ulgowej ze strony trenera ani kolegów. Zrezygnować byłoby najłatwiej ale ja tak nie chcę! Proszę zrozumieć, dla mnie piłka ręczna jest religią" - Karol Bielecki.

 

Tekst: Bohdan Pękacki

Fot. Bartosz Bobkowski, Kuba Atys, Paweł Małecki / AG (montaż)

Więcej o: